Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Gruziński chaos
2015-10-20
Wojciech Wojtasiewicz

Ugrupowanie Saakaszwilego cieszy się większym poparciem niż obóz rządzący. Notowania dwóch głównych sił to jednak łącznie tylko 29 procent – gruzińska scena polityczna pogrąża się w chaosie, nie wiadomo kto przejmie władze po zbliżających się wyborach.

Fot. Michał Koziczyński - Senat Rzeczypospolitej Polskiej (cc) commons.wikimedia.org

 

Wszystko wskazuje na to, że gruzińskie społeczeństwo coraz bardziej pogrąża się w politycznej apatii – takiej samej, która dotknęła je w czasie drugiej kadencji prezydenta Eduarda Szewardnadzego. Aż 31 procent wyborców (w kwietniu odsetek wynosił 27 procent) nie wie, na kogo zagłosuje w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych – informuje amerykański Narodowy Instytut Demokratyczny. 10 procent respondentów nie będzie głosowało na żadną z istniejących partii (poprzednio 6 procent), a 11 procent odmówiło odpowiedzi.

 

Czas smuty?

Największym poparciem cieszy się główna partia opozycyjna Zjednoczony Ruch Narodowy, którą popiera jednak zaledwie 15 procent respondentów (niemal tyle samo co poprzednio). Na drugim miejscu uplasowało się rządzące Gruzińskie Marzenie-Demokratyczna Gruzja z poparciem na poziomie 14 procent (spadek aż o 10 punktów).

Kolejne miejsca zajmują Nasza Gruzja-Wolni Demokraci Irakliego Alasanii oraz Sojusz Patriotów Gruzji Dawida Tarkana-Mourawiego – po 5 procent. Niewielkim poparciem cieszą się Partia Pracy Szalwy Natelaszwielego (4 procent) oraz Ruch Demokratyczny-Zjednoczona Gruzja Nino Burdżanadze (3 procent). Pozostałe ugrupowania wchodzące w skład koalicji rządzącej (Partia Republikańska, Partia Konserwatywna, Rada Narodowa i Przemysł Uratuje Gruzję) popiera łącznie mniej niż dwa procent społeczeństwa.

Takie wyniki świadczą o kompletnym rozczarowaniu rządami obecnej koalicji oraz o braku wiary w opozycję. Rezultaty przyszłorocznych wyborów pozostają ogromną niewiadomą. Wydaje się, że następny gruziński parlament będzie bardzo rozdrobniony, a siłom politycznym, które w nim zasiądą, będzie trudno sformować sensowną większość. Z pewnością do urn pójdzie znacznie mniej wyborców niż w poprzednich wyborach. Swoją chęć udziału w głosowaniu wyraziło 49 procent respondentów (poprzednio 56 procent).

 

Prawda ekranu

Gruzińskie Marzenie ma powody, żeby z niepokojem patrzeć w przyszłość. Opozycja zarzuca drużynie Bidziny Iwaniszwilego zamach na niezależne media, prześladowanie politycznych adwersarzy oraz plany przekazania gruzińskiego rynku gazu rosyjskiemu Gazpromowi.

W tbiliskim sądzie toczy się spór o prawo własności do największej prywatnej telewizji w Gruzji, Rustawi 2, która nie kryje swojej niechęci wobec rządzących oraz sprzyja ugrupowaniu Micheila Saakaszwilego. Poprzedni właściciel stacji, Kibar Chalwaszi, chce ją odzyskać – obecnie poprzez firmę TV Company Georgia 91 procent udziałów w Rustawi 2 kontrolują Lewan i Giorgi Karamaszwili. W ostatnich miesiącach gruziński sąd stołeczny zadecydował o zamrożeniu aktywów wspomnianej firmy oraz samej stacji – do czasu wyjaśnienia sprawy. Wywołało to zdecydowany sprzeciw ze strony szefa Rustawi 2 Niki Gwaramii, który oskarżył rząd i Iwaniszwilego o próbę zniszczenia jego telewizji i pluralizmu medialnego przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Zaniepokojenie obrotem spraw wyraziła też społeczność międzynarodowa i gruzińskie organizacje pozarządowe. Premier Irakli Garibaszwili zaprzeczył oskarżeniom władz stacji oraz Zjednoczonego Ruchu Narodowego, który ochoczo przyłączył się do ataku na rząd.

Sprawa nie wygląda jednak tak czarno-biało. Szef stacji jest ściśle związany ze środowiskiem Micheila Saakaszwilego. Za czasów rządów ZRN pełnił funkcje ministra edukacji, sprawiedliwości oraz zastępcy prokuratora generalnego. Podobne zakulisowe naciski stosowały poprzednie władze – również szkodziły one wolności mediów.

Kolejnym przejawem tego problemu było ściągnięcie z anteny dwóch programów publicystycznych – jednym z nich był bardzo popularny polityczny talk-show, nadawany przez inną prywatną stację telewizyjną, Imedi. Walka o wpływy na gruzińskim rynku telewizyjnym toczy się od zawsze – w końcu aż dla 87 procent Gruzinów telewizja pozostaje głównym źródłem informacji.

 

Jeden dzień wolności

Niepokój wzbudziło także osadzenie w więzieniu byłego burmistrza Tbilisi Gigiego Ugulawy. Ten prominentny polityk Zjednoczonego Ruchu Narodowego przebywał w areszcie od lipca 2014 roku, a ciążyło na nim kilka zarzutów o nadużycia władzy. W marcu 2015 roku kończył się dziewięciomiesięczny tymczasowy areszt. Aby móc zatrzymać Ugulawę w więzieniu, prokuratura postawiła mu kolejny zarzut. W zeszłym miesiącu Sąd Konstytucyjny Gruzji orzekł, że nie można przedłużać czasu trwania tymczasowego aresztu po upływie dziewięciu miesięcy i nakazał wypuszczenie z aresztu Ugulawy (w maju 2014 roku ten sam sąd uznał, że zawieszenie polityka w wykonywaniu obowiązków burmistrza Tbilisi w grudniu 2013 roku, na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi, było niekonstytucyjne).

Do tej pory w gruzińskim prawodawstwie funkcjonowały w tym zakresie niespójne przepisy. Konstytucja mówiła o maksymalnie dziewięciomiesięcznym okresie tymczasowego aresztowania, podczas gdy kodeks postępowania karnego o możliwości przedłużania go w przypadku pojawienia się nowych zarzutów. Drugi zapis został przyjęty w 2010 roku przez ZRN.

Na Sąd Konstytucyjny ze strony obozu władzy sypią się gromy. Zarzuca się mu, że działa na zlecenie Zjednoczonego Ruchu Narodowego. Ugulawa po wyjściu z więzienia zapowiedział walkę z Gruzińskim Marzeniem i zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Wolnością cieszył się jednak zaledwie jeden dzień. Nazajutrz został skazany na cztery lata i sześć miesięcy więzienia za defraudację środków publicznych i wrócił do aresztu. Przypadek Ugulawy wzbudził niepokój wśród społeczności międzynarodowej (UE, NATO i USA), której przedstawiciele przestrzegali przed motywowaną politycznie zemstą. W więzieniu siedzą jeszcze inni politycy opozycji, skazani bądź czekający na wyrok – były premier Wano Merabiszwili i były minister obrony Baczo Achalaja.

 

Procent niezgody

Niemałe zamieszanie wywołały doniesienia o spotkaniu wicepremiera i ministra energetyki Kachy Kaladzego z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem. Kaladze powiedział, że Gruzja rozważy zakup rosyjskiego gazu, jeśli Gazprom zaproponuje atrakcyjną cenę. Obecnie zaledwie 10 procent gazu do Gruzji importowane jest z Rosji (surowiec stanowi opłatę za możliwość przesyłu rosyjskiego gazu przez gruzińskie terytorium gazociągiem Północ-Południe do Armenii), a aż 90 procent z Azerbejdżanu. Doprowadzenie do uniezależnienia energetycznego Tbilisi od Moskwy było jednym z sukcesów Saakaszwilego.

Zapowiedzi wicepremiera wywołały polityczną burzę w Tbilisi i spore zdziwienie w Baku. Opozycja oskarżyła rząd, że za zmianą polityki energetycznej stoi Iwaniszwili, który posiada 1 procent udziałów w Gazpromie i który na zwiększonej ilości rosyjskiego gazu sprowadzonego do Gruzji zarobi niemałe pieniądze. Do Azerbejdżanu ze zorganizowaną ad hoc wizytą udał się premier Irakli Garibaszwili, który miał przekonywać prezydenta Ilhama Alijewa, że Baku pozostaje w zakresie energetyki strategicznym partnerem Gruzji. Zarzuty opozycji określił mianem absurdalnych. Powiedział, że rozmowy z Gazpromem miały techniczny charakter i dotyczyły zwiększenia przesyłu rosyjskiego surowca do Armenii. Deklaracje premiera jednak nie były do końca zgodne z wcześniejszą wypowiedzią jego zastępcy. Prezydent Giorgi Margwelaszwili zażądał zwołania specjalnego posiedzenia rządu (ze swoim udziałem) poświęconego sytuacji energetycznej Gruzji.

Puszczanie oka do Moskwy przez rząd w coraz większym stopniu przekłada się na nastroje gruzińskiego społeczeństwa. Już tylko 61 procent Gruzinów (poprzednio 78 procent) popiera integrację Gruzji z Unią Europejską; 21 procent jest przeciw, 17 nie ma zdania, a 12 opowiada się za równoczesnym przystąpieniem Tbilisi do UE i Unii Eurazjatyckiej. Na pytanie, czy popierasz przystąpienie Gruzji do Unii Eurazjatyckiej, twierdząco odpowiada 31 procent, przecząco 46, a 22 nie ma zdania. Jednak zarówno osoby, które opowiadają się za integracją z Moskwą, jak i z Brukselą argumentują, że dany wektor pomoże gruzińskiej gospodarce (odpowiednio 68 i 71 procent) – pokazuje to, że w swoich wyborach kierują się oni raczej kwestiami ekonomicznymi niż politycznymi. Nie można zatem stwierdzić wprost, że intensyfikują się nastroje prorosyjskie.

 

Cierpliwe wyczekiwanie

Trudny jest także proces integracji z NATO. Wiceminister spraw zagranicznych Gruzji Dawid Dondua na spotkaniu z deputowanymi Naszej Gruzji-Wolnych Demokratów przyznał, że Tbilisi nie ma raczej co liczyć na przyznaniu mu Planu Działań na Rzecz Członkostwa (MAP) na przyszłorocznym szczycie Sojuszu Północnoatlantyckiego w Warszawie. Dodał jednak, że gruzińska dyplomacja nie zamierza poddawać się bez walki. Świadczyć o tym mogą niedawne wizyty ministrów spraw zagranicznych i obrony Giorgiego Kwirikaszwilego i Tiny Chidaszeli w Brukseli, które odbyły się w ramach posiedzenia Komisji Gruzja-NATO.

W końcu do wszystkich problemów koalicji rządzącej doszła decyzja Sądu Konstytucyjnego o zawieszeniu niedawno uchwalonej (choć nie bez trudu – wetował ją prezydent) ustawy o Agencji Nadzoru Bankowego – zbadana zostanie jej konstytucyjność. Wniosek do sądu skierowali deputowani Zjednoczonego Ruchu Narodowego i Naszej Gruzji-Wolnych Demokratów.

 

Pięć groszy prezydenta

Wspomnianym trudnościom towarzyszy wciąż tlący się spór pomiędzy prezydentem i premierem. Podobnie jak rok temu, Irakli Garibaszwili nie zgodził się, aby Giorgi Margwelaszwili reprezentował Gruzję na dorocznym szczycie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. W związku z tym w USA pojawiły się dwie osobne delegacje gruzińskie. Delegacji premiera towarzyszył ambasador Gruzji w Waszyngtonie, o co pretensje miał prezydent, który swoje spotkania za oceanem odbywał bez udziału przedstawiciela gruzińskiej dyplomacji.

Póki co głowa państwa przygląda się słabnącej pozycji koalicji rządzącej z boku – nie można jednak wykluczyć, że w niedługim czasie zechce przejąć polityczną inicjatywę. Na razie zaprzecza jakoby chciał budować nową siłę polityczną przed przyszłoroczną elekcją, jednak taka perspektywa – wobec niskich notowań Gruzińskiego Marzenia i prawdopodobnego rozpadu koalicji rządzącej – może wydać się kusząca. Na razie Margwelaszwili zdecydował o powołaniu na funkcję swojego politycznego doradcy dotychczasowej liderki mało znaczącego pozaparlamentarnego ugrupowania Nowa Prawica Pikri Czikaradze. Nie można wykluczyć, że to pierwszy ruch na rzecz budowy ugrupowania prezydenckiego, do którego dołączyć mogą siły prozachodnie takie jak Nasza Gruzja-Wolni Demokraci Irakleigo Alasanii czy Partia Republikańska Dawida Usupaszwilego (ta ostatnia pozostaje jeszcze w koalicji rządzącej).

 

Co dalej?

Obserwując ostatnie miesiące w gruzińskiej polityce nie sposób nie odnieść wrażenia, że pogrąża się ona w coraz większym chaosie, nad którym władze już nie panują. Rozczarowanie społeczne narasta, końca kryzysu gospodarczego nie widać (lari nadal jest bardzo słabe), a w rządzącym obozie narastają tarcia i brakuje spójności. Dla większości Gruzinów istniejące partie opozycyjne nie stanowią alternatywy dla władz. Kto zatem obejmie stery po wyborach, które odbędą się za niecały rok? Jeśli sprawy będą nadal rozwijały się w dotychczasowym kierunku, może to być osoba i siła polityczna, która diametralnie zmieni kierunek tbiliskiej polityki zagranicznej – może zwrócić się do Moskwy i zrezygnować z integracji z Brukselą i Waszyngtonem.

 

Wojciech Wojtasiewicz

 


Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Wojtasiewicz
Powrót
Najnowsze

Spotkania z Maciejem Jastrzębskim w Krakowie

21.04.2017
NEW
Czytaj dalej

Stać po stronie ofiar

21.04.2017
Zbigniew Rokita Grzegorz Motyka
Czytaj dalej

Donbas: taktyka zamiast strategii

20.04.2017
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

Czas bić na alarm

19.04.2017
Zbigniew Rokita Małgorzata Nocuń Paweł Kowal Bartłomiej Sienkiewicz
Czytaj dalej

Nieuleczalnie nieposłuszny

18.04.2017
Zbigniew Rokita Aleksander Podrabinek
Czytaj dalej

1% dla „Nowej Europy Wschodniej”

16.04.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu