Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ukraiński problem Obamy
2014-09-12
Tomasz Pugacewicz

Amerykańską debatę o Ukrainie kształtują czynniki krajowe: wstrzemięźliwość prezydenta, zbliżające się wybory do Kongresu oraz obawy związane z nielegalną imigracją i atakami terrorystycznymi.

Po niedawnej jawnej agresji Rosji NATO po raz pierwszy potwierdziło obecność rosyjskich wojsk na Ukrainie. Wywołało to różne reakcje wśród amerykańskich władz.

 

 

Prezydent zaprzecza

Po trwającej prawie tydzień ofensywie tzw. separatystów jako pierwsza głos zabrała Jen Psaki, rzeczniczka prasowa Departamentu Stanu. Stwierdziła, że „kontrofensywa" na wschodzie Ukrainy jest kierowana przez Rosję, powtórzyła, iż USA mogą wprowadzić kolejne sankcje oraz zwiększyć dostawy uzbrojenia o charakterze obronnym dla Ukrainy.

Media zareagowały na to stanowisko prawie wyłącznie przedrukowaniem materiału przygotowanego przez reportera Associated Press – akurat kończy się sezon urlopowy, a większość będących w pracy dziennikarzy była skupiona na Bliskim Wschodzie. W przedruku nie byłoby nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że w tekście AP ostro zaatakowana została Psaki – między innymi dlatego, że poza „krytyczną retoryką" nie zaoferowała żadnej „natychmiastowej reakcji" USA.

W rezultacie już następnego dnia w czasie konferencji prasowej Barack Obama odniósł się do polityki USA wobec kryzysu ukraińskiego. Prezydent po raz kolejny obarczył Rosję odpowiedzialnością: stwierdził, że Moskwa „zachęca, szkoli, zbroi i finansuje" separatystów. Zapytany jednak wprost, czy intensyfikację działań Rosji można nazwać „inwazją", przez chwilę kluczył, aby ostatecznie oświadczyć, że „w rzeczywistości nie doszło do zmiany" kształtu tego konfliktu, a więc nie można mówić o „inwazji".

Dzień później Josh Earnest, rzecznik prasowy Białego Domu, stwierdził co prawda, że USA potwierdzają obecność regularnych wojsk Rosji na terytorium Ukrainy, ale nie jest to zmiana jakościowa. Taki stan rzeczy mają potwierdzać – zdaniem Earnesta – raporty amerykańskiego wywiadu.



Sprawdzone metody

Mówiąc o środkach zaradczych wobec działań Rosji na Ukrainie prezydent USA wskazał cztery kwestie.

Po pierwsze, uznał, że rosyjskie władze nie są zainteresowane politycznym rozwiązaniem konfliktu, więc Stany Zjednoczone nie będę skupiały się na negocjacjach.

Po drugie, prezydent wskazał na sukces dotychczas wprowadzonych sankcji, których efektem jest zapaść gospodarcza Rosji. Potwierdzać to mają między innymi otrzymywane przez Obamę raporty wywiadu.

Stwierdził także, że należy kontynuować tę sprawdzoną politykę i zapowiedział pogłębienie sankcji we współpracy z państwami UE (ich kształt miał być dyskutowany w czasie szczytu NATO). Prezydent nie odniósł się jednak do faktu, że choć sankcje są dotkliwe dla Rosji, to nie zmniejszyły jej zaangażowania na wschodzie Ukrainy.

Trzecia kwestia: pomimo drążenia tematu przez dziennikarzy, prezydent całkowicie przemilczał kwestię bezpośredniego zaangażowania wojskowego lub dostaw amerykańskiego uzbrojenia na Ukrainę. Jest to o tyle ciekawe, że jeszcze dzień wcześniej Psaki mówiła o możliwości „kolejnej pomocy dla sił zbrojnych Ukrainy w postaci uzbrojenia służącego do obrony (nonlethal)".

Jednocześnie Obama bodaj po raz pierwszy stwierdził wprost, że tego konfliktu nie da się rozwiązać za pomocą środków wojskowych. To odejście od wcześniejszych deklaracji, które (choć ostrożnie) przyznawały Ukrainie prawo do użycia siły, żeby obronić swoją integralność terytorialną.

Powyższą zmianę można tłumaczyć na dwa, niewykluczające się sposoby. Po pierwsze, w obliczu klęski wojskowej Ukrainy Stany Zjednoczone przestały liczyć na rozwiązanie wojskowe; po drugie, jak doniósł dziennikarz Major Garrett, wśród doradców prezydenta są osoby, które uważają, że „ostatnia rzecz jaka jest potrzebna w regionie, to zwiększenie ilości broni".

Czwartym elementem polityki wobec kryzysu ukraińskiego ma być według Obamy wizyta ukraińskiego prezydenta w Białym Domu w połowie września. W jej trakcie prezydent USA zapewne wesprze Ukrainę politycznie i ogłosi kolejny pakiet pomocy gospodarczej.



Przymknięte drzwi

Obama oświadczył, że Ukraina nie jest członkiem NATO i nie może liczyć na gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA. Nie dziwi też, że prezydent nie przewiduje konfrontacji zbrojnej z Rosją w Europie (choć jednocześnie zastrzegł, że Waszyngton gwarantuje bezpieczeństwo członków Sojuszu).

W historii Stanów Zjednoczonych przesłanki prawne (fakt formalnej przynależności lub nie do danego sojuszu) nie były jednak jedynymi na podstawie których USA udzielały gwarancji bezpieczeństwa. Najczęściej najpierw pojawiała się wola polityczna amerykańskich przywódców, a dopiero potem były podejmowane działania na rzecz nadania takim zobowiązaniom formalnego kształtu. Widać więc, że w przypadku Ukrainy chodzi głównie o brak woli, a aspekty prawne są przykrywką.

Dwa dni po wystąpieniu prezydenta, szef wydziału europejskiego w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Charles Kupchan stwierdził, że Stany Zjednoczone popierają zasadę tzw. otwartych drzwi, ale „obecnie kwestia członkostwa Ukrainy w NATO nie jest brana pod uwagę".



Kongres: punkt zwrotny

Inaczej działania strony rosyjskiej odebrała większość prominentnych członków Kongresu specjalizujących się w sprawach zagranicznych. Uznali oni intensyfikację działań Rosji za formę zbrojnej inwazji, a tym samym punkt zwrotny w konflikcie.

Kongresmeni oczekują nie tylko pogłębienia sankcji – co proponuje prezydent USA – ale także rozpoczęcia dostaw „uzbrojenia obronnego". Kroki te mają doprowadzić do dalszego pogorszenia sytuacji gospodarczej Rosji i sukcesów militarnych Kijowa, co ma z kolei zaowocować sprzeciwem samych Rosjan wobec polityki Putina.

Źródeł aktywności członków Kongresu należy upatrywać między innymi w czterech procesach zachodzących w polityce wewnętrznej w USA, dla których sytuacja na Ukrainie jest tylko pretekstem.

Po pierwsze, w Stanach Zjednoczonych, gdy prezydent (naturalny przywódca w obszarze polityki zagranicznej) zajmuje wstrzemięźliwe stanowisko, członkom Kongresu łatwiej jest przyciągnąć uwagę mediów swoimi dalej idącymi pomysłami.

Po drugie, dopiero na przełomie sierpnia i września Kongres wrócił do pracy po miesięcznej przerwie.

Po trzecie, za dwa miesiące (4 listopada) odbędą się wybory wszystkich członków izby niższej i jednej trzeciej członków izby wyższej.

Po czwarte, dla niektórych polityków, nawet tych z Partii Demokratycznej, zaangażowanie w sprawy zagraniczne może stać się ważnym elementem budowania wizerunku – może to pomóc, gdy w przyszłości będą ubiegać się o stanowisko sekretarza stanu lub prezydenta.



Ukraina w cieniu

Działania Rosji sprzyjają też porozumieniu między Partią Republikańską i Partią Demokratyczną w obszarze polityki wobec Moskwy. Republikanie od dawna kładą nacisk na konflikt interesów. W Demokratach widziano z kolei do niedawna środowisko, które twierdzi, że poprzez współpracę można załagodzić konflikty. Dziś działania Moskwy skłaniają ich jednak do zajęcia stanowiska bliższego propozycjom Republikanów.

Oczywiście, nie doszło do całkowitego zlania się stanowisk dwóch ugrupowań: Republikanie w swojej krytyce wciąż idą dalej od Demokratów. Republikański senator John McCain twierdzi, że fiasko poniosła „minimalistyczna polityka" Obamy, który wzbraniał się przed dostawami uzbrojenia; prezydent miał się bać, że bardziej zdecydowana postawa Waszyngtonu doprowadzi do rosyjskiej inwazji, do której i tak doszło. Senator proponuje natychmiastowe rozpoczęcie przekazywania przez USA, nie tylko uzbrojenia, ale i danych wywiadowczych Ukrainie.

Istnieje jednak szereg innych kwestii, w których krytycy prezydenta USA zgadzają się – niezależnie od partii do jakiej należą.

Po pierwsze, wszyscy uznają, że od powstrzymania Putina zależy wiarygodność USA – chociażby w kontekście dążeń Chin, Iranu i Korei Północnej.

Po drugie, zastrzegają, że pomoc wojskowa dla Ukrainy nie może obejmować wysyłania w strefę walk amerykańskich sił zbrojnych.

Dotychczasowi krytycy prezydenta nie zgłosili jednak propozycji ustawy, która zmusiłaby władze wykonawcze do rozpoczęcia dostaw uzbrojenia. Jedynie senator Robert Menendez wezwał do zwołania obrad połączonych izb Kongresu 18 września, a więc w czasie wizyty Poroszenki. Umożliwiłoby to ukraińskiemu przywódcy przedstawienia potrzeb swojego państwa, a przy okazji zwolennicy dostaw uzbrojenia mogliby zgłosić projekt ustawy w tej sprawie.

Te i inne pomysły sprawiają, że Obama nie może twierdzić, iż proponowany przez niego kształt polityki USA nie ma alternatywy. Tym bardziej, że w marcu ponadpartyjne porozumienie w Kongresie pozwoliło przyjąć (w rekordowym tempie trzech tygodni) ustawę o udzieleniu Ukrainie kredytu w wysokości miliarda dolarów.

Wśród amerykańskiej elity politycznej pojawiają się również pojednawcze głosy wobec Rosji, lecz są one odosobnione.

Nie można wreszcie zapominać, że cała dyskusja toczy się w cieniu debaty na temat nielegalnej imigracji czy obaw przed kolejnymi atakami terrorystycznymi radykalnych islamistów z Iraku.

Krótko mówiąc, trudno oczekiwać, aby w najbliższym czasie doszło do wypracowania spójnej polityki wobec Ukrainy.

 

 

Tomasz Pugacewicz jest doktorantem na Uniwersytecie Jagiellońskim.


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Pugacewicz
Powrót
Najnowsze

Via Carpatia. Podróże po Węgrzech i Basenie Karpackim

19.11.2019
Ziemowit Szczerek
Czytaj dalej

Donbas: kruchy pokój?

18.11.2019
Aleksander Kowalewski
Czytaj dalej

Na Białorusi ludzie boją się zmian

17.11.2019
Małgorzata Nocuń Bartosz Panek
Czytaj dalej

Gruzini znów wyszli na ulice

15.11.2019
Wojciech Wojtasiewicz Jakub Janiszewski
Czytaj dalej

Gruzińskie Marzenie w obliczu kryzysu

15.11.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Gra o tron w Gruzińskim Kościele Prawosławnym

14.11.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu