Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Kuba Benedyczak
Ładunek 200
2016-02-02
Kuba Benedyczak

Niespełna dwa tygodnie temu mój rosyjski kolega, Wania, działacz Amnesty International, a kiedyś Front Line Defenders i Human Rights Watch, umieścił wpis na Facebooku, który poniżej przetłumaczyłem w całości (za jego zgodą). Nie tylko dlatego, że wydaje mi się poruszający i mądry, ale co wynika z rozmów z innymi znajomymi z Rosji, obrazuje zjawisko, które jest w Rosji coraz częstsze (jeszcze nie powszechne). I nie dotyczy wyłącznie lotnisk. Podobne rozmowy odbywają się w pociągach, autobusach, restauracjach, itd.

„Leciałem na Kaukaz. Do odlotu pozostała jeszcze godzina. Będąc w terminalu Domodiedowo postanowiłem wypić kieliszek wina. Z jakiegoś powodu wokół było bardzo mroczno. To pewnie przez dwudziestostopniowy mróz, a przede wszystkim to sam środek zimy. A może jeszcze coś innego. Rubel całkowicie stracił na wartości, a my zostaliśmy zamknięci jak w klatce, otoczeni zimą w Domodiedowo, gdzie kieliszek wina kosztuje tyle co w Heathrow… Albo… W którymś momencie do mojego stolika podszedł człowiek o mętnych oczach.

- Można się przysiąść?

- Proszę- kiwnąłem głową w kierunku stołu. Pomyślałem, że po prostu wszystkie miejsca są zajęte.

Chwilę później rozglądnąłem się dookoła, nadal czytając książkę. Mętnooki pił piwo. Bardzo wnikliwie mi się przypatrywał. Wreszcie zaczął rozmowę.

- Lecę pochować brata.

Oderwałem się od książki.

- Wyszedłem tak jak stałem, bez swoich rzeczy. Powiedzieli mi, że przywieźli mojego brata. Ładunek 200. Wie pan, co to znaczy?

Kiwnąłem głową.

- Przywieźli go z Syrii. Walczył, aby nad naszym niebem panował pokój. Pogrzeb jutro. Dostałem się na lotnisko, tak szybko jak mogłem, lecę pierwszym samolotem. To mój przybrany brat (брат названный), przyjaźnimy się od dziecka. Całe życie jeździ z wojny na wojnę- Czeczenia, Afganistan, i tak dalej. Jak zginął, sam nie wiem, i pewnie nie powiedzą. Tajemnica wojskowa. Została po nim żona. Dziecko jest w drodze. Pan jest dobrym człowiekiem.

- Dlaczego?

- Podchodziłem już do pięciu stolików. Pana jest szósty. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać. A ja potrzebuję się komuś wygadać, rozumie pan? Przepraszam, że to na pana zrzucam. Piszemy w Internecie- trzeba walczyć, zabijać, jechać na wojnę. A w życiu, co? Nikt z tobą nawet nie porozmawia, przy stole nie usiądzie. Dziękuję panu”.

 

Pod koniec tego roku, Dariusz Rosiak wydał książkę pt. „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan”. Dziennikarz Polskiego Radia, przede wszystkim Radiowej Trójki, ruszył szlakiem chrześcijan zamieszkujących niegdyś i uciekających do Turcji, Iraku, Libanu, Egiptu, Izraela. Odwiedził też Syryjczyków w szwedzkim miasteczku Södertälje (około 35 tysięcy mieszkańców to chrześcijanie pochodzący z Bliskiego Wschodu). Jeden z wywiadów promujących książkę odbył się na antenie macierzystej stacji radiowej autora, na Myśliwickiej 3/5/7. Spisałem jej niewielkie fragmenty, nieco „czyszcząc” sformułowania nieskładne. Rozmowy można odsłuchać tutaj.

Dariusz Rosiak: (…) Realnie, Kurdowie to jedyna armia, która walczy na lądzie z Państwem Islamskim. (…) Kurdowie codziennie giną w walce, czy to w północnej Syrii czy w irackim Kurdystanie. Oczywiście, że Amerykanie wspierają ich nalotami z powietrza, ale atakami z powietrza nikt wojny z Państwem Islamskim nie wygra. To już wiemy. Jeżeli ktokolwiek ją wygra, będzie nią armia lądowa, a tę armię tworzą Kurdowie. (…)

Michał Nogaś. (…) jak mantra, twoi bohaterowie powtarzają (…) Jesteśmy zdeterminowani, by tu zostać, od miesięcy wzywamy naszych przyjaciół za granicą, żeby nie pomagali nam wyjeżdżać, tylko, by pomagali nam zostać. Czy ktoś słucha tego głosu?

Dariusz Rosiak: Rozejrzyjmy się dookoła, ktoś słucha tego głosu? Nikt nie słucha. My w Europie, gdy rozmawiamy o uchodźcach, rozmawiamy o sobie. Nie o nich, tylko mówimy, jacy Polacy są podli, albo Niemcy wspaniałomyślni i szczodrzy.

Michał Nogaś: No już mniej, ostatnio.

Dariusz Rosiak: Europa nie interesując się losem tych ludzi, przyjęła zupełnie „fantasmagorystyczną” wizję, że… nie wiem… przeniesie ich wszystkich tutaj? Może lepiej, by było, żeby tam zostali? A żeby tam zostali, to trzeba rozwiązać sprawę Państwa Islamskiego, czyli trzeba tę wojnę wygrać. I myślę, że powinniśmy się przede wszystkim tym zając.

(…) W tym samym tygodniu, kiedy dokonano zamachu na Charlie Hebdo, zginęło chyba dwudziestu siedmiu Kurdów w walce z Państwem Islamskim. Pies z kulawą nogą nie zajął się ich losem.

Michał Nogaś: Druga rzecz, która powraca jak mantra. Na przykład, Emil Nona, chaldejski arcybiskup Mosuslu, który uciekał: „Nie wolno bezczynnie przyglądać się, jak tysiące imigrantów marnuje życie na marginesie społeczeństw, we wrogości wobec innych. Albo uczynicie ich częścią swojego świata, albo szykujcie się na krwawą wojnę (…)

Dariusz Rosiak: To jest bardzo mądre zdanie (…) Wydaje mi się, ze jeżeli naprawdę myślimy o tym, jakie zagrożenia wiążą się z tym, co dzieje się na granicach, to fakt, że znajdzie się wśród nich kilku przebranych terrorystów nie jest najważniejszym zagrożeniem. Najważniejszym jest to, że za trzy, pięć, osiem lat, ci ludzie, którzy przyjechali tutaj na zaproszenie pani kanclerz Merkel, i którzy oczekują, ze zostaną obsłużeni przez Europę, bo im to obiecano, zmienią się w armię sfrustrowanych bezrobotnych, którzy będą mieli do wszystkich pretensje. Wybuch społeczny w takiej sytuacji, jest tylko kwestią czasu.

(…) To, co robi Europa nie jest przemyślane, nie ma w tym długofalowego celu.

 

Dlaczego zestawiłem „mętnookiego” z tym, co mówi Dariusz Rosiak, a pod czym, się podpisuję? Ponieważ, jeśli chodzi o Syrię, i Bliski Wschód w ogóle, wszyscy udają. Stany Zjednoczone, Europa, Rosja, Kuwejt, Katar, Araba Saudyjska. Nie mówiąc o Indiach czy Chinach, markujących obojętność, jakby wcale ich to nie dotyczyło. Do Ameryki Ładunek 200 trafia od ponad dziesięciu. (Zapewne czytelnikom NEW nie trzeba tłumaczyć, czym jest, ale gwoli ścisłości: lotniczy transport ciał poległych żołnierzy do miejsca ich pochówku). Być może Ładunek 200 zacznie niebawem przybywać do Francji, Holandii i Niemiec. W latach dwutysięcznych trafiał do Polski, do czego należałoby doliczyć jeszcze inwalidów wojennych i pacjentów szpitali psychiatrycznych.

W tej chwili nalotów na Państwo Islamskie dokonują Rosja, Stany Zjednoczone i Francja. Kanclerz Merkel zadeklarowała pomoc milionom, z czego obecnie się wycofuje. I co? Nic, ponieważ tej wojny nie można wygrać w taki sposób, w jaki obecne się ją prowadzi. Europa z kolei nie jest w stanie pomóc wszystkim, co więcej nie ma żadnego planu pomocy. Na razie grupuje przybyłych ludzi w potężnych obozach przejściowych, z których nie wiadomo kiedy wyjdą.

Jedyną logiczną drogą wydaje się przywrócenie domów tym, którzy dziś uciekają, a następnie pomoc w odbudowaniu tego, co zostało obrócone w pył przez wojnę. Nie wiem, jak to zrobić, nie jestem od tego by wiedzieć. Czy powinniśmy zacząć rozmawiać o uzbrojeniu miejscowej ludności, także tej przybyłej do Europy, aby mogła wrócić i walczyć o utracone domostwa? Czy rozważyć wspólną akcję Rosji i NATO, pod warunkiem, że nabierze ona realnych kształtów i przygotujemy się na długą, uporczywą i kosztowną wojnę? Nie wiem. Niech plan opracowują analitycy, służby specjalne i wojskowi, a politycy podejmą decyzję i przeznaczą pieniądze. Relację z Państwem Islamskim odzwierciedla bowiem rozmowa sędziego Romnickiego i krawca Kujawskiego z powieści „Początek” Andrzeja Szczypiorskiego.

- Co pan mówi, panie sędzio - wymamrotał. - Ja chcę pokoju, to się rozumie, ale na innych warunkach. Najpierw niech ten cały Hitler pójdzie do ziemi...

- Żeby poszedł do ziemi, trzeba długiej wojny, panie Kujawski - rzekł sędzia.

- To niech będzie długa wojna, ale jego musi szlag trafić!

Póki co, kosztem ludności Bliskiego Wschodu, przede wszystkim Syryjczyków, Libijczyków, Irakijczyków, Kurdów, odbywa się geopolityczny pojedynek na miny. Szkoda ofiar bestialskich działań Państwa Islamskiego, ale szkoda również rosyjskiego i zachodniego Ładunku 200. W obecnej formie jest on bezcelowy. Stanowi czystą formalność, polityczną demonstrację, że podjęto jakiekolwiek działania, które są tak samo skuteczne jak Ibuprom na urwaną nogę. Co więcej, ta manifestacja „woli działania” naraża obywateli Rosji i państw Zachodu na śmiertelne niebezpieczeństwo. W paryskich zamachach zginęło prawie 140 osób, w rosyjskim Airbusie leciało 224 pasażerów i członków załogi. Na nich się nie skończy, wszyscy jesteśmy tego świadomi. Jeśli jedyna odpowiedź, na jaką stać przywódców największych obecnie potęg militarnych to naloty z powietrza, marny czeka nas wszystkich los.



Powrót
Najnowsze

Bariera nieufności

23.03.2017
Zbigniew Rokita Michał Potocki
Czytaj dalej

Niezrozumiany nacjonalizm

21.03.2017
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Jedyna słuszna wykładnia ukraińskiego nacjonalizmu

21.03.2017
Adam Balcer
Czytaj dalej

Spotkanie wokół książki „Dysydenci. Nieuleczalnie nieposłuszni”

21.03.2017
NEW
Czytaj dalej

Akcja #adwokacinagranicy

20.03.2017
Kaja Puto
Czytaj dalej

Dziadowie, ojcowie i synowie

20.03.2017
Kaja Puto
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu