Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Żyzń Bunina
2015-04-27
Wojciech Stanisławski

Niełatwo było trafić do willi „Jeannette" – zbyt wystawnej jak na potrzeby i możliwości Iwana Bunina, ale jedynej, jaką udało mu się wynająć w Grasse po powrocie z wojennej tułaczki w lecie 1940 roku. „Trzeba było pół godziny, żeby wejść tu drogą na skróty: stromymi ścieżkami i po schodkach koło kaktusów i zarosłych ogródków" – wspomina malarka Tatiana Łoginowa. Podobnie można byłoby skomentować zbiór szkiców od lat badającej los i dzieło rosyjskiego pisarza Renaty Lis. Książka W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu to ogród o rozwidlających się ścieżkach, w dodatku często prowadzących pod górę. To bardzo nierosyjski krajobraz, ale może właśnie tego dystansu trzeba, by wyraźniej dostrzec to, co najważniejsze?

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z solidną pracą historyka literatury. Nie jest to jednak na szczęście solenny, sięgający dwóch pokoleń wstecz życiorys Iwana Bunina: biografowie zdążyli już zadbać o takie dzieła. W lodach Prowansji to zbiór etiud, które skupiają się przede wszystkim na latach II wojny światowej. Pisarz i jego najbliżsi spędzili je we Francji Vichy w niedostatku, lecz we względnym bezpieczeństwie.

Reprezentujący różne światopoglądy pierwsi recenzenci, którzy chwalą W lodach Prowansji, podkreślają nieprzejednany antykomunizm Bunina, czy jego kochliwość. Wszystko to prawda, jednak Renacie Lis chodziło o coś więcej niż o kolejną przymiarkę do biografii wybitnego rosyjskiego pisarza z pierwszej połowy XX wieku.

„Coś więcej" osiągnęła już za sprawą formy. Rozpiętość rejestru jest kategorią, do której najchętniej odwołują się krytycy muzyczni, wspominając dysponujące czterema oktawami śpiewaczki. O rozpiętości rejestru można mówić jednak również w eseistyce. Doświadczamy jej, gdy ktoś – jak Renata Lis – na sąsiadujących stronach potrafi napisać kilka zdań o zarządzających dziś rosyjską cerkwią funkcjonariuszach Władimira Putina, a następnie skupić się na odmianach tęsknoty, nad tym, w jak różny sposób można doświadczać straty. Podobne wrażenie nieprzeciętnej skali doznań wywołuje solidna porcja rosyjskiego i polskiego matu, obok której opisane są coraz silniej obarczone niepewnością domysły dotyczące ostatniej miłości Bunina.

Rozpiętość ta sięga dalej i dotyczy również stosunku do czasu. Podczas gdy ambicją większości autorów jest napisanie rzeczy chłodnej (przez to „ponadczasowej"), a wydawcy chcą stale aktualizować e-wydania, czyniąc je wiecznie aktualnymi, W lodach Prowansji jest silnie naznaczone czasem swojego powstania. Refleksji nad życiem i przemyśleniami Bunina sprzed kilkudziesięciu lat (w tym również – nad jego stosunkiem do Rosji, do rewolucji bolszewickiej, do sensu wygnania) towarzyszą uwagi dotyczące Rosji dzisiejszej: zdumiewającej, niepokojącej, przewiązującej się przefarbowaną georgijewską wstążką (a konkretnie – bezrefleksyjnie lub konformistycznie przewiązującej nią psie obroże, kluczyki samochodowe i torebki-podróbki Vuttona). Być może książka ta wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby powstała o rok, dwa lata wcześniej. Pisana w latach 2013-2014, z Majdanem i Donbasem w tle, jest zbiorem „wysokich" esejów pełnym gniewu i żalu.

Zbiór ten jest piekielnie trudny do scharakteryzowania po części dlatego, że wykorzystano w nim różne style, w każdym szkicu pojawia się inny klucz konstrukcyjny. Po montażu zapisków trzech bliskich sobie osób, z których każda usiłuje opisać dwie pozostałe, znajdujemy List do Stalina: opis wielopiętrowej i wieloletniej prowokacji, jaką przygotowywały sowieckie służby, usiłując usidlić i/lub skompromitować pisarza (fragment ten ma wszelkie dane, by zdetronizować zaczytany i przesadnie już chyba wielbiony Montaż Władimira Wołkowa).

W lodach Prowansji znalazły się także wypisy z prowadzonego przez Bunina dziennika lektur – mikrorecenzje, które po polsku można nazwać „zjadliwymi" (dowodzi to jednak ograniczeń polszczyzny, bo znacznie lepiej opisałoby je rosyjskie słowo jechidnyje albo angielskie scatching). Znalazła się tam panorama rozpadającej się pod ciosami III Rzeszy Francji z lata 1940 roku (esej Trzydzieści walizek), gdzie rozkład państwa rymuje się z rozkladem ładu domowego Bunina, a koniec międzywojnia z końcem jego lat męskich. Pojawia się również opis ostatnich dni pisarza i jego pogrzebu (a właściwie dwóch pogrzebów) – zwięzły, jednorodny i granitowy jak tytułowy Krzyż Truwora. Jest wreszcie szkic La bombe glacée: opis intryg i wzruszeń towarzyszących przyznaniu Buninowi literackiej nagrody Nobla w roku 1933. Skondensowany do jednego akapitu finał tego wydarzenia związuje wszystkie wątki i tropy na sposób symfoniczny, znany nam ze scenariuszy Greenawaya, z powieści Władimira Nabokowa: po takim finale w sali koncertowej zwykle zapada cisza;  kto sunął dotąd w milczeniu wzrokiem po kolejnych wersach, odczuwa nieodpartą potrzebę, by przeczytać ten akapit na głos.

Czytelnik otrzymuje solidną porcję niedostępnej dotąd wiedzy: filologom przyda się rekonstrukcja ciągu przypadków, konieczności i niekonsekwencji, za sprawą których nie istnieje kanoniczna wersja najważniejszego buninowskiego zbioru opowiadań, jakim są Ciemne aleje. Dla historyków i biografów fragmenty książki są jak zdjęcia z teleskopu Hubble'a, ukazujące niedostępne nam dotąd fragmenty kosmosu, który tworzyli rosyjscy artyści na paryskim i berlińskim wygnaniu. Kosmosu, dodajmy, dalekiego od ptolemejskich traktatów o harmonii sfer: był to kosmos „darwinowski", w którym debiutanci byli jak przelatujące i znikające komety, zawistny Dmitrij Mereżkowski jak zagrażający innym gwiazdom biały karzeł, a pogrążony w chłodzie i smutku noblista Bunin jak ołowiany, pożerający swoje dzieci Saturn.

Znajdą się pewnie recenzenci, którzy W lodach Prowansji uznają za dzieło staroświeckie. Uwaga ta nie może odnosić się do użytych metod badawczych, pruderii, pomijania niewygodnych kwestii czy sztywnej elegancji języka. Jeśli opublikowany zbiór esejów mielibyśmy uznać za staroświecki, to tylko dlatego, że w swojej najgłębszej warstwie nie jest dziełem biograficznym, lecz próbą odczytania postawy Bunina wobec własnego życia: wszystkiego, co składa się na kategorię „losu".

Kategoria ta wydaje się wyklęta przez współczesną humanistykę, która dokłada starań, by rozkładać wszystko na coraz mniejsze cząstki, badać je możliwie krytycznie i podejrzliwie. Tymczasem Renata Lis z odwagą i powagą przygląda się życiu Bunina oraz jego reakcjom na kolejne wyzwania. Buninowski los autorka traktuje jako godny opisania, ponieważ może okazać się ważny również dla życia (losu) czytelnika.

Dociekania nad żywotem innych, które mają dostarczyć czegoś znacznie więcej niż samych informacji, zaczęły się na długo przed Plutarchem i uprawiano je przez całą nowożytność. Dopiero w naszych czasach z ulgą osunięto się w niedojrzałość. W dociekaniach tych również najważniejszy był namysł nad własnym życiem, znalezienie w życiu innych wskazówek, przestróg bądź wzorów. Ostatecznie, Tadeusz Rejtan, który w kanonicznej scenie siedzi żałosny po ojczyzny stracie szykując się do sarmackiego harakiri, na chwilę przed skazującą go na potępienie śmiercią nie przegląda przecież Plutarcha, by sprawdzić datę urodzenia Katona. Sprawdza co innego.

Niewielu z nas czeka „ostrze zwrócone do łona" (lub, jeśli trafiłoby na zdziadziałego postmodernistę, „nuż w bżuhu"), ale większość doświadczy starości, niektórzy wygnania, wszyscy – samotności. Renata Lis podsuwa nam na tę okoliczność żywot Bunina. Zdaje się mówić: popatrz, jak z tymi próbami (nie)radził sobie wielki i dumny pisarz; a tobie – jak idzie?

 

Wojciech Stanisławski jest historykiem. Redaguje „Plus minus", weekendowy dodatek do „Rzeczypospolitej".

 

Renata Lis, W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu, Wydawnictwo Sic!, Warszawa, 2015


Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Stanisławski
Powrót
Najnowsze

Ochrońmy wspólnie Zamek na wodzie!

23.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Startuje 12. Festiwal "Wisła" w Moskwie!

23.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

Ciemna Noc Muzeów w Gdańsku, czyli historia kontrowersyjnej ballady

21.05.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Wrocław: Polska – Ukraina. Różne perspektywy wspólnej historii. Debata w Centrum Historii Zajezdnia

21.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Prof. Adolf Juzwenko laureatem nagrody PAU im. Jerzmanowskich

20.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu