Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Opozycja nie chce demokracji
2014-11-10
Andrias Gukasjan, Bartłomiej Krzysztan

Armeński reżim trwa nie ze względu na oportunistyczną policję czy wojsko, jak w innych państwach autorytarnych – oparty jest na opozycyjnych partiach.

 

BARTŁOMIEJ KRZYSZTAN: Istnieje przekonanie, że Ormian łatwiej mobilizować do wojny o Górski Karabach, niż do protestu przeciwko wypaczeniom władzy i ekonomicznej zapaści. Dlaczego chętniej walczą o ziemię, niż o chleb?

ANDRIAS GUKASJAN: Główną przyczyną jest struktura społeczna. W Armenii żyje około 700 tysięcy rodzin, spośród których w szeroko pojętym aparacie państwowym zatrudnieni są członkowie około 200 tysięcy rodzin. Ich pensje finansowane są z budżetu państwu: to policja, armia, nauczyciele czy lekarze. Poza tym, mnóstwo ludzi pracuje w strukturach komercyjnych, należących do członków partii politycznych tworzących reżim kryminalno-oligarchiczny. To specyfika tego systemu, w którym nie ma granicy między biznesem i sferą publiczną, istnieją one dzięki sobie we wzajemnym sprzężeniu. Do tego należy dodać jeszcze sektor rolniczy – znaczna część zasobów w rolnictwie kontrolowana jest przez państwo, ludzie muszą się z tym liczyć. Ten rachunek wskazuje, jak wielu obywateli Armenii zależy od aktualnej władzy. Dlatego niezwykle trudno protestować przeciwko sytuacji gospodarczej.

Górski Karabach to jedyna sfera, w której ludzie mogą wykazać się aktywnością, nie narażając się na sankcje ze strony państwa. Władza dba jednak by w rejonach przygranicznych obywatele nie mieli dostępu do broni, a więc szansy na samoobronę w sytuacji zagrożenia. W ostatnim czasie doszło do absurdalnej sytuacji, gdy grupy bojowników z Azerbejdżanu działały na terytorium Armenii i Górskiego Karabachu. Jeśli władza nie jest w stanie bronić swoich obywateli, oni mają prawo czynić to sami. Niemniej ten zakaz pokazuje, że rządzący starają się kontrolować w pełni również i tę sferę. Jeśli tylko pojawia się chęć uzbrojenia oddziałów milicji obywatelskiej, reżim wprowadza ograniczenia.

 

Częste są opinie, że demokratyzacja Armenii jest niemożliwa ze względu na to, iż kraj egzystuje w zawieszeniu – w stanie „ni to wojny, ni pokoju". Jaka jest rola zamrożonego konfliktu o Górski Karabach dla stabilności tego, co Pan nazywa „reżimem kryminalnym"?

Górski Karabach odgrywa kluczową rolę. Konflikt jest ważnym politycznym argumentem, który pozwala na szantażowanie opinii publicznej i tłumaczenie fatalnej sytuacji ekonomicznej oraz monopolizacji i oligarchizacji polityki. Władza wmawia ludziom, że należy pogodzić się z trudnościami gospodarczymi, gdyż państwo znajduje się w sytuacji dziwnego konfliktu. Powoduje to masową emigrację: Armenia powinna mieć dziś populację na poziomie około pięciu milionów mieszkańców. Nie dość, że mieszkańców kraju jest znacznie mniej, to ich liczba nie odpowiada zupełnie oficjalnym statystykom. Można powiedzieć, że ludzie głosują nogami – wyjeżdżając z kraju. Poza tym, ze względu na deficyt sprawiedliwości Ormianie nie widzą szans dla siebie i swoich dzieci. Reżim kryminalno-oligarchiczny wyznaje prostą zasadę: możesz mieć swój kawałek chleba, jeśli uznajesz paternalizm władzy. Rolą systemu paternalistycznego jest też przyznawanie pomocy humanitarnej biednym. Z jednej strony system nie pozwala ludziom na samorealizację, z drugiej – nie pozwala umrzeć z głodu. Prezydent Serż Sarkisjan wykorzystuje konflikt do unicestwiania krytyki ze strony emigracji oraz krytyki sytuacji gospodarczej, gdyż jego zdaniem taka dyskusja osłabia pozycję Armenii. Azerbejdżan także zaczął stosować taką taktykę – wzajemne poparcie Sarkisjana i Alijewa pokazuje, że sytuacja zawieszenia jest korzystna dla obu autorytarnych systemów. W rezultacie każdy, kto decyduje się na krytykę, nazywany jest zdrajcą, który pomaga wrogom.

 

W proteście przeciwko fałszerstwom podczas armeńskich wyborów prezydenckich w ubiegłym roku zdecydował się Pan na strajk głodowy. Skąd ta decyzja?

Pozostała jedynie zdecydowana reakcja. Podczas poprzednich elekcji oligarchia kryminalna wskazywała swojego kandydata, który zostawał zwycięzcą wyborów, jeszcze zanim się odbyły: machina fałszerstw działała tak efektywnie, że w ramach demokratycznego procesu politycznego jakikolwiek sprzeciw był praktycznie niemożliwy. Bardzo negatywną rolę odegrała komisja obserwatorów OBWE, która wydawała niedokładne i niesprawiedliwe oceny, za każdym razem legitymizując rezultaty wyborów oraz kryminalny reżim.

Rozpocząłem protest, aby rozbudzić świadomość, pokazać ludziom, że jeśli przestępcy uczestniczą w wyborach, to zawsze będą one fałszowane. Było to potrzebne nie tylko by przeciwstawić się rządzącej partii, która jawnie rozdaje łapówki – był to także protest przeciw partiom opozycyjnym, których politycy uczestniczą w takich wyborach i przyczyniają się do ich legitymizacji. Chciałem pokazać, że przestępcze partie nie mogą występować jako obrońcy demokracji. Demokracja nie polega na tym, że dopuszcza się do udziału w polityce siły skrajne i organizacje skrajnie skorumpowane. Wreszcie był to sprzeciw wobec działań OBWE.

 

W Armenii problemem jest niewielka aktywność obywatelska. Jaki wpływ miał Pana protest na jej rozbudzenie?

Reżim kryminalny chciał przede wszystkim, aby wybory zostały zaakceptowane przez Zachód, choć było oczywiste, że nie są w pełni konkurencyjne. Kandydat opozycji nie postawił sobie za cel zwycięstwa, ale samo uczestnictwo. Drugim celem było przeprowadzenie wyborów bez wręczania łapówek. Trzecim zadaniem było pozyskanie finansowej pomocy od Zachodu: system ekonomiczny Armenii oparty jest na niewspółmiernej relacji importu i eksportu oraz na ogromnym deficycie, który jest barierą w uzyskaniu dodatkowych kredytów międzynarodowych (w ciągu ostatnich sześciu lat dług publiczny wzrósł z półtora miliarda dolarów do czterech). Kolejnym celem było powstrzymanie kształtującej się efektywnej opozycji. Reżim chciał uniknąć sytuacji, która miała miejsce w czasie poprzednich wyborów w 2008 roku: wówczas podczas demonstracji użyto siły, w wyniku czego zginęli ludzie.

 

A Pan postanowił przeszkodzić w realizacji tych założeń.

Tak, gdyż mogłoby to pogrzebać szansę budowy systemu demokratycznego na zawsze, a kryminalny reżim mógłby podzielić własność państwową przy aprobacie Zachodu i rozporządzać nią zgodnie z uznaniem. Żaden z czterech celów władzy nie został zrealizowany. Reżim był zmuszony rozdawać łapówki ze względu na niskie notowania. W efekcie mojej głodówki ludzie brali łapówki, ale głosowali przeciw władzy, co poskutkowało kryzysem powyborczym: opozycyjny kandydat Raffi Howanisjan, początkowo nie krytykujący systemu, zmobilizował swój elektorat domagając się powtórzenia wyborów. Mimo że nie udało się tego dokonać, protest pozwolił na stworzenie efektywnej i zcentralizowanej opozycji. W konsekwencji reżim nie uzyskał finansowego wsparcia zza granicy, gdyż Zachód nie uznał wyborów za w pełni wolne.

Jednocześnie stało się jasne, jaki jest cel rozmów władz Armenii z Zachodem: uznanie wyników sfałszowanych wyborów oraz otrzymanie pomocy finansowej. Kiedy to okazało się niemożliwe, reżim od razu zrezygnował z integracji z Zachodem – tak zaczęły się rozmowy w sprawie członkostwa w Unii Eurazjatyckiej, czyli w inicjatywie tworzonej przez podobne autorytarne reżimy. Także Zachód musi zrozumieć, że jeśli polityka realizowana przed 2013 rokiem będzie kontynuowana, to może stracić Armenię. Już dziś poparcie dla proeuropejskich sił jest nikłe. Powód jest prosty: kiedy reżim kryminalny traci autorytet, traci go również Zachód, gdyż współpraca z Europą kojarzona jest z tym reżimem.  

 

Z czego bierze się wola opozycji do współpracy z władzą?

Siły opozycyjne we współczesnej Armenii są niezwykle ważną częścią systemu. Reżim trwa nie ze względu na oportunistyczną policję czy wojsko, jak w innych państwach autorytarnych. W Armenii oparty jest na istnieniu opozycyjnych partii, które zawierają układy z władzą. Opozycja twierdzi, że oczekuje zmian, jednocześnie nie robiąc niczego, by do nich doprowadzić. Z tego powodu reżim przeciwstawia się próbom zwiększenia wolności słowa oraz większej aktywności opozycji antysystemowej. Tę kryminalną opozycję tworzy była skorumpowana administracja pierwszego prezydenta Lewona Ter-Petrosjana, czy była skorumpowana administracja drugiego prezydenta Roberta Koczarjana – możliwości demokratyzacji szukają one tylko formalnie. Władza i opozycja są sobie o tyle bliskie, że obie te siły uważają, iż Armenia nie powinna być krajem demokratycznym.

 

Jak wyobraża sobie Pan przyszłość reżimu i możliwość prodemokratycznej zmiany w Armenii?

Erywań nie ma zbyt wielkich możliwości realnej integracji ze strukturami zarówno Unii Europejskiej, jak też Unii Eurazjatyckiej. Oba te twory znajdują się daleko i nie mają żadnego wpływu na mały, górski kraj. Z tego powodu najważniejszym elementem w przyszłej polityce Armenii są suwerenność, niezawisłość i niezaangażowanie. Dla Erywania najlepszym systemem politycznym byłby model szwajcarski. Poza tym niezwykle ważne jest bezpieczeństwo narodowe oraz możliwość samoobrony: gwarantami bezpieczeństwa nie powinny być wojska innego państwa. Podstawą bezpieczeństwa w regionie jest demokratyzacja Armenii i likwidacja reżimu kryminalnego. Jego istnienie spowoduje bowiem sprzężenie: Azerbejdżan się nie zdemokratyzuje, dopóki w Armenii będzie istniał obecny reżim.

 

Andrias Gukasjan jest ormiańskim analitykiem i politykiem. W 2013 roku był jednym z kandydatów w wyborach prezydenckich.


Powrót
Najnowsze

Ciemna Noc Muzeów w Gdańsku, czyli historia kontrowersyjnej ballady

21.05.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Wrocław: Polska – Ukraina. Różne perspektywy wspólnej historii. Debata w Centrum Historii Zajezdnia

21.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Prof. Adolf Juzwenko laureatem nagrody PAU im. Jerzmanowskich

20.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Paszinjan kontra sądy

20.05.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Świadek Wieku – Na nowy wiek. Setne urodziny Herlinga-Grudzińskiego

19.05.2019
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu