Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Chodźcie do nas wszyscy
2014-09-17
Marina Brutyan

Rosja chce, żeby Armenia za miesiąc podpisała dokumenty akcesyjne do Unii Eurazjatyckiej. A Sarkisjan? Wie, że może to dla niego oznaczać utratę władzy.


Minął już rok od czasu, kiedy prezydent Armenii Serż Sarkisjan nieoczekiwanie dla większości obserwatorów poinformował o zamiarze wstąpienia do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Powiedział wówczas również, że Erywań chciałby współtworzyć przyszłą Unię Eurazjatycką.

Od tego czasu – jak zapewniają tamtejsze władze – Armenii udało się wypełnić wszystkie warunki akcesyjne do Unii Celnej, jednak mimo to Sarkisjan wciąż odkłada w czasie złożenie decydującego podpisu. Pojawiają się głosy, że może jednak Erywań nie zdołał dostosować swojego prawa do wymogów eurazjatyckiej organizacji? W samej Armenii panuje przekonanie, że finalizacja porozumień opóźnia się nie z winy Erywania oraz, że dzieje się to nieprzypadkowo.


Karabachu nie oddamy

Nawet zdecydowani przeciwnicy wstąpienia do eurazjatyckich projektów są dziś zbulwersowani widząc, że Kazachstan silnie akcentuje interesy Azerbejdżanu. Podczas astańskiego spotkania przywódców Kazachstanu, Białorusi, Rosji i Armenii prezydent Nursułtan Nazarbajew przeczytał list napisany przez Ilhama Alijewa. Azerbejdżański lider wzywał w nim do przyjęcia Erywania do organizacji, jednak z zastrzeżeniem, że Erywań wstąpi również do Światowej Organizacji Handlu. Oznaczałoby to, że Armenia przyłączy się do WTO w międzynarodowo uznanych granicach, a więc – bez Górskiego Karabachu.

Ten list jeszcze bardziej wzburzył ormiańskie społeczeństwo, a jego rusofobiczna część doszła do wniosku, że cała afera z apelem Alijewa to wyreżyserowany przez Rosję spektakl. Mniej sceptyczni wobec Moskwy oburzają się tym, jak formułuje się problem: są przekonani, że Górski Karabach powinien stać się częścią tych samych organizacji, co Armenia. Inna sprawa, że te same osoby świętują co roku 2 września Dzień niepodległości Arcachu (Górskiego Karabachu). Nawet armeński prezydent Serż Sarkisjan później się dziwił: „A kto powiedział, że chcemy wstępować do Unii Celnej razem z Karabachem?".

Przeciwnicy eurazjatyckiej integracji Armenii argumentują, że nie może dojść do ustanowienia granicy celnej między Armenią i Górskim Karabachem. Ich niezadowolenie nasila się z każdym dniem i nie wykluczone, że właśnie z tego powodu Sarkisjan nie zdecyduje się koniec końców na akcesję.


Nieprzewidywalny partner

Jeszcze w ubiegłym roku, kiedy armeński prezydent zaczął mówić o możliwości przyłączenia się do Unii Celnej, Armenia z dnia na dzień zaczęła być postrzegana w Europie jako „niestabilny sojusznik" i „nieprzewidywalny partner". To z kolei kazało zastanowić się, czy Erywań rzeczywiście dołączy do klubu Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Dziś nie ma już wątpliwości: Armenia nie będzie członkiem Unii Celnej, a bardziej prawdopodobne, że od razu podpisze dokumenty akcesyjne do Unii Eurazjatyckiej. Póki są to jednak tylko plany i nie mamy gwarancji, że do podpisania odpowiednich dokumentów dojdzie w październiku – tak jak życzyłby sobie tego Władimir Putin.

Wydaje się, że opóźnianie procesu jest w pełni na rękę Sarkisjanowi. W Armenii prezydenta uważa się za polityka prozachodniego: Ormianie twierdzą, że gdyby tylko pozwoliło to na rozwiązanie podstawowych socjalnych i ekonomicznych problemów obywateli, Sarkisjan bez mrugnięcia okiem związałby się bliżej z Unią Europejską.

Należy bowiem pamiętać, że kiedy Sarkisjan zaczął przebąkiwać o możliwości wstąpienia do Unii Celnej, nie zakładał, iż wszystko potoczy się tak błyskawicznie – dla niego idealnym rozwiązaniem byłyby ciągnące się w nieskończoność negocjacje. Dlatego też dziś armeński prezydent stara się opóźnić rozwój wypadków, informując na przykład, że nie wszyscy (Kazachstan) cieszą się z akcesji Armenii. Nie powinno więc dziwić, jeśli za jakiś czas Sarkisjan wspomni o dostawach białoruskiej i rosyjskiej broni dla Azerbejdżanu, co raz jeszcze pozwoli mu zahamować integrację.

 

Wszystko po staremu

Tym nie mniej, odwlekanie wstąpienia do Unii Eurazjatyckiej na tym etapie jest uzasadnione jak nigdy wcześniej: na Rosję zostały nałożone sankcje, a poza tym członkostwo w organizacji niczego poza podwyższeniem cen importowanych towarów Erywaniowi nie da. Również obserwowany wzrost wartości armeńskiego eksportu na rynek rosyjski nie jest zasługą procesu integracyjnego, a raczej embarga na towary z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.

Czym bliżej jednak do podpisania dokumentów akcesyjnych, tym bardziej nasilają się antyrosyjskie nastroje w Armenii. Zdecydowana większość armeńskich gazet krytycznie wypowiada się o Unii Eurazjatyckiej, nazywając ją „Eurazjatyckim obozem koncentracyjnym". Rosji zarzuca się, że naciska ona na Erywań żądając szybszych decyzji: pojawiają się głosy, iż Moskwa zmusza Ormian do akcesji organizując prowokację na armeńsko-azerbejdżańskiej granicy.

I właśnie dlatego podpisując dokumenty akcesyjne Sarkisjan straciłby znacznie na popularności, a w rezultacie – mógłby nawet stracić władzę (na co kilkanaście miesięcy po wyborach nie ma ochoty). Wszystko zostanie więc po staremu – Erywań nadal będzie opóźniał proces integracyjny.


Przełożył Zbigniew Rokita

 

Marina Brutyan




Polecamy inne artykuły autora: Marina Brutyan
Powrót
Najnowsze

Via Carpatia. Podróże po Węgrzech i Basenie Karpackim

19.11.2019
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu