Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Na wojnie z banderowcami
2015-11-23
Ireneusz Dańko

Polakom, którzy pomimo trudnej historii chcą współpracy z ukraińskimi władzami, zarzuca w najlepszym razie szkodliwą naiwność i poprawność polityczną. Przeciwnicy nie pozostają mu dłużni – oskarżają go o nakręcanie antyukraińskich nastrojów w Polsce i działanie na korzyść Rosji.

 

Fot. Jarosław Roland Kruk / Wikipedia, licencja: CC-BY-SA-3.0

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej" (6/2015).

 

 

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski ma ładną kartę opozycyjną – kapelan podziemnej „Solidarności" w czasach komunizmu, współcześnie polskich Ormian i Kresowian.

 

Od lat upomina się o pamięć dla ofiar rzezi wołyńskiej. Ta pamięć każe mu rozliczać Ukraińców ze zbrodni na Polakach zamieszkujących dawne wschodnie Kresy, a w obecnych władzach Ukrainy tropić nacjonalistów – spadkobierców Stepana Bandery i OUN-UPA.

 

Nie będzie pojednania bez prawdy" – powtarza w swej ostatniej książce Żywa historia oraz na wielu spotkaniach w Polsce i za granicą. „Które państwo na świecie wspiera drugie państwo po takim fakcie? – skomentował w sierpniu br. na konferencji o Kresach w Sejmie ustawę Rady Najwyższej w Kijowie z 9 kwietnia, w której uznano między innymi żołnierzy UPA za bojowników o niepodległość Ukrainy i zagrożono odpowiedzialnością karną osobom, także cudzoziemcom, którzy to kwestionują. – Gdyby dzisiaj pani Merkel ogłosiła, że SS i Gestapo to byli bohaterowie, to przypuszczam, że ambasador z Berlina zostałby odwołany".

 

Od wybuchu protestów na Majdanie pod koniec 2013 roku nie jeździ na Ukrainę. Wcześniej bywał tam często, między innymi w wiosce Korościatyn na Podolu, gdzie jego krewni zginęli podczas napadu UPA. Twierdzi, że nie chce, by jego osoba stała się przedmiotem prowokacji. Już przed Majdanem miał dostawać pogróżki od ukraińskich nacjonalistów.

 

 

Lustracyjna krucjata

Kim jest człowiek, który stał się ojcem duchowym Kresowian w Polsce i surowym krytykiem „banderowskiej" Ukrainy? Urodził się w Krakowie w 1956 roku. Wśród przodków – jak sam przyznaje – miał między innymi greckokatolickiego księdza Izydora Łysiaka.

 

Moja praprababcia i moja babcia były pół Ukrainkami, pół Polkami, chodziły do cerkwi, Boże Narodzenie w pokoleniu moich dziadków było obchodzone na trzy sposoby: po rusku – czyli greckokatolicku, po polsku i po ormiańsku" – chętnie opowiada.

 

Matka księdza Teresa pochodziła ze spolonizowanej ormiańskiej rodziny Isakowiczów, do której należał przedostatni arcybiskup ormiańsko-katolicki Lwowa, Izaak Mikołaj Isakowicz. Ojciec Jan Zaleski wychowywał się w Korościatyniu na dawnych wschodnich Kresach. Tam właśnie w nocy 28/29 lutego 1944 roku przeżył atak upowców, w którym zginęło ponad sto pięćdziesiąt osób. Napadem, zdaniem Zaleskiego seniora, miał kierować greckokatolicki duchowny z córką. Po latach tak opisywał tamte wydarzenia w książce swojego autorstwa pod tytułem Kronika życia: „Rzeź trwała niemal przez całą noc. Słyszeliśmy przerażające jęki, ryk palącego się żywcem bydła, strzelaninę. Wydawało się, że sam Antychryst rozpoczął swą działalność! (…) P. Nowicki, przedwojenny sprzedawca w sklepie Kółek Rolniczych, zdążył w ostatniej chwili wymknąć się za dom. Żonę pochyloną nad łóżeczkiem kilkumiesięcznego dziecka banderowiec ściął toporem, rozpłatał też toporem głowę kilkuletniej córki Basi".

 

Te i inne historie młody Tadeusz słyszał w rodzinnym domu w Krakowie. W dorosłym życiu zaczął intensywnie badać wojenne dzieje i przypominać o ofi arach rzezi wołyńskiej. Ku czci zamordowanych Polaków stanął między innymi drewniany krzyż w Korościatyniu, a tablica pamiątkowa zawisła w kaplicy Fundacji im. świętego Brata Alberta, założonej przez księdza Isakowicza-Zaleskiego w Radwanowicach koło

Krakowa. W wiosce, z której pochodził Jan Zaleski, jak opowiada jego syn, ocalał tylko kościół i murowana plebania, które obroniły się przed upowcami. Miejsce Polaków zajęli Łemkowie przywiezieni z okolic polskiej Krynicy (stąd nowa nazwa Korościatynia).

 

Wrażliwy poeta idealista i twardy publicysta. Spokojny, uprzejmy, a zarazem zasadniczy, bezkompromisowy, uparty. Potrafi być ujmujący, aby zaraz potem stać się surowym sędzią. Z zadbaną, siwiejącą brodą bardziej przypomina prawosławnego popa niż katolickiego kapłana. Już jako kleryk w seminarium związał się z antykomunistyczną opozycją w PRL. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku był prawą ręką księdza Kazimierza Jancarza, słynnego kapelana podziemnej „Solidarności" w Nowej Hucie. Razem przekradli się do strajkujących hutników. Antykomunistycznej działalności o mało nie przypłacił życiem. W 1985 roku dwukrotnie pobili go funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Za drugim razem napadli go przebrani za pracowników pogotowia ratunkowego. Zakneblowali, założyli pętlę na szyję i próbowali uprowadzić z klasztoru, w którym mieszkał. Planu nie zrealizowali, bo zostali spłoszeni.

 

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia ksiądz Isakowicz-Zaleski dał się poznać głównie jako prezes Fundacji im. świętego Brata Alberta, którą współzałożył w 1987 roku, aby pomagać niepełnosprawnym. W Radwanowicach stworzył dla nich schronisko, na którego wzór powstało następnie około trzydzieści ośrodków terapii. Organizował pomoc humanitarną między innymi dla krajów byłej Jugosławii, Czeczenii i Ukrainy. Pielęgnując ormiańskie korzenie, czcił i przypominał ofi ary tureckiego ludobójstwa na Ormianach z początku XX wieku, czym wywoływał protesty ambasady Turcji w Polsce. Za swoją działalność zebrał liczne odznaczenia, nagrody i honorowe tytuły, w tym państwowy Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski oraz Order Uśmiechu od dzieci.

 

Nazwisko księdza Isakowicza-Zaleskiego stało się głośne w 2006 roku, gdy zażądał ujawnienia byłych tajnych agentów komunistycznej bezpieki w polskim Kościele. Rok później opublikował książkę Księża wobec bezpieki na przykładzie diecezji krakowskiej, w której opisał duchownych współpracujących ze specsłużbami PRL i tych opierających się naciskom SB. Lustracyjną krucjatę kontynuował mimo negatywnych opinii kościelnych hierarchów, w tym prymasa Józefa Glempa. Kiedy redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego" ksiądz Adam Boniecki skrytykował go na łamach „Gazety Wyborczej", oddał Medal świętego Jerzego, przyznany przez redakcję za działalność na rzecz walczących ze smokiem zła. W kolejnych latach piętnował także „homoseksualne lobby" wśród księży.

 

 

Historyk amator

Najwięcej czasu ksiądz Isakowicz-Zaleski poświęcił na przywracanie pamięci o rzezi wołyńskiej. Ta bowiem – jak twierdzi – jest od lat zakłamywana i niedostatecznie w Polsce obecna. Pisał o tym już wcześniej, ale dopiero jego książka Przemilczane ludobójstwo na Kresach z 2008 roku wywołała burzę. Duchowny stał się nieformalnym rzecznikiem Kresowian. Z zamiłowania historyk amator opisał stosunki polsko-ukraińskie w czasie II wojny światowej, w tym zagładę rodzinnej wioski ojca oraz miejscowości Janowa Dolina, w której z rąk Ukraińców zginęło jednej nocy (Wielki Czwartek, 22 kwietnia 1943 roku) około sześciuset polskich mieszkańców, w tym kobiety i dzieci.

 

Masowe ukraińskie mordy na Polakach określił jako najstraszniejszy rodzaj ludobójstwa – gorszy od hitlerowskiego i sowieckiego. „Rozfanatyzowanym ludobójcom ukraińskim nie wystarczyło samo mordowanie Polaków. Pełną satysfakcję osiągali z reguły wówczas, gdy przed zamordowaniem poddali swe ofi ary torturom albo doprowadzali je do stanu, w którym dogorywały one w mękach (hasłowo: siekiery, piły; łamanie rąk i nóg, wrzucanie do studni, wyrywanie języków czy wyłupywanie oczu)" – dowodził w swej książce, piętnując wsparcie nacjonalistycznych formacji przez księży Cerkwi greckokatolickiej na czele z metropolitą lwowskim Andrzejem Szeptyckim.

 

Książka księdza Isakowicza-Zaleskiego wywołała ostry protest biskupa Jana Martyniaka, metropolity przemysko-warszawskiego Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej. W liście do kardynała Stanisława Dziwisza oskarżył autora o sianie nienawiści do Ukraińców, zamiast działania na rzecz pojednania polsko-ukraińskiego wzorem hierarchów obydwu Kościołów. Zarzuty greckokatolickiego metropolity nie zastopowały jednak krakowskiego duchownego. Wręcz przeciwnie. Tego samego roku publicznie skrytykował polskie władze, w tym popieranego przez siebie prezydenta Lecha Kaczyńskiego za uczczenie w niewystarczającym stopniu sześćdziesiątej piątej rocznicy „krwawej niedzieli" na Wołyniu. Samo określenie „rzeź wołyńska" ocenił jako niewłaściwe w odniesieniu do tamtych tragicznych wydarzeń. Jedynym odpowiednim słowem jest bowiem – jego zdaniem – ludobójstwo. Jako skandaliczne nazwał użycie zwrotu „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa" w uchwale Sejmu na siedemdziesiątą rocznicę ukraińskich mordów na Polakach.

 

Wyczyścić to sobie można ubranie, jak jest pobrudzone, ale zabijanie kobiet, dzieci i starców to nie jest czystka, to jest ludobójstwo" – grzmiał w homilii podczas pielgrzymki Kresowian na Jasną Górę w lipcu 2013 roku.

 

Od początku kategorycznie sprzeciwia się procesowi beatyfi kacyjnemu arcybiskupa Szeptyckiego. Nieżyjącemu metropolicie lwowskiemu Cerkwi greckokatolickiej zarzuca kolaborację z III Rzeszą, błogosławienie ukraińskiej SS Galizien czy niedostateczny sprzeciw wobec masowego zabijania Polaków. „(…) dzisiejsza decyzja nie uspokoi kontrow ersji wokół postaci Andrzeja Szeptyckiego, ale je tylko rozogni" – napisał na swoim blogu po zatwierdzeniu 16 lipca br. przez papieża Franciszka dekretu o heroiczności cnót nieżyjącego ukraińskiego hierarchy.

 

Często publikuje teksty i zdjęcia przypominające współpracę Ukraińców, w tym kapłanów, z hitlerowskimi władzami. „Ukraińska Cerkiew greckokatolicka od kilku lat nurza się w nacjonalizmie i gloryfi kacji zbrodniarzy z UPA. Głównie za przyczyną lwowskiego arcybiskupa Ihora Wozniaka" – czytamy obok relacji z poświęcenia pomnika Stepana Bandery w 2007 roku we Lwowie. „Czy byłoby możliwe, żeby w Niemczech święcono pomnik Heinricha Himmlera?" – pyta retorycznie duchowny.

 

 

Przyjaźń z diabłem

Surowo ksiądz Isakowicz-Zaleski ocenia władze na Ukrainie, które odwołują się do tradycji UPA. „Hańba Banderze! Hańba Juszczence! Hańba tym polskim politykom, którzy bezmyślnie popierali Juszczenkę", „Całowany i obejmowany za szyję przez Lecha Kaczyńskiego Wiktor Juszczenko walnął po raz kolejny po twarzy Polskę i Polaków" – komentował decyzję ukraińskiego prezydenta, który w 2010 roku nadał Stepanowi Banderze tytuł Bohatera Ukrainy, a OUN i UPA uznał za formacje walczące o niepodległość kraju. Z radością przyjął anulowanie tego dekretu przez ukraiński sąd za rządów Wiktora Janukowycza, do którego wcześniej o to apelował.

 

Upór w tropieniu i piętnowaniu ukraińskiego nacjonalizmu doprowadził cztery lata później do ostrego konfliktu księdza z politykami PiS. Katalizatorem były protesty na kijowskim Majdanie. Duchowny, wspierający dotąd partię Jarosława Kaczyńskiego, nie krył negatywnego stosunku do protestujących Ukraińców, widząc wśród nich niebezpiecznych dla Polski spadkobierców Bandery i UPA. Utwierdzało go w tym przekonaniu między innymi upowskie zawołanie z lat II wojny światowej („Sława Ukrajini – Herojam sława!"), które skandowały tysiące ludzi zbuntowanych przeciw reżimowi Janukowycza.

 

Polscy politycy sławią na Majdanie zabójców z UPA, a przyjaźń z diabłem nie jest niemożliwa. Jarosław Kaczyński, jadąc tam, popełnił tragiczny błąd" – ocenił w radiu RMF występ prezesa PiS na kijowskim placu, obok lidera nacjonalistycznej partii Swoboda Ołeha Tiahnyboka i skandowanie przed kamerami „banderowskiego hasła". „Czy którykolwiek polityk niemiecki czy francuski stanąłby przy boku gloryfikatora SS i Gestapo lub kogoś, kto domaga się rewizji granic państw należących do Unii Europejskiej i NATO?" – zapytał retorycznie na blogu.

 

W ślad za tym duchowny odmówił udziału w Marszu Niepodległości i Solidarności, organizowanym 13 grudnia 2013 roku w Warszawie przez PiS. Niechęć do ukraińskiej rewolucji godności doprowadziła też do rozstania księdza z redakcją „Gazety Polskiej", w której siedem lat publikował felietony. Tygodnik związany z PiS nie wydrukował na początku 2014 roku tekstu Isakowicza o domniemanych banderowcach w ukraińskim rządzie powołanym po obaleniu prezydenta Wiktora Janukowycza. Duchowny zaliczał w artykule do „czcicieli UPA" między innymi premiera Arsenija Jaceniuka. Urażony odmową publikacji zrezygnował z dalszej współpracy.

 

Jesteś jednym z niewielu Polaków, którzy może nieświadomie, ale jednak stanęli po stronie Moskwy" – odpisał mu Tomasz Sakiewicz, szef „Gazety Polskiej". „Dzisiaj putinowska propaganda służy agresji i zabijaniu. Kto ją szerzy, ma tak samo krew na rękach jak snajperzy czy skrytobójcy. (…) Obydwaj wiemy, że to, co pisałeś, nie było prawdą. Bo to nie banderowcy zrobili tę rewolucję, ale ludzie, którzy nie chcą być pod butem Kremla" – kontynuował Sakiewicz.

 

Po konflikcie z „Gazetą Polską" i PiS ksiądz Isakowicz-Zaleski nawiązał współpracę z innymi prawicowymi mediami. Stał się ulubieńcem polskich konserwatystów i narodowców niechętnych Ukrainie. Często cytuje go między innymi portal Kresy.pl, znany z antyukraińskich i prorosyjskich tekstów. Sam ksiądz zapewnia, że nigdy nie popierał agresji Putina na Ukrainę ani reżimu Janukowycza. Przestrzega jedynie przed „bagatelizowaniem banderyzmu" , które może stać się zagrożeniem dla Polski. Ostro krytykuje PO i PiS za to, że „w ciemno" popierają ukraińskie władze, które, jego zdaniem, nawiązują do tradycji UPA.

 

„– Nie da się czcić walki UPA, a jednocześnie być demokratą i przyjacielem Polski?

To tak jakby mówić, że ktoś oddaje hołd żołnierzom SS czy NKWD, a zarazem jest zwolennikiem demokracji i przyjacielem naszego kraju. Tego się nie da pogodzić" – odparł w ostatnim wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej".

 

Deklarowaną sympatię ukraińskich władz do Polski ocenia jako przejaw chytrej, „banderowskiej taktyki", która szuka sojusznika do walki z Rosją. Ostro krytykuje politykę głównych polskich partii zakładającą bliską współpracę z Ukrainą, by stworzyć barierę dla imperialnych ambicji Rosji. Koncepcję Jerzego Giedroycia uważa za nieaktualną, wręcz szkodliwą dla Polski.

 

Ustawiczne wspieranie Ukrainy nie przekłada się później na to, że Ukraińcy próbują też szanować uczucia Polaków. Wręcz odwrotnie – przekonywał pod koniec zeszłego roku w Polskim Ośrodku Katolickim w Leeds. – Słaby naród, słabi politycy, krętacze, nie mają szacunku na Wschodzie".

 

Polska wpadła w ogromną pułapkę – dzielił się przemyśleniami w połowie lipca br. na spotkaniu w Bielsku-Białej. – Ukrainie jako narodowi trzeba pomagać, natomiast nie można się godzić na gloryfi kację zbrodniarzy, na bezmyślne wspieranie wojny po to, żeby ta wojna jeszcze bardziej się tam rozwijała".

 

 

Byliśmy kiedyś na „ty"

Kilka miesięcy temu ksiądz Isakowicz-Zaleski nawiązał bliższą współpracę z Pawłem Kukizem, poznanym wcześniej przy okazji pomocy osobom niepełnosprawnym. Muzyk, który zdobył trzecie miejsce w ostatnich wyborach prezydenckich, najpierw solidaryzował się z protestującymi na Majdanie, ale później uznał to za błąd. Poglądami zbliżył się do księdza Isakowicza-Zaleskiego. „Ja pomagałem i będę pomagać ludziom, którzy tej pomocy potrzebują. Ale nie bandytom. NEVER. Precz z UPA i OUN-em!" – napisał Kukiz na swoim profi lu na Facebooku. „Precz z rządem i politykami, którzy nie reagują na próby uczynienia z bandyty wzorca dla ukraińskiej młodzieży. Hańba i dno".

 

Duchowny z satysfakcją przyjął zmianę poglądów Kukiza i zaproszenie do współpracy z jego ugrupowaniem. „(…) każdy ma prawo się pomylić. Jego podejście do Ukrainy jest takie, jak jego śp. ojca. Trzeba odróżnić Ukraińców od banderowców" – zauważył na łamach „Super Expressu", wspominając zmarłego w maju ojca Kukiza (pochodzącego spod Tarnopola działacza Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich).

 

Z niepokojem zaś dostrzegł brak doświadczenia w polityce wschodniej i zaangażowania w upamiętnienie ofiar „banderowskiego ludobójstwa" u prezydenta Andrzeja Dudy. Nie kryje obaw, że nowo wybrana głowa polskiego państwa otoczy się niewłaściwymi doradcami i podąży śladem Lecha Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego, którzy unikali kontrowersji w kontaktach z Ukrainą. „(…) jest na najlepszej drodze, aby powtórzyć błędy swoich poprzedników. Wczoraj dostał upokarzającą nauczkę od ukraińskiego prezydenta, który publicznie w Berlinie odrzucił pomysł polskiego prezydenta o tak zwanym wariancie genewskim, według którego Polska miałaby być dopuszczona do rozmów na temat przyszłości Ukrainy" – napisał pod koniec sierpnia na blogu.

 

Wypowiedzi i działalność księdza Isakowicza-Zaleskiego budzą sprzeczne uczucia

wśród jego dawnych i obecnych znajomych. Jedni go chwalą za patriotyzm i niezależność poglądów, inni mówią o chorobliwej antyukraińskiej fobii, zacietrzewieniu. Wielu nie chce publicznie go oceniać z uwagi na poprzednie zasługi i pracę na rzecz niepełnosprawnych.

 

Ksiądz Tadeusz ma prawo do własnych poglądów, choć nie we wszystkim się zgadzam – mówi krótko Mieczysław Gil, senator PiS i jeden z byłych liderów podziemnej „Solidarności" w Nowej Hucie.

 

Jan Piekło, krakowianin, prezes Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI kiedyś był „na ty" z duchownym, teraz ciężko im się dogadać. Raz nawet ktoś nazwał go neobanderowcem na blogu księdza.

 

Ma piękną kartę z czasów podziemnej „Solidarności". Potrafi być miłym, wręcz uroczym człowiekiem, ale od jakiegoś czasu uprawia antyukraińską demagogię, której nie mogę zaakceptować – ocenia Piekło. Nie ma wątpliwości, że działalność księdza Zaleskiego jest na rękę rosyjskiej propagandzie, że szkodzi stosunkom polsko- ukraińskim, a przez to samej Polsce.

 

Piekło przypomina, że jako osoba duchowna cieszy się on dużym autorytetem w wielu środowiskach i korzysta umiejętnie z mediów, prowadząc między innymi własną stronę internetową i bloga na największym polskim portalu Onet.pl.

 

Epatuje rzezią wołyńską i żąda jej rozliczenia, zapominając, że Ukraińcy mają teraz ważniejsze sprawy na głowie niż ciągłe przepraszanie księdza Zaleskiego za zbrodnie UPA – zauważa Jan Piekło. Nie rozumie „wołyńskiej obsesji" duchownego, choć – jak podkreśla – jego rodzina również pochodzi z dawnych wschodnich Kresów.

 

Ukraińcy w czasie wojny zamordowali część krewnych mojej mamy. Tato też mógł zginąć, mieszkał koło Huty Pieniackiej, gdzie ukraińscy nacjonaliści zabili kilkuset Polaków. Nie byłoby mnie na świecie, gdyby zjawił się tam w dniu masakry – zauważa Piekło. – Ale to nie znaczy, że mam do końca życia nienawidzić Ukraińców. Oni sami muszą się rozliczyć ze swoją historią. Wydarzenia na Wołyniu

były przede wszystkim wynikiem wojennego zezwierzęcenia i działalności dwóch totalitaryzmów: sowieckiego i hitlerowskiego, które podgrzewały polsko-ukraiński konflikt. Szkoda, że ksiądz Tadeusz nie chce tego zrozumieć.

 

Ostrzej wypowiada się Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce. Zaprzecza, by na Ukrainie dominowała apologia UPA, jak to przedstawia ksiądz Isakowicz-Zaleski. Przypomina, że ugrupowania odwołujące się do nacjonalistycznej ideologii poniosły tam porażkę w ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich.

 

Tymczasem w przekazie Isakowicza wszyscy we władzach ukraińskich są banderowcami. Tropi też ich zwolenników wśród polskich polityków – dodaje Tyma.

 

Nieraz ścierali się w mediach. W sierpniu duchowny zamieścił na blogu list Kresowian z Żar, w którym żądają odebrania Tymie jako „kłamcy wołyńskiemu" niedawno nadanego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Pismo adresowane jest do prezydenta Andrzeja Dudy. Zarzuca szefowi Związku Ukraińców, że zaprzecza ludobójstwu ludności polskiej przez UPA. „Wielokrotnie gloryfi kował ukraińskich zbrodniarzy wojennych z UPA, SS-Galizien czy Legionu Wołyńskiego, bagatelizował i relatywizował zbrodnie ludobójstwa dokonane przez tych przestępców" – czytamy o Tymie.

 

Nie mam problemu z uznaniem, że Ukraińcy, nierzadko w okrutny sposób, mordowali Polaków w czasie wojny, ale nie odpowiada mi formuła, w jakiej przedstawia to ksiądz Zaleski i jego środowisko – przekonuje Tyma. – Używa Wołynia jak kija bejsbolowego, by atakować Ukrainę i Ukraińców. Dla przykładu widzi tylko dziesiątki tysięcy zabitych Polaków, a z drugiej strony nie dostrzega cywilnych Ukraińców – ofiar polskich oddziałów partyzanckich i regularnej armii, ani też innych niż ideologia przyczyn wojennej wrogości czy wręcz nienawiści polsko-ukraińskiej.

 

Tyma jest przekonany, że ksiądz Isakowicz-Zaleski świadomie bądź nieświadomie służy propagandzie Kremla, która przedstawia Ukrainę jako kraj zdominowany przez faszystów-banderowców. Wylicza kontakty duchownego z prorosyjskimi politykami i dziennikarzami nad Dnieprem, w tym Wadymem Kolesniczenką. Wspomniany były działacz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a potem Partii Regionów Wiktora Janukowycza był w 2013 roku między innymi współinicjatorem apelu 148 deputowanych Rady Najwyższej (komunistów i Partii Regionów) do polskiego Sejmu o uznanie rzezi wołyńskiej za ludobójstwo. W czasie Majdanu domagał się surowych represji wobec uczestników protestu, a po odsunięciu od władzy Janukowycza uciekł na Krym i przyjął obywatelstwo Rosji.

 

Tyma przypomina, jak w 2010 roku ksiądz Isakowicz-Zaleski wystąpił w Kijowie na wspólnej konferencji między innymi z adwokatem Żorżem Dygasem (byłym wysokiej rangi ofi cerem KGB w ZSRR, honorowym członkiem moskiewskiego Klubu Weteranów Organów Bezpieczeństwa Państwowego). Razem sprzeciwiali się nadaniu tytułu Bohaterów Ukrainy dla Stepana Bandery i Romana Szuchewycza, dowódcy UPA. Wspomniana konferencja poprzedzała otwarcie kijowskiej wystawy o „polskich i żydowskich ofi arach OUN-UPA", firmowanej przez organizację „Rosyjskojęzyczna Ukraina" Wadyma Kolesniczenki i wrocławskie Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofi ar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Zerwała ją hałaśliwa

grupa działaczy nacjonalistycznej partii Swoboda wykrzykujących na sali antypolskie i antyżydowskie hasła. Od ekspozycji dystansowała się ambasada Polski w Kijowie. W trakcie otwarcia doszło do kolejnej awantury ze swobodowcami, którzy żądali między innymi uznania duchownego z Krakowa za persona non grata na Ukrainie.

 

* * *

Ksiądz Isakowicz-Zaleski zaprzecza oskarżeniom, aby współpracował z prorosyjskimi politykami na Ukrainie.

 

To krytyka, która ma konstrukcję cepa: każdy, kto przypo mina zbrodnie UPA i nie traktuje Bandery jak bohatera, jest „ruskim agentem" – odpowiada. – Na konferencję w Kijowie, którą zerwali nacjonaliści ze Swobody, zostałem zaproszony jako przedstawiciel rodzin Kresowian zamordowanych przez UPA. Byli tam różni ludzie, których nie znałem osobiście, w tym przedstawiciele środowisk żydowskich. Z panem Tymą też nieraz występowałem wspólnie w telewizji, choć z nim się nie zgadzam. Swoją działalnością szkodzi on mniejszości ukraińskiej w Polsce, bo tworzy fałszywe wrażenie, jakby wszyscy Ukraińcy wyznawali podobne poglądy jak jego środowisko, a to nieprawda.

 

Według Tymy, wzmożona aktywność księdza Zaleskiego i jego zwolenników przynosi niepokojące rezultaty.

 

Antyukraińska narracja przeszła w Polsce już do głównego nurtu – zauważa Tyma. – Ksiądz powtarza, że o prawdę mu chodzi, ale ta prawda ma niezbyt przyjemne oblicze. Mówi ciągle o zabijaniu pamięci o Wołyniu, a przecież wszędzie można kupić jego książki. W Polsce organizuje się konferencje o ofiarach UPA, rekonstrukcje, kręci filmy, księgarnie pełne są literatury wspomnieniowej z czasów wojny na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Partie polityczne periodycznie wynoszą kwestię pamięci polskich ofiar na forum parlamentu. W kwestie upamiętnienia włączają się nie tylko organy administracji państwowej, ale też samorządy.

 

Tyma nie wierzy w zapewnienia duchownego, że nie jest antyukraiński, że oskarża wyłącznie nacjonalistów.

 

To jedynie zabieg socjotechniczny i propagandowy, który ładnie brzmi. Tak samo jak jego mówienie o sprawiedliwych Ukraińcach, którzy ratowali Polaków na Wołyniu – przekonuje Tyma.

 

 

Ireneusz Dańko jest redaktorem „Gazety Krakowskiej", wcześniej kilkanaście lat pracował w „Gazecie Wyborczej". Laureat nagrody Grand Press, lider zespołu rockowego Kremlowskie Kuranty, specjalizuje się w historii Europy Wschodniej.

 

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze „Nowej Europy Wschodniej" (6/2015).

 

 


Polecamy inne artykuły autora: Ireneusz Dańko
Powrót
Najnowsze

Rycerz w mitycznej skórze

11.12.2017
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Białoruskie antypody

08.12.2017
Karolina Słowik
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu