Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Zamachy w Czeczenii
2014-12-05
Tomasz Zawisko

W centrum Groznego doszło do walk na niespotykaną tam od ponad dziesięciu lat skalę.

W nocy z 3 na 4 grudnia duże grupy uzbrojonych bojowników dostały się do centrum miasta. W rezultacie walk w płomieniach stanęła jedna ze szkół, Dom Prasy i targ Bierkat. Zginęło ponadto dziesięciu pracowników organów siłowych (Policja, OMON), a dwudziestu ośmiu zostało rannych. Według danych Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego rany odniosło także dziesięciu bojowników, spośród których czterech wywodzi się z Czeczenii.

 

Cywilów oszczędzimy

To piąta próba wtargnięcia do miast Północnego Kaukazu na tak dużą skalę od zakończenia głównych działań zbrojnych podczas II wojny czeczeńskiej i drugi taki przypadek w czeczeńskiej stolicy. Poprzedni raz Grozny został zaatakowany w 2004 roku, w rezultacie walk zginęło sześćdziesiąt sześć osób. Bojownicy opuścili wówczas miasto niepokojeni przez rosyjskich żołnierzy.

W serwisie Youtube Emirat Kaukaski opublikował komentarz do wydarzeń. Na filmie uzbrojony człowiek twierdzi, że bojownicy, którzy schronili się w mieście, podlegają Emirowi Kaukazu Chamzatowi, czyli czterdziestoletniemu Aslanowi Biutukajewowi, doświadczonemu bojownikowi walczącemu jeszcze pod rozkazami terrorysty Szamila Basajewa. Chamzat przejął władzę w szeregach Emiratu w Czeczenii po śmierci Doku Umarowa. Formalnie podlega on Dagestańczykowi Emirowi Kaukazu Ali Abu-Muhammadowi, czyli Aliaschaba Kiebiekowa, ze względu jednak na wzmożoną obecność sił rosyjskich na granicy dagestańsko-czeczeńskiej ich ugrupowania działają niezależnie od siebie.

Czeczeńskie władze ustami przewodniczącego Parlamentu Republiki zasugerowały, że film jest fałszywką, za którą stoi NATO, a przede wszystkim Stany Zjednoczone, w których interesie walczą bojownicy. Zdecydowanie więcej jest jednak głosów dziennikarzy i ekspertów mówiących o powiązaniach między czeczeńskimi bojownikami i Państwem Islamskim.

4 grudnia na szczęście obyło się bez ofiar cywilnych. Skupianie się na eliminowaniu pracowników struktur siłowych jest nową strategią czeczeńskich bojowników, która ma im zapewnić większe poparcie wśród mieszkańców Północnego Kaukazu. Podobnie było 6 października, kiedy zamachowiec zabił pięciu policjantów i ranił kolejnych dwunastu. Świadome tej strategii władze sugerowały, że to bynajmniej nie policjanci, a ludność cywilna była prawdziwym celem zamachu.

 

Terroryzm w Rosji opłaca się tylko… Rosji

6 października, dzień po zamachu w Groznym, w którym zamachowiec zabił pięciu policjantów i ranił kolejnych dwunastu, lider Czeczenii Ramzan Kadyrow ogłosił, że terrorystów w Czeczenii już nie ma. Jego zdaniem zamach był próbą zdezorientowania obserwatorów i wywarcia wrażenia, że terrorystyczne podziemie wciąż istnieje.

Choć opinia ta przeczy logice, rzuca światło nie tylko na czeczeńską, ale i na rosyjską politykę antyterrorystyczną. Rosja za pomocą Czeczenii próbuję pokazać się jako kraj nie tylko walczący z terroryzmem, ale – co ważniejsze – jako państwo skutecznie go zwalczające. Taka polityka może przynieść korzyści: wystarczy wspomnieć o tegorocznym spotkaniu Johna Kerry'ego z Siergiejem Ławrowem w Paryżu w sprawie współpracy w kwestiach globalnych, m.in. walki z Państwem Islamskim. Rosja może być postrzegana jako kraj, bez którego nie jest możliwe rozwiązanie globalnych problemów; kraj, którego zdanie zawsze powinno być brane pod uwagę.

W imię tej polityki Ramzan Kadyrow na długo przed śmiercią Doku Umarowa ogłaszał, że Emir Kaukazu nie żyje, a wojna z terroryzmem została zakończona. Kadyrow chwalił się też zabiciem w Iraku Tarchana Batiraszwilego, wywodzącego się z Czeczenii komendanta Państwa Islamskiego. W tę strategię wpisują się również próby powiązania Emiratu Kaukaskiego z Państwem Islamskim: chociaż nie można zaprzeczyć bogatej sieci kontaktów między terrorystycznymi organizacjami, nie sposób nie zauważyć, że Emirat Kaukaski jest o wiele starszym tworem od Państwa Islamskiego.

 

To nie koniec wojny

W rzeczywistości końca wojny z terroryzmem w Czeczenii nie należy się spodziewać przynajmniej z kilku przyczyn.

Po pierwsze, wojna jest na rękę lokalnym elitom: jak długo będzie trwała, tak długo republika będzie dostawać na jej prowadzenie pieniądze z Moskwy (Kreml na wojnę nigdy środków nie żałował).

Po drugie, wojna z terroryzmem pozwala Rosji kreować się na państwo istotne na arenie międzynarodowej.

Po trzecie, w kraju, którego sytuacja wewnętrzna jest niestabilna, potrzebny jest wróg dający szansę na zbijanie politycznego kapitału. W tej roli dzisiaj doskonale sprawdza się Ukraina, ale konflikt na wschodzie Ukrainy nie będzie trwał wiecznie i jest dla Rosji zbyt kosztowny. Tymczasem wojnę na Północnym Kaukazie można przedłużać w nieskończoność.

Po czwarte wreszcie – i być może najważniejsze – w republice, w której panuje ogromna korupcja, dyktatura i kult jednostki, bojownicy są w oczach wielu mieszkańców jedyną realną alternatywą wobec władzy, co tylko ich wzmacnia.

 

Tomasz Zawisko


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Zawisko
Powrót
Najnowsze

Kraków: Debata "Wpływy rosyjskie w Unii Europejskiej"

14.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Macron i Europa Środkowa, czyli samotność liberałów

05.12.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu