Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Skazany na władzę
2010-07-22
Stanisław Szypowski
Micheil Saakaszwili najwidoczniej chce jak najdłużej utrzymać się u władzy, dlatego proponuje zmiany w konstytucji. Według ekspertów, nowa konstytucja ma zostać przyjęta już we wrześniu, tak by Saakaszwili mógł zachować władzę po 2013 roku, gdy skończy się jego druga i ostatnia prezydencka kadencja. Projekt nowej konstytucji został uchwalony w poniedziałek przez Państwową Komisję Konstytucyjną, która powstała z inicjatywy prezydenta. Za projektem głosowało 44 z 47 członków komisji. Według jej przewodniczącego Awtandila Demetraszwilego, sens projektu sprowadza się do przekształcenia Gruzji z republiki prezydenckiej w parlamentarną, gdzie kluczową rolę będzie odgrywał premier. Demetraszwili twierdzi, że nowa konstytucja wejdzie w życie po najbliższych wyborach prezydenckich, czyli w 2013 roku, i nie ma szans, by parlament przegłosował projekt wcześniej niż we wrześniu. Wiceprzewodniczący rządzącej partii Jedyny Ruch Narodowy (JRN) Micheil Maczawariani oznajmił, że w najbliższym czasie rozpoczną się „ogólnonarodowe konsultacje ze społeczeństwem”, a dopiero później projekt zostanie przekazany do parlamentu. W parlamencie JRN, posiadający 131 mandatów na 150, nie będzie miał żadnych problemów z jego przegłosowaniem.

W trakcie prac komisji nad projektem nowej konstytucji zostały odrzucone niektóre postulaty opozycji. Najważniejszym z nich był zakaz sprawowania stanowiska prezesa Rady Ministrów przez byłego prezydenta. W ten sposób opozycja chciała zamknąć drogę do objęcia przez Saakaszwilego stanowiska premiera po zakończeniu jego kadencji prezydenckiej. „Opozycja wcześnie zdała sobie sprawę, że przegra wybory parlamentarne i prezydenckie, dlatego liczy, że jednym podpisem zabroni JRN wystawić swojego lidera – Micheila Saakaszwilego – jako kandydata na premiera. To absurd” – oświadczył Demetraszwili.

Według ekspertów, planom prezydenta nikt nie jest w stanie przeszkodzić. „Saakaszwili to jedyny polityk, który stoi na czele silnej, dobrze zorganizowanej partii, wyposażonej w zaplecze finansowe i administracyjne, posiadającej wsparcie biznesu i elit – oświadczył niezależny politolog Dawid Awaliszwili. – On liczy na to, że JRN bez przeszkód wygra wybory w 2012 roku, a co za tym idzie, zrobi z niego premiera”. Prezydent posiada jawnego następcę na swoje stanowisko – mera Tbilisi Gigiego Ugulawę, który w maju został ponownie wybrany na stanowisko mera dzięki aktywnemu uczestnictwu Saakaszwilego w jego kampanii.

Opozycja ma zamiar walczyć do końca. Jej radykalna część domaga się dymisji prezydenta i rozwiązania parlamentu, a także wcześniejszych wyborów, po których można będzie przyjąć nową konstytucję. Była przewodnicząca parlamentu Nino Burdżanadze zapewniła, że nie pozwoli Saakaszwilemu na „zmiany konstytucji pod siebie”. Bardziej umiarkowana partia Wolni Demokraci, z byłym ambasadorem Gruzji przy ONZ Iraklim Alasanią na czele, zaproponowała, by projekt konstytucji poddać pod głosowanie w ogólnonarodowym referendum. „O takich kwestiach powinien decydować cały naród, a nie wąska grupa ludzi” – powiedział jeden z liderów Wolnych Demokratów Wiktor Dolidze. Opozycja wierzy we wsparcie Zachodu w walce z Saakaszwilim. „Przewidzieliśmy próby uzurpacji władzy przez Micheila Saakaszwilego w formie zmiany konstytucji i przedstawiliśmy ten problem sekretarz stanu USA Hillary Clinton”.

Na uwagi opozycjonistów Saakaszwili odpowiada dość stanowczo. „Ile by nie podskakiwali, obecny parlament przyjmie nową konstytucję – oświadczył w poniedziałek. – Żądania opozycji są podobne do żądań o ponowne rozegranie Mistrzostw Świata w związku z przegraną Brazylii, choć poziom naszej opozycji jest daleki od klasy Brazylijczyków”.

Jak widać, apetyt na władzę rośnie w miarę jedzenia, a Saakaszwili nie jest wyjątkiem. Mam tylko ogromną nadzieję, że z polskiej przestrzeni publicznej zniknie w końcu „aureola czystego demokraty”, w jaką przedwcześnie został ubrany Saakaszwili. Choć jest to dopiero próba przejęcia całkowitej władzy w państwie, już we wrześniu okaże się, czy Gruzja stanie się kolejnym krajem, który pójdzie ścieżką demokracji sterowanej. Wydarzenia ostatnich miesięcy pokazują, że kraje tak zwanych kolorowych rewolucji nie przeszły większych zmian – ani ustrojowych, ani mentalnych, a chwilowy podmuch wiatru z Zachodu przyniósł wiele nadziei, lecz żadnych rozwiązań. Wpisuje się to idealnie w kondycję demokracji we wszystkich krajach strefy postsowieckiej, gdzie instytucje i wartości demokratyczne są de facto dopiero analizowane i stopniowo wdrażane. Ukraina pogrążona w kryzysie ekonomicznym, Kirgizja stojąca w ogniu wojny domowej, a teraz Gruzja zmierzająca w stronę autokratyzmu pokazują, że pięć lat „kolorowych rządów” nie przyniosło zamierzonych efektów. Czas dać sobie spokój z powierzchowną demokratyzacją, a skupić się na wieloletniej współpracy z poszczególnymi krajami (rządami) w sektorze ekonomicznym, kulturowym, politycznym, edukacyjnym itd. Może wówczas Saakaszwili uświadomi sobie, że majstrowanie przy konstytucji niesie ze sobą wiele zagrożeń zarówno dla państwa, jak i dla obywateli.

Stanisław Szypowski

Polecamy inne artykuły autora: Stanisław Szypowski
Powrót
Najnowsze

Polskie „chamy” i ukraińskie „pany”. Rewolucja na rynku pracy?

03.06.2020
Dariusz Szymczycha
Czytaj dalej

Ukraińskie kino. Dzieje sukcesu pewnej reformy

29.05.2020
Andrij Lubka
Czytaj dalej

W poszukiwaniu złotego wieku  

22.05.2020
Ola Hnatiuk
Czytaj dalej

Rozmowa online z Olą Hnatiuk. Koniec złotego wieku?

20.05.2020
Czytaj dalej

Nowa Europa Wschodnia 1-2/2020 - Zapowiedź

12.05.2020
Czytaj dalej

Życzenia świąteczne

10.04.2020
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu