Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Łukaszenka idzie na wybory
2015-04-03
Karolina Słowik

Rok temu Alaksandr Łukaszenka obiecywał „maksymalnie uczciwe" wybory. Deklarował też, że „kraj trzeba stopniowo przekazywać w inne ręce", a sam będzie rządził jeszcze maksymalnie piętnaście lat. Gdy to mówił, do wyborów prezydenckich było daleko.

 

Zgodnie z białoruskim ustawodawstwem wybory muszą odbyć się nie później niż 20 listopada. Szefowa centralnej komisji wyborczej Lidzija Jarmoszyna zająknęła się ostatnio o dacie 15 listopada, ale ostateczny termin poznamy w sierpniu. Czasu coraz mniej, przygotowania trwają.

 

Wybory szefa armii

Wielu Białorusinów czuje się zagrożonych. Wojna w Donbasie trwa od roku (13 kwietnia czeka nas pierwsza rocznica rozpoczęcia operacji ATO), tuż za granicami świszczą rosyjskie i ukraińskie kule, od których, według danych niemieckiego wywiadu, zginęło już 50 tysięcy osób.

 

Utrzymuje się międzynarodowe napięcie. Rok po aneksji Krymu, przedstawiciele służb wywiadowczych Rosji i Stanów Zjednoczonych spotkali się w niemieckim Torgau. „Amerykańscy delegaci byli zaskoczeni tym, co usłyszeli. Dowiedzieli się od Rosjan, że Stany Zjednoczone chcą zniszczyć ich kraj. I że Rosja, by się bronić, jest gotowa do użycia broni jądrowej" – napisał brytyjski „Times" ujawniając amerykańskie notatki z tajnego spotkania. Świadomy tego Łukaszenka dwoi się i troi: zawsze hołdował polityce balansowania między Zachodem i Rosją, teraz ją intensyfikuje.

 

Łukaszenka oficjalnie nie popiera agresji Rosji na Ukrainę, obawia się, że podobny scenariusz może rozegrać się na Białorusi. W lutym Łukaszenka powiedział wprost: Mińsk liczy na wsparcie Moskwy, ale „jako suwerenne państwo jesteśmy otwarci także na konstruktywny dialog z NATO". Miesiąc później przypomniał zasługi Białorusi dla ustabilizowania sytuacji w Donbasie (porozumienia Mińsk-1 i Mińsk-2): „Zachód uznał rolę Białorusi w systemie ogólnoeuropejskiego bezpieczeństwa. Są nam wdzięczni Ukraina, Rosja i Zachód". W kolejnym miesiącu byliśmy jednak świadkami próby reaktywacji Państwa Związkowego Białorusi i Rosji. Na posiedzeniu Najwyższej Rady Państwowej ustalono, że Moskwa i Mińsk będą nadal pracować nad stworzeniem wspólnej przestrzeni wizowej.

 

Twierdza Mińsk

Łukaszenka doskonale wie, że równowaga potrzebna jest nie tylko w stosunkach międzynarodowych, ale też na arenie wewnętrznej.Jego zdaniem opresyjna polityka wobec społeczeństwa wynika z potrzeby stabilizacji, a tym samym kontroli nad państwem. Tok rozumowania wygląda mniej więcej tak: skoro czujemy się zagrożeni, musimy myśleć o naszej niezależności; jeśli chcemy wciąż być suwerennym państwem, państwo musi mieć pełną kontrolę nad tym, co się w nim dzieje. Według prezydenta pełna kontrola oznacza społeczną zgodę na podjęcie zdecydowanych kroków: między innymi na zaostrzenie przepisów ustawy o stanie wojennym.

 

Tak też się dzieje: 1 lutego weszła w życie nowelizacja owej ustawy. Przesłanką dla wprowadzenia stanu wojennego będzie już nie tylko założenie, że inne państwo ma zamiar użyć siły zagrażając niepodległości Białorusi, ale też niebezpieczeństwo puczu państwowego. Nowe prawo dopuszcza także użycie broni wobec nieuzbrojonych cywili. Nowelizacja ustawy umożliwia władzom podjęcie ostrych kroków w razie powtórki z grudnia 2010 roku, kiedy to doszło do poważnej, antyprezydenckiej demonstracji.

 

Kampanię prezydencką trzeba przeprowadzić w sposób zorganizowany i spokojny. Nie można dopuścić do żadnej niekontrolowanej sytuacji czy destabilizacji. To zależy przede wszystkim od nas, wojskowych" – mówił białoruski zwierzchnik sił zbrojnych Alaksandr Łukaszenka pod koniec lutego, gdy w Mińsku obchodzono Dzień Obrońców Ojczyzny.

 

Zachowanie wizerunku gwaranta stabilności jest główną taktyką białoruskiego prezydenta. Zapowiedź inwestowania w armię i obietnica rozpoczęcia własnej produkcji odpowiednika rakiet balistycznych „Iskander" może nie mieć wpływu na poziom bezpieczeństwa, ma za to znaczenie wizerunkowe. Jak dobrze bowiem w sytuacji zagrożenia usłyszeć od prezydenta: „Pracujemy nad tym, by Białoruś miała własną broń (…), by agresorowi nawet przez myśl nie przeszło bić się z nami. Będziemy mieć takie systemy już za kilka miesięcy".

 

Niech żyje Białoruś

Stabilność zapewnić ma też odpowiednia polityka wobec opozycji. „Na Białorusi Majdanu nie będzie" – obiecywał rok temu prezydent. Sam stara się nie dawać ku temu powodów. 26 marca opozycja obchodziła rocznicę powołania pierwszego narodowego państwa białoruskiego w 1918 roku. Dzień Woli zwykle był zakazany: tłum rozganiano, ludzi aresztowano. W tym roku Łukaszenka pozwolił, by na ulicach Mińska pojawiły się transparenty: „Niech żyje Białoruś", „Jesteśmy Europejczykami", czy „Rosja to wojna". Marsz odbył się za zgodą władz, do protestów nie doszło.

 

Nie oznacza to, że Łukaszenka zmienił swój stosunek do słabej, bo słabej, ale jednak opozycji. Dwa dni po demonstracji niektórzy białoruscy dostawcy internetu zablokowali niezależne portale: Karta'97 i Biełorusskij Partizan. Działali na mocy ustawy z 1 stycznia bieżącego roku, która zakazuje rozpowszechniania w mediach treści ekstremistyczne, nawołujące do wojny oraz promujące przemoc. Opozycja się jednak nie poddaje.

 

Po latach rozbicia i podziałów (w wyborach prezydenckich w 2010 roku wzięło udział aż siedmiu kandydatów opozycji: Ryhor Kastusiou, Aleś Michalewicz, Uładzimir Niaklajeu, Jarosław Romańczuk, Wital Rymaszeuski, Andrej Sannikau i Mikałaj Statkiewicz), po raz kolejny próbuje się zjednoczyć na czas wyborów. Liderem i jedynym niezależnym kandydatem ma zostać więzień polityczny Mikoła Statkiewicz, który od ostatnich wyborów prezydenckich przebywa w więzieniu.

 

Znaczna część opozycji zastanawia się, w jaki sposób może połączyć siły i wspólnym frontem przystąpić do wyborów. Zjednoczenie poparły do tej pory ugrupowania Ruch Solidarności Razem (związany ze Statkiewiczem), Mów prawdę!, O Wolność i Młody Front, pojawiają się też pojedyncze głosy poparcia z ugrupowań Białoruska Chrześcijańska Demokracja i Europejska Białoruś. O wystawieniu własnego kandydata myśli Zjednoczona Partia Obywatelska i Białoruski Front Narodowy. Jeśli część partii opozycyjnych się wyłamie i nie poprze symbolicznego kandydata-więźnia, będziemy mieli do czynienia z tym co zawsze: z rozbitą i skłóconą opozycją.

 

Karolina Słowik jest redaktorką portalu Gazeta.pl i stałą współpracowniczką „Nowej Europy Wschodniej".


Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu