Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Śmierć emira
2015-08-18
Tomasz Zawisko

W Dagestanie zginął emir Kaukazu. Jego śmierć może oznaczać kres emiratu.

Fot. Салман (cc) commons.wikimedia.org

Emir Magomied Sulejmanow, znany lepiej jako Abu Usman Gimrijski, nie poległ tak jak jego poprzednik Aliashab Kiebiekow i setki innych bojowników – w ostrzale jednego z wynajmowanych przez terrorystów mieszkań. 11 sierpnia zginął w terenie, który znał najlepiej, czyli w lesie nieopodal swojego rodzinnego aułu Gimry. Jego oddział został otoczony przez wspierany z powietrza oddział Specnazu FSB, a możliwe drogi ucieczki były ostrzeliwane przez artylerię. W czasie wymiany ognia zraniony został jeden żołnierz Specnazu, a po jej zakończeniu zidentyfikowano cztery ciała terrorystów. Oprócz Sulejmanowa zginął między innymi Kamil Saidow, lider emiratu w Dagestanie. Ich towarzyszom udało się wyjść z zasadzki, ale nie na długo. Już w niedzielę 16 sierpnia polegli kolejni dwaj bojownicy, a wśród nich lider tak zwanego Górnego sektora i weteran wojny w Syrii Magomied Abdulajew. Był brany pod uwagę jako ewentualny następca emira.

Droga życiowa Sulejmanowa była podobna do drogi jego poprzednika Aliashaba Kiebiekowa. Urodzony w 1976 roku w Gimrach Awar wśród bojowników, których trzon stanowi młodzież w wieku osiemnastu-dwudziestu pięciu lat, uchodził za człowieka ogromnej wiedzy. Od 1992 roku uczył się w islamskim instytucie al Fatih w Damaszku. W 2005 roku wrócił do Dagestanu i głosił kazania w głównym meczecie w Gimrach. Do zbrojnego podziemia przystąpił w 2007 roku, ale zniechęcony metodami pozyskiwania pieniędzy przez bojowników – zwykłym bandytyzmem – już rok później opuścił je na mocy amnestii. Wówczas przez nikogo niepokojony zaczął pełnić rolę sędziego prawa szariatu.

W szeregi emiratu powrócił w 2009 roku po zorganizowaniu zamachu na nieprzychylnego bojownikom religijnego działacza Murtazaliego Muhamiedowa. W 2012 roku ofiarą terrorystki samobójczyni padł Said Afandi Czirkiejski, niezwykle popularny i wpływowy sufijski szejch. Jego śmierć wstrząsnęła Dagestanem, na pogrzebie zebrały się tysiące ludzi, a w republice ogłoszono żałobę. Według jednej z wersji za zamachem miałby stać Sulejmanow.

Emirowi udawało się już wychodzić z podobnych zasadzek. W 2013 w tej samej okolicy, w której później poległ, wraz z Kiebiekowem wydostał się z podwójnego okrążenia.

Kiebiekow, obrany liderem organizacji po śmierci Doku Umarowa, zginął w zasadzce na przedmieściach Bujnacka. Wybór Sulejmanowa oznaczał kontynuowanie linii poprzednika, czyli koncentrowanie się na celach militarnych i unikanie ofiar wśród ludności cywilnej. Sama procedura wyboru wywołała jednak wiele kontrowersji: nie udało się zebrać kworum, co jego przeciwnikom dało podstawę do kwestionowania władzy nowego emira.

Trzy i pół miesiąca „panowania" Kiebiekowa było niezwykle trudną próbą dla emiratu. Znaczna część bojowników przysięgła wierność Państwu Islamskiemu i ogłosiła powstanie na Północnym Kaukazie wilajetu bliskowschodniej organizacji (czytaj więcej na łamach NEW). Emirat ponosił również coraz większe straty ze strony rosyjskich sił zbrojnych, wyraźnie zmniejszył swoją aktywność, a przede wszystkim zmagał się z brakiem młodych ludzi, gotowych zastąpić poległych bojowników. Dla północnokaukaskich radykałów od krótkiej wegetacji zakończonej pewną śmiercią w dagestańskich lub czeczeńskich lasach o wiele atrakcyjniejsza stała się wizja posiadania niewolnic i kontroli nad sporą częścią Lewantu.

Pojawia się pytanie, czy w ogóle dojdzie do wyboru nowego emira? Wśród kandydatów wymienia się przede wszystkim Kabardyjczyka Zalima Szebzuhowa i Czeczena Asłambieka Wadałowa. Obaj nie złożyli przysięgi wierności Państwu Islamskiemu. Szanse Szebzuhowa są jednak niewielkie, bo to wschodnia część Północnego Kaukazu, a nie Kabardo-Bałkaria, jest dzisiaj dla emiratu centrum wydarzeń. Asłambiek Wadałow jest natomiast doświadczonym dowódcą, jedynym naprawdę znanym nazwiskiem wśród żyjących jeszcze bojowników. Jego wybór byłby zakończeniem dotychczasowej polityki prowadzonej przez tak zwanych „teologów". Wadałow był już zresztą brany pod uwagę w wyborach po śmierci Doku Umarowa, ale sam zrzekł się pretensji do władzy. Niewykluczone, że powtórzy ten manewr jeszcze raz.



Tomasz Zawisko


Polecamy inne artykuły autora: Tomasz Zawisko
Powrót
Najnowsze

Nikt nie chce być barbarzyńcą

19.09.2019
Kamil Całus
Czytaj dalej

Wrocław: Od Republiki Weimarskiej do II Wojny Światowej

19.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Rola intelektualistów w Europie zanika

16.09.2019
Drago Jančar Nikodem Szczygłowski
Czytaj dalej

Lublin: Giedroyć, Osadczuk i stosunki polsko-ukraińskie

14.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Pomóż ratować Zamek w Wojnowicach

10.09.2019
NEW
Czytaj dalej

Szaleństwo, głupota czy metoda

10.09.2019
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu