Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Kuba Benedyczak
Rozmowy Żyda z antysemitą
2015-12-16
Kuba Benedyczak

Na mojej liście tematów na bloga, ten leży od lipca. Nie to, żeby w Rosji i na świecie nie wydarzyło się nic ważniejszego, ale wobec atmosfery panującej w Polsce pod koniec roku, lepiej sięgnąć do szuflady z ckliwą, naiwną historyjką. Choć po prawdzie, z niepełnowartościowym happy endem.

Dlaczego od lipca? Ponieważ 22 lipca tego roku władze więzienne odprawiły w nieznanym kierunku pułkownika Władimira Wasiljewicza Kwaczkowa, odsiadującego swój wyrok. Słuch po nim zaginął. Wiadomo tylko, że nadal siedzi, aczkolwiek tylko urzędnicy wiedzą dokładnie gdzie. Sprawa zaczęła się w 2005 roku, kiedy doszło do nieudanej próby zamachu na Anatolija Czubajsa, czyli obok Jegora Gajdara głównego demiurga rosyjskich przemian wolnorynkowych lat 90. W stan oskarżenia postawiono między innymi Kwaczkowa. Sąd orzekł wyrok uniewinniający, i to kilkakrotnie, ponieważ sprawa wracała do prokuratury jak bumerang. Oskarżony otrzymał też 450 tysięcy rubli zadośćuczynienia (domagał się 50 milionów). Następnie, w 2010 r. Kwaczkowa oskarżono o „organizację zbrojnego buntu i współuczestnictwo w działalności terrorystycznej", której celem był marsz na Moskwę oraz dokonanie w stolicy zamachu stanu. Trzy lata później sąd skazał go na trzynaście lat pozbawienia wolności w obozie o zaostrzonym rygorze. Wtedy też o sprawie pobieżnie informowały polskie media. Wkrótce wyrok złagodzono do ośmiu lat, zatem pułkownik wyjdzie z więzienia w wieku 73 lat.

Władimir Kwaczkow twierdzi, że jest niewinny i żadnego puczu z byłymi oficerami wojsk powietrznodesantowych (słynne ВДВ; hit Aleksandra Bujnowa o tej jednostce tutaj) nie przygotowywał. Rzeczywiście sprawa wydaje się grubymi nićmi szyta, bo jak niby grupa byłych oficerów- choćby i elitarnych jednostek, miała przemaszerować/przelecieć z Jekaterynburga (o ile spiskowcom udałoby się zdobyć kluczowe punkty miasta) do Moskwy? I jak podstarzali wojskowi mieliby zdobyć samą Moskwę? Z pewnością są odważni, ale nie tacy głupi, by porywać się na pewną śmieć. Jako wzmacniający dowód FSB przedstawiła tournee Kwaczkowa po Kostromie, Jarosławiu, Niżnym Nowogrodzie, Samarze, Riazaniu i Tule, gdzie rozmawiał z wojskowymi o obecnej władzy, prawdopodobieństwie wybuchu ogólnonarodowego buntu i konieczności obrony ojczyzny przed zewnętrznymi wrogami. Pewnie na niewiele znaczących rozmowach ekscentrycznego wojskowego się skończyło, ale gdzieś na górze zdecydowano, iż tego rodzaju „zwierzę polityczne" najlepiej wywieźć daleko, by przypadkiem nie zachęcało innych „egzotycznych zwierzątek" do naśladowania. I jeśli spojrzeć na to, co prezentuje swoją osobą Władimir Kwaczkow są ku temu podstawy.

Mamy do czynienia z najwyższej klasy żołnierzem i oficerem. Służył w grupie sowieckich wojsk w NRD i Specnazie, uczestniczył w konfliktach w Afganistanie (1983), Górskim Karabachu (1990), Tadżykistanie (1992), od 1989 dowodził 15 Specjalną Brygadą Wojskową Głównego Zarządu Wywiadowczego w Uzbekistanie, wykładał w Wojenno-Strategicznym Centrum Sztabu Generalnego. Po dojściu Putina do władzy próbował swoich sił w polityce jednak albo nie udawało mu się dostać do Dumy Państwowej i Moskiewskiej Dumy Miejskiej albo odmawiano mu rejestracji. Współorganizował Ruskie Marsze oraz zakładał liczne organizacje społeczne. Najważniejsza z nich to Pospolite Ruszenie Minina i Pożarskiego, tworzone przede wszystkim przez emerytowanych oficerów wszystkich służb mundurowych. Nazwa nawiązuje do rosyjskich bohaterów, kupca Kuźmy Minina i kniazia Dymitra Pożarskiego, którzy w 1612 roku organizowali powszechną obronę przeciwko Polakom, dzięki czemu odparli naszą inwazję na Kreml. Właśnie w łonie Pospolitego Ruszenia Minina i Pożarskiego, założonego i kierowanego przez Kwaczkowa miały zrodzić się plany zamachu stanu.

Równie istotna jak kariera wojskowa i polityczna pułkownika jest jego optyka polityczna. Kwaczkow definiuje się jako „rosyjsko- prawosławny nacjonalista". Jego poglądy stanowią ekstremistyczny i undergroundowy odłam, nawiązujący do najmroczniejszych tradycji Czarnych Sotni. Niestety tę „drobnostkę" w polskich mediach pomijano, skupiając się na prześladowaniach starszego człowieka. Nie ma sensu w chaotycznym światopoglądzie Kwaczkowa szukać wysublimowanej propozycji ideologicznej. Jej podstawowe elementy to tradycyjne prawosławie, nieuznające obecnej hierarchii cerkiewnej; w jednym z wywiadów były zwiadowca wojskowy nazwał patriarchę Cyryla „pederastą". Po drugie, Rosja znajduje się pod okupacją liberalno faszystowskiej junty, krajowi zagraża konflikt zbrojny na jego własnym terytorium, gospodarkę zawłaszczyły korporacje rządzone przez masonerię, między Rosją a światem trwa wojna informacyjna, narodowościowo-etniczna, gospodarcza i kulturowa, a ksenofobia jest naturalnym i pożądanym odruchem każdego żywego organizmu. Po trzecie, podstawową obsesją pułkownika są Żydzi, którzy według niego nadal władają państwem. Co więcej, stwierdza Kwaczkow, esesmani hitlerowscy byli mniej niebezpieczni niż esesmani żydowscy, gdyż walczyli na otwartym polu bitwy, ci drudzy natomiast ukryci są za strukturami polityczno- gospodarczymi.

Osoba o tego rodzaju poglądach, publicznie nazywająca Anatolija Czubajsa jednym z przywódców „żydowskiej mafii w Rosji" może stać się podejrzanym o dokonanie zamachu, prawda? Tym bardziej jeśli w jednym z wywiadów mówi „Z wojenno-politycznego punktu widzenia (…) zniszczenie zagranicznych okupantów i ich wspólników, włączając w to sferę ekonomii, stanowi dług i święty obowiązek każdego oficera, żołnierza i wojownika niezależnie czy walczy on w otwartym konflikcie zbrojnym na froncie czy działa na okupowanym przez wroga terytorium swojego kraju".

Sam Czubajs imienne oskarżył Kwaczkowa o dokonanie zamachu. Dodatkowo ojciec „wekslowej prywatyzacji" doskonale pasuje do roli wroga w koncepcji Kwaczkowa. Żyd po linii matki (nazwisko Sagal), liberał, kapitalista, bogacz-nuworysz, inteligent- gryzipiórek i jedna z najbardziej znienawidzonych postaci w Rosji. Nie dowierza mu 77% mieszkańców, nazywając go żulikiem, złodziejem, wypominając mu, przekręty, jak również, to, że „zostawił dzieci bez światła" lub „odłączył elektryczność w izbie porodowej". Do dziś funkcjonuje tzw. krylata fraza „Wszystko wina Czubajsa", wypowiedziana przez Jelcyna, a wprowadzona do języka potocznego przez Wiktora Szenderowicza. Sam zainteresowany odnosi się do tego zarzutu z humorem, na swojej stronie internetowej kolekcjonuje memy i krylate frazy na swój temat.

Na marginesie można tylko powiedzieć, iż Czubajs słusznie wywołuje odruch niechęci czy wręcz nienawiści. I nie chodzi tu o chłopskie „Balcerowicz musi odejść", ale o jego niekompetentność, nieefektywność, nieprzejrzyste transakcje i zyski, totalną porażkę wekslowej prywatyzacji, zdegradowanie Rosjan do średniowiecznej nędzy oraz o to, że będąc szefem Ministerstwa Finansów wpuścił w sam jego środek podejrzanych „amerykańskich doradców", bogacących się kosztem Rosjan, spośród których przynajmniej jeden- Jonathan Hay (choć zapewne więcej) okazał się amerykańskim szpiegiem, a potem defraudantem, skazanym w USA prawomocnym wyrokiem. Anatolij Borisowicz nie był też nigdy specjalnie zainteresowany demokracją, chodziło mu wyłącznie o kapitalizm. W 1990 przedstawił Gorbaczowowi projekt reform wolnorynkowych z ograniczeniem swobód obywatelskich, czyli ustrój soft- Pinochet, bo wykluczający skrajne formy represji fizycznych. Jak się miało zresztą później okazać, Jelcyn i jego otoczenie łamali Konstytucję nie rzadziej niż ekipa Władimira Putina. Mięciutki rosyjski Pinochet zakrapiany prezydentem…

W życiu Władimira Kwaczkowa, wściekłego antysemity, nienawidzącego urzędniczo-oligarchicznej kasty lat 90, zdarzył się jednak niezwykły wypadek. W areszcie Matrowskaja Tiszina (Marynarska Cisza) umieszczono go w jednej celi z Michaiłem Chodorkowskim, jednym z najbogatszych Żydów i oligarchów lat 90, wyznawcą amerykańskiego neoliberalizmu gospodarczego i demokracji liberalnej. Siedzieli razem ponad półtora miesiąca. Podobno przez pierwsze dni „się obwąchiwali", po czym całymi dniami dyskutowali w tonie pełnym szacunku, aż w końcu powstało między nimi coś w rodzaju sympatii. Michaił Chodorkowski powiedział o nim: „Bardzo wysoko oceniam Władimira Wasiljewicza jako wojskowego specjalistę. Myślę, że jego wiedzy i pomysłów brakowało rosyjskim wojskom w Czeczenii. Również wiele historycznych i politycznych idei pułkownika wydaje mi się interesujących. Oczywiście od początku byliśmy i pozostaniemy oponentami, ale nie znaczy to, że w przyszłości nie możemy współpracować przy różnych projektach. Kiedy przenosili go do innej celi, powiedział do mnie 'Do zobaczenia na barykadach!'. Dzisiaj chcę mu odpowiedzieć 'Do zobaczenia w czasie swobodnych demokratycznych wyborów'. Z takim człowiekiem można, jak to się mówi, chodzić na zwiady".

Kwaczkow, z kolei opowiadał, że wspólny pobyt w celi polepszył życie „Chodora" (tak nazywa go pułkownik), ponieważ wcześniej wszystkiego mu zakazywano. Kiedy dołączył do niego nowy kompan, w celi pojawił się większy telewizor („on bardzo lubi telewizję") i lodówka. Poza tym kolega Kwaczkowa, „Kostia- bandyta", świetnie gotował. Na początku „Chodor" nie chciał jeść ze wszystkimi, co szybko uległo zmianie. Wkrótce siadał przy jednym stole z pułkownikiem antysemitą, narkomanem i Kostią- bandytą. Kwaczkowowi spodobały się francuskojęzyczne książki oligarchy dotyczące współczesnego liberalizmu, jak mówi „Po dwanaście godzin prowadziliśmy interesujące dyskusje liberała przeciw nacjonaliście". Obrończyni Kwaczkowa powiedziała Komsomolskiej Prawdzie, że jej klienta do tego stopnia zadziwił intelekt i odwaga „Chodora", iż uznał go za wyjątek wśród „mafii", która zniszczyła gospodarkę i wojsko- „W pewien sposób dostrzegł w nim patriotę". Jednocześnie sam pułkownik nazywa ich wspólną odsiadkę prowokacją władzy, ale śmiejąc się dodaje: „Tylko w więzieniu nacjonalista może siedzieć i rozmawiać z Żydem". Pewnie ma rację, to nie mógł być przypadek, ktoś musiał zadecydować o takim a nie innym przydziale prycz więziennych.

Kiedy zapytano Władimira Kwaczkowa, czego nauczyło go więzienie odpowiedział „Doświadczenia. Zobaczyłem margines społeczny, typy ludzi, których nigdy dotąd nie spotkałem, żyłem w innych warstwach społeczeństwa. Więzienie nauczyło mnie lubić ludzi".

Czy dzięki więzieniu porzucił swoje obsesje, fobie i agresję? Nie wiem, słuch po nim zaginął. Jednakowoż wątpię. Tak czy inaczej historia dość urokliwa, Amerykanie dawno już nakręciliby na ten temat hollywoodzki wyciskacz łez i kieszonkowy podręcznik tolerancji w jednym. A Rosjanie?



Powrót
Najnowsze

Odszedł Zbigniew Brzeziński

27.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Czy Giedroyc jest aktualny?

25.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Kresentymentalizm

25.05.2017
Adam Balcer
Czytaj dalej

V Forum Europejskie

24.05.2017
NEW/ECS
Czytaj dalej

Spotkanie: Wojna, która nas zmieniła

22.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Europa Wschodnia – polska specjalność?

18.05.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu