Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Putin zjednoczył Ukrainę? Pozornie
2016-01-05
Ziemowit Szczerek

Prezentujemy popularne artykuły, które ukazały się na New.org.pl w 2015 roku. Tekst Putin zjednoczył Ukrainę? Pozornie został pierwotnie opublikowany 2 lutego.

 

***

Na Ukrainie przez łzy przebija się radość: nikt tak  nie połączył Ukrainy jak Putin – piszą publicyści, mówią ludzie w marszrutkach, w kijowskich knajpach i lwowskich kawiarniach. Ci, oczywiście, mówią, którym dobro Ukrainy leży na sercu.

Fot. Vladimir Yaitskiy (cc) commons.wikimedia.org

Ale może to być radość przedwczesna. Z dwóch powodów.

Po pierwsze – zachód Ukrainy powoli zaczyna już mieć dość tej wojny. Zachodowi  zresztą nigdy specjalnie na Donbasie  nie zależało: leży daleko, „ruski" jest, „radziecki", po cholerę on komu. Na zachodzie zresztą przecież działał przez jakiś czas (i działa dalej, choć w innej trochę formule) ruch autonomistyczny, którego istnienie świadczy o tym, że części zachodu Ukrainy w ogóle żadna Ukraina nie jest do niczego potrzebna i najchętniej zamknęłaby się w swoim pohabsburskim pokoju i zajęła poważnymi rzeczami, jak na przykład eurointegracją, urządzaniem u siebie porządnej Europy Środkowej i dolce vita, a nie użeraniem się ze stepowymi postkozakami z Dzikich Pól. Pośród śniegów, pokruszonego betonu, rozwalonych BTR-ów i pustki po horyzont. Na zachodzie są kawiarnie, secesyjna architektura i w ogóle – zwykła europejska historia i mentalność. Nie ma się zresztą co zachodowi dziwić. Owszem, był ukraińskim Piemontem, to z niego wyszły ukraińskie idee niepodległościowe, ale dziki-dziki wschód Ukrainy zaczyna go – najzwyczajniej w świecie - przerastać.

Ale to, oczywiście, zachodnia podświadomość. Świadomość zachodu Ukrainy nie dopuszcza do siebie takich myśli: trzeba być wobec świata w porządku. Zachód, oczywiście, walczył na Majdanie, brał aktywny udział w pogonieniu z Kijowa donieckiego cwaniaka Janukowycza, ale na wschód od Kijowa raczej zachodnia świadomość nie sięga. Wielu zachodnioukraińskich żołnierzy, z którymi rozmawiałem na Donbasie była tam pierwszy raz w życiu. I jak im się podoba? Średnio – kręcili głowami. – Inaczej, niż u nas – mówili. – Jak w innym kraju? – Pytałem. – Aż tak to może nie – odpowiadali ostrożnie. – Ale inaczej.

Zachód ma, oczywiście poczucie, że ma obowiązek wobec Kijowa: brali udział we wspólnym przedsięwzięciu – Majdanie, zginęli na Majdanie ludzie, nie można się wycofywać z projektu, który się współtworzy. Ale zachodowi nigdy w tym projekcie szczególnie o Donbas nie chodziło. Owszem, chłopaki ze Lwowa czy Frankiwska cieszyli się, gdy widzieli na majdanowych barykadach chłopaków z Doniecka czy Krymu, ale ci doniecczanie czy krymianie byli dla nich dość egzotyczni. Niby rodacy, ale jacyś inni.

Gdy minął pierwszy szok związany z odpadaniem od państwa kolejnych terytoriów zachód Ukrainy – nie bez racji, notabene – zaczął się zastanawiać: a może niech idą, jeśli tak bardzo im to wszystko nie pasuje? W końcu nam też  kierunek narzucany przez nich nie odpowiadał, w końcu my sami namawialiśmy Donieck i Krym do odejścia z Ukrainy (tak, tak, takich głosów było sporo). My przecież chcemy tylko europejskiej Ukrainy, i ważniejsze jest, żeby ona była w Unii, niż razem z Donbasem czy Krymem, które i tak Ukrainy nie kochają za bardzo.

Tyle, że taka narracja na wschodzie Ukrainy uznawana jest za zdradę.

W neoficko-ukraińskiej części kraju, w Charkowie, w Dniepropietrowsku, w kręgach, w których ukraińscy aktywiści, świeży patrioci, uczą się gorliwie języka ukraińskiego, noszą ukraińskie kolory na koszulkach, czapkach, we włosach i gdzie się tylko da, taka postawa budzi obrzydzenie i wściekłość.

- Jak to – mówią aktywiści – to wy zawsze najbardziej fikaliście, z was byli tacy patrioci, a teraz wymiękacie? Siedzicie po kawiarniach, pijecie lwowską kawę i po pańsku macie dość?

To na wschodzie Ukrainy coraz częściej znajdują posłuch takie organizacje jak Prawy Sektor czy Patriota Ukrainy. Zresztą, Dmytro Jarosz, szef Sektora pochodzi z Dnieprodzierżyńska. Andrij Bileckij, szef organizacji „Patriot Ukrainy", a obecnie – batalionu Azow – z Charkowa. Batalion Azow zresztą, który za swój symbol przyjął faszystowski „wilczy hak" stacjonuje w Mariupolu, a w jego szeregach jest mnóstwo „wschodniaków".

Kto jeszcze pamięta o zachodnioukraińskiej Swobodzie?

A drugi powód, dla którego radość z "putinowskiego" zjednoczenia Ukrainy jest banalny i wcale nie nowy: większość mieszkańców wschodu, być może, nie przepada obecnie za Putinem (choć i takich nie brakuje), ale do ukraińskiego nacjonalizmu, czy choć wielkiego przebudzenia narodowego też im daleko. Żyją tak, jak żyli, tęsknią za spokojnymi i stabilnymi czasami ZSRR, mówią po rosyjsku. Coraz częściej, owszem, czują się Ukraińcami, ale – podobnie jak zachód Ukrainy – powoli mają dość tej wojny. Również uważają, że Donbas, jeśli ma ochotę, powinien iść gdzie mu się podoba, podobnie, zresztą, jak i Krym. A wielu z nich samych by nie pogardziło włączeniem do Rosji, podniesieniem pensji i tak dalej. A zachód Ukrainy nadal jest na wschodzie, głównie w DNR i LNR, ale nie tylko, uosobieniem całego zła. To od nich – uważają ludzie na wschodzie – wszystko się zaczęło. To oni zaczęli tą całą proeuropejską ruchawkę, to oni zmontowali Majdan i dokonali przewrotu. Uchodźcy, którzy uciekają z ogarniętych wojną wschodnich terenów i jadą do Lwowa są wściekli, widząc „zachodniaków", których postrzegają jako sprawców swojego nieszczęścia, siedzących w kawiarniach i pubach, rozkoszujących się świętym spokojem. Widzą, że emblematy UPA i portrety Bandery, za którymi – według nich – stoi całe nacjonalistyczne zło, które zerwało im dachy znad głów, sprzedawane są z przyjemnych straganików w zrewitalizowanym, bezpiecznym starym mieście – i zalewa ich krew.

Gdy więc cała ta jatka na wschodzie Ukrainy się skończy, a przynajmniej front jakoś zastygnie i przyschnie, bo raczej nie ma co liczyć na to, że Donbas wróci do Ukrainy, na Ukrainie znów się zaczną rozliczenia. Tylko, że w przeciwieństwie do tego, co działo się na Ukrainie przed Majdanem, polaryzacja na Ukrainie nie będzie przebiegała już na linii wschód – zachód. Wschód będzie nosił w sobie konflikt wewnętrzny, i poza obarczaniem zachodu winą za wszystko, co złe, wzrośnie też zapewne niechęć do własnych, wschodnich nacjonalistów. Którzy, być może, za jakiś czas nadadzą ton na wschodniej Ukrainie, ale przez długi czas będą stanowić tam raczej zarzewie konfliktu. Bo trudno sobie wyobrazić, by poradziecka, antynacjonalistyczna ludność wschodu, na pniu i z miejsca kupiła ich idee. 

 

Ziemowit Szczerek

 


Powrót
Najnowsze

„Litewski spleen” Piotra Kępińskiego

13.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Konstytucyjne weto

13.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2017

11.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Ukraińskie ślady w Krakowie

11.10.2017
Urszula Pieczek Iwona Boruszkowska
Czytaj dalej

„Mój własny Wschód”: nie kończymy!

09.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Dyskusja „Kraków–Wschód: Inspiracje”

05.10.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu