Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Mierzeni nierówną miarą
2010-08-06
Paweł Pieniążek
Na początku sierpnia stronie internetowej „Rzeczpospolitej” ukazał się wywiad z Jurijem Andruchowyczem, który ponownie wzbudził kontrowersje. Ponownie, bo teza, wokół której rozpętała się dyskusja, jest już znana. Może atmosferę podgrzewa sława Andruchowycza, jednego z bardziej znanych – także poza granicami kraju – ukraińskich pisarzy, i jego rola w nieistniejącej już grupie Bu-Ba-Bu. Może fakt, że wypowiadał się w zagranicznych mediach. A może oba powody.

W każdym razie Andruchowycz uważa, że Krym i Donbas nie są Ukrainie potrzebne, śmiało mogą się odłączyć. Przedstawia tę wizję jako możliwość, nie przymus, czego nikt nie chce zauważyć: „Wskazałem, że warto byłoby taką opcję rozważyć. To jest pomysł na niespodziewanie lekki i cywilizowany sposób rozwiązania problemu, który przeszkadza Ukraińcom być sobą, blokuje kierunek, w jakim podążać powinien kraj”. Andruchowycz zapewne uważa, że gdy odpadnie „balast”, cały ten chaos zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a reformy zrobią sprawżni Ukraińcy.

Jak już wspomniałem, wywiad wzbudził wiele emocji. Za odpieranie separatystycznych wizji wzięła się także wiceszefowa Administracji Prezydenta Hanna Herman. W jej odpowiedzi Słowo do Andruchowycza w „Ukrajinśkiej prawdzie” pojawił się cytat z Konstytucji Ukrainy („Terytorium Ukrainy w ramach istniejących granic jest jednolite i nienaruszalne”) i odwołania do ukraińskich autorytetów, jak Mychajło Hruszewski czy Iwan Franko. Herman twierdzi, że nie tędy droga, aby „jechać do Warszawy i tam opowiadać o możliwości rozdzielenia Ukrainy”. Trzeba „pisać o Ukrainie, o jej historii, o jej perspektywach dla języka ukraińskiego, a także rosyjskiego”. W ciągu dwudziestu lat niepodległości, nazwanych przez Andruchowycza „straconym czasem”, trzeba było pokonać wiele trudności związanych z brakiem odpowiednich kadr, instytucji i doświadczenia w tworzeniu państwowości.

Słowo do Andruchowycza jest lepsze niż wywiad w „Rzeczpospolitej”, a na pewno bardziej przemyślane. Jednak groteska, tak często stosowana przez pisarzy z Bu-Ba-Bu, polega na tym, że to rząd, który reprezentuje Herman, jest uznawany za antyukraiński.

Najbardziej w całej sprawie dziwi mnie postawa mediów, które złapały się na haczyk odłączenia Krymu i Donbasu, nie zwracając uwagi na coś innego.

29 lipca Ołeh Szynkarenko po spotkaniu w dyskusyjnym klubie filmowym został zaczepiony przez trzech mężczyzn ze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i zaproszony na pogadankę ze śledczymi. „Gdy zainteresowałem się, o czym będziemy rozmawiać, usłyszałem, że o moich wpisach w »Live Journal«, które »zostawiły nieprzyjemny ślad w duszy«”. Następnego dnia, gdy sprawa zaczęła krążyć po mediach, SBU wyjaśniła, że na stronie można było znaleźć groźby pod adresem prezydenta. Szynkarenko musiał podpisać oświadczenie, że nie będzie krytykował władzy na swoim blogu. Oprócz tego zniknęły jego wpisy o śmiesznych sytuacjach związanych z prezydentem Wiktorem Janukowyczem, jak spadający wieniec. Do tej pory nie wiadomo, w jaki sposób Szynkarenko miał grozić prezydentowi.

Co to ma wspólnego z Andruchowyczem? Już tłumaczę. „Ja na przykład nigdy nie myślałem, że w mojej duszy zrodzą się niemal terrorystyczne ciągotki. Że będzie mi się śniło, iż mam zastrzelić Janukowycza. Był jednak okres, gdy miałem takie sny. A przecież jestem pokojowo nastawionym człowiekiem i nie stawiam przemocy ponad wszystkimi innymi sposobami prowadzenia walki” – mówił ukraiński pisarz w „Rzeczpospolitej”. Zastanawia mnie więc, dlaczego władza nie ściga Andruchowycza i to nie on rozmawiał ze śledczymi. Czemu nie zastrasza się jego, tylko mało popularnego blogera piszącego do swojej internetowej szuflady, do której zagląda raptem kilka osób? Warto poważnie potraktować słowa Hanny Herman: „Dzisiaj trzeba szukać innej drogi wspierania ukraińskiej kultury, ukraińskiej tradycji, ukraińskiego języka. Trzeba rozmawiać z ludźmi”. Pełna zgoda, trzeba rozmawiać – ale nie za pośrednictwem Służby Bezpieczeństwa.

Paweł Pieniążek

Polecamy inne artykuły autora: Paweł Pieniążek
Powrót
Najnowsze

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu