Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Zbigniew Rokita

Zbigniew Rokita jest redaktorem „Nowej Europy Wschodniej”, współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Partnerstwo dla Pokoju
2014-08-21
Zbigniew Rokita

Przyłączenie Krymu do Rosji pokazało, że Moskwa oferuje nowy wariant „partnerstwa" zbuntowanym regionom – nie skazuje ich już wyłącznie na bycie międzynarodowymi wyrzutkami podłączonymi pod kremlowską kroplówkę, ale jest skłonna je przyłączyć. Abchazja na razie nie szykuje się jednak do przeprowadzenia referendum na wzór krymskiego – tamtejsze władze twierdzą, że nie biorą tego pod uwagę, choć „nie boją się o wynik głosowania".

Z drugiej strony aneksja Krymu i jej konsekwencje pokazały rosyjskim obywatelom, że koszty mesjanizmu i imperializmu są wysokie. Odbiło się to na ich stosunku do Abchazji i Osetii Południowej – już teraz zresztą Kreml utrzymuje zbuntowane gruzińskie regiony. Przykładowo, w ubiegłym roku z 4,7 miliarda rubli dochodów, które przewidział południowoosetyjski budżet, aż 4,2 miliarda stanowiła rosyjska pomoc. Wniosek – uważająca się za niepodległą Osetia samodzielnie zarobiła zaledwie 50 milionów złotych (nieco bardziej niezależna finansowo jest Abchazja). Dla porównania, koszt obecnej przebudowy dworca kolejowego w Szczecinie wyniesie 120 milionów złotych. I choć ktoś powie, że w osetyjskim parapaństwie żyje zaledwie 50 tysięcy osób, to jednak niepodległość kosztuje – implikuje koszty administracji, służb zbrojnych, dyplomatycznych itd., których nie trzeba ponosić będąc częścią większego kraju.

Świat jednak nie śpieszy się z ich uznaniem. Po aneksji Krymu nawet wysepka Tuvalu wycofała swoje poparcie dla samodzielności Suchumi i Cchinwali (rok wcześniej to samo uczyniło również mikroskopijne oceaniczne Vanuatu). Na placu boju pozostały poza Rosją tylko Wenezuela, Nikaragua i Nauru.

Jak pokazują badania przeprowadzone przez Centrum Lewady, coraz mniej Rosjan życzy sobie przyłączenia Abchazji i Osetii Południowej do Federacji Rosyjskiej. W pierwszym przypadku odsetek ten wynosi 25 procent (spadek o 5 procent w stosunku do ubiegłego roku), a w drugim – 24 procent (podobny spadek). Więcej osób było entuzjastami takiego scenariusza przed wojną z Gruzją – w latach ją poprzedzających było ich między 30 a 40 procent.

Rośnie również liczba Rosjan, którzy twierdzą, że uznanie niepodległości parapaństw przez Moskwę nic dobrego tym ostatnim nie dało – takiego zdanie jest 54 procent ankietowanych (28 procent w 2008 roku). Wynika to po części z doświadczenia krymskiego, po części z faktu ocieplenia relacji na linii Moskwa-Tbilisi, a także ze sposobu przedstawiania gruzińskich separatystycznych regionów w rosyjskich mediach. „Obecnie znacznie spadło zainteresowanie mediów Abchazją i Osetią Południową, a jeśli już takie doniesienia się pojawiają, mają przede wszystkim negatywne konotacje" – tłumaczy RBK szefowa Centrum Badań Nad Społeczno-Politycznymi Procesami Na Obszarze Poradzieckim Julia Jakuszewa. Istotny jest również fakt, że Rosjanie czują z Abchazami i Osetyjczykami znacznie luźniejszą więź niż z ludnością krymską czy donbaską.

To, czy Abchazi będą chcieli żyć na własny rachunek, czy jako część Rosji, zależy w dużej mierze od tego, jaki kraj stworzą ich rodzimi politycy. 131 tysięcy abchaskich wyborców nowego prezydenta wskazać będzie mogło już w niedzielę.  

 



Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu