Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Galicja. Odmiana przez przypadki
2014-12-25
Urszula Pieczek

Galicja była pół-Azją, ociekającą ropą „Pensylwanią" czy skażonym krajobrazem? Odpowiedzi próbuje udzielić wystawa Mit Galicji.

Zorganizowaną w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie wystawę Mit Galicji otwiera obraz ukraińskiego (galicyjskiego?) artysty Włodka Kostyrki. Widać na nim znaną z ikonografii postać Maryi bądź Weroniki, trzymającą w dłoniach chustę na której jednak zamiast Jezusa Chrystusa odbity jest wizerunek cesarza Franciszka Józefa. W ten sposób kuratorzy już na progu puszczają oko w stronę widza, sygnalizując, że wystawa będzie balansować na granicy prawdy i mitu, wiedzy i wyobrażenia, jednoznaczności i kompletnego rozmycia symboli.

Jaką bowiem Galicja miała tożsamość? Do kogo de facto należała, a kto należał do niej? Dlaczego pamięć o niej tak bardzo wpłynęła na postrzeganie i myślenie o Europie Środkowo-Wschodniej? Wreszcie – dlaczego wciąż mitologizuje się Galicję, myśli o niej jak o bezkonfliktowej wspólnocie, domu „ludów", „plemion" wąsatego i brodatego Franciszka Józefa?

*

Konstrukcja Mitu Galicji jest wielowymiarowa, przestrzenna, wyrasta z mapy, która – jak powiada autor koncepcji narodu jako „wspólnoty wyobrażonej", Benedict Anderson – jest „naukową abstrakcją rzeczywistości". Mapa staje się przewodniczką po galicyjskiej „geografii wyobrażonej", jest osią dla całej opowieści. Widzowie przyglądający się zmieniającej się i ustawionej na osi czasu (punktami orientacyjnymi są: pierwszy rozbiór Polski w 1772 roku, Wiosna Ludów, autonomia galicyjska, I wojna światowa oraz współczesność) przestrzeni, z dystansem patrzą na wspólne funkcjonowanie kilku tożsamości narodowych obok siebie.

W związku z przyjętą na wystawie optyką i perspektywą polsko-ukraińsko-żydowsko-austriacką bardzo trudno określić, gdzie Galicja rzeczywiście się znajdowała oraz o której Galicji mowa. Czy o tej która była prowincją, dalekimi, biednymi, a przede wszystkim brudnymi peryferiami mocarstwa habsburskiego, rzeczoną pół-Azją? A może o tej będącej głównym centrum kształtowania się tożsamości ukraińskiej? Albo ośrodkiem boomu naftowego – „Pensylwanią" na miarę galicyjskich możliwości? A może jednak spokojną krainą równomiernie zasianą żydowskimi sztetlami? Czy w końcu, jak pisze Martin Pollack, skażonymi wojną, przemocą i nacjonalizmem krajobrazami?

Mapa nie jest jedyną figurą której używają twórcy wystawy, aby snuć swoją opowieść o Galicji. Równie ważnymi osiami narracji są kolej bądź wystrój kolejnych sal: przechadzamy się pokojami wyimaginowanego i opuszczonego domu, w którym pozostały jedynie eksponaty, świadczące o tym, że kiedyś pod tym dachem mieszkali wspólnie Polacy, Ukraińcy, Żydzi i (w oddali) Austriacy. Nie wyczerpuje to jednak bogactwa narodowości i etnosów zamieszkujących Galicję – co prawda w narracji krakowskiego MCK pojawiają się m.in. Huculi i Romowie, jednak pokazani bardzo zdawkowo i stereotypowo. Na obrazach widzimy folklor w czystej postaci (ludową odzież, biżuterię, rumieniec), z kolei na fotografiach – twarze z innego, wyblakłego, minionego już świata.

Równowagą dla stereotypowego przedstawienia biednej, wiejskiej Galicji, są zdjęcia dziś leżących na Ukrainie miejsc: „miasta-rezydencji nuworyszy" Drohobycza, a także przemysłowego Borysławia, w którym od drugiej połowy XIX wieku wydobywano ropę naftową. Szczególną uwagę warto zwrócić na reprodukcję fotografii Płonący szyb w Borysławiu, pochodzącej ze zbiorów Muzeum PTTK w Gorlicach. To zdjęcie wymyka się nostalgicznej i mitycznej narracji o kraju, który już nie istnieje – równie dobrze mogłoby stanowić współczesny galicyjski emblemat. Na pierwszym planie dynamicznej czarno-białej fotografii stoją robotnicy o pokrytych sadzą i brudem twarzach; są ustawieni w jednym rzędzie, wyłaniają się z kłębów dymu. Właśnie oni (i fotograf) dają świadectwo, że Galicja to nie tylko „wąsy Franciszka Józefa", ale także dynamicznie rozwijający się przemysł. Zdjęcie przecięte jest biegnącym przez środek białym pasmem – najprawdopodobniej uchwyconym wybuchem szybu. Fotografia jest alegorycznym rozsadzaniem mitu Galicji, którego zakładnikami staliśmy się na własne życzenie.  

*

Klamrą spinającą całą wystawę jest Ukraina – ta najbardziej współczesna. Można odnieść wrażenie, że Galicja miała największe znaczenie właśnie dla tego kraju: kuratorzy wystawy twierdzą, iż czasy monarchii habsburskiej dały Ukrainie „początek odrodzeniu tendencji państwotwórczych". Sugerując się samą wystawą trudno w pełni zgodzić się z taką deklaracją i trudno w nią uwierzyć: w MCK zabrakło myśli, które dla kształtowania się narodu ukraińskiego do początków XX wieku były niezwykle ważne: na przykład wzmianki o chłopskim (a nawet chłopomaniacki) galicyjskim ruchu społecznym reprezentowanym m.in. przez „proroka" ukraińskiego odrodzenia Iwana Frankę. Eksponaty świadczące o ukraińskiej obecności w Galicji sugerują raczej chęć powrotu do średniowiecznego Księstwa Halicko-Wołyńskiego oraz próbę znalezienia ciągłości z przeszłością z której można być dumnym i którą nomen omen można mitologizować.

 

Mit Galicji, Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie, 10 października 2014-8 marca 2015. Kuratorzy: dr Żanna Komar, dr Monika Rydiger, dr Werner Michael Schwarz.

 

Urszula Pieczek jest doktorantką na Wydziale Polonistyki UJ. Redaguje miesięcznik „Znak" i trójjęzyczne czasopismo literackie „Radar". Współtworzy Pracownię Pytań Krytycznych UJ.


Polecamy inne artykuły autora: Urszula Pieczek
Powrót
Najnowsze

„Litewski spleen” Piotra Kępińskiego

13.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Konstytucyjne weto

13.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2017

11.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Ukraińskie ślady w Krakowie

11.10.2017
Urszula Pieczek Iwona Boruszkowska
Czytaj dalej

„Mój własny Wschód”: nie kończymy!

09.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Dyskusja „Kraków–Wschód: Inspiracje”

05.10.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu