Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Niech ktoś nas uzna!
2014-10-23
Zbigniew Rokita

Abchazowie zrobili wszystko, co w ich mocy, by stać się pełnoprawnym państwem, ale reszta nie zależy już od nich – muszą czekać, aż uzna ich świat. Tak długo jednak, jak ten nie zlituje się nad nimi, Abchazowie będą żyli w dekoracjach niepodległości. Przygotowali oni wszystkie instytucje, które potrzebne są państwu, ale na razie nie można do końca wypełnić ich treścią (posiadają na przykład Narodowy Komitet Olimpijski, który czeka na dzień, aż Suchumi zostanie uznane przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski). O ich staraniach opowiada polski film dokumentalny Efekt domina w reżyserii  Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego.

Na los „dekoracji" skazany został też abchaski minister sportu Rafael Ampar (nazwa funkcji: Przewodniczący Państwowego Komitetu do spraw młodzieży i sportu). W parapaństwach minister sportu staje się często głównym ambasadorem kraju, a sam sport – jednym z ważniejszych argumentów za niepodległością. Nieuznane kraje będąc bezsilne wobec światowych rządów, szukają innego sposobu upodmiotowienia się. W tym celu starają się o przyjęcie do międzynarodowych federacji sportowych, aby móc wystawić swoją reprezentację i pokazać całemu światu: „Istniejemy!".

Abchascy zawodnicy występują w reprezentacji Rosji, jednak w niektórych dyscyplinach mogą startować samodzielnie. Abchazów (jeszcze zanim uczyniła to Moskwa) uznała Światowa Federacja Domino. Dominiści mogli sobie pozwolić na taki krok – domino nie jest sportem olimpijskim, stąd przyjęcie danego kraju nie pociąga za sobą najbardziej symbolicznej decyzji: nie umożliwia występów na Igrzyskach Olimpijskich. Twórcy filmu mistrzostwa świata w domino, które odbyły się w Suchumi w 2011 roku, traktują jako pretekst (zjechało się wówczas prawie trzystu zawodników z dwudziestu pięciu krajów, w tym ze Stanów Zjednoczonych, a o imprezie pisali Guardian i New York Times). Świat na kilka dni przestał ignorować Abchazję.

Efekt domina pokazuje raj utracony: postapokaliptyczną przestrzeń w której materia nieożywiona została porzucona dwadzieścia lat temu i pozostawiona sama sobie przybiera dziwne kształty. Budynki niszczeją, wnętrza są ponure, drogi w opłakanym stanie. Nieliczne przebitki z archiwalnych filmów z czasów wojny abchasko-gruzińskiej mają tłumaczyć, jak do tego doszło. Film odkrywa temat południowokaukaskiego parapaństwa, które jest nieznane i przedstawia je w wierny, ale przy tym nieoczywisty sposób.

Życie toczy się tutaj normalnie, ale w innym niż życzyliby sobie tego Abchazowie kontekście: widzimy w filmie, że rozgrywany jest co prawda mecz piłkarskiej ligi Abchazji, ale przy murawie rosną haszcze, spiker komentuje w pokoju z odpadającym tynkiem, a po linii bocznej przechadza się minister sportu krzycząc do piłkarzy, jak mają grać; ludzie kąpią się w morzu, ale kilka metrów od nich straszy zatopiony do połowy statek, a za nimi rozpadają się budynki; światło psuje się podczs rozgrywek mistrzostw w domino, w pomieszczeniu nic nie widać, a organizatorzy krzyczą: „Prosimy nie ruszać kamieni". Wszystko wydaje się umowne.

Umowna jest również funkcja ministra sportu nieuznawanego państwa. Nic nie odróżnia go od innych Abchazów: chodzi w bejsbolówce LDPR i w dresie; jak inni wyleguje się na plaży, na której patrząc na zachód słońca wyznaje rosyjskiej partnerce, że lubi patrzeć w nieskończoność, bo jest romantykiem; minister nie ma pieniędzy na poród żony, nie może też kontynuować z nią rozmowy telefonicznej, bo kończą mu się środki na komórce. W jednej ze scen Ampar uczestniczy w egzaminach wstępnych na AWF, podczas których młodzi Abchazowie nie potrafią zrobić fikołka czy jaskółki. W końcu szef resortu sam prezentuje im, jak należy to robić. Nie pokazano widzowi, żadnych cech, które wyróżniałyby Rafaela spośród innych Abchazów, a to potęguje poczucie przypadkowości i umowności. Widać, że nawet we władzach trudno się ukryć – abchaski los dotyka niemal każdego.

Celem twórców nie było jednak wyśmianie nieuznanego kraju. Abchazja to mikropaństwo, w którym żyje 240-tysięcy osób (tyle co w Gdyni). Państwowe władze mają inne obowiązki, niż ich odpowiednicy w większych krajach, inne są też realia, a dysproporcja bawi (ilustruje to scena w której przedstawiciel służb porządkowych w przededniu mistrzostw w domino obiecuje: „wyślemy w nocy siedem patroli, które zapewnią bezpieczeństwo").

Uznanie Abchazji to jednak dla bohaterów filmu przede wszystkim kwestia godności. Denerwują się, że świat się z nich śmieje i ich ignoruje. Niepodległość niewielki naród traktuje jako gwarancję biologicznego przetrwania, obronę przed rozpłynięciem się w żywiole bądź to gruzińskim, bądź rosyjskim. „Zabić mogą nas nie wojną, ale pokojowym życiem" – mówi Rafael Ampar. W ten sposób niepodległość staje się nie celem samym w sobie, a środkiem. Bo jak długo jeszcze w Abchazji stać mogą dekoracje?



Efekt domina, reż. Elwira Niewiera, Piotr Rosołowski


Powrót
Najnowsze

IPN usprawiedliwia „Burego”

18.03.2019
Krzysztof Popek Krzysztof Persak
Czytaj dalej

Nadchodzi bałkańska wiosna?

18.03.2019
Krzysztof Popek
Czytaj dalej

A po co w ogóle był ten Majdan?

18.03.2019
Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Wizyta studyjna Forum Obywatelskiego UE-Rosja

15.03.2019
NEW
Czytaj dalej

Co z tym Donbasem? Kandydaci na prezydenta Ukrainy wobec konfliktu na wschodzie kraju

15.03.2019
Krzysztof Nieczypor
Czytaj dalej

Wybory na Ukrainie. Faworyt bez programu wyborczego?

14.03.2019
Wojciech Konończuk Artur Wróblewski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu