Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Koniec Emiratu na Kaukazie
2015-07-07
Tomasz Zawisko

Bojownicy z Północnego Kaukazu podporządkowali się Państwu Islamskiemu. Czy to nowe zagrożenie dla Rosji czy tylko zmiana szyldu?

Na Youtube niedawno pojawił się film informujący o podporządkowaniu się terrorystom z Północnego Kaukazu liderowi Państwa Islamskiego Abu Bakr al-Baghdadiemu. Wystąpienie większości bojowników z szeregów Emiratu Kaukaskiego i utworzenie oddziału Państwa Islamskiego to prawdopodobnie koniec wirtualnego państwa. Walka o jego utworzenie toczyła się od 2007 roku, kiedy to Doku Umarow ogłosił likwidację Czeczeńskiej Republiki Iczkerii.



Śmierć Emira

W kwietniu organom bezpieczeństwa w Dagestanie udało się rozbić grupę bojowników. Jedną z ofiar wymiany ognia był Emir Kaukazu Aliaszab Kiebiekow (znany również jako Ali Abu Muhammad).

Kiebiekow wiosną 2014 roku zastąpił na tym stanowisku Doku Umarowa, legendarnego przywódcę Emiratu, który zmarł od poniesionych ran lub choroby. Wśród bojowników, których trzon stanowi młodzież między osiemnastym a dwudziestym piątym rokiem życia, Kiebiekow wyróżniał się świetnym jak na bojownika wykształceniem: studiował w Rosji i Syrii, był nauczycielem islamu. Dopiero w 2009 roku wstąpił w szeregi zbrojnego podziemia, gdzie został mianowany sędzią prawa szariatu.

Jedną z pierwszych decyzji Kiebiekowa było zaprzestanie ataków na cywili i skoncentrowanie się na przedstawicielach organów siłowych: miało to ocieplić wizerunek Emiratu wśród lokalnej ludności. W momencie wyboru nowego przywódcy organizacja znajdowała się już na równi pochyłej. Podobnie jak Umarow, który w ostatnich latach sprawowania władzy okrążony był w Górnej Czeczenii i nie mógł podróżować po terytorium swojego „państwa", także Kiebiekow nie miał możliwości poznania większości emirów, którzy wybrali go na przywódcę. Jego władza miała charakter wyłącznie formalny – w rzeczywistości Emirat podzielony był na działające niezależnie komórki.



Terrorystyczna filia

Autorytet zabitego w kwietniu Emira długo pozwalał na zachowanie jedności wśród zdecydowanej większości bojowników – taką estymą nie cieszy się jednak jego następca Magomed Sulejmanow. Już sama procedura jego wyboru pozostawiała wiele do życzenia: nie udało się zebrać kworum, co dało przeciwnikom Emiratu podstawę do kwestionowania jego władzy.

Do pierwszych rozłamów dosżło jeszcze przed śmiercią Kiebiekowa: Państwu Islamskiemu podporządkowało się kilku komendantów Emiratu, wśród których najważniejszym był emir Dagestanu Rustam Asildiedow. Jednak dopiero po jego śmierci doszło do poważnych podziałów wśród bojowników, których większość złożyła przysięgę wierności Abu Bakr al-Baghdadiemu. Możliwe, że jedną z przyczyn rozłamu był sprzeciw Kiebiekowa wobec ataków na cele cywilne oraz ataków samobójczych.

W rezultacie – według nagrania z czerwca – na Północnym Kaukazie utworzono wilajat (jednostkę administracyjną) Państwa Islamskiego, którego liderem został Abu Mohammad al-Kadari. Jeśli wierzyć treści filmu, bojownicy są w tej kwestii zgodni.

Wydaje się, że jest jednak inaczej. W rozmowie z portalem Kavkaz-uzel.ru współpracownik Instytutu Etnologii i Antropologii Rosyjskiej Akademii Nauk Ahmieta Jarłykapowa twierdzi, że jest jeszcze za wcześnie, aby Emirat spisać na straty. Ekspert mówi: „Nie ma żadnej [wiarygodnej – przyp. aut.] informacji o tym, że Państwu Islamskiemu przysięgę złożyli bojownicy Kabardynio-Bałkarii, Karaczajo-Czerkiesji i Inguszetii. (...) Wcześniej pojawiły się wiadomości o śmierci emira Kabardyno-Bałkarii Zalima Szebzuhowa, ale ta informacja się nie potwierdziła. Od niego również nie ma żadnych wiadomości. Kto jest liderem w Inguszetii nie wiadomo. Nie jest jasne, czy w ogóle żyją tam jacyś bojownicy. W Czeczenii liderem pozostaje Wadałow. (...) Proponuję nie wróżyć a poczekać na ich oświadczenia".

Nie da się jednak ukryć, że aktywność Emiratu jest coraz mniejsza.



Wygaszanie konfliktu

Od kilku lat w siedmiu północnokaukaskich podmiotach federalnych spada liczba ofiar działalności terrorystów. Dane za rok 2014 nie pozostawiają jednak wątpliwości, że tym razem doszło do załamania się struktur Emiratu.

W całym regionie konflikt pochłonął w ubiegłym roku 525 ofiar (341 zabitych i 184 rannych). W porównaniu z rokiem 2013 oznacza to spadek niemal o połowę: wówczas mieliśmy odpowiednio 529 zabitych i 457 rannych.

Liczba ofiar zmalała przede wszystkim wśród cywili (trzydziestu siedmiu zabitych i szesnastu rannych w porównaniu z 104 zabitymi i 145 rannymi w roku 2013) oraz przedstawicieli struktur siłowych (pięćdziesięciu pięciu zabitych i 166 rannych w porównaniu z 127 zabitymi i 297 rannymi). Liczba ofiar wśród bojowników pozostaje na podobnym poziomie: w roku 2014 zginęło 249 bojowników, a dwóch zostało rannych, co w porównaniu z 298 zabitymi i piętnastoma rannymi w roku 2013 oznacza spadek o jedną piątą.

Najbardziej niespokojnym regionem jest nieprzerwanie Dagestan. Tam wojna między podziemiem a strukturami siłowymi trwa od 2002 roku, kiedy to część bojowników walczących w II wojnie czeczeńskiej rozbiegła się po sąsiadujących z Czeczenią republikach. Wygaszanie konfliktu objęło jednak również tę nadkaspijską republikę. Po raz pierwszy nie odnotowano żadnych ofiar w Karaczajo-Czerkiesji oraz tylko jedną w Północnej Osetii.

Jedynym podmiotem Północnokaukaskiego Okręgu Federalnego, w którym wzrosła liczba ofiar była Czeczenia (117 w porównaniu z 101). Było to skutkiem wzmożonych ataków pod koniec 2014 roku, kiedy to doszło m.in. do zamachu bombowego na koncercie w Groznym oraz ataku na czeczeńską stolicę.

W 2015 roku ogólna spadkowa tendencja jednak nie tylko się utrzymuje, ale nawet pogłębia. W pierwszym kwartale odnotowano spadek liczby ofiar w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku ze 133 do pięćdziesięciu jeden (61,7 procent). Sytuacja podobnie przedstawiała się w kwietniu i maju.

Według raportu Memoriału przyczyną osłabienia Kaukaskiego Emiratu są jednak nie tylko działania władz i wewnętrzne problemy organizacji, ale przede wszystkim odpływ radykalnie myślącej młodzieży, która wstępuje w szeregi Państwa Islamskiego.



Zdążyć na czas

Radykałowie na Kaukazie czują się osamotnieni: wyznają zmarginalizowany w tym regionie nurt islamu (salafizm), narażają na represje swoje rodziny, a przy tym są coraz szczelniej otoczeni przez struktury siłowe.

A wyjazd kusi. Za pomocą internetowej propagandy Państwo Islamskie ukształtowało w międzynarodowym środowisku młodych salafistów romantyczny mit dżihadystycznej ziemi obiecanej. Przybycie z Północnego Kaukazu do Syrii to dla radykałów podróż z zapomnianej prowincji do centrum świata, który od miesięcy obserwowali przed ekranami komputerów. Bojownicy na Kaukazie skazani są na życie w ukryciu i bycie zwierzyną łowną. Tymczasem Państwo Islamskie kontroluje konkretne terytorium i konkretnych ludzi.

Ponadto wielkie znaczenie mają dla młodzieży dotyczące Lewantu hadisy, opowieści przytaczające słowa proroka Mahometa: ten przepowiadał zdarzenia poprzedzające Dzień Sądu Ostatecznego, które będą miały miejsce na ziemi Szama, czyli terytorium Wielkiej Syrii, dzisiejszego Lewantu. Isa ibn Marjam (Jezus) ma zejść na ziemię w pobliżu Białego Minaretu meczetu Umajjadów w Damaszku. Prorok miał przepowiedzieć, że lepsi ludzie będą się trzymać owej ziemi Szama, a pozostałych pochłonie ogień razem z małpami i świniami.

Jak zauważa anonimowy informator rosyjskiej sekcji BBC: „Oni wierzą, że to właśnie ten czas, więc chcą być przy tym obecni. To jednak wielki błąd i kiedy któryś z nich to zrozumie, nie zawsze może wrócić".



Turystyka wojenna

Liczba obywateli Federacji Rosyjskiej biorących udział w wojnie w Syrii i Iraku stale rośnie. W czerwcu 2013 roku dyrektor FSB Aleksandr Bortnikow szacował ich liczbę na 200 osób, jesienią tego samego roku mowa była już o 500 dżihadystach z Rosji, a w 2015 roku szacunki sięgają 1700-2000 terrorystów. Dla porównania (według danych miejscowego MSW) w Dagestanie w 2014 roku aktywnych było 200 bojowników.

Terroryści rekrutują się także z dzieci północnokaukaskich uchodźców. Potwierdza to m.in. korespondent „Kommiersanta" Musa Muradow, według którego „część z nich dostaje się [do Syrii – przyp. aut.] z Północnego Kaukazu przez Turcję, a część z Europy. To ludzie urodzeni w zachodnich krajach, do których ich rodzice dostali się przed wieloma laty jako uchodźcy. To tak zwani komputerowi dżihadyści".

Słowa ekspertów znajdują potwierdzenie w działaniach zachodnich służb. W sierpniu 2014 roku austriackie służby specjalne zatrzymały dziewięciu Czeczenów szykujących się do wyjazdu do Syrii, w marcu 2015 roku aresztowano pięciu Czeczenów pod zarzutem wzięcia udziału w wojnie, a w lutym tego roku zatrzymano mężczyznę zbierającego środki pieniężne (wówczas jeszcze dla Emiratu Kaukaskiego). W lutym 2015 roku we Francji skazano sześciu Czeczenów za zbieranie funduszy dla Państwa Islamskiego, a w kwietniu pięć osób za udział w konfliktach w Syrii i w Czeczenii oraz za zbieranie funduszy na ten cel. W maju polska ABW aresztowała na trzy miesiące trzech Czeczenów pod zarzutem wspierania działalności terrorystycznej.



Wrócić, ale dokąd?

Do tej pory nie obserwujemy dużej liczby powrotów z Syrii i Iraku. Nie powinno to dziwić – wrócić z wojny nie jest łatwo, a dezerterzy karani są śmiercią.

Sytuacja może się zmienić wskutek utworzenia wilajatu Państwa Islamskiego: ochotnicy chcący walczyć w szeregach Państwa Islamskiego będą mogli toczyć świętą wojnę na Północnym Kaukazie. Nie zmieni to jednak faktu, że wyprawa do Syrii wydaje się młodym radykałom o wiele atrakcyjniejsza od wizji szybkiej śmierci po roku ukrywania się na przedmieściach lub w lesie. Z kolei ludziom wywodzącym się z Północnego Kaukazu, a mieszkającym na Zachodzie w dalszym ciągu łatwiej będzie dotrzeć do Syrii niż do szczelnie okrążonych przez rosyjskie służby północnokaukaskich republik.

Z tych samych powodów mało wiarygodny wydaje się masowy powrót wywodzących się z Kaukazu bojowników Państwa Islamskiego. Decydujący się na przyjazd do Rosji, trafiają w większości w ramiona rosyjskich służb (według ministra spraw wewnętrznych Czeczenii z 405 czeczeńskich ochotników wróciły czterdzieści cztery osoby). Poza tym w związku z coraz większymi stratami ponoszonymi przez bojowników pojawia się pytanie, czy wracający z Bliskiego Wschodu terroryści zastaną w północnokaukaskich republikach struktury, do których będą mogli się przyłączyć?

Rozłam pogarsza sytuację Emiratu: dotychczas bojownicy koncentrowali się na przetrwaniu, teraz stali się uczestnikami konfliktu dwóch radykalnych ugrupowań. Schizmę można również interpretować w kategorii rywalizacji Al-Ka'idy (z którą od dawna związany był Emirat Kaukaski) z Państwem Islamskim.

Prawdopodobnym wydaje się też zaostrzenie metod działania północnokaukaskich terrorystów. Aleksandr Czerkasow z centrum Memoriał twierdzi w rozmowie z BBC: „Może okazać się, że działania fundamentalistycznego podziemia na Północnym Kaukazie staną się znacznie groźniejsze: będzie to znowu terror skierowany przeciwko cywilom i ludności innych regionów".

 

***

 

W najbliższych miesiącach kaukascy bojownicy odniosą ponownie poważne straty – zapowiada to wprowadzenie reżimu operacji antyterrorystycznej w dagestańskich miastach Derbent i Kizyl-jurta. Próby wygaszania konfliktu nie oznaczają jednak, że ten się zakończy. Radykalnych nastrojów wśród młodzieży nie da się stłumić jedynie za pomocą przemocy, podgrzewa je także międzynarodowa atmosfera (przede wszystkim propaganda Państwa Islamskiego). Nie wykluczone, że wciąż będą powstawać nowe niewielkie ugrupowania: nieważne pod jakim sztandarem.



Tomasz Zawisko


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Zawisko
Powrót
Najnowsze

Profesor Andrzej Nowak odznaczony Orderem Orła Białego

12.11.2019
NEW
Czytaj dalej

Czy USA wycofa się z traktatu o otwartych przestworzach?

12.11.2019
Waleria Szackaja
Czytaj dalej

Polska nie wybuchła

11.11.2019
Sonia Knapczyk Andrzej Leon Sowa
Czytaj dalej

Retrospektywa filmów Pawła Łungina z udziałem reżysera

09.11.2019
Grzegorz Szymczak
Czytaj dalej

Wybory w Kiszyniowie. Czas na Cebana

08.11.2019
Miłosz Szymański
Czytaj dalej

Ojczyzna dobrej jakości

07.11.2019
Stowarzyszenie Reporterów „Rekolektyw”, pod red. Małgorzaty Nocuń
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu