Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Yes we can albo raczej Да мы можем
2014-11-03
Tomasz Grzywaczewski

W Donbasie odbyły się wybory. Rosja stwierdziła, że są legalne: skoro jednak Moskwa nie uznaje parapaństw, to jak może uznać ich rządy?

Na Kremlu w niedzielę wieczorem musiała trwać prawdziwa feta. Sondaże exit-polls Centralnej Komisji Wyborczej w Doniecku wskazują, że w wyborach do parlamentu oraz na przewodniczącego samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej zagłosowało ponad 81 procent uprawnionych – „frekwencja" zawstydzająca najbardziej prężne europejskie demokracje. Według tych danych największe poparcie zdobyła partia Doniecka Republika (65 procent głosów), a jej lider Ołeksandr Zacharczenko został wybrany przewodniczącym separatystycznego quasi-państwa. Liczenie głosów w Łuhańskiej Republice Ludowej przebiega wolniej, obecnie prowadzi lokalny lider Igor Płotnicki.

 

Nic nowego

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył: „Farsa pod lufami karabinów i czołgów, którą zorganizowały dwie terrorystyczne organizacje w części Donbasu to straszliwe wydarzenie, które nie ma nic wspólnego z prawdziwymi wyborami. Wybory te łamią ustalenia pokojowe z Mińska." Unia Europejska i USA już wcześniej oświadczyły, że nie uznają wyników głosowania. UE i USA zachowują się tak, jakby nic się nie stało. Nikt nie ma odwagi krzyknąć: „Król jest nagi".

Niezrażona postawą zachodnich mocarstw Rosja ogłosiła już kilka dni temu, że w jej ocenie wybory są legalne. Tym sposobem Kreml przeprowadził manewr tyleż błyskotliwy, co mocno już ograny: najpierw wywołał konflikt, potem go zamroził, a teraz będzie podtrzymywał egzystencję quasi-państwa. Dokładnie tak samo przebiegała operacja rozbijania innych byłych republik radzieckich. W ten sposób narodziły się Naddniestrze, Abchazja, Osetia Południowa oraz Górski Karabach. Model działania przewidywał ogłoszenie deklaracji niepodległości w imię zasady samostanowienia narodów, secesję od nowopowstałego państwa, krótki konflikt zbrojny, impas militarny wynikający z rosyjskiego wsparcia dla separatystów i wreszcie powstanie quasi-państwa.



Pączkująca niepodległość

Cechą charakterystyczną tych podmiotów jest suwerenność de facto, ale nie de iure. W istocie oznacza to, że mają one wszelkie atrybuty normalnych państw czyli: zdefiniowane terytorium, stałą ludność oraz efektywny rząd. Brakuje im natomiast suwerenności de iure – z uwagi na brak szerokiego uznania międzynarodowego nie mogą efektywnie wchodzić w relacje z innymi podmiotami prawa międzynarodowego, a więc państwami i organizacjami międzynarodowymi.

Nielegalność powstania tych podmiotów wynika z faktu, że realizowanie prawa do secesji w imię samostanowienia (poza kontekstem dekolonizacyjnym) wymaga spełnienia ściśle określonych warunków, z których najważniejszym jest zgoda państwa macierzystego na odłączenie się od danej prowincji oraz zachowanie zasady uti possidetis iuris, głoszącej że dawne wewnętrzne granice podmiotów federacji stają się granicami nowopowstałych państw. Pytanie, czy taki sam mechanizm można przenieść na niższy poziom – granic okręgów administracyjnych w państwach unitarnych – wzbudza szereg kontrowersji. Z tego powodu również niepodległość Kosowa nie spotkała się z jednoznacznym uznaniem ze strony społeczności międzynarodowej.



Legalne wybory w nielegalnym państwie

Zgodnie z zasadą a minori ad maius, skoro nie można uznać samego państwa, to tym bardziej nie można uznać jego rządu. Kreml potwierdzając wyniki wyborów bezpośrednio łamie zatem normy prawa międzynarodowego.

Tym niemniej funkcjonowanie rzeczywiście niezależnych podmiotów w ramach niepodległych państw uznawanych na forum ONZ jest faktem. Toczące się w quasi-państwach procesy pokojowe wskazują, że szanse rozwiązania zamrożonych konfliktów są znikome. Właściwie w żadnym z nich nie osiągnięto od dwóch dekad nie tylko konsensu, ale nawet znaczącego postępu w negocjacjach. Wprost przeciwnie: w przypadku Gruzji Rosja, wykorzystała Osetię Południową jako bazę wypadową i casus belli w trakcie konfliktu w 2008 roku. Czytelnikom zainteresowanym tą tematyką polecam doskonałą książkę Ronalda D. Asmusa Mała wojna, która wstrząsnęła światem. Rosja, Gruzja i przyszłość Zachodu. Amerykański dyplomata specjalizujący się w sprawach Europy Środkowej i Wschodniej krok po kroku analizuje, w jaki sposób istnienie państwa nieuznawanego jest wykorzystywane do inwazji militarnej na państwo uznane w celu obejścia zakazu agresji i zrzucenia z siebie odpowiedzialności za wybuch wojny.

Enigmatyczny status quasi-państw rodzi mnóstwo konsekwencji. Podmioty te znajdując się poza międzynarodową jurysdykcją stają się czarnymi geopolitycznymi dziurami wyjętymi spod jakiejkolwiek kontroli. A co najważniejsze, pełnią one rolę tykających bomb, które można w dowolnym momencie odpalić, aby realizować cele polityczne ich możnego protektora.

Na przykład – współpraca energetyczna Azerbejdżanu, Gruzji i Turcji wokół gazociągu South Caucasus Pipeline, ropociągu BTC (Baku-Tbilisi-Ceyhan) oraz projektowanego gazociągu TANAP zagraża rosyjskiej dominacji na europejskich rynkach surowcowych, a działania dyplomatyczne i ekonomiczne Moskwy okazują się nieskuteczne. Zawsze pod ręką jest jednak Górski Karabach. Wybuch nowej wojny pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem może skutecznie zakłócić transport węglowodorów do Turcji, prowadząc do podwyżek cen na światowych giełdach i konieczności zwrócenia się o dodatkowe dostawy – do Rosji.

***

Jak długo będą istniały quasi-państewka Donieckiej i Łuhańskiej Republik Ludowych? Wszystko zależy od politycznej woli Kremla. Tym niemniej geopolityczna bomba została już na Ukrainie zamontowana i to pomimo buńczucznych wystąpień zachodnich przywódców i sankcji dyplomatycznych oraz gospodarczych. Czapki z głów przed decydentami w Moskwie. Znowu nas ograli.

 

Tomasz Grzywaczewski jest doktorantem w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.

 

Polecamy inne artykuły Tomasza Grzywaczewskiego:

Totalna katastrofa: Nie wiadomo, jak katastrofa na Wnukowie wpłynie na zaangażowanie Totalu w inwestycje na Półwyspie Jamał. Śmierć prezesa Total komplikuje sprawy i mogła wywołać uśmiech na twarzach niektórych wielkich moskiewskich graczy.


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Grzywaczewski
Powrót
Najnowsze

Kraków: Debata "Wpływy rosyjskie w Unii Europejskiej"

14.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu