Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Tomaszewski na mera Wilna
2014-12-09
Antoni Radczenko

Czy w nadchodzących wyborach samorządowych Waldemar Tomaszewski zostanie merem Wilna? Nie, dla Litwinów jest on „wcieleniem czystego zła". Ale nie o wygraną mu przecież chodzi.

 

W marcu mieszkańcy Litwy po raz pierwszy w najnowszej historii kraju wybiorą merów miast i rejonów w bezpośrednich wyborach. Uwaga całego kraju skupiona będzie wówczas na Wilnie. Gospodarz stolicy nie jest zwykłym burmistrzem, tylko w pewnym sensie wizytówką kraju. Często jest nazywany czwartą osobą w państwie: po prezydencie, premierze i przewodniczącym parlamentu.

 

Wybory z góry przegrane

Większość kandydatów startujących w wileńskich wyborach na mera nie liczy na wygraną, wykorzystuje je tylko jako okazję do zamanifestowania własnej siły i wpływów, do przypomnienia się wyborcom i zdobycia kapitału politycznego na następne wybory.

AWPL pod tym względem nie jest wyjątkiem.

Waldemar Tomaszewski – lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie oraz poseł do Parlamentu Europejskiego – dwukrotnie kandydował w ogólnokrajowych wyborach prezydenckich. W tegorocznych uzyskał 8,22 procent głosów i zajął piąte miejsce, w roku 2009 zdobył 4,68 procent i uplasował się na czwartym miejscu.

Z pewnością nikt (również sam kandydat) nie miał złudzeń, że Tomaszewski wybory prezydenckie wygra, nie dawano mu szans nawet na drugą turę. Społeczeństwo litewskie nie jest raczej w stanie zaakceptować jako głowę państwa przedstawiciela innej niż litewska narodowości. Tym niemniej, lider AWPL w roku 2009 pokonał pierwszą premier niepodległej Litwy  Kazimierę Prunskienė i obecną przewodniczącą Sejmu Loretę Graužinienė, a w 2014 roku – obecnego mera Wilna Arturasa Zuokasa.

Oczywiście, zawsze można przywołać przykład Wiktora Uspaskicha – biznesmena pochodzenia rosyjskiego, mówiącego po litewsku z akcentem, urodzonego pod Archangielskiem. Zrobił on karierę w amerykańskim stylu, od zwykłego spawacza do milionera; obecnie posiada partię, która jest de facto trzecią siłą w kraju. Jednak Uspaskich nigdy nie manifestował swojego pochodzenia, nie walczył o prawa mniejszości narodowych. Wręcz przeciwnie: ostentacyjnie podkreślał swoją obojętność na te sprawy.

Tomaszewski natomiast całą karierę zawdzięcza właśnie walce „o polskość" i prawa mniejszości narodowych. Przed każdymi wyborami AWPL podkreśla, że na listach znajdują się przedstawiciele „ponad trzydziestu organizacji polskich oraz innych mniejszości narodowych". Często jednak te „liczne organizacje" są organizacjami kanapowymi, składającymi się z prezesa i jego rodziny.

 

O Polaków nie zabiega nikt

Przed kilkoma miesiącami w kuluarach krążyły różne pogłoski na temat ewentualnych kandydatów AWPL na mera Wilna. Wśród nich był wymieniany obecny wicemer Wilna z ramienia polskiej partii, Jarosław Kamiński, oraz były minister energetyki, Jarosław Niewierowicz. Kandydatura Kamińskiego wydawała się logiczna: zaufany człowiek prezesa AWPL (prywatnie jego kuzyn) oraz wicemer Wilna z pewnością nie miałby szans na zwycięstwo, ale na pewno zapewniłby głosy Polaków i Rosjan.

Niewierowicz był atrakcyjny pod innym względem. Młody, wykształcony, dobrze oceniany przez ekspertów i polityków (nawet opozycyjnych) mógłby pozyskać też głosy młodych Litwinów. Jest jednak zbyt niezależny, a partia i jej wódz wolą się otaczać ludźmi, biernymi, miernymi, ale lojalnymi. Poza tym sam Niewierowicz nie miał ochoty na robienie kariery politycznej, a jego usunięcie ze stanowiska ministra energetyki (przyczyną był niezrozumiały upór AWPL przy kandydaturze wiceminister Renaty Cytackiej) sprawił, że polityk stał się niemal symbolem wewnątrzpolskiego oporu wobec Tomaszewskiego.

Dlatego też tym razem postanowiono zagrać inaczej i wystawiono lidera partii. Tomaszewski litewskich głosów nie zdobędzie, ale na pewno przyciągnie w dużym stopniu elektorat rosyjski. Po tym jak paradował ze wstążką świętego Jerzego oraz krytykował politykę Litwy i Zachodu względem Rosji, zyskał dużą sympatię wśród ludności rosyjskojęzycznej. Po piętnastu latach prezesowania stał się nie tylko liderem Polaków, ale również w dużym stopniu Rosjan.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w mieście, gdzie mniejszości narodowe stanowią prawie jedną trzecią mieszkańców, Tomaszewski wejdzie do drugiej tury. Wśród kontrkandydatów naprawdę silnym rywalem jest tylko obecny mer Wilna Artūras Zuokas (z którym zresztą AWPL zawiązało w stolicy koalicję) oraz do pewnego stopnia kandydat Ruchu Liberałów, były minister sprawiedliwości Remigijus Šimašius. Głosy litewskie będą jednak podzielone pomiędzy mniej więcej dziesięciu kandydatów, tymczasem o polskie i rosyjskie poza Tomaszewskim nie zabiega nikt.

 

Na „swoich"

Nawet jeśli część wileńskich Polaków (osoby o bardziej liberalnych poglądach dla których prorosyjska retoryka jest nie do przyjęcia) nie zagłosuje na wodza, z pewnością Tomaszewskiemu tę stratę zrekompensują głosy rosyjskie. W marcu najpewniej zostanie powtórzony scenariusz z wyborów 2011 roku, kiedy AWPL uzyskała jedenaście mandatów i stała się drugą siłą polityczną w litewskiej stolicy.

Drugiej tury wyborów Tomaszewski nie wygra, bo Litwini na niego nie zagłosują: dla nich jest on „wcieleniem czystego zła". Tym niemniej AWPL będzie mogła powiedzieć, że w stolicy kraju pokonała największe partie ogólnolitewskie. Będzie to dobry sygnał dla wyborców przed następnymi wyborami sejmowymi lub prezydenckimi: Akcja pokaże, że alternatywy dla niej nie ma co szukać wśród innych partii, nie ma tez sensu zakładać własne, bo zwyciężać możemy tylko i wyłącznie, kiedy „jesteśmy zwarci i gotowi". Nawet jeśli z tych zwycięstw dla polskiej społeczności na Litwie nie wynika prawie nic.

Zresztą, gwoli ścisłości, alternatywy dla AWPL nie ma też z innego powodu – tzw. litewskie partie tak naprawdę nie zabiegają o polski elektorat, a jeśli nawet czasem to robią to bardzo nieudolnie i niekonsekwentnie. Najlepszym dowodem jest sprawa nowej Ustawy o mniejszościach narodowych. Dyskutuje się o niej od czterech lat i żadna opcja polityczna nie decyduje się na przyjęcie odpowiedniego aktu prawnego, a już na pewno nie uczyni tego przed wyborami. Tymczasem bez takiego gestu ze strony litewskiej elity, polski elektorat tradycyjnie zagłosuje na „swoich"...

 

Antoni Radczenko

 


Powrót
Najnowsze

Trumpism. Entropia demokratycznego przywództwa

16.12.2019
Arkadiusz Gut
Czytaj dalej

Kraków: Debata "Wpływy rosyjskie w Unii Europejskiej"

14.12.2019
NEW
Czytaj dalej

Energia na Wschód. Polskie plany i ukraińska rzeczywistość

12.12.2019
Wojciech Jakóbik
Czytaj dalej

Szczyt potrzebny jego uczestnikom

10.12.2019
Andrzej Szeptycki
Czytaj dalej

Armenia: Serż Sarkisjan trafi do aresztu?

09.12.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Koń trojański? Zwrócenie ukraińskich okrętów

09.12.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu