Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Długi urlop
2010-07-26
Paweł Pieniążek
Ostatnia fala upałów była nieznośna – wszyscy spoceni, nic nie chce się robić, może tylko pić. Przymus pracy w nieklimatyzowanych pomieszczeniach woła o pomstę do nieba. Nawet mecze ukraińskiej ligi zostały przesunięte z troski o zdrowie zawodników i kibiców, dla których przyjemność oglądania zmagań swoich idoli mogłaby być dosłownie zabójcza. Kto może, wyjeżdża nad wodę. Z uroków lata chcą skorzystać wszyscy, także władza.

Upałów wystraszył się prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, który udał się na alpejski lodowiec w Dolinie Aosty. Jednak pogoda spłatała mu figla. Wiał silny wiatr i niestety nie dało się szusować po stokach. Prezydent zabawił się więc w turystę i w asyście setki ochroniarzy i służb specjalnych zwiedził okolicę. Zupełnie inaczej zachował się „ostatni car Rosji” Władimir Putin, który wykorzystał wakacyjną pogodę i przy okazji udziału w obchodach Dnia Rosyjskiej Marynarki Wojennej przyjechał na zjazd motocyklistów w Sewastopolu na własnej maszynie. Motocykl jest symbolem wolności, a że mało Rosjan posiada porządny motocykl, to i wolności u nich niewiele. Ale nie o tym miało być.

Premier Ukrainy Mykoła Azarow poczuł się odpowiedzialny za rząd i reformy. W wypowiedzi dla ukraińskiego 1 Kanału powiedział, że członkowie rządu mogą iść na maksymalnie trzytygodniowe urlopy, które ponadto nie powinny się pokrywać. Wyjaśnienia zostały sprowokowane przez prezydenta Wiktora Janukowycza, który wykazał się większą niefrasobliwością i poszedł na urlop trwający prawie półtora miesiąca (od 12 lipca do 24 sierpnia). Hanna Herman wytłumaczyła dziennikarzom, że to tylko pozory, bo prezydent będzie robił przerwy w odpoczynku, między innymi na spotkanie z patriarchą Cerkwi prawosławnej Cyrylem. Mykołą Azarowem i Władimirem Putinem. Czasu nie starczyło dla Reporterów bez Granic, których Herman ostrzegła na początku lipca, że prezydent nie zdąży ich przyjąć przed urlopem. Reporterów zaproszono na spotkanie po urlopie, bo wtedy Janukowycz ma mieć sześć dni wolnych od spotkań. Aktywiści nie przystali na propozycję i mimo wszystko 19 lipca przyjechali na Ukrainę, aby spotkać się z przedstawicielami ukraińskich mediów. Mało tego, skrytykowali prezydenta za zbyt długi urlop, a swoją wizytę uznali za konieczną z powodu „większej liczby zatrważających informacji o naciskach na media”. Sekretarz organizacji Jean-Francois Julliard wyraził dezaprobatę dla sytuacji, w której szef służb bezpieczeństwa jest jednocześnie właścicielem holdingu medialnego. Krytyka Reporterów bez Granic musiała dotrzeć do władzy, bo minister spraw zagranicznych Kostiantyn Hryszczenko zaprosił na jesień (długo po urlopie wodza) przedstawicieli Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, aby porozmawiać o problemach z wolnością słowa na Ukrainie.

Przyjazd Reporterów bez Granic wykorzystał opozycyjny Blok Julii Tymoszenko, którego upały nie powstrzymały od krytyki i działań przeciwko rządzącej koalicji. Bjutowcy prosili aktywistów o pomoc w stworzeniu publicznej telewizji. Ostatnio niezwykle aktywny wicemarszałek Rady Najwyższej Mykoła Tomenko zapowiedział, że planowane przywrócenie konstytucji z 1996 roku (dawała prezydentowi większe kompetencje niż jej obowiązująca wersja z 2004 roku) będzie wiązało się z przedłużeniem kadencji Rady do 2015 roku, czyli aż o trzy lata (sic!). W zamian za tę przysługę Komunistyczna Partia Ukrainy i Blok Wołodymyra Łytwyna mają zawetować poprawki do konstytucji. Tomenko skrytykował także niepodpisanie przez Łytwyna ustawy o wyborach samorządowych. Sprawa jest o tyle drażliwa, że pierwszy termin wyborów był wyznaczony na maj bieżącego roku. To nie wszystko. Tomenko zabawił się też w nauczyciela i sprawdził, którzy „uczniowie” wagarują. Rezultaty były zatrważające. Okazało się, że niektórzy deputowani zrobili sobie jeszcze dłuższe urlopy niż prezydent. Tylko dwudziestu z czterystu pięćdziesięciu deputowanych (w tym Tomenko) opuściło jedno plenarne zebranie na siedemdziesiątych pięć odbytych. Siedmiu największych wagarowiczów opuściło siedemdziesiąt cztery sesje (między innymi Rinat Achmetow), a trzech siedemdziesiąt trzy.

Dwukrotny minister spraw wewnętrznych Jurij Łucenko wytknął władzy, że chce kupić dwanaście samochodów, które są zbędnym  i nadmiernym wydatkiem dla mocno nadwyrężonego budżetu Ukrainy: „Rząd prosi Międzynarodowy Fundusz Walutowy o kredyt, a w tym czasie wykłada 6 milionów hrywien na samochody dla jednego ministerstwa – Spraw Wewnętrznych”. Premier Azarow zdementował te doniesienia, ale Łucenko długo się nie zastanawiając, powiązał zakup samochodów ze zwiększeniem liczby prezydenckich ochroniarzy (ze stu do stu siedemdziesięciu) i wydedukował, że „Janukowycz chce sobie znaleźć sobowtóra”. Po wszystkich doniesieniach o prezydenckich fascynacjach wizerunkiem wielkiego wodza nikt nie może być pewien, czy Łucenko tym razem nie ma racji.

Natomiast pewne jest, że pieniądze MFW przysłużą się do remontu budynku Rady Najwyższej, który poważnie ucierpiał w jajeczno-dymnej wojnie wywołanej „porozumieniem charkowskim”.

Upały nie powstrzymały zgrzytów wewnątrz opozycji. Doszło do kolejnego starcia ikon pomarańczowej rewolucji. Były prezydent Wiktor Juszczenko porównał poprzednią panią premier Julię Tymoszenko do pasożyta i metastazy. Na odzew nie trzeba było długo czekać; bjutowiec Ihor Hryniw stwierdził, że były prezydent ma coś nie tak z głową.

Do tego wysoka temperatura wywołała „ducha” Aleksieja Pukacza, ostatnio krążącego po ulicach Kijowa. Pukacz był pracownikiem MSW, został skazany za udział w morderstwie założyciela „Ukrajinśkiej prawdy” Georgija Gongadze. Władze zapewniają, że siedzi w więzieniu, ale naoczni świadkowie mówią co innego. Kogoś poraziło słońce, tylko kogo?

Podsumowując, mimo wakacji nic się nie zmieniło. Może inaczej rozłożono akcenty i ktoś wypowiada się częściej, a ktoś rzadziej; może urlop prezydenta pozwoli uniknąć kilku potknięć, a Ukraińcy nie przejmą się kolejnymi wydanymi pieniędzmi. Na pewno obecne działania władzy nie zmienią sytuacji dziennikarzy, którzy nadal będą musieli upominać się o swoją niezależność; ludzie dalej będą biedni, a kredyt MFW nie zostanie odpowiednio spożytkowany. Wydaje się, że słońce oszczędziło głowę Serhija Tihipki, który chłodno ocenił sytuację: „Nawet dzisiaj nie ma dostatecznej woli politycznej, aby przeprowadzić reformy”.

Paweł Pieniążek

Polecamy inne artykuły autora: Paweł Pieniążek
Powrót
Najnowsze

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu