Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Piotr Kępiński

Piotr Kępiński – poeta, krytyk literacki, eseista, juror Nagrody Literackiej Europy Środkowej - Angelus. Pracował m.in. w „Czasie Kultury”, „Newsweeku”, „Dzienniku”. Współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”. Mieszka w Warszawie i w Rzymie.

Pamięć żyje wszędzie
2014-12-15
Piotr Kępiński

 O aforyzmach Leonidasa Donskisa

 

„Nie chcę kupować słuchawek na Litwie, bo są tańsze i gorszej jakości niż w Stanach. Ale w Waszyngtonie nigdy nie mam czasu, więc zdecydowałem się na zakupy na lotnisku w Kopenhadze. Młody sprzedawca pokazał mi zestaw jakiego wcześniej nigdy nie widziałem a którego jakość była wprost idealna. Widząc mój bilet, facet zapytał mnie czy jestem z Litwy. Odpowiedziałem, że tak - jestem. „Ja też jestem Litwinem", powiedział z miłym uśmiechem, w całkiem dobrym litewskim, i szybko wytłumaczył, że jest amerykańskim Litwinem, czasowo mieszka w Malmo i pracuje w Kopenhadze. „Mój  brat mówi po litewsku lepiej niż ja, bo mieszkał tam przez jakiś czas", powiedział ciepło Eric Vytautas Ż. Uśmiechnąłem się tylko, myśląc o moich nowych słuchawkach, których nigdy nie chciałem kupić na Litwie. I o litewskiej globalizacji, która dopadła mnie w Kopenhadze. Słuchawki są perfekcyjne. Niemieckie."

Litwini uwielbiają kiedy obcokrajowcy dostrzegają ich obecność w przestrzeni publicznej. Pewien mój znajomy siedząc w barze we Florencji zapytał kelnera, czy zna kogoś słynnego z Litwy, czy chodzi mu po głowie jakieś nazwisko, będąc prawie na sto procent pewnym, że w odpowiedzi usłyszy: przepraszam ale nie. Jakie było jego zdumienie, kiedy młody chłopak wypalił, znam, znam, jasne Zydrunasa Savickasa. - Nawet imię pamiętał - mówił mi Eimantas. 

Spotkać Włocha znającego Savickasa, litewskiego strongmana, mistrza świata w wyciskaniu belki (cokolwiek to znaczy); spotkać Włocha, który nie dość, że zna Savickasa ale też poprawnie wymawia jego imię, to jakby wygrać los na loterii ale to się zdarza także i w Polsce.

Współczesna Litwa to jednak nie tylko Savickas (życzymy mu naturalnie wielu sukcesów) czy koszykarze grający w najlepszych ligach świata. To także Leonidas Donskis. Jego krótkie aforyzmy i przypowieści z których jedną przed chwilą przytoczyłem znajdą, jestem tego prawie pewien, swoje miejsce w literaturze światowej. Na Litwie już ci, którzy znają Savickasa znają także Donskisa. Kiedy Savickas skończy karierę, przyjdzie kolej na Donskisa. On dopiero, powoli, wkracza na światową arenę.

Ten filozof, historyk idei, współpracownik Zygmunta Baumana z którym napisał książkę „Moral Blindness: The Loss of Sensitivity in Liquid Modernity" (2013), autor znakomitych esejów tłumaczonych m.in. na polski, włoski, duński, estoński, niemiecki, rosyjski, ukraiński - porzucił całkiem niedawno karierę polityczną. Przez jedną kadencję, od 2009 roku, zasiadał w Parlamencie Europejskim. Jakiś czas temu wrócił na Litwę i zajął się na nowo nauką. Do polityki nie wróci. - Wystarczy - odpowiada, kiedy pytam go o powody. - Polityka nigdy nie była moim zawodem. Filozofia i owszem.

Powoli wyjmuje małą książkę „A Small Map of Experience. Reflections and aphorisms" przekreśla napisaną wcześniej dedykację dla Biblioteki Parlamentu Europejskiego, którą miał wtedy odwiedzić i wpisuje dedykację dla mnie. - Ludzie są ważniejsi niż biblioteki - rzuca.

Książkę, dosyć skromną bo zaledwie stu stronicową przeczytałem w godzinę. Błąd. I jeszcze raz błąd. Do Donskisa należy podchodzić wolnymi krokami a potem smakować bardzo powoli. Tu waży każde zdanie, każdy przecinek i zwłaszcza słowo, niejednokrotnie naznaczone ironią, która jak powiada Jerzy Pomianowski jest „czternastym tropem stylistycznym" tak powszechnym w literaturze polskiej a tak rzadkim, jak się zdaje, w literaturze litewskiej. Poza Donskisem, który uwielbia wręcz paradoksy i dystans, chyba tylko Herkus Kuncius upodobał sobie ten styl. Naturalnie, myślę teraz tylko i wyłącznie o twórcach współczesnych, bo przecież już Kristiojonas Donelaitis z ironią udanie eksperymentował w swoich „Porach roku".

Kim jest Donskis w tej książce? Poetą, myślicielem, filozofem, eseistą a może prowokatorem zmuszającym ludzi do myślenia? 

Niewątpliwie wszystkim po trochu. I dorzuciłbym jeszcze: artystą. W zdaniach Donskisa słychać bowiem niesłychaną wrażliwość i empatię. A to zawsze winno być cechą człowieka twórczego i uczciwego.

A Donskis w swoim pisaniu jest uczciwy w dwustu procentach. Delikatnie i półgłosem, niezwykle konsekwentnie, logicznie i czasami boleśnie aczkolwiek zawsze nieomylnie wskazuje rzeczy istotne; niczego nie odrzuca bez namysłu, nikogo nie przekreśla bez poznania. Cierpliwość wręcz niesamowita jest w tej twórczości. 

I chociaż, jak sam napisał we wstępie jego literackimi i filozoficznymi mistrzami byli Lichtenberg, Schopenhauer, Nietzsche, Wittgenstein i Baudrillard, to słychać w tych krótkich przypowieściach, definicjach a czasami przecież i wierszach słowo absolutnie własne i indywidualne, naznaczone niepowtarzalnym piętnem, takiego jakiego nie usłyszy się nigdzie. 

Antanas Sileika, znajomy Donskisa, a także ciekawy kanadyjsko-litewski pisarz, mówi że jest on znakomitym opowiadaczem. Zwyczajny obiad w jego towarzystwie potrafi zmienić się w intelektualną ucztę połączoną rzecz jasna z ucztą kulinarną. Potrafi zajmująco opowiadać zarówno o Europie Wschodniej i jej ewolucjach, jak i o moralnych standardach zmieniającej się globalizacji, a także o pisarstwie Arthura Koestlera, czy o piosenkach Beatlesów. Podobno potrafi nawet świetnie zagrać niektóre kawałki na gitarze i na pianinie. 

Zatem krótka forma jest mu bliska. Kondensacja, skrót i metafora rządzą jego literacko-filozoficznym światem.

Zygmunt Bauman, przyjaciel Donskisa, autor posłowia do „Małej mapy doświadczenia", twierdzi, że „doskonały aforyzm, pozwala na mały krok aby przejść długą, prawdopodobnie nieskończenie długą, drogę."

Po pierwszej lekturze, całkiem udanej zresztą ale, jak wspomniałem za szybkiej, zacząłem czytać aforyzmy Donskisa metodą protestancką: co jakiś czas otwierałem tomik na przypadkowej stronie i odczytywałem przypadkowe znaczenia. Po jakimś czasie zrozumiałem, że wszystkie te „przypadkowe" definicjo-aforo-wiersze łączą się w jedno: wychodząc od znaczenia słowa dochodzą do znaczenia bytu, przechodzą przez piekło nieoznaczoności by dojść do piekła jednoznaczności dotykając znaczenia tożsamości. 

Zatem każdy aforyzm, każda myśl Donskisa bez wątpienia może być zarówno pierwszą jak i ostatnią. To dobitnie świadczy nie tylko o kompozycji tej książki ale także o tym jak poważnie litewski filozof traktuje swoje zadanie. Żadnych pustych przebiegów, zero tolerancji dla niedopracowanej składni. 

Tu wszystko chodzi jak dobrze naoliwiona logiczna maszyna: bezgłośnie i precyzyjnie. W istocie, 

Donskis nie ma ostrego temperamentu. W jego tekstach słychać raczej gorzką zgodę na świat. Dlaczego? Bo innego nie będzie. Jest ten i trzeba go oswajać ale także „przekierowywać". Rzeczy niegodne trzeba nazywać niegodnymi. Trzeba także wypowiadać prawdy niewygodne. I Donskis to robi, bez zbędnych histerii i politycznych wycieczek, na przykład wtedy kiedy w sposób metaforyczny definiuje swoje miejsce, swój kraj. Czym jest prowincjonalizm? „To niemożność uwierzenia, że życie dzieje się właśnie tam gdzie ty jesteś, to strach przed tym, że życie zdarzy się tam gdzie ciebie nie ma."

To prawda dosyć bolesna, rzadko słyszana na Litwie czy w Polsce. Powiedzieć to w kraju, który szczyci się (oprócz kilku innych krajów) geograficznym środkiem Europy - a więc centrum, to dość duży nietakt, a kto wie? może to i prowokacja?

Ale takie właśnie „perełki" niezwykle trafnie określają nasze środkowo-wschodnio europejskie strachy, wątpliwości i kompleksy. Donskis formułuje je koncertowo i bezkompromisowo. I pewnie za to też, bywa na Litwie niezbyt lubiany.

Kiedyś pod jednym z jego esejów zamieszczonych w internecie znalazłem około setki wpisów tak obrzydliwie antysemickich, że chyba tylko Adam Michnik mógłby „poszczycić" się podobną kolekcją. Wielokrotnie słyszałem od litewskich znajomych, że nie była to reakcja jednokrotna. 

Za bardzo akcentuje swoje żydowskie pochodzenie? Nie jest zbyt gorącym patriotą? Stał się kosmopolitą - jak Venclova? Kiedyś w Wilnie usłyszałem taki właśnie zarzut w stosunku do Tomasa Venclovy: w nim już nie ma Litwina, za bardzo lubi Polaków, litewskość z niego uciekła, dom w Wilnie sprzedał, mieszka gdzieś w Dubrowniku, do nas rzadko przyjeżdża, więc to nie jest w porządku.

A przecież zarówno Donskis jak i Venclova należą do najgorliwszych obrońców Litwy poza granicami kraju. Venclova w wywiadach dla polskich gazet potrafi wypomnieć nam wiele grzechów. Nie jest tak jak twierdzą niektórzy, że jest lubiany albowiem mówi tylko to co w Warszawie chcą usłyszeć. Owszem, zgadzamy się w kwestiach podwójnych nazwisk, Venclova nie czyni problemów z tablic dwujęzycznych, to dla niego sprawa oczywista: im prędzej ów konflikt się rozstrzygnie tym lepiej dla naszych stosunków. Co więcej: przywódca AWPL Waldemar Tomaszewski zostanie w ten sposób z lekka spacyfikowany. 

Donskis mówi podobnie. Wśród litewskich intelektualistów (w jakiejś części) panuje co do tego postulatu mniejszości polskiej na Litwie może nie absolutna niemniej jednak daleko posunięta zgoda. 

A więc skąd ta niechęć, porównywalna do niechęci jaką część polskiego społeczeństwa darzy Adama Michnika? Odpowiedź może być tylko jedna: niezależność, dystans, prawda artykułowana bezkompromisowo i na koniec rzecz najważniejsza: myślenie krytyczne o społeczeństwie i historii, wypowiadanie prawd niewygodnych, budzenie do myślenia. 

Tego prawica zarówno litewska jak i polska znieść nie może: my jesteśmy czyści, nasi dziadkowie i ojcowie również nie mają niczego na sumieniu. A i dzisiaj nie mamy sobie nic do zarzucenia. Donskis - delikatnie, Venclova - trochę ostrzej, wskazują od lat na problemy, które czekają na dyskusje. 

I idzie to trochę jak po grudzie. Kwestia nie dotyczy zresztą tylko spraw litewsko-polskich ale także litewsko-żydowskich, na przykład. 

Pamięć na Litwie pracuje ciągle na bardzo słabych obrotach. Pamięć krytyczna jest rzadka. A przecież, jak zdaje się mówić Donskis, to ona jest najważniejsza. 

„Pamięć przychodzi skądś. Pamięć przychodzi od Innego. Myślimy tylko jak zachować w pamięci miejsca, podczas gdy pamięć, tak naprawdę, chce zachować nas. Chcemy i lubimy być kreowani na założycieli świata(…), podczas gdy  robią to inni, ci niosący świadectwo. Pamięć, która ocala nas od nie-bycia przychodzi zewsząd. Pamięć nie żyje tutaj. Pamięć żyje wszędzie."

Mam przed oczyma park w Poznaniu, niedaleko szpitala przy Paderewskiego, przejeżdżałem tamtędy wiele razy; codziennie przez dziesięć lat patrzyłem przez okna tramwajów na ów park. I zawsze dziwiłem się, dlaczego po deszczu tworzą się w nim prostokątne zagłębienia. Te rozmieszczone niesymetrycznie doły sprawiały wrażenie jakby czegoś w tym miejscu brakowało. Brakowało i owszem. Grobów. W latach sześćdziesiątych wywieziono stamtąd wszystkie niemieckie nagrobki i szczątki ludzkie, przy cmentarzu na Miłostowie wykopano wielką jamą i tam je wrzucono. Proces likwidacji tej małej nekropolii trwał kilka dni; tę akcję pamiętają jeszcze do dzisiaj niektórzy poznaniacy. Dzisiaj na Miłostowie stoi pomnik, który przypomina to zdarzenie. Pamięć upomniała się o swoje a deszcz do teraz daje do zrozumienia, że nic nie odeszło w niepamięć. 

W Wilnie jest podobnie. Wiele polskich lub rosyjskich cmentarzy popada w ruinę. Na Rossie walą się nagrobki, osuwa się ziemia. (Wiem, wiem - od czasu do czasu organizowane są akcje ratunkowe, zbiera się pieniądze, niemniej jednak tego czego brakuje mi w tych działaniach, to jasnej deklaracji np. mera Wilna, który jasno i głośno wypowie: ludzie ten cmentarz trzeba odnowić razem, litewskimi i polskimi siłami; takich deklaracji na razie brak).

Ludzie chodzą obok tych cmentarzy obojętnie, jakby chcieli powiedzieć: to nie nasze miejsca. I są naturalnie w błędzie. Donskis delikatnie przypomina: „Pamięć przychodzi od Innego".

Kim jest ów „Inny". Prawdopodobnie to ten, którzy dostrzega więcej. Młodszy, pozbawiony kompleksów swoich rodziców. Prawdopodobnie to ten, który sprząta dzisiaj w Polsce zaniedbywane przez pokolenia cmentarze niemieckie, tatarskie czy żydowskie. Ile takich miejsc widziałem zwłaszcza na zachodnim Pomorzu. Zdewastowane kirkuty, zniszczone niemieckie groby. 

„Według Izaaka Singera, zdarzenia są czasami mądrzejsze niż ludzie. To prawda, z jednym wszakże zastrzeżeniem: sami musimy rozpoznać ich znaczenie…" - pisze Donskis. 

Samodzielność to klucz, bez którego nie da się zamknąć raz na zawsze minionej mentalności: czy to środkowo czy wschodnioeuropejskiej.

Nikt tego klucza nie da nam do ręki. Nikt tym kluczem nie przekręci za nas zamka. Nikt nam nawet nie powie, gdzie taki klucz obstalować.

My sami musimy zredefiniować nasze małe prowincjonale kompleksy, które sprawiają, że nie wiemy co to znaczy odpowiedzialność za miejsca w których jesteśmy. Ciągle, chyba, pokutuje w nas przeświadczenie, że czasu jest dużo a Innych tak wielu, że nie musimy sobie tym głowy zawracać. To nieodpowiedzialne myślenie sprawia, że pozostawiamy naszą przestrzeń komuś innemu; komuś kogo czasami nie jesteśmy nawet w stanie zaakceptować. 

Życie monadyczne winno odejść w niepamięć. To naturalnie marzenie, nic więcej niż smutne marzenie intelektualistów i poetów z naszej części Europy. Czasami jednak w marzeniach warto mieć takiego sojusznika jak Leonidas Donskis. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Powrót
Najnowsze

Odszedł Zbigniew Brzeziński

27.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Czy Giedroyc jest aktualny?

25.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Kresentymentalizm

25.05.2017
Adam Balcer
Czytaj dalej

V Forum Europejskie

24.05.2017
NEW/ECS
Czytaj dalej

Spotkanie: Wojna, która nas zmieniła

22.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Europa Wschodnia – polska specjalność?

18.05.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu