Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Kuba Benedyczak
Dlaczego Żydzi lubią Putina?
2015-08-04
Kuba Benedyczak

Wpis jest kontynuacją tematu wywołanego przez Grzegorza Brauna w rozmowie Szewachem Weissem w TV Republika. Reżyser twierdził w nim jakoby pomiędzy Izraelem i Rosją istniał „sojusz ponad podziałami”, a Tel Awiw przyjmuje nawet nie rosyjską, a stalinowską narrację historyczną. Osoby w rodzaju Brauna mogą rzucać tak paranoiczne uogólnienia ponieważ polskie media tabuizują fakt rozwijających się relacji między Izraelem i Rosją. Tabuizacja wynika z tego, że gryzą się dwie obowiązujące w naszym kraju narracje: z jednej strony- sympatia dla Izraela i wyzwalanie się z czarnych plam antysemityzmu, z drugiej- krytyka agresji rosyjskiej na Ukrainie i dociskanie opozycji przez Kreml.

Zostawmy jednak narracje, przejdźmy do faktów. Nie ma żadnego sojuszu rosyjsko- izraelskiego, są tylko dobre stosunki pomiędzy państwami, rządzonymi przez dwóch polityków o usposobieniu nacjonalistycznym i konserwatywnym. Ich współpraca to pure realpolitik, a nie tajny sojusz skierowany przeciwko komukolwiek. Przy czym jest jedna rzecz, która mało komu przejdzie w Polsce przez gardło- Putin lubi Żydów a oni jego.

Stosunki dyplomatyczne na linii Rosja- Izrael przywrócono dopiero w 1991r. Natomiast po dojściu do władzy Putina doszło do intensywnego zbliżenia obydwu krajów, między innymi dlatego, że pomiędzy prezydentem Rosji a premierem Izraela Benjaminem Netanjahu zadziałała wspólna chemia. W zeszłym roku pięciokrotnie rozmawiali przez zaszyfrowaną linię wolną od podsłuchów; podobną Izrael posiada jedynie ze Stanami Zjednoczonymi. Kiedy politycy Ameryki i UE nakładali na Rosję sankcje, Tel Awiw nie tylko się do nich nie przyłączył, ale dodatkowo zwiększył eksport warzyw, owoców i mięsa do Rosji. Izraelska delegacja nie głosowała też nad oenzetowską rezolucją w sprawie Ukrainy, a podczas konfliktu rosyjsko-gruzińskiego i agresji rosyjskiej na Ukrainie, zerwała współpracę wojskową z przeciwnikami Moskwy.

Co prawda pod naciskiem Waszyngtonu Izrael odmówił rosyjskiemu okrętowi wojennemu zakotwiczenia w Hajfie, ograniczył wysyłkę technologii wojskowych do Rosji, koncernom lotniczym zakazano zawarcia z Rosją kolejnych umów na dostawę dronów oraz zawieszono rozmowy dotyczące dostarczenia Rosji technologii satelitarnych i optoelektronicznych, ale Netanjahu nie anulował dotychczasowych kontraktów wojskowych wartych miliard dolarów, tak jak zrobiła to w Francja w przypadki Mistrali. Obydwa kraje kontynuują współpracę wojskową, nuklearną i kosmiczną, a do tego prowadzą rozmowy na temat unii celnej. W 2008r. podpisały umowę o ruchu bezwizowym, nie wspominając o tym, że Rosja dostarcza ropę naftową do Izraela.

Dzieję się tak ponieważ Benjamin Netanjahu dywersyfikuje politykę zagraniczną w momencie ochłodzenia relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Ponadto ludność rosyjskojęzyczna z byłego ZSRR stanowi 20% izraelskiej populacji i żadna partia polityczna nie zrezygnuje z tak dużego elektoratu. Zresztą na dwóch instrumentach gra także Władimir Putin. Blisko współpracuje z Syrią i Iranem, jednocześnie zacieśnia współpracę z Izraelem, wyciągając z niej tyle ile można. Naturalnie, sojusz izraelsko-amerykański drażni Rosjan, tak samo jak rząd Netanjahu głośno krytykuje sprzedawanie rakiet S-300 Iranowi. Jednak obaj panowie nie zamierzają się na siebie obrażać.

Bardzo ciekawą analizę izraelskiego spojrzenia na Ukrainę przeprowadził Isi Leibler z The Jerusalem Post, który trudno oskarżać o pro kremlowskie sympatie. Dla Żydów rewolucja na Ukrainie i obalenie Wiktora Jakukowicza nie była oczywistą walką o demokrację. Właściwie to ani Ukraina ani Rosja nie są dla Izraela demokracjami. Natomiast kraj Putina jawi się Leiblerowi jako bardziej przewidywalny i mniej skorumpowany. Poza tym 200 tysięcy Ukraińskich Żydów ma podstawy, by obawiać się nacjonalistów w rządzie Jaceniuka i władzach lokalnych. Ze zdaniem Rosji warto się liczyć oraz z nią współpracować ponieważ jest potęgą, podczas gdy Ukraina nigdy nią nie była i nie będzie.

Dla Leiblera najważniejsze jednak jest to, że Putin złamał „wielowiekową carską a później bolszewicką tradycję antysemityzmu”. Ufundował i utrzymuje za państwowe pieniądze Żydowskie Muzeum i Centrum Tolerancji w Moskwie, któremu symbolicznie przekazał swoją miesięczną pensję. Zapowiedział powstanie Muzeum Holocaustu, a pod ścianą płaczu pojawił się w jarmułce, dzięki czemu sowieccy sekretarze poprzewracali się w grobach. W końcu, wielokrotnie otwartym tekstem mówił, iż antysemityzm jest łamaniem prawa Federacji Rosyjskiej i będzie karany jak przestępstwo.

David Horowitz z The Times of Israel w swoim artykule „Back in the USSR?” przywołuje dwie anegdoty. 17-letni chłopak po tym jak wszedł do Synagogi z nożem został skazany na szesnaście lat więzienia. Druga opowiada o Rosjance, która podeszła do znaku przy drodze z napisem „Śmierć Żydom”, by go zdjąć. Wtedy tablica wybuchła, wbijając w jej twarz zapakowane wewnątrz gwoździe. Jej wzrok cudem uratowali izraelscy lekarze. Po powrocie, Putin zaprosił ją na Kreml i osobiście podziękował.

Takie gesty podobają się Żydom w Izraelu i w Rosji (diaspora osób narodowości żydowskiej w Rosji liczy od 700 do 800 tys. ludzi), ale jednocześnie oznaczają wystąpienie Putina przeciwko własnej opinii publicznej. Rosjanie bowiem nie lubią Żydów. Kojarzą ich z cwaniakami, którzy zawsze wykiwają „uczciwego” człowieka, w ich słowniku nadal funkcjonują „żydłaki” i „żydzenie”, a w świadomości funkcjonuje obraz Żyda bogacza wyprowadzającego pieniądze za granicę. Ten ostatni wizerunek umocniły jeszcze lata 90, kiedy najbogatszymi oligarchami byli i w pewnej mierze nadal są, Rosjanie pochodzenia żydowskiego, przesyłający ogromne sumy do USA i Izraela. Dlatego kiedy Putin wyrzucił z kraju Borysa Bierezowskiego i Władimira Gusińskiego sprawił Rosjanom niemałą radochę. Jednak ich pochodzenie nie miało dla niego znaczenia. Wpływy polityczne i posiadane stacje telewizyjne nie pasowały do kremlowskiej wizji państwa, gdzie biznes winny być podporządkowany władzy. Prześladowania Żydów są natomiast stanowczo zwalczane przez państwo, choć jak w każdym kraju mają miejsca akty antysemityzmu. Jednak w Rosji, jest ich mniej niż na przykład we Francji.

Oczywiście, jak pisze Leibler „Putin jest przede wszystkim nacjonalistą, któremu przyświeca cel odbudowy potęgi globalnej Rosji. Jako Izrael polegamy na wsparciu Stanów Zjednoczonych i dzielimy z nimi demokratyczne wartości. Jednak musimy rozwijać nasze stosunku z reżimami autokratycznymi, takimi jak Chiny. Nie ulegając żadnym iluzjom, w naszym interesie leży zacieśnianie więzi z Rosją, której lider okazuje przyjaźń w stosunku do narodu żydowskiego”.

Posłowie

Jednymi z sąsiadów Putinów była stara żydowska rodzina, u której mały Władimir często przebywał.



Powrót
Najnowsze

Bariera nieufności

23.03.2017
Zbigniew Rokita Michał Potocki
Czytaj dalej

Niezrozumiany nacjonalizm

21.03.2017
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Jedyna słuszna wykładnia ukraińskiego nacjonalizmu

21.03.2017
Adam Balcer
Czytaj dalej

Spotkanie wokół książki „Dysydenci. Nieuleczalnie nieposłuszni”

21.03.2017
NEW
Czytaj dalej

Akcja #adwokacinagranicy

20.03.2017
Kaja Puto
Czytaj dalej

Dziadowie, ojcowie i synowie

20.03.2017
Kaja Puto
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu