Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kirgistan – między strachem a nadzieją (cz. 1)
2010-08-12
Radzisława Gortat*
W lipcu umiarkowanie uspokoiła się sytuacja w Kirgistanie. Na korzyść ekipy rządzącej podziałał strach przed pogłębieniem chaosu, przejawiający się relatywnie wysokim uczestnictwem w referendum 27 czerwca. Dzięki sukcesowi kampanii władze zyskały pewną przestrzeń dla realizacji zamierzeń naszkicowanych jeszcze w kwietniu, tuż po przewrocie. Potencjalnych czynników destabilizacji nadal jest wiele, choć jednocześnie można skłaniać się ku delikatnemu optymizmowi. Oto przegląd najważniejszych przejawów sprzecznych tendencji.

Status „technicznego” rządu i jego działania
Powołanie 16 lipca „technicznego” rządu nie zlikwidowało niejasności instytucjonalnych w funkcjonowaniu egzekutywy. Prowizorka w postaci rządu tymczasowego została utrzymana, pomimo legalizacji w referendum statusu prezydenta; ministrowie pozbyli się tylko niezręcznego określenia „pełniący obowiązki”. Na czele nowego rządu nadal stoi Roza Otunbajewa, jej zastępcą jest pierwszy wicepremier Amangeldy Muralijew, były premier  z czasów Askara Akajewa (1999-2000). Rząd składa się z piętnastu ministerstw i ośmiu agencji rządowych oraz kilku służb państwowych (celnej, podatkowej itp.). Odeszli z niego czołowi politycy (na przykład Omurbek Tekebajew, Temir Sarijew, Abdygany Erkebajew). Ich miejsca zajęli przeważnie dotychczasowi zastępcy lub współpracownicy. Siedmiu ministrów zachowało swoje teki. Ci, którzy odeszli, mają nadal pracować w charakterze Rady Legislacyjnej, przygotowującej akty prawne.

Taka konstrukcja egzekutywy wywołuje protesty. Krytycy nie rozumieją istniejącego dualizmu – przecież Otunbajewa stała się legalnym prezydentem. Rząd tymczasowy powinien przestać istnieć, dekrety powinien wydawać tylko prezydent, ograniczając je do sfer nieobjętych dotychczasowym ustawodawstwem. Ale krytyka nie jest zbyt silna, bo też nie bardzo jest o co kruszyć kopie. „Techniczny rząd” ma istnieć tylko do nowych wyborów, zaplanowanych na 10 października bieżącego roku.

Egzekutywa nie ogranicza się wyłącznie do administrowania. Władze spieszą się, by przed wyborami zakończyć procedury związane z nacjonalizacją obiektów nieprawnie przywłaszczonych przez rodzinę Bakijewa i jego otoczenie. Listę zawierającą trzydzieści pozycji opublikowano pod koniec czerwca. To novum w dotychczasowej praktyce. Zrezygnowano z nacjonalizacji dalszych sześćdziesięciu obiektów, które budziły kontrowersje wśród członków gabinetu i protesty inwestorów. Z rozmów z ekspertami wynika, że władze nie planują przekształcenia odebranych obiektów we własność państwową, lecz zamierzają wystawić je na sprzedaż w otwartych przetargach. Rząd zgadza się, że powinien zrekompensować właścicielom straty poniesione w wyniku przejęcia obiektów, ale biorąc pod uwagę naruszenia prawa przy prywatyzacji, wzywa właścicieli, by dowiedli przed sądem legalności praw właścicielskich lub udowodnili, że posiadali legalne środki, by nabyć przedsiębiorstwa. Taka procedura ma zapewnić przejrzystość całego procesu i uniknąć podejrzeń o nowy podział własności na korzyść sprawujących władzę. W kilku przypadkach sprawy się komplikują ze względu na niekończące się spory między akcjonariuszami. Najbardziej złożona jest sprawa Azja Uniwersalbanku, stworzonego przez Maksima Bakijewa. 20 czerwca dekretem rządu przyjęto postanowienie o jego dokapitalizowaniu z budżetu państwa kwotą 1,5 miliona somów, by zapobiec groźbie jego bankructwa, spowodowanej wycofywaniem wkładów przez dotychczasowych klientów. Na początku sierpnia władze odstąpiły jednak od tego projektu, zalecając prezesowi Banku Narodowego, by przeprowadził restrukturyzację Azja Uniwersalbanku.  

Rząd podjął także decyzje mające zapewnić przejrzystość w sektorze paliwowo-energetycznym oraz równość wszystkich podmiotów gospodarczych. Bardziej systematyczne reformy nie są możliwe w obliczu toczącej się walki politycznej.

Najwięcej kontrowersji wywołują zmiany w resorcie sprawiedliwości. 28 lipca 2010 dekretem prezydenta zdymisjonowano siedmiu sędziów Sądu Najwyższego oraz przedterminowo zwolniono dziewiętnastu sędziów sądów rejonowych. Zdaniem krytyków, prezydent okresu przejściowego nie ma prawa zwalniać sędziów na podstawie obowiązującego ustawodawstwa. To nieprzemyślany krok, który tylko pogorszy sytuację w sądownictwie, uchodzącym za najbardziej skorumpowany organ władzy państwowej.

Kontrowersje wokół wyborów parlamentarnych
Zaraz po referendum zaczęły się prace nad ordynacją wyborczą do parlamentu oraz dyskusje o terminie elekcji deputowanych. Towarzyszyły im pogróżki ze strony liderów niektórych partii opozycyjnych, że kampania wyborcza może skończyć się starciami zbrojnymi i nowym rozlewem krwi, jeśli wybory nie zostaną przeprowadzone uczciwie. Strach przed takim scenariuszem jest powszechny; ulegają mu także eksperci. W niektórych przerażenie budzi już sama rywalizacja wyborcza kilkudziesięciu partii; inni obawiają się, że pretendenci do władzy zaczną organizować zamieszki, gdy uzyskany wynik ich nie usatysfakcjonuje. W tym kontekście niezmierne ważne stało się sprecyzowanie przepisów prawnych, które nie powinny być zmieniane w trakcie kampanii, oraz konsekwentne ich przestrzeganie przez wszystkich uczestników procesu wyborczego.

Tworzenie ordynacji przypominało błędne koło. Głównym powodem były jawne sprzeczności między obowiązującymi aktami prawnymi: referendalną konstytucją z 2010 roku, kodeksem o wyborach z 2007 roku i niektórymi ustawami konstytucyjnymi. Na przykład ustawa o stanie nadzwyczajnym zabrania ogłaszania wyborów w trakcie obowiązywania takiego stanu w całym kraju lub w jego części, podczas gdy konstytucja referendalna takiego zastrzeżenia nie zawiera. Kodeks wyborczy z 2007 roku stanowi, że wyborcy mogą głosować tylko w okręgu ich stałego zamieszkania, gdy jednocześnie dziesiątki, a może nawet setki tysięcy uciekinierów z południa przebywają w innych miejscach, niż wskazuje ich meldunek. 22 lipca rząd wprowadził poprawki do kodeksu o wyborach, umożliwiające głosowanie w miejscu faktycznego przebywania w dniu wyborów (na podstawie zaświadczenia lokalnych władz samorządowych) oraz inne zmiany, w tym zmniejszenie funduszu wyborczego partii ze 100 milionów do 50 milionów somów.

Dekret wywołał nową falę sporów, w tym wątpliwości niektórych członków Centralnej Komisji Wyborczej. Zgodnie z nim, każde rozstrzygnięcie rządu czy CKW mogło być zakwestionowane na mocy innych przepisów sprzecznego prawa. Zarazem nie istnieje żadna wyższa instancja uprawniona do rozstrzygnięcia sporów. Kirgistan nie posiada parlamentu, który mógłby znowelizować prawo wyborcze, ani Sądu Konstytucyjnego, mogącego rozstrzygnąć wątpliwości prawne.

9 lipca władze Kirgistanu zdecydowały się na radykalny krok: rząd odwołał własny dekret z 22 lipca o wniesieniu poprawek i uzupełnień do ordynacji wyborczej, ogłaszając, że podstawą prawną nowych wyborów będzie obowiązujący kodeks wyborczy, przyjęty w referendum 2007 roku. Jednocześnie prezydent Otunbajewa podpisała dekret o zniesieniu stanu wyjątkowego na południu z dniem 10 sierpnia oraz wyznaczyła termin wyborów parlamentarnych na 10 października 2010 roku. Kirgistan ma nadzieję na legalne rządy – pomimo wszystkich zagrożeń i strachów. Władzom pozostaje wykazać się determinacją i zapewnić równe warunki dla wszystkich partii uczestniczących w wyborach oraz nie dopuścić do ich militaryzacji w trakcie wyborów i po nich.

Pomoc zagraniczna
Dużym wsparciem dla władz kirgiskich jest hojna pomoc zagraniczna. Konferencja donatorów, skupiająca przedstawicieli dwudziestu sześciu państw i piętnastu międzynarodowych instytucji finansowych, podjęła 27 lipca decyzję o udzieleniu Kirgistanowi pomocy w wysokości 1,1 miliarda dolarów (!) w ciągu dwóch lat w postaci pożyczek i grantów, z czego 600 tysięcy dolarów ma być dostarczone jeszcze w tym roku. Zdaniem jednego z kirgiskich ekonomistów, to więcej niż kraj jest w stanie wchłonąć w tak krótkim czasie. Są to jednak tylko deklaracje i mogą one ulec korekcie przy podpisywaniu konkretnych umów, które powinien zaakceptować przyszły parlament. Niemniej ich skala jest imponująca, co świadczy o determinacji zewnętrznych aktorów, by doprowadzić do stabilizacji w kraju.

W latach dziewięćdziesiątych, gdy Kirgistan uchodził za lidera reform w przestrzeni postsowieckiej, podobną sumę zewnętrznej pomocy dostarczono mu w ciągu ośmiu lat. Obecne pożyczki i granty mają być przeznaczone na wsparcie budżetu (głównie wypłaty świadczeń socjalnych oraz płace dla nauczycieli i lekarzy), podtrzymania niektórych projektów inwestycyjnych, zwłaszcza w sferze socjalnej, oraz odbudowę południowych regionów i pomoc dla ofiar konfliktu. Drugą stroną medalu jest zwiększenie obciążeń obsługi długu zagranicznego. Obecnie zewnętrzny dług Kirgistanu wynosi 2,4 miliarda dolarów. Według optymistycznych szacunków ministra finansów, spora część pomocy będzie mieć postać grantów, co sprawi, że łączna suma długów nie powinna przekroczyć 65 procent rocznego PKB.


* dr Radzisława Gortat, Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego Warszawskiego.

Powrót
Najnowsze

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu