Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Majdan większości nie jednoczy
2015-06-12
Serhij Żadan, Zbigniew Rokita, Ziemowit Szczerek

 

 

Z Serhijem Żadanem, ukraińskim pisarzem, poetą i muzykiem, rozmawiają Zbigniew Rokita i Ziemowit Szczerek: „To że dziś w Charkowie nie ma wojny to zbieg okoliczności".

 

 

 

 

 

ZBIGNIEW ROKITA, ZIEMOWIT SZCZEREK: Dużo mówi się o nowej ukraińskiej tożsamości: jednoczeniu się narodu wokół takich symboli jak Niebiańska Sotnia czy wojna na wschodzie kraju. Czy to rzeczywiście głęboka przemiana, czy chwilowe zjawisko?

SERHIJ ŻADAN: Wszystkie nowe symbole wiążą się bezpośrednio lub pośrednio z rewolucją godności, całe społeczeństwo nie jednoczy się jednak wokół nich. Majdan poparła tylko część Ukraińców, większość odniosła się do niego obojętnie: siedzieli w domu, patrzyli na wiadomości i dlatego lansowana przez nowe władze symbolika rewolucyjna jest im obca. Tym, co jednoczy dziś naród jest raczej wojna – wiele dotychczas pasywnych politycznie czy społecznie osób zaktywizowało się dopiero, kiedy zrozumiało, że coś zagraża niepodległości kraju. Wówczas pojęli, że są obywatelami tego państwa – nawet jeśli część nie mówiła po ukraińsku i nie była etnicznymi Ukraińcami.

 

Czy wojna tocząca się na niewielkim obszarze kraju, w regionie o którym większość Ukraińców dotychczas niewiele wiedziała, to nie za mało, żeby budować na tym naród?

Wojna dotyka dziś każdego: każdy Ukrainiec może trafić do armii, znaleźć się na froncie, zginąć.

 

W Woroszyłowgradzie widzimy łuhańską prowincję jako przestrzeń, gdzie nie funkcjonują państwowe struktury, gdzie rządzą lokalni watażkowie, gdzie kijowskie prawo nie obowiązuje – w jakim stopniu przed Majdanem ten obszar był de facto częścią Ukrainy?

Nigdy nie twierdziłem, że nie funkcjonują tam państwowe struktury. Funkcjonowały, tyle że były kontrolowane przez miejscowych polityków i oligarchów, w szczególności przez Rinata Achmetowa i Ołeksandra Jefremowa.

 

A kto był ważniejszy – miejscowi czy Kijów?

Oczywiście, że miejscowi, ale oni też stanowili część tego systemu państwowego – system ten zresztą nie zmienił się zbytnio do dziś. Obwód łuhański był zawsze specyficzyny, co wynikało w dużej mierze ze struktury socjalnej – jest postindustrialny, wiele zakładów upadło, co odbiło się na ludziach.

 

Pochodzisz ze Starobielska, miasta na północy obwodu łuhańskiego. Ludzie obawiają się tam, że separatyści będą chcieli przyłączyć tę część obwodu do ŁNR?

Nie, tam jest dużo wojskowych. Musiałoby dojść do przeprowadzonego na pełną skalę ataku armii rosyjskiej. A czy gdyby weszli separatyści spotkaliby się z ciepłym przyjęciem miejscowych – nie sądzę, ale nikt nie przeprowadzał poważnych badań.

 

A przed 2014 rokiem widziałeś sygnały, które świadczyłyby, że może dojść do ruchów separatystycznych?

Nie, byłem przekonany, że do nich nie dojdzie i nadal twierdzę, iż były sztucznie wywołane.

 

Sygnałem może być też pasywność: kryzys donbaski pokazał nam, że separatyzm nie musi wynikać z chęci ludzi do oddzielenia się, ale może być efektem obojętności ludności, która pozwala małej grupie robić, co chce.

Można więc i w tym przypadku uznać bierność za taką przesłankę, ale wówczas musielibyśmy dorzucić do tego worka też mieszkańców innych obwodów: dniepropietrowskiego, zaporożskiego czy chersońskiego. To że dziś w Charkowie nie ma wojny to zbieg okoliczności – po prostu dobrze spisały się władze, milicja nie dopuściła się sabotażu, wypędzili bandytów.

 

A jak Charków patrzył przez ostatnie lata na Donbas? Traktował go jak mordor, nieznane pustkowia?

Demonizowano go – wynikało to m.in. z faktu, że Wiktor Janukowycz stamtąd pochodził i zabrał ze sobą do Kijowa wielu swoich ludzi. W dobrym tonie było więc wieszać psy na Donbasie, obwiniać go, o wszystko co możliwe...

 

Działało to też w drugą stronę.

Tak, a bierze się to z tego, że Ukraińcy mało wiedzą o swoim kraju – większość ludzi z zachodu kraju nigdy nie była na wschodzie i odwrotnie. W Charkowie rządziła Partia Regionów, ale nie mieliśmy poczucia, że jesteśmy „razem" z Donbasem.

 

Różnice między regionami są wciąż znaczne, jedną z nich jest język. Twoi bohaterowie mówią po ukraińsku, a na wschodzie Ukrainy raczej się w tym języku nie mówi. Trochę sztucznie to brzmi.

Ja nigdy nie udawałem, że moi bohaterowie mówią po ukraińsku. Ja ich tłumaczę. Jestem ukraińskim pisarzem i piszę po ukraińsku. To świadomy przekład.

 

A więc swoją charkowską rzeczywistość przekształcasz w ukraińską?

Nie, nie, trochę przesadzacie. Ta rzeczywistość jest, jaka jest, niezależnie od języka. W tym przypadku to nie dialog determinuje rzeczywistość, a wydarzenia i konteksty, które staram się przedstawiać obiektywnie. Zawsze podkreślałem, że to zabieg stylistyczny.

 

Serhij Żadan jest ukraińskim pisarzem, poetą, muzykiem. Autor m.in. wydanych w Polsce Woroszyłowgrad, Mezopotamia, Depeche Mode.

 

 

 


Powrót
Najnowsze

Polskie spory o pamięć. Wizyta studyjna

12.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Miejsca i duchy bułgarskiej pamięci

11.10.2019
Krzysztof Popek Sylwia Siedlecka
Czytaj dalej

Kaukaz: Doświadczenia Przeszłości – Perspektywy Przyszłości

09.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Apel Kolegium Europy Wschodniej

09.10.2019
NEW
Czytaj dalej

Historia czy gospodarka? Czyli przyszłość relacji polsko-ukraińskich

09.10.2019
Eugeniusz Bilonożko
Czytaj dalej

Ukraina: Kryzys komunikacji

07.10.2019
Piotr Pogorzelski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu