Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Rosyjskie społeczeństwo nie istnieje
2016-01-02
Kuba Benedyczak, Igor Kocziotkow

 

Prezentujemy popularne artykuły, które ukazały się na New.org.pl w 2015 roku. Rozmowa Rosyjskie społeczeństwo nie istnieje została pierwotnie opublikowana 18 maja.

   ***

Z Igorem Kocziotkinem, szefem rosyjskiej sieci LGBT i historykiem rozmawia Kuba Benedyczak.

Fot. Воскресенский Пётр (cc) commons.wikimedia.org

 

KUBA BENEDYCZAK: Dwa lata temu Barack Obama spotkał się z przedstawicielami rosyjskiego środowiska LGBT. Jak Pan wspomina tamto spotkanie?

IGOR KOCZIOTKIN: Ten gest był ważniejszy dla niego, niż dla nas. Obama jest pierwszym amerykańskim prezydentem, który włączył do swojej agendy prawa gejów i lesbijek – stąd to spotkanie. Dzięki wizycie zrobiło się jednak o nas głośno w samej Rosji i doszło do radykalnej zmiany. O ile wcześniej temat LGBT nie istniał ani w sferze polityki, ani na poziomie społeczeństwa obywatelskiego, o tyle teraz jest kwestią istotną dla prezydentów miast czy nawet samego prezydenta Federacji. Inną sprawą jest to, co mówi się podczas dyskusji w gabinetach tych prezydentów…

 

Co by Pan powiedział ludziom, którzy pukając się w czoło pytają: „Kreml zdławił społeczeństwo obywatelskie, trwa wojna na Ukrainie, a wy walczycie o prawa gejów i lesbijek? Gdzie Rzym, a gdzie Krym?!"

Zaraz, zaraz: kwestia LGBT nie funkcjonuje poza orbitą praw człowieka; dotyczy godności ludzkiej czy przejrzystej działalności organów ścigania. Stykamy się z tymi samymi problemami, co pozostali Rosjanie, nie mówimy tylko o uprzedzeniach wobec mniejszości seksualnych, ale też wobec mniejszości etnicznych czy religijnych. Od zawsze widzieliśmy w sobie integralną część rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Weźmy na przykład ksenofobię. Państwo świadomie wykorzystuje ją, aby wykreować wroga, na którego może zrzucić odpowiedzialność za dowolny problem. Tak się składa, że ruch LGBT był pierwszą grupą, na której wypróbowano technologię publicznej dyskredytacji: to nas porównywano do pedofilów, to nas jako pierwszych nazwano piątą kolumną. I wreszcie nas jako pierwszych nazywano prawicowymi ekstremistami!

 

Ale chyba nie ostatnich?

Tak, techniki szczucia, pałowanie w czasie mitingów, pogróżki w sieciach społecznościowych, publiczne ośmieszanie – to co testowano na nas, dziś wykorzystuje się przeciwko całemu społeczeństwu obywatelskiemu. Kiedy tylko zaczęło być głośno o wprowadzeniu ustawy o „zakazie homoseksualnej propagandy" ostrzegaliśmy: jesteśmy pierwsi, ale nie ostatni i dlatego oczekujemy solidarności.

Ta antykampania dobrze nam jednak zrobiła. Wcześniej niezależnym dziennikarzom, antysystemowej opozycji czy obrońcom praw człowieka nasza sytuacja była obojętna. Dziś wszyscy oni solidaryzują się z LGBT, uznając za część społeczeństwa obywatelskiego i bronią nas w swoich wystąpieniach.

 

Jakie cele wyznacza sobie rosyjski ruch LGBT na najbliższe pięć lat?

Wszyscy ludzie wierni tak zwanym europejskim wartościom i dążący do przekształcenia Rosji w państwo demokratyczne mogą mieć tylko jeden: przekonanie innych do swoich racji. Planowanie na kilka lat wprzód nie ma jednak sensu. Jutro sytuacja może rozwinąć się w d o w o l n y m kierunku.

Nowością dla Rosji jest stan totalnej nieokreśloności, w którym nie istnieje rosyjskie społeczeństwo. Jeśli ktoś mówi, że tyle i tyle osób popiera Putina, albo tyle i tyle procent ma negatywny stosunek do obrońców praw człowieka, posługuje się pustą abstrakcją. Nie wolno tych cyfr brać na poważnie, bo żaden polityk nie może zdobyć ponad 80-procentowego poparcia. Zaprzeczyłby prawom fizyki.

Większość ludzi czerpie wiedzę z kanałów państwowej telewizji, gdzie serwuje się między innymi ksenofobiczną propagandę. Nie oznacza to jednak, że ludzie w nią wierzą – po prostu uznali, iż łatwiej i bezpieczniej jest nie posiadać własnego zdania, a pytani przez socjologów, na wszelki wypadek cytują, to co usłyszeli w telewizji. Ich odpowiedzi nie nazwałbym jednak „nastrojami społecznymi". Te można zobaczyć jedynie w Internecie, gdzie istnieje pluralizm i swoboda wypowiedzi. Kiedy badania przeprowadzane są w sieci, wychodzi na to, że połowa internautów ma pozytywny stosunek do LGBT, a połowa negatywny. Nie znajdzie Pan też w Runecie (rosyjski Internet – przyp. K. B.) wypowiedzi osób entuzjastycznie popierających dławienie organizacji pozarządowych.

 

Co odpowiada Pan słysząc, że ktoś popiera przyznanie praw gejom i lesbijkom, ale w swoim kraju nie życzy sobie parad, takich jak te w Berlinie lub Amsterdamie?

W takich sytuacjach pytam zawsze, dlaczego wydają się one komuś tak niebezpieczne? Ostatnio tak zwany zwykły Rosjanin powiedział mi, że gej-parady spowodują chaos, że ludzie będą chodzić nago po ulicy i zaczną zmieniać swoją orientację seksualną. To oczywiście absurd, ale ludzi o podobnych poglądach nie wolno obwiniać. Trzeba z nimi rozmawiać, o tym czego się boją, a potem diagnozować problemy, które wspólnie możemy rozwiązać. Przecież my też przeciwdziałamy AIDS, zróbmy to więc razem!

Natrafiamy jednak na poważną przeszkodę: prawo o „zakazie homoseksualnej propagandy". Chociaż nie jest ono egzekwowalne w niezależnych sądach – bo jak niby udowodnić uskutecznianie „homoseksualnej propagandy" – uniemożliwia nam równoprawną dyskusję. Za sprawą tej ustawy nie możemy ani rozmawiać ze społeczeństwem, ani znajdować wspólnej platformy z naszymi oponentami.

 

Jednak wiele osób życzliwych wobec Waszej sprawy uważa, że parady nie prezentują gejów i lesbijek jako ludzi czułych, pragnących budować trwałe więzi, cierpiących z powodu zdrady itd. Ludzie widzą raczej golasy, dziwolągi w różowym boa i z penisami wystającymi ze skórzanych gaci z ćwiekami. Czy parady nie szkodzą gejom i lesbijkom na całym świecie?

Dobre pytanie. Gdy kilka lat temu zaczęliśmy o tym dyskutować w Rosji, byłem ich przeciwnikiem. Wobec tak negatywnego nastawienia Rosjan, nie powinniśmy od nich zaczynać. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybyśmy mogli z Rosjanami rozmawiać.

Trzeba też wziąć pod uwagę specyfikę kulturową danego kraju: gej-parady nawiązują do estetyki karnawału, której w Rosji nigdy nie było.

 

Chyba, że w powieściach Tołstoja…

Właśnie. Jednak dzięki skandalom, jakie wywoływały parady, zaczęto dyskutować o prawach LGBT. I dobrze! Wiem Pan, można było te europejskie parady trochę lepiej zorganizować, ale wyszło jak wyszło (śmiech).

Wie Pan, mogli to w Europie zrobić lepiej, ale wyszło, jak wyszło (śmiech)

 

W filmie Obywatel Milk widać, że podstawowym motorem zmiany był masowy coming out. Zastanawiam się tylko, czy w Rosji podobne działania byłyby niebezpieczne i czy rosyjskie społeczeństwo jest na to gotowe?

Mówiłem Panu, że nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo rosyjskie.

 

Czyli rosyjska dusza nie istnieje?

Nie, czegoś takiego też nie ma (śmiech).

 

Łamie mi Pan serce. No więc coming out…

W ostatnich latach doszło do kolejnej zasadniczej zmiany. W większych miastach często nie ma już problemu z coming outem, a coraz więcej rodzin akceptuje orientację seksualną swoich bliskich. Wciąż towarzyszy mu wiele pytań i strachu, ale rodzice przestali wypędzać dzieci z domu. Przypadków wyrzucania na bruk jest znacznie mniej niż w USA: kiedy tam pojechałem, byłem zaskoczony liczbą bezdomnych gejów i lesbijek. W Rosji prędzej zamkną dziecko w domu, niż je wygonią (śmiech).

Podczas seminariów czy rozmów psychologów najczęstsze pytanie dotyczy właśnie coming outu, który staje się w Rosji masowy. I nie dlatego, że ktoś obejrzał Obywatela Milka; wynika to z potrzeby szczerości wobec siebie i bliskich. Poza tym, w 1993 roku w Rosji zdepenalizowano homoseksualizm (było to prawo odziedziczone po ZSRR – przyp. K. B.), co sprawia, że wyrosły już dwa pokolenia gejów i lesbijek nie wyjętych spod prawa. Dla nich coming out jest naturalną potrzebą.

 

Czy rosyjski ruch LGBT znajduje się w takim momencie rozwoju jak amerykański za czasów Harvey Milka.

Te sytuacje są nieporównywalne. Po pierwsze, w czasach Milka położenie amerykańskich gejów i lesbijek było znacznie gorsze niż dzisiejsza sytuacja rosyjskich mniejszości seksualnych. Wówczas „leczenie" homoseksualizmu elektrowstrząsami było normalną praktyką. W Rosji, dzięki Bogu, nikt nawet nie wspomina o takich rozwiązaniach.

Po drugie żyjemy w globalnym świecie. Rosja nie jest odizolowaną wyspą, informacje o represjach szybko się rozprzestrzeniają i widać tego efekty. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku 30 procent Rosjan życzyło sobie, by izolować mniejszości seksualne. Teraz odsetek ten wynosi około 10-15 procent.

Po trzecie, istotny jest kontekst polityczno-historyczny. W Rosji nie funkcjonują demokratyczne instytucje, w których mógłby pojawić się rosyjski Harvey Milk: choćby dlatego, że nie ma wolnych wyborów.

 

W filmie Dallas Club kowboj-homofob, nosiciel wirusa HIV, zaprzyjaźnia się z gejami, lesbijkami, transseksualistami. Czy wierzy Pan w tak głęboką przemianę człowieka?

Tak. Ludzie często źle odnoszą się do mniejszości seksualnych, ponieważ noszą w sobie strach, który nie zrodził się z powodu geja czy lesbijki, ale wynika z czegoś innego. Dlatego zmiana postawy jest tylko kwestią rozmowy i wewnętrznej pracy nad sobą. Tak jak nie ma rosyjskiej duszy, tak i nie ma niezmiennej natury ludzkiej

 

A jeśli zostałby Pan reżyserem rosyjskiej wersji Dallas Club, kto zostałby bohaterem filmu? Może budowlaniec z Ałtaju?

Chyba wszystko jedno (śmiech). Charakterystyczną cechą naszego kraju jest jego niewiarygodnie szybka transformacja i dlatego taka czy inna przemiana człowieka wydaje mi się bardzo prawdopodobna. Budowlaniec z Ałtaju może przyjechać na zlecenie do Moskwy i wyjechać z niej całkowicie odmieniony.

 

Igor Kocziotkow jest doktorem historii i szefem rosyjskiej sieci LGBT. Od 2012 roku członek partii Jabłoko. Prowadzi blog na portalu Echo Moskwy. W 2013 roku Foreign Policy zaliczyło go do pierwszej setki „współczesnych myślicieli". W USA poślubił swojego partnera, na co dzień żyje w Sankt Petersburgu.

 


Powrót
Najnowsze

Ochrońmy wspólnie Zamek na wodzie!

23.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Startuje 12. Festiwal "Wisła" w Moskwie!

23.05.2019
Natalia Walka
Czytaj dalej

Ciemna Noc Muzeów w Gdańsku, czyli historia kontrowersyjnej ballady

21.05.2019
Karolina Blecharczyk
Czytaj dalej

Wrocław: Polska – Ukraina. Różne perspektywy wspólnej historii. Debata w Centrum Historii Zajezdnia

21.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Prof. Adolf Juzwenko laureatem nagrody PAU im. Jerzmanowskich

20.05.2019
NEW
Czytaj dalej

Gruzini wciąż marzą

20.05.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu