Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Najnudniejsze białoruskie wybory
2015-09-18
Karolina Słowik

Za nieco ponad trzy tygodnie Aleksandr Łukaszenka wygra wybory prezydenckie – już po raz piąty. Nawet opozycja dała sobie spokój i tylko politolodzy wierzą w odwilż.

 

Jedyny białoruski prezydent nie lubi, gdy w jego kraju przeprowadza się wybory. Musi się przed nimi sporo nagimnastykować zmieniając swój wizerunek dyktatora, który łamie prawa człowieka, torturuje więźniów politycznych i zleca zabójstwa polityczne. Najlepiej, żeby jeszcze politolodzy ogłosili, że idzie odwilż.

 

Humanitarny Baćka

Tak się składa, że właśnie ogłosili. Na antenie Radia Swaboda niezależny politolog Alaksandr Kłaskouski powiedział: „Mińsk będzie reanimował strategię na wzór tej z lat 2008-2010 [wówczas Białoruś ociepliła relacje z Unią Europejską – przyp. red.]. Zachód nie ma złudzeń co do efektywności takiej polityki, ale to lepsze niż Łukaszenka rzucający się w objęcia Moskwy i dający jej przyczółek do ataku na Ukrainę". Wtórował mu kolega po fachu Pawał Wusau: „Stabilność w regionie jest dla UE ważniejsza niż więźniowie polityczni czy przebieg wyborów. Unia Europejska, podobnie jak w 2010 roku, zacznie udzielać Mińskowi kredytów".

Eksperci sądzą, że odwilż z lat 2008-2010 wraca, ponieważ w tym roku Łukaszenka zdobył się na gest dobrej woli: kierując się „względami humanitarnymi" 22 sierpnia wypuścił wszystkich sześciu więźniów politycznych.

Oprócz Mikałaja Dzjadka, Igara Aliniewicza, Juryja Rubcowa, Arcioma Prakapienki i Jaugena Waśkowicza, po czterech latach i ośmiu miesiącach do domu wrócił Mikałaj Statkiewicz – gdyby nie „humanitarny" gest Baćki wyszedłby za rok. W kolonii karnej odsiadywał wyrok za „organizowanie masowych zamieszek" 19 grudnia 2010 roku – tego dnia nie tylko miały miejsce ostatnie wybory prezydenckie, ale także zakończyła się ówczesna odwilż.

 

Nie obyło się bez krwi

Statkiewicz pięć lat temu kandydował na prezydenta. Szło dobrze: szefowa Centralnej Komisji Wyborczej Lidzija Jarmoszyna zarejestrowała wówczas siedmiu opozycyjnych kandydatów. Dostali nawet swój czas antenowy w państwowej telewizji i radiu, co było precedensem. Podczas wieczoru wyborczego przyszli na Plac Październikowy z zakazanymi biało-czerwono-białymi flagami. Zacinał mróz, ale ludzie zgromadzili się tłumnie (media podają, że pojawiło się nawet do kilkudziesięciu tysięcy osób).

Odwilż zakończyła się wraz z przyjazdem na plac OMONu. Zatrzymano 600 osób, w tym wszystkich kontrkandydatów Łukaszenki: Uładzimira Niaklajeua, Mikałaja Statkiewicza, Alesia Michalewicza, Ryhora Kastusiau, Andreja Sannikau, Wiktara Ciareszczanka i Wiktara Rymaszeuskiego. Nie obyło się bez krwi.

 

Wybory, nie spektakl

Z tej siódemki Statkiewicz siedział najdłużej. Gdy był jeszcze w więzieniu, poeta i były kandydat Niaklajeu zaproponował, by uczynić Statkiewicza symbolicznym i jedynym kandydatem opozycji w tych wyborach. Pomysł nie spotkał się z ciepłym przyjęciem, w szeregach opozycji został wyśmiany. I tak zresztą spaliłby na panewce, bo przyszła „odwilż" i Statkiewicz został wypuszczony na wolność.

Zaraz po zwolnieniu Statkiewicz oświadczył, że zamierza zabiegać o przywrócenie mu praw obywatelskich i politycznych, by móc wziąć udział w kampanii wyborczej. Ostatecznie CKW nie zarejestrowała jego grupy inicjatywnej.

Teraz polityk nawołuje do bojkotu wyborów – mówi, że już zostały one sfałszowane. „Mamy jedno żądanie – chcemy normalnych wyborów, a nie spektaklu" – wołał na pikiecie w centrum Mińska. Przyszło na nią około 200 osób, w tym Aleś Michalewicz, Uładzimir Niaklajeu i Anatol Labiedźka. Tylko ten ostatni zdecydował się na start w wyborach, jednak nie zebrał 100 tysięcy potrzebnych podpisów.

Zebrać je udało się za to Taccianie Karatkiewicz – pierwszej kobiecie ubiegającej się o stanowisko prezydenta Białorusi. Popiera ją opozycyjny ruch Mów Prawdę!. I tylko on – Karatkiewicz nie jest wspólną kandydatką opozycji, a Statkiewicz zasugerował nawet, że podstawiły ją władze.

Oprócz niej CKW zarejestrowała jeszcze trójkę kandydatów: Łukaszenkę (zebrał 1,76 miliona podpisów), Siarhieja Hajdukiewicza (szefa uważanej za lojalną wobec reżimu Partii Liberalno-Demokratycznej) i Mikałaja Ułachowicza (naczelnego atamana białoruskich Kozaków i szefa Białoruskiej Partii Patriotycznej). Wszyscy będą mogli po dwa razy wystąpić i w radiu i telewizji.

 

Siła dokumentu

Szykują się nam najnudniejsze wybory w historii Białorusi, których wyniki są wszystkim dobrze znane – stwierdził białoruski politolog Waler Karbalewicz w rozmowie z PAP. Zwrócił też uwagę, że, biorąc pod uwagę liczbę zebranych podpisów, co czwarty wyborca w kraju poparł kandydaturę prezydenta. I to mimo ostrego kryzysu społeczno-gospodarczego.

W odwilż nie wierzy OBWE (organizacja nie uznała ani jednych białoruskich wyborów za wolne i demokratyczne), która będzie obserwować tegoroczną elekcję. Nie wierzą też unijni parlamentarzyści. W swojej ostatniej rezolucji podkreślili, że podobne przyjazne gesty Łukaszenki wcześniej były tylko symboliczne i nie wpływały pozytywnie na stosunki z UE. Napisali też, że poprawa relacji dwustronnych jest możliwa pod warunkiem przestrzegania praw człowieka. Ale czy z powodu kolejnej unijnej rezolucji białoruska odwilż ma szansę się ziścić?

 

Karolina Słowik jest redaktorką portalu Gazeta.pl i współpracowniczką „Nowej Europy Wschodniej".


Polecamy inne artykuły autora: Karolina Słowik
Powrót
Najnowsze

Nowe szaty faszyzmu

14.06.2018
Joanna Grodzka
Czytaj dalej

Iran od najciemniejszej strony

11.06.2018
Paulina Niechciał
Czytaj dalej

Nowa płyta Mickiewicza

07.06.2018
Dariusz Rott
Czytaj dalej

Literatura przybliża to, co odległe

04.06.2018
Ayfer Tunç
Czytaj dalej

Dyskusja: Polacy na Litwie: między Wilnem, Warszawą a Moskwą

02.06.2018
NEW
Czytaj dalej

Rasputin wyobrażony

01.06.2018
Jan Brodowski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu