Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rok później
2014-11-22
Piotr Pogorzelski

Powinienem przeprosić wszystkich Ukraińców za to, że myślałem o nich tak źle. Na szczęście dla mnie Ukraińcy powinni też przeprosić samych siebie, że tak źle o sobie myśleli.


Rocznica rozpoczęcia rewolucji godności powinna być dobrą okazją do przeprowadzenia bilansu, ile udało się zrobić w ciągu tego roku. Wbrew głosom sceptyków sądzę, że Ukraińcy osiągnęli bardzo dużo – pokonali drogę, która wielu narodom zajmuje dziesięciolecia, a czasem nawet stulecia.

Odwirusować kraj

Dokładnie rok temu ukazała się moja książka o ówczesnej Ukrainie. Barszcz ukraiński opisywał kulturę (w tym popularną), politykę, korupcję, media, kwestie językowe czy życie społeczne i rodzinne Ukraińców. Ani ja, ani mój wydawca nie mogliśmy przypuszczać, że książka okaże się zdjęciem wykonanym Ukraińcom tuż przed kolosalnymi zmianami, zdjęciem wykonanym tuż przed wyjściem na front: początkowo na wojnę z wrogiem wewnętrznym, teraz z zewnętrznym. Padły stereotypy, które – muszę z przykrością to przyznać – widać było w książce: wyobrażenie Ukraińców jako ludności zamieszkującej kraj, który nazywa się Ukraina. Na moich oczach, w czasie manifestacji i w czasie wojny, narodziło się ukraińskie społeczeństwo.

Stało się tak, nawet jeśli ukraińska klasa polityczna nie chce tego zauważyć i cały czas wydaje się działać, jakby miała do czynienia z „ludnością", a nie społeczeństwem – społeczeństwem, które ma swoje ideały, swój kraj i swoje zasady.

Trzeba niestety przyznać, że to co Ukraińcy nazywają „restartem systemu", dość dobrze oddaje stan spraw. Jeżeli restartujemy system, de facto go nie zmieniamy, a jedynie trochę oczyszczamy. Tak też jest po rewolucji: został on oczyszczony ze szkodliwych programów: „Wiktor Janukowycz", „Partia Regionów". W ich miejsce zainstalowano wiele nowych: „Patriotyzm", „Jedność narodu", „Nowy parlament", „Nowy prezydent", „Nowe twarze w polityce". Powinny one dość dobrze funkcjonować, cały czas jednak system pozostaje ten sam. Poza tym, Rosjanie wpuścili kilka wirusów – poprzednio były to prorosyjskie programy spamujące życie polityczne (te już zniknęły), teraz są to „Krymnasz", „Donbabwe" i „Ługanda". Miejmy nadzieję, że niedługo również one zostaną usunięte.

 

Demonstraci-„amatorzy"

Oprócz ogromnych poświęceń w czasie walk na Majdanie, mogłem zobaczyć wielką chęć walki o niepodległość swojego państwa. O tym, że ktoś jest gotowy oddać życie za swoje państwo, mogłem przeczytać w książkach do historii Polski, gdzie uczono nas o powstaniach, o walkach w czasie II wojny światowej, a później manifestacjach przeciwko PRL. Teraz widzę to na co dzień.

Będąc obcokrajowcem mieszkającym w Kijowie (i w dodatku dziennikarzem) wiedziałem dobrze, że nie mam prawa angażować się bezpośrednio w walkę Ukraińców z reżimem Wiktora Janukowycza. Przychodząc jednak prawie codziennie na Majdan mogłem patrzeć na to, co się dzieje na placu Niepodległości i zadawać sobie pytania: czy gdyby w moim kraju zdarzyło się coś podobnego, byłbym gotowy do tak oddanej walki?; czy stałbym na barykadzie, czy może dołączyłbym do diwannoj sotni i siedział na FB pisząc posty? Późniejsza wojna tylko sprowokowała kolejne pytania. Dotąd nie jestem w stanie sobie na nie w pełni odpowiedzieć.

Majdan zmienił moje podejście do ludzi, a szczególnie do tych, którzy byli przez lata niszczeni przez system radziecki. System ten uczył ich, że najważniejszy jest kierownik, naczalstwo i bez niego nie mają oni ani prawa, ani możliwości podejmować decyzji o własnych losach. Nigdy nie sądziłem, że są oni w stanie aż tak dobrze się sami zorganizować. Liczba inicjatyw, które widać było na Majdanie i tych, które pomagały mu w sposób tajny porażała. Właściwie każdy, kto tam przychodził, stawał się wolontariuszem. Czasy „zawodowych demonstrantów", którzy uczestniczyli w każdym proteście, minęły. Dołączyły do nich zastępy tych, dla których nie był to sposób na życie, a krzyk duszy. Widać to także teraz, gdy wiele osób pomaga armii. Nawet przy dość skromnych dochodach, każdy stara się jakoś pomóc wojsku.

„Waciak" na froncie

Powinienem przeprosić wszystkich Ukraińców za to, że myślałem o nich tak źle. Na szczęście dla mnie, Ukraińcy powinni też przeprosić samych siebie, że tak źle o sobie myśleli. Pisząc Barszcz ukraiński i przeprowadzjąc rozmowy z działaczami kultury czy nauki słyszałem wiele cierpkich słów o mieszkańcach ich kraju – o ludziach, którzy żyją jak w ZSRR i cały czas uważają Moskwę za swoją stolicę. Oczywiście ci ludzie nie zniknęli, choć część z nich obudziła się z posowieckiego letargu. Pojawiło się wielu, którzy pokazali, że chcą budować własne państwo i wierzą, że uda się to zrobić.

Powinienem przeprosić też znajomą, którą uważałam po prostu za ładną dziewczynę, za osobę zainteresowaną przede wszystkim tym, żeby fajnie się ubrać i potańczyć na dyskotece. Okazało się, że w najgorętszych dniach lutego poszła ona na Majdan, żeby pomagać manifestującym. Powinienem również przeprosić sąsiada, którego uważałem za prorosyjskiego „waciaka" (jak się tutaj mówi), a który teraz walczy na froncie.

W ostatnich dniach padł mój – mam nadzieję – ostatni stereotyp. Przez przypadek poznałem Myrosława, który najpierw walczył na Majdanie z reżimem Wiktora Janukowycza, a potem poszedł na front. Kto na wojnie jest jednym z jego najlepszych przyjaciół? Mykoła, który był z kolei żołnierzem wojsk wewnętrznych i który też stał na Majdanie. Tyle że po drugiej stronie barykady. Obydwaj mężczyźni widzieli się być może pierwszy raz 11 grudnia. Dla Mykoły było to pierwsze zadanie w czasie rewolucji godności: rozebrać barykadę. Myrosław jej bronił. Wtedy nie wiedzieli o swoim istnieniu.

Dowiedzieli się o nim dopiero pod Słowiańskiem, w okolicach góry Karaczun. Mykoła nie chciał wtedy stać w jednym rzędzie z „majdanowcami", dotąd miał na sobie mundur nadpalony przez fajerwerki wystrzeliwane przez manifestujących. Dla Myrosława żołnierze wojsk wewnętrznych byli niemal diabłem wcielonym, czarną masą w kaskach, która atakowała protestujących. Dla mnie niestety też. Wzajemną niechęć, by nie powiedzieć nienawiść, przełamała dopiero wspólna walka pod Słowiańskiem. Dawni wrogowie walczyli ramię w ramię. Myrosław później wrócił z frontu, pomaga żołnierzom, często odwiedzał Mykołę. Też go poznałem. Po raz pierwszy rozmawiałem z żołnierzem wojsk wewnętrznych, a obecnie Gwardii Narodowej. Jak się okazało, nie jest to zakuty łeb, a ciepły, bardzo dobry człowiek, który z narażeniem życia broni teraz swojej ojczyzny.

Moim zdaniem nie tylko zresztą jej. Broni także Polski przed posowiecką nawałą ze Wschodu. Dzięki niemu i jemu podobnym mam nadzieję, że moje dzieci gdy dorosną będą jeździć na Ukrainę tak, jak my teraz jeździmy do Niemiec czy na Słowację: ledwie zauważając tabliczkę informującą, że przejeżdżamy z kraju do kraju.

Piotr Pogorzelski jest korespondentem Polskiego Radia w Kijowie, autor książki Barszcz ukraiński.


Powrót
Najnowsze

Okiem Kremla: jak Polska fałszuje historię

03.01.2020
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Kraków: Polacy w Petersburgu na przełomie XIX i XX wieku

29.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Wojtyła, czyli prometeizm w Watykanie

27.12.2019
Cornelius Ochmann
Czytaj dalej

Gazprom – rosyjski gigant na progu zmian

22.12.2019
Marek Budzisz
Czytaj dalej

Rusza nabór do Akademii Ziem Zachodnich i Północnych

19.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Gacharia sucharia i kurczaki, czyli o kolejnym miesiącu antyrządowych protestów w Gruzji

19.12.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu