Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kamyk wywołujący lawinę?
2015-01-15
Tomasz Zawisko

W Armenii morderca zabił sześciu Ormian. Jest nim prawdopodobnie rosyjski żołnierz. Sprawa szybko nabrała wymiaru politycznego.

Ormianie są zszokowani zbrodnią, do której doszło w położonym w północno-zachodniej Armenii Giumri – drugim największym mieście kraju, które wciąż nie podźwignąwszy się po trzęsieniu ziemi z 1988 roku, ze względu na wysoki współczynnik przestępczości, nazywane jest „ormiańską Sycylią".



 

Zbrodnia...

Mord, który popełniono w Giumri, wstrząsnął Armenią i całym Kaukazem oraz przyćmił odległe wydarzenia z Francji. Sprawa zaszkodzi wizerunkowi Rosji w Armenii, a przynajmniej wywoła do tablicy rosyjskich decydentów i media.

12 stycznia zastrzelono sześciu członków rodziny Awetisjanów. Przeżyło jedynie sześciomiesięczne niemowlę, które hospitalizowano w stanie ciężkim. Podejrzenia od razu padły na znajdującą się w Giumri 102. rosyjską bazę wojskową. Wszystko wskazuje na to, że słusznie. Domniemany sprawca, szeregowy Walierij Piermiakow, szybko został schwytany i przyznał się do winy.

Według słów Unana Pogosiana, pierwszego zastępcy naczelnika armeńskiej policji, Piermiakow miał zeznać, że udał się w nocy na przechadzkę po mieście, a do domu Awetisjanów wstąpił przez przypadek, aby napić się wody. Nakryty przez rodzinę miałby jakoby przestraszyć się, że Ormianie wydadzą go dowództwu, więc ich zamordował. Piermiakow został zatrzymany niedaleko tureckiej granicy, którą prawdopodobnie chciał przekroczyć, aby opuścić Armenię.

 

i kara?

Tyle miał do powiedzenia sam Piermiakow. Na temat zbrodni wypowiedzieli się praktycznie wszyscy, którzy wypowiedzieć się mogli. Prezydent Armenii Serż Serkisjan niedługo po zdarzeniu zobowiązał organy ścigania do jak najszybszego zbadania sprawy, wykrycia winnych i pociągnięcia ich do odpowiedzialności. Do zbrodni ustosunkowali się również przedstawiciele rosyjskich resortów obrony i spraw zagranicznych. Ministerstwo Obrony FR w celu wyjaśnienia okoliczności sprawy wysłało do Armenii specjalną komisję, a ministrowie obu krajów konsultowali się telefonicznie.

Kiedy okazało się, że sprawcą jest prawdopodobnie rosyjski żołnierz, pojawiło się pytanie: jak i gdzie ma być osądzony? Armeńska opinia publiczna nie wyobraża sobie ekstradycji Piermiakowa, który przebywa do tej pory na terytorium bazy; żąda osądzenia go w Armenii, gdzie za zabójstwo groziłaby mu kara od dwunastu do dwudziestu lat więzienia lub dożywocie. Zarówno mieszkańcy miasta, jak i ormiańscy komentatorzy obawiają się, że w Rosji żołnierza nie spotka zasłużona kara. W mediach pojawiły się sugestie, że strona rosyjska mogła mu zasugerować treść złożonych zeznań, aby w ten sposób zasymulować chorobę psychiczną.

Czy jednak rosyjski żołnierz może być sądzony według armeńskiego prawa? Siergiej Kriwienko, członek Rady Praw Człowieka przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej, twierdzi w rozmowie z „Kavkazskim Uzlom", że tak. Podstawą prawną miałaby być umowa zawarta między Armenią i Rosją w 1997 roku. Na jej mocy jedynie przestępstwa popełnione na terytorium 102. bazy wyjęte są spod armeńskiej jurysdykcji, natomiast żołnierze dopuszczający się czynów karalnych poza jej terenem, powinni być sądzeni według prawa Armenii.

Władimir Nowicki, prezydent rosyjskiej sekcji Międzynarodowej Społeczności Praw Człowieka, zwraca uwagę na złożoność tej sprawy: zgodnie z prawem międzynarodowym Priemiakow, jako żołnierz, mógłby być sądzony w Rosji, jednak na mocy wyżej wspomnianej umowy Moskwa wyrzekła się tej możliwości.



Pojemne dywany

Tym większe oburzenie wywołał komunikat Prokuratury Generalnej Armenii. Po rozmowach z Prokuraturą Federacji Rosyjskiej zadecydowano, że Walerij Priemiakow nie zostanie przekazany stronie armeńskiej, a decyzja natychmiast wywołała liczne protesty. 14 stycznia przed bramą rosyjskiej bazy w Giumri swoje niezadowolenie wyraziły dwa tysiące demonstrantów. Równocześnie w ramach protestu setki samochodów trąbiły klaksonami.

Ormiańscy komentatorzy nie szczędzą prokuraturze i Rosji ostrych słów. Na przykład na stronie armeńskiego Pierwszego Kanału Informacyjnego zdarzenie określane jest jako „utrata honoru i suwerenności w imię tak zwanego bezpieczeństwa rządzącego klanu". Zbrodnia została upolityczniona i w oczach opinii publicznej kładzie się cieniem na stosunkach rosyjsko-ormiańskich, armeńskiej władzy i wizerunku Rosji w Armenii. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Armenia z początkiem roku wstąpiła w struktury organizowanej przez Rosję Unii Euroazjatyckiej.

Oczywiście, przed ogłoszeniem decyzji prokuratury pojawiały się również głosy, że zbrodnia nie ma narodowości, a to czego Giumri dzisiaj potrzebuje, to uczciwy i jawny proces. Po decyzji o przekazaniu szeregowego Rosjanom, wybrzmiewają one jednak o wiele ciszej.

To zresztą nie pierwszy przypadek, kiedy między mieszkańcami miasta a rosyjskimi żołnierzami dochodzi do – delikatnie powiedziawszy – konfliktów. W 1999 roku dwóch rosyjskich żołnierzy urządziło w centrum miasta polowanie zabijając dwie i raniąc siedem osób. W 2013 roku dwóch niepełnoletnich chłopców zginęło od wybuchu miny na poligonie. Odpowiedzialnych za nieusunięcie miny nie ukarano, a sprawę zamieciono pod dywan. Przekonamy się, czy tym razem Rosjanie postąpią tak samo.

W Giumri trwają protesty, wczoraj przed prokuraturą obwodową zebrało się 2000 osób. Policja użyła granatów dymnych i gazu łzawiącego, 14 osób było rannych, w tym pięciu policjantów. Do protestów doszło też w Erywaniu.



Tomasz Zawisko


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Zawisko
Powrót
Najnowsze

Mołdawia: Upadek egzotycznej koalicji

12.11.2019
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Czy USA wycofa się z traktatu o otwartych przestworzach?

12.11.2019
Waleria Szackaja
Czytaj dalej

Polska nie wybuchła

11.11.2019
Sonia Knapczyk Andrzej Leon Sowa
Czytaj dalej

Retrospektywa filmów Pawła Łungina z udziałem reżysera

09.11.2019
Grzegorz Szymczak
Czytaj dalej

Wybory w Kiszyniowie. Czas na Cebana

08.11.2019
Miłosz Szymański
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu