Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rozwiązaniem jest pluralizm
2010-09-06
Paweł Pieniążek
Przez wiele lat nie mieliśmy pomysłu na prowadzenie alternatywnej polityki wschodniej. Mimo że zawsze uważaliśmy ją za priorytet, zabieraliśmy się do niej jak do jeża.

Nie trzeba przewertować wielu gazet, stron internetowych ani książek, aby stwierdzić, że doktryna Jerzego Giedroycia służyła wszystkim – od prawicy do lewicy, analitykom i politykom. Problem w tym, że każdy rozumiał ją inaczej. W konsekwencji tymi samymi hasłami posługiwali się na przykład rusofobi i rusofile – oczywiście w imię Giedroycia. Bez wątpienia próba zebrania „Giedroyciowych” wizji w jedną całość doprowadziłaby do nielogicznego i często sprzecznego wywodu.

Zamieszanie wokół idei Redaktora przypomina mi historię nauczycielki historii z pewnego liceum. Podobno poleciła ona swoim uczniom, aby w ich wypracowaniach maturalnych znalazła się formułka: „Norman Davies uważa, że...”. Oczywiście mniej istotne było, co znajdzie się po wielokropku, a już w ogóle nie miało znaczenia, czy Davies rzeczywiście tak uważa. Ważne było wyłącznie nazwisko naukowca, do tej pory traktowanego jako niepodważalny autorytet przez wielu polskich historyków. Była więc szansa, że jakiś egzaminator nabierze się na trefnego Daviesa. Podobnie jest z polską polityką wschodnią – mniej istotna jest znajomość myśli Giedroycia, ważniejsze zaś powołanie się na autorytet.

Mimo że niedługo minie dziesięć lat od śmierci Redaktora, można odnieść wrażenie, że wszystkich, w mniejszym lub większym stopniu, dotyka zmęczenie przerzucaniem się argumentami w stylu: „Giedroyc powiedział, że to… Giedroyc powiedział tamto…”. Zakonserwowanie polskiej debaty na tym poziomie nie wróżyło nic dobrego. Skoro Lech Kaczyński prowadził politykę według wizji Giedroycia i Platforma Obywatelska również realizuje założenia tej doktryny, to widocznie Redaktorów musiało być kilku i to o odmiennych poglądach. Nie dorzucę od siebie rozważań, „czy doktryna Giedroycia jest wciąż aktualna”. Chyba już wyczerpano twórczą debatę na ten temat; no, może poza umiejscowieniem w tej strategii Rosji.

Sądzę że największe obawy wśród specjalistów zajmujących się Wschodem budził właśnie brak alternatywy. Dlatego z zainteresowaniem przyglądam się nowym propozycjom i dyskusji, która się wokół nich rozpętała.

Pierwszy pomysł, a właściwie rozbudowanie linii Giedroycia, dotyczy skoncentrowania się na integracji europejskiej Bałkanów. Co to ma wspólnego z polityką wschodnią? Odpowiedź można znaleźć w artykule Grzegorza Gromadzkiego Rewolucja niewskazana („Nowa Europa Wschodnia”,  nr 5/2010): „Przynależność do Unii wymaga także o wiele szerszego niż dotychczas spojrzenia na politykę wschodnią. Okazuje się bowiem, że bez zaangażowania się w inne ważne dla Unii problemy, jak choćby w kwestię Bałkanów Zachodnich, trudno będzie osiągnąć cele, które stawiamy sobie w polityce wschodniej”. Według autora, Europie Wschodniej jest potrzebny impuls, aby przywrócić wiarę – między innymi Gruzinom i Ukraińcom – że Unia Europejska nie jest twierdzą, która broni się przed kolejnymi państwami postsowieckimi. Właśnie Bałkany Zachodnie mają być płomykiem nadziei, bo ten rejon ma największe szanse na eurointegrację. Dlatego Polska w trosce o interesy Wschodu powinna zainteresować się Południem.

Bardziej radykalną wersję wizji bałkańskiej proponuje Aleksander Kaczorowski. Jak sugeruje tytuł, Polska powinna zrezygnować ze wsparcia wschodniego sąsiada na rzecz Bałkanów, czego potwierdzenie znajdujemy w tekście: „Należy powiedzieć Ukraińcom, że strategiczne partnerstwo naszych państw jest możliwe w przyszłości, gdy większość Ukraińców naprawdę zapragnie stać się częścią Zachodu, zamiast wywoływać demony ugody perejasławskiej i wiązać się śmiertelnym uściskiem z Rosją”. Pomysł Kaczorowskiego wydaje się nieprzemyślany, a stawianie sprawy na ostrzu noża daje wybór: ręka czy noga?

Zupełnie inny pomysł podrzuca prokremlowski politolog Sergiej Karaganow, który szansę na utrzymanie światowego trilateralizmu widzi w utworzeniu Związku Europejskiego – „miękka siła Europy mogłaby się połączyć z twardą siłą niemałego potencjału strategicznego Rosji”. Powodem tego sojuszu ma być coraz słabsza pozycja Europy, spowodowana jej podziałem na dwa główne ośrodki – w Brukseli i w Moskwie – oraz państwa, które „jeszcze nie określiły swej orientacji, jak Turcja, Ukraina, Kazachstan itp.”. Autor uważa, że tylko zjednoczona Europa będzie mogła utrzymać światowy ład, którego nie można oprzeć wyłącznie na Chinach (których Rosja szczególnie się obawia) i USA (mimo licznych komentarzy pozycja Stanów Zjednoczonych wydaje się być niczym niezagrożona). Ta wizja zasadniczo różni się od pozostałych, bo każe myśleć o Wschodzie w kategoriach europejskich, a nie narodowych. Obawiam się jednak, że głos Karaganowa (niezależnie od  jego słuszności) nie przebije się do poważniejszej debaty, bo zostanie zmieciony przez lokalną rację stanu – przynajmniej w Polsce. Jednak jego idea jest istotna, bo porusza kwestie ważne dla rosyjskich elit, które mogą pomóc w zrozumieniu i stworzeniu właściwej polityki na osi Unia-Rosja. Przede wszystkim Kreml obawia się, że już niedługo rola Rosji ograniczy się do dostawcy surowców dla nienasyconych Chin. Jednocześnie modernizacja według Miedwiediewa i Putina wcale nie oznacza demokratyzacji, a jedynie pozyskanie nowych technologii. Niewątpliwie Europa powinna wykorzystać obawy Rosji dla podniesienia poziomu życia Rosjan i ułożenia poprawnych stosunków z tym krajem, które są w interesie nas wszystkich.

Niezależnie od uczuć, jakie wzbudzają wymienione przeze mnie wizje, powinniśmy się cieszyć, że w końcu ruszyliśmy z martwego punktu. Może spór o doktrynę Giedroycia, integrację Bałkanów i budowę Związku Europejskiego pozwoli odkryć coś nowego, nad czym można się zastanawiać i dyskutować. Właśnie takie podejście może pomóc w dostosowaniu się do zmieniających realiów i wpływaniu na nie. Każda wizja wymaga odświeżenia po latach, dlatego nie przekreślajmy nowych pomysłów „w imię Giedroycia”. Najgorsze, z czym możemy się spotkać, to stwierdzenie, że „nie ma alternatywy”.

Paweł Pieniążek

Polecamy inne artykuły autora: Paweł Pieniążek
Powrót
Najnowsze

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

Okiem Kremla: jak Polska fałszuje historię

03.01.2020
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu