Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Półwysep strachu
2015-07-29
Tomasz Kułakowski

Na Krymie trwa stan półwojenny. Rządzi ten, kto trzyma w ręku karabin. Jest też element destrukcyjny. To Tatarzy krymscy, od roku żyjący w strachu.

 

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”.

 

Fot. Nick Savchenko (cc) flickr.com

 

Głos muezina niesie się przez zabytkową część Bakczysaraju – nieoficjalnej stolicy Tatarów krymskich, symbolu dawnej ich potęgi.

Z meczetu w kompleksie pałacowym chanów krymskich wychodzi kilkanaścioro weselników. Para młoda (piętnaście lat po ślubie cywilnym) postanowiła się pobrać w meczecie. Jadą świętować.

Co się u nas zmieniło przez ten rok? Pojawił się strach. Wcześniej żyliśmy w spokoju, teraz władze spokoju nam nie dają – mówi pan młody, który nie chce podać imienia.

Przed kamerą na Krymie chętnie wypowiadają się tylko Rosjanie – byli obywatele Ukrainy, którzy mówią o radości z powrotu na łono matuszki Rossii. Handlująca pamiątkami obok kompleksu pałacowego w Bakczysaraju kobieta jest szczęśliwa. Cieszy się, że znowu jest formalnie w ojczyźnie, choć nie potrafi podeprzeć tej radości argumentami. Na pewno zmieniła się flaga i waluta. Problemy, jakie były, pozostały. To korupcja, szara strefa turystyki, bieda, fatalna infrastruktura. Albo jest jeszcze gorzej, gdy brakuje wody, prądu, nie przyjeżdżają turyści, a władze nacjonalizują biznes lub przejmują go półlegalnie. Rosjanka tego nie przyznaje, ale sprzedające obok Tatarki kiwają głowami.

My sobie poradzimy zawsze. Natomiast ci, którzy tak chcieli do Rosji, zrozumieją, że Rosja potrafi produkować jedynie strach – mówi Zarina, gdy kamera telewizyjna filmuje krajobrazy skalne nad Bakczysarajem.

 

Nic nie robimy

Leżąca kilkadziesiąt metrów od pałacu chanów kawiarnia Musafir to miejsce spotkań wpływowych Tatarów krymskich.

Ilmi Umierow, były szef bakczysarajskiego rajonu, zamawia kawę po turecku (parzoną w rondelku). Umierow, jak i pozostałe osobistości narodu krymskotatarskiego, nie uznał władzy rosyjskiej. Podał się do dymisji. Dziwiło to nowe władze, które próbowały układać się z Tatarami. Władimir Putin mówił po aneksji, że Krym będzie domem wszystkich narodowości go zamieszkujących. Następnie podpisał dekret o rehabilitacji Tatarów krymskich. Były próby „kupowania” wpływowych działaczy z Bakczysaraju i pozostałych miast ze sporym tatarskim odsetkiem mieszkańców. Tych, których nie udało się wciągnąć w nową machinę władzy, zaczęto prześladować, wygnano lub zmuszono do wyjazdu.

Nic nie robimy. Czekamy. Naród krymsko tatarski nie uznał rosyjskiej jurysdykcji i zaczęły się nie tyleż prześladowania, co wydarzenia, z którymi nie mieliśmy na wolnej Ukrainie do czynienia. Znikają ludzie, niektórych znajdujemy martwych ze śladami tortur, innych wciąż szukamy. Liderów tatarskich władze nie wpuszczają na Krym. Uważamy Krym za terytorium Ukrainy i nie rozumiemy, dlaczego Tatarzy nie mogą wrócić do domów – mówi Umierow.

Nowe władze wszczęły między innymi śledztwo w sprawie domniemanej organizacji masowych rozruchów z 26 lutego 2014 roku (sprawa podobna do moskiewskiej „Bołotnej”, 6 maja 2012 roku).

Procesy pokazowe to tradycja państwa radzieckiego i rosyjskiego, podpięto rzekome „rozruchy” pod działania wymierzone w interesy Rosji lub rosyjskich obywateli. Choć i takich obywateli tam wówczas nie było, bo protestowali Tatarzy, a Krym był ukraiński.

To wyjątkowo absurdalna sprawa, bowiem nawet z rosyjskiego punktu widzenia wtedy byliśmy w państwie ukraińskim – przyznaje Umierow.

Refata Czubarowa, który stał wówczas ramię w ramię z nowym krymskim przywódcą Siergiejem Aksjonowem i uspokajał tłum, wygnano z ojczystego domu. W lipcu 2014 roku, próbując wjechać na półwysep od strony kontynentalnej Ukrainy, został zatrzymany przez mundurowych i FSB. Wręczono mu zakaz wjazdu na teren Rosji, był zmuszony wyemigrować do Kijowa.

Jeden z jego zastępców Achtem Czyjgoz trafił do aresztu 29 stycznia. Wraz z nim Krym zza krat ogląda dwóch innych Tatarów, niedziałających w strukturach tej mniejszości, stanowiącej około 12 procent mieszkańców półwyspu. Wszyscy trzej są podejrzewani o organizację i wszczynanie masowych rozruchów.

Achtem Czyjgoz z aresztu wyszedł 19 maja, dobę po rocznicy przeprowadzonej na rozkaz Stalina deportacji Tatarów krymskich w 1944 roku. Żona Achtema, Elmira, opowiada o sprawie męża ściszonym głosem. Nie chce rzucać się w oczy w obecności dziennikarzy. Boi się, że zaszkodzi mężowi i sobie. Czuje się śledzona i podsłuchiwana przez służby specjalne. Nie jest bezpieczna we własnym domu. Nie może widzieć się z mężem.

Władzom przeszkadzało, że mój mąż jeździł po Krymie, spotykał się z ludźmi, pytał o ich problemy, radził, jak je rozwiązać – mówi Elmira. Krym to dla niej dwa równoległe światy: potężnej, władzy i tłamszonych przez nią ludzi – nie tylko Tatarów. Strach i niebezpieczeństwo to słowa klucze rosyjskiego Krymu.

Elmira Czyjgoz nie ustaje w wysiłkach, by pomóc mężowi. Przed sądem chce walczyć: w ramach nowej państwowości, nowego wymiaru sprawiedliwości, nowych metod, które eksportowano z Moskwy.

Brakuje jej doświadczonych adwokatów. Dobrzy prawnicy albo z Krymu wyjechali, albo nie mają doświadczenia w prowadzeniu spraw politycznych. Żona zastępcy szefa Medżlisu zatrudniła adwokata z Moskwy, który ma niezbędne doświadczenie w prowadzeniu spraw karnych przeciwko antyputinowskim opozycjonistom.

Elmira: – Ludzie boją się bronić męża przed sądem. Mówią, że szanują go, podobnie jak całą naszą rodzinę, ale nie będą zeznawać. Władze mają każdego z nas za co chwycić. Odebrać biznes, zaszantażować rodzinę, porwać dziecko.

 

Jakbyśmy byli w żałobie

Rozłąka z mężem to chleb powszedni Safi nar-Chanum Dżemilewej, żony przywódcy Tatarów krymskich, dysydenta radzieckiego, więzionego przez Sowietów.

Dom Dżemilewów, położony daleko od historycznego centrum, rzuca się w oczy. Jest trzypiętrowy, pod dachem widnieje tamga tatarska – herb narodowy, przypominający literę T. Do domu zaprasza barczysty, potężny mężczyzna. Safi nar-Chanum Dżemilewa parzy herbatę i podaje naleśniki z mięsem.

Wstyd nam się żalić, kiedy spojrzymy na to, co się dzieje w Donbasie. Giną młodzi ludzie, którzy powinni zakładać rodziny i wychowywać dzieci. Nasze historie są błahe w porównaniu z ich tragedią – mówi Safi nar-Chanum i popija herbatę.

Z mężem widziała się latem. Była u niego w Kijowie. Przekonuje, że nie chce tam jeździć, bo na Ukrainie czuje się wolna i bezpieczna, przez co jeszcze trudniej wracać na Krym.

Safi nar-Chanum pokazuje gabinet Mustafy Dżemilewa. Nic w nim nie dotykała. Przy biurku leżą sterty gazet, na półkach książki w języku rosyjskim, ukraińskim i krymskotatarskim. Jest też niebieski kask z tatarską tamgą: prezent z Euromajdanu. Safi nar-Chanum: – Życie zamarło. Wszyscy czekają na to, że sytuacja się zmieni i będą mogli odetchnąć, uwolnić się od moralnego i fizycznego terroru. Ludzie przepadają bez wieści, są aresztowani, sądzeni za ekstremizm, terroryzm. Pierwszą decyzją nowych władz było stworzenie centrum do walki z ekstremizmem i terroryzmem. Skoro biorą pieniądze, muszą je odpracować. Nawet do miasta nie lubię chodzić. Ludzie przestali się pięknie ubierać, jakby byli w żałobie. Mnie też ciągle pytają, kiedy to się zmieni. A ja wiem tylko, że rządzi ten, kto trzyma w ręku karabin.

Żona Mustafy Dżemilewa przekonuje, że na Krymie zapanował strach. Zjawisko nieznane w ciągu dwudziestu trzech lat istnienia państwa ukraińskiego.

Ludzie są śledzeni, tajniacy podsłuchują rozmowy w miastach i na wsiach. Ludzie się boją, nie chcą wystawiać na ryzyko siebie i swojej rodziny – opowiada Safi nar-Chanum.

Kobieta nie może zrozumieć, dlaczego Rosjanie upatrzyli sobie Krym. Jej zdaniem, masowe morderstwo na narodzie tatarskim zaczęło się już za czasów Katarzyny II, czyli pierwszej rosyjskiej okupacji. Dzieło kontynuował Stalin, który wypędził naród z półwyspu, a dziś Rosja znów tu rządzi.

Jesteśmy małym narodem. Musimy być cierpliwi. Rosjanie nigdy nie pojmą, o czym szepczą kwiaty na krymskich stepach, co słychać w szumie krymskich rzek i topoli. To dla nich obca ziemia i zawsze taka będzie – wyznaje Safi nar-Chanum.

 

Do czterech razy sztuka?

Od momentu rosyjskiej specoperacji, którą była aneksja półwyspu, wyjechało z niego od dziesięciu do dwudziestu tysięcy Tatarów krymskich. Opuścili rodzimą ziemię z przyczyn ideologiczno-politycznych, zawodowych, religijnych, moralnych. Według szacunków Ilmiego Umerowa, który sprawuje funkcję wiceprzewodniczącego Medżlisu i codziennie obserwuje opustoszały Bakczysaraj, Tatarów mogło wyemigrować więcej. Większość z nich trafiła w głąb Ukrainy.

Wyjechali prawie wszyscy proukraińscy dziennikarze, gorliwi muzułmanie. Będzie kolejna fala emigracji. Trwa wiosenny pobór do wojska mężczyzn do dwudziestego siódmego roku życia. Młodzi Tatarzy nie pójdą do armii okupanta – mówi Umerow.

Dziennikarze, którzy zostali na Krymie, ale nie skorzystali z propozycji pracy w rosyjskich mediach, nie są w stanie zarobić na godne życie. Pracują de facto nielegalnie, pisząc teksty dla kijowskiej prasy pod pseudonimami. N., która nie chce ujawnić nawet imienia, dorabia do pensji, pomagając zagranicznym dziennikarzom. Jest ich producentem i przewodnikiem, pokazuje ciekawe miejsca, umawia rozmówców na wywiady.

Coraz mniej osób chce rozmawiać z zagranicznymi dziennikarzami. Ostatnio proponowałam temat o rolnikach z północy, którzy nie mają wody i nie są w stanie prowadzić gospodarstwa. Jednak bohaterowie reportażu rozmyślili się. Strach – opowiada N.

N. też nie czuje się bezpiecznie. Ma wrażenie, że służby specjalne śledzą każdy jej ruch. Nie skorzystała z propozycji pracy dla propagandowych mediów rosyjskich, nie zamierza też stąd wyjechać. Pracuje w podziemiu.

Rosyjskie prawo jest tak skonstruowane, że każdego z nas mogą skazać za ekstremizm, działanie na szkodę państwa rosyjskiego. W ciągu ostatniego roku żyjemy z dnia na dzień i nie wiemy, co będzie dalej. Sytuacja zmienia się szybko, zawsze ewoluując w złą stronę – opowiada N.

W siedzibie ATR, najchętniej oglądanej stacji telewizyjnej na półwyspie, panuje nerwowa atmosfera. Dziennikarze tego krymskotatarskiego kanału, nadającego z Symferopola, nie wiedzą, jaki będzie ich los. Stacji po raz czwarty odmówiono rejestracji. Decyzję podejmie Roskomnadzor – rosyjski organ rejestrujący i kontrolujący media.

Utrzymuje się napięcie, a my chcemy pracować. Jesteśmy gotowi do współpracy z władzami rosyjskimi. Naszym zadaniem jest przetrwać, chcemy żyć tutaj, razem ze swoim narodem – mówi Lenur Junusow, dziennikarz ATR, prowadzący jednego z programów.

Roskomnadzor już czterokrotnie odmówił wydania licencji na nadawanie. Najpierw stacja zapłaciła za licencję w nieodpowiedniej instytucji. Później okazało się, że źle wypełniono wniosek. Następnie Roskomnadzor poinformował, że w Rosji została już zarejestrowana podobna nazwa do ATR. Właściciele stacji wynajęli moskiewską firmę, która zajmuje się sprawami formalnymi. Dwieście osób – pracowników kanału – oczekuje pisma z Moskwy.

Nie jesteśmy antyrosyjscy, jesteśmy obiektywni. Władze rosyjskie mówią, że nikt nie prześladuje Tatarów. My pokazujemy, że to nieprawda. Ale nie mówimy wyłącznie o złych aspektach naszego życia. Gdy władze podłączą gaz w tatarskiej wiosce, mówimy o tym i doceniamy to. Szukamy złotego środka. Pracujemy uczciwie i może dlatego mamy problemy – wyjaśnia Junusow.

ATR nadaje po rosyjsku, ukraińsku i krymskotatarsku. Jej siedziba mieści się na obrzeżach Symferopola. Właścicielem jest Lenur Isliamow, biznesmen, który zaczynał od firmy transportowej SimSitiTrans. Niewykluczone, że SimSitiTrans zostanie znacjonalizowany. Biznesmen ujawnił, że władze wywierają presję na jego biznes.

Aktywa Isliamowa może spotkać ten sam los co Medżlis, czyli likwidacja. Ten quasi-państwowy organ władzy Tatarów krymskich, instytucja na wzór samorządu narodowego, to wpływowe gremium, choć za państwowości ukraińskiej Medżlis nie był oficjalnie uznawany za organ władzy.

Budynek Medżlisu w Symferopolu jest zamknięty. Jedyny ruch w tym miejscu to powiewająca krymskotatarska flaga. Przewodniczący Refat Czubarow jest w Kijowie, jeden z jego zastępców przebywa w areszcie. Z prawnego punktu widzenia taka organizacja jak Medżlis nie istnieje, bowiem nie była w Federacji Rosyjskiej zarejestrowana.

Nariman Dżelałow, wiceszef Medżlisu, opowiada, że po likwidacji rady tatarskiej, wygnaniu i aresztowaniu działaczy instytucji, władza nie poluzowuje śruby. Dżelałowowi wielokrotnie grożono, jest wzywany do Komitetu Śledczego w sprawie swojego współpracownika Achtema Czyjgoza i rzekomych masowych zamieszek z 26 lutego 2014 roku.

Władze zmuszają nas do postępowania zgodnie z ich wytycznymi. Według rządzących, i tak jesteśmy elementem destrukcyjnym, a na Krymie trwa stan półwojenny, nałożono na nas sankcje; mówią więc nam: nic nas nie kosztuje, by was aresztować lub wysłać na Ukrainę, o którą tak walczycie – wyjaśnia Dżelałow.

Każdemu, kto nie zgadza się z przyłączeniem Krymu do Rosji, można wytoczyć proces o separatyzm czy ekstremizm, tym bardziej że wszystko można pod niego podciągnąć. Trzech proukraińskich działaczy w połowie marca skazano na 40 godzin robót społecznych wyłącznie za ukraińską symbolikę, jak flaga i ludowe koszule wyszywanki. Tatarzy obawiają się, że wkrótce tatarska flaga z tamgą, która jest naklejana na tablice rejestracyjne albo wetknięta w deskę rozdzielczą samochodów, również będzie uznawana za ekstremizm.

Proszę się nie dziwić, że antyrosyjscy mieszkańcy Krymu boją się rozmawiać z dziennikarzami. W związku z ograniczaniem wolności słowa, zaostrzaniem ustaw dotyczących ekstremizmu i separatyzmu ludzie dyskutują we własnym gronie. Mit wszystkowiedzącego FSB jest coraz mocniejszy, a to nie tylko mit – dodaje Dżelałow.

 

Sen o potędze i dobrobycie

Rok po aneksji, gdy nowy ład państwowy zaczyna krzepnąć, Tatarzy wciąż nie znają odpowiedzi, co z nimi będzie i jak mają funkcjonować. Czy konsekwentnie nie uznawać rosyjskiego zwierzchnictwa i działać półlegalnie, czy spróbować dogadać się z ekipą Aksjonowa, wkomponować się w rosyjskie prawodawstwo, zalegalizować organizacje i życie społeczno-polityczne.

Nariman Dżelałow uważa, że Ukraina i Zachód powinni być przede wszystkim konsekwentni. Jeżeli prowadzą politykę sankcji, to blokada musi być szczelna. Nie może być tak, że na półwysep trafi ają półlegalne dostawy żywności i innych produktów z Ukrainy, a korporacje sprzedają na Krym energię elektryczną.

Ukraina musi nas wspierać, prowadzić taką politykę, która sprawi, że prorosyjscy mieszkańcy Krymu otrząsną się, wybudzą ze snu o rosyjskiej potędze i dobrobycie – mówi Dżelałow. Jak dodaje, to teoria, praktyka wygląda znacznie gorzej, ale jest to wybaczalne ze względu na zaangażowanie w wojnę w Donbasie.

Tylko sankcje. Rosjanie na Krymie: bez wody, prądu, turystów i środków do życia, zaczną wreszcie rozsądnie myśleć. My sobie poradzimy, zawsze dawaliśmy radę – mówi Ilmi Umierow.

W głosie Tatarów czuć zawód pod adresem Kijowa. Nie otrzymali ze stolicy żadnego wsparcia. Byli piątą kolumną w granicach Ukrainy, teraz są piątą kolumną w granicach nieuznawanej przez nich Rosji.

Ilmi Umierow: – Zawsze mieliśmy problemy z władzą. Tutaj nigdy de facto nie było Ukrainy. A 90 procent pracowników prokuratury, policji, służb specjalnych, przeszło pod jurysdykcję Moskwy. Funkcjonariusze SBU, którzy pisali do Kijowa, że jesteśmy elementem zagrażającym stabilności, dziś swoje raporty kierują do Moskwy.

 

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”


 

Tomasz Kułakowski jest korespondentem Polsat News w Moskwie, stałym współpracownikiem „Nowej Europy Wschodniej”. Prowadzi blog na stronie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

 

 

 

 


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Kułakowski
Powrót
Najnowsze

Bariera nieufności

23.03.2017
Zbigniew Rokita Michał Potocki
Czytaj dalej

Niezrozumiany nacjonalizm

21.03.2017
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Jedyna słuszna wykładnia ukraińskiego nacjonalizmu

21.03.2017
Adam Balcer
Czytaj dalej

Spotkanie wokół książki „Dysydenci. Nieuleczalnie nieposłuszni”

21.03.2017
NEW
Czytaj dalej

Akcja #adwokacinagranicy

20.03.2017
Kaja Puto
Czytaj dalej

Dziadowie, ojcowie i synowie

20.03.2017
Kaja Puto
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu