Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Panie prezydencie, kiedy do Kijowa?
2010-08-10
Tomasz Kułakowski
Od piątku oficjalnie mamy nowego prezydenta. Bronisław Komorowski w pierwszej kolejności odwiedzi Brukselę, Paryż i Berlin. A kiedy wybierze się do Kijowa?

Ukraina nie istnieje w polskiej debacie publicznej. Nie „czuje” Ukrainy ani Bronisław Komorowski, ani Donald Tusk, ani Radosław Sikorski, nie wspominając o dziennikarzach i wydawcach (z kilkoma wyjątkami). Odkąd prezydentem został Wiktor Janukowycz, a za sprawą niekonstytucyjnie powołanej koalicji parlamentarnej i rządu na Ukrainie zapanował „spokój”, równie „spokojnie” zrobiło się w polskich mediach. Z jednym wyjątkiem – Ukraina pojawiała się w kontekście tematu „flota za gaz”, czyli podpisanej przez prezydentów Rosji i Ukrainy umowy o przedłużeniu stacjonowania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie w zamian za obniżkę ceł na rosyjski surowiec. Podczas ratyfikacji umowy przez ukraiński parlament, gdy w Radzie Najwyższej deputowani „lali się po pyskach”, polskie media zainteresowały się Ukrainą. Problem przedstawiały jednak wydarzeniowo, a nie kompleksowo, analityczne. Takie podejście mediów dominuje zarówno w Warszawie, jak w Kijowie. Wydarzeniowo Polska potraktowała wybory na Ukrainie (mimo że kilku polityków, między innymi europoseł PiS Paweł Kowal, było mocno zaangażowanych w ukraińską elekcyję), wydarzeniowo Ukraina informowała o katastrofie smoleńskiej i rywalizacji o Pałac Prezydencki. O braku „mody” na Ukrainę świadczy też fakt, że w kampanii wyborczej ani razu nie rozgorzała dyskusja na temat Ukrainy czy stosunków na linii Kijów-Warszawa. Może usprawiedliwieniem jest ogólny brak merytorycznych aspektów tej kampanii?

Tak czy owak, Platforma Obywatelska i wywodzący się z jej łona prezydent nie wydają się zainteresowani dwustronnymi relacjami z Ukrainą. Po wyborze Wiktora Janukowycza na prezydenta nie doszło do spotkania na najwyższym szczeblu. Co prawda Lech Kaczyński był na zaprzysiężeniu Wiktora Janukowycza, a Radosław Sikorski spotykał się z Kostiantynem Hryszczenką, ale spotkanie szefów dyplomacji odbyło się w ramach szczytu państw Trójkąta Weimarskiego i nieformalnego szczytu ministrów spraw zagranicznych Partnerstwa Wschodniego w maju w Sopocie. O ile za życia Lecha Kaczyńskiego „odpuszczenie” sprawy ukraińskiej było uzasadnione, gdyż PO nie chciała wchodzić w zagraniczne buty prezydenta i wolała postawić na „rewitalizację” stosunków z Rosją, to po wyborach prezydenckich nie ma już żadnych wymówek. Jednak wydaje się, że dla PO ważniejsze jest całościowe podejście do regionu Europy Wschodniej, poprzez mocno promowany i rozkręcający się projekt Partnerstwa Wschodniego oraz między innymi działalność na rzecz zniesienia wiz nie tylko dla Ukrainy i Białorusi, ale przede wszystkim dla Mołdawii, która jako jedyna ma zdecydowanie proeuropejski rząd.

„Rząd skupił się na tworzeniu Partnerstwa Wschodniego jako oferty również dla Ukrainy, ale potrzebne jest wzmocnienie relacji bilateralnych. Komorowski powinien jak najszybciej udać się do Kijowa i starać się przekonać stronę ukraińską, że wybór kandydata Platformy Obywatelskiej nie oznacza dalszej marginalizacji stosunków polsko-ukraińskich” – mówił mi niedawno Jacek Kucharczyk, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych.

Sam Bronisław Komorowski przyznaje, że nasze stosunki mają się nie najlepiej. W wywiadzie dla „Newsweeka” stwierdził: „Osłabienie tych relacji nastąpiło już wcześniej ze względu na konflikt w obozie pomarańczowej rewolucji. Ukraina jest wielkim krajem, ma swoje ambicje, swoje interesy i swój potencjał. Polska nie może brać odpowiedzialności za decyzje Ukraińców i sytuację polityczną w Kijowie. Jednak za mojej prezydentury nasza polityka wobec Ukrainy nie zmieni się. Chcemy wspomagać Ukrainę nawet w pogorszonych warunkach politycznych. Chcemy Ukraińców przekonywać do wiązania się z Zachodem. Ale to jest wybór Ukrainy – zarówno personalny, jak i polityczny”.

Czy to oznacza, że Komorowski umywa ręce od sprawy ukraińskiej? Na pewno ma ważniejsze cele. Po pierwsze, zamierza odbudować relacje na najwyższym szczeblu między Berlinem, Paryżem i Warszawą. Trójkąt Weimarski ma być dla PO jednym z elementów wzmacniania pozycji Polski w Unii Europejskiej. Oczywiście Komorowski mógłby przez ten instrument polityczny bardziej promować Ukrainę w Europie, ale nie wiadomo, czy z tej możliwości skorzysta. Drugim ważnym celem jest kierunek rosyjski. „Będę sprzyjał rozpoczętemu procesowi zbliżenia i pojednania polsko-rosyjskiego. To ważne wyzwanie chwili, stojące zarówno przed Polską, jak i przed Rosją” – mówił w orędziu polski prezydent. Ukraińcy żartują, że Polska już patrzy na Kijów przez „rosyjskie” okulary, a co bardziej złośliwi twierdzą, że Tusk z Putinem duszą Ukrainę w objęciach.

Można mieć pretensje do obecnego rządu o zaniedbanie sprawy ukraińskiej, ale relacje Kijowa z Warszawą za kadencji Lecha Kaczyńskiego i rządów PiS również pozostawiały wiele do życzenia. Była to polityka projuszczenkowska, opierająca się nie na kreowanej przyjaźni (bowiem obaj prezydenci mieli nacjonalistyczne poglądy), lecz na tworzeniu antyrosyjskiej koalicji, z kulminacyjnym wymachiwaniem szabelką na wiecu w Tbilisi po wybuchu wojny gruzińsko-rosyjskiej. Przyjaźń z Juszczenką kosztowała Kaczyńskiego wiele zdrowia, by przypomnieć odznaczenie na „do widzenia” Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy. Tej gorzkiej pigułki Lech Kaczyński nie mógł przełknąć (minęło trochę czasu, nim wydał oświadczenie krytykujące tę decyzję).

Jedno jest pewne – stosunki Warszawy i Kijowa za prezydentury Kaczyńskiego i Juszczenki uległy ochłodzeniu. Niezależnie od starań nowego prezydenta, Ukrainie nie będzie zależało na kontaktach z Polską tak bardzo, jak kiedyś Leonidowi Kuczmie. Żaden z czołowych ukraińskich polityków nie jest propolski, za to niemal cała elita władzy reprezentuje postawę polsko-obojętności (uraz z pomarańczowej rewolucji Wiktora Janukowycza, brak zainteresowania Polską Julii Tymoszenko). Nowe-stare ukraińskie władze są zorientowane na bezpośrednie kontakty z Brukselą i nie potrzebują wstawiennictwa Warszawy. Przecież nie po to Wiktor Janukowycz w pierwszą podróż zagraniczną poleciał do Brukseli (notabene Komorowski również się tam wybiera), by szukać adwokatury w Warszawie. Kijów uznaje Polskę za niezbyt istotny kraj Unii Europejskiej. Szkoda tylko, że ukraińskie elity nie zdają sobie sprawy, że europejska polityka wobec Ukrainy to głównie robota Polaków, i to niezależna od opcji politycznych (Jerzy Buzek czy Paweł Kowal).

Co w takiej sytuacji ma zrobić Bronisław Komorowski? Może posłuchać rady pierwszego prezydenta Ukrainy Leonida Krawczuka, z którym niedawno rozmawiałem: „Polska nie powinna zmieniać swojej polityki w stosunku do Ukrainy. Udało mi się podpisać z prezydentem Lechem Wałęsą porozumienie o przyjaźni i współpracy polsko-ukraińskiej i położyliśmy fundament pod normalne, przyjazne, partnerskie stosunki między oboma narodami. Następni prezydenci – Leonid Kuczma i Wiktor Juszczenko – równie dużo zrobili dla pogłębienia relacji między Polską a Ukrainą i wspólnie z polskimi władzami rozwiązywali problemy związane z trudną historią. Polska zawsze pomagała Ukrainie w podążaniu europejską drogą i postrzegamy was tylko w tej roli. Nie moglibyśmy zrozumieć, gdyby Polska odsunęła się od nas i nasze stosunki miały się pogorszyć. To już niemożliwe”.

Zatem, panie prezydencie, czy Kijów-Warszawa to wciąż wspólna sprawa?
Tomasz Kułakowski

Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Kułakowski
Powrót
Najnowsze

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu