Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Hybrydowy kompromis
2016-04-08
Paweł Kost, Wołodymyr Kopczak

Putin może liczyć, że powrót Sawczenko na Ukrainę pomoże zdestabilizować prace ukraińskiego parlamentu. Donbas niebawem może powrócić do macierzy, ale na warunkach Moskwy. To elementy wojny rosyjsko-ukraińskiej, która wciąż trwa.

Fot. Kremlin. ru (cc by 4.0) commons.wikimedia.org

Brukselski zamach (a wcześniej paryski) przybliżył Moskwę do osiągnięcia strategicznych celów: chodzi o osłabienie Europy oraz podporządkowanie sobie Ukrainy. Kreml zareagował na tragedię w Brukseli w charakterystyczny dla siebie sposób. Przewodniczący parlamentarnej komisji ds. zagranicznych Aleksiej Puszkow zaatakował sekretarza generalnego NATO, który jego zdaniem walczy z „wirtualnym zagrożeniem rosyjskim", podczas gdy ludzie są mordowani „u niego pod nosem w Brukseli". Jednocześnie Moskwa – jak zawsze w takich sytuacjach – nawoływała do wspólnej walki z terroryzmem. Unia Europejska tymczasem wciąż nie potrafi odpowiednio reagować na rosyjskie prowokacje.

Niedźwiedzi apetyt

Blisko związany z Kremlem komentator Siergiej Markow na swoim profilu na Facebook wskazał kraj, który jako następny padnie ofiarą terrorystów – mają to być Niemcy. Markow twierdzi, że Berlin powinien natychmiast pogłębić współpracę z Moskwą, aby nie dopuścić do zamachów. To ciekawe – zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę coraz bardziej oczywiste dążenia Kremla do destabilizacji sytuacji nad Renem oraz osłabienia Angeli Merkel.

Zwolennicy teorii mówiącej o rosyjskim śladzie w zamachach przywołują szereg argumentów: liczny udział obywateli Rosji w walkach po stronie ISIS, działania rosyjskich wojsk w Syrii, rosyjski ślad w atakach terrorystycznych w Turcji, a nawet informacje o inspirowanym przez radzieckie KGB terroryzmie arabskim w latach zimnej wojny. Do tej listy warto dodać argumenty dość dobrze zorientowanych w meandrach polityki antyterrorystycznej uzbeckich ekspertów. Ich zdaniem wyzwaniem, przed którym stoi walczący z terroryzmem Taszkient, jest migracja zarobkowa mieszkańców Azji Centralnej do Moskwy lub Petersburga. Młodzi, biedni i często niewykształceni chłopcy z Uzbekistanu czy Tadżykistanu, którzy podejmują pracę w Rosji, w wielu przypadkach po latach wracają stamtąd nie tylko zamożniejsi, ale także przesiąknięci ideologią islamistyczną.

Bez wątpienia, argumentów jest zbyt mało, aby nazywać Rosję źródłem terroryzmu w Europie. Jednak jest ich wystarczająco dużo, aby traktować je poważnie. Pytanie o udział Moskwy w zamachach w krajach europejskich powinno być otwarte, a rozstrzygnąć je powinny odpowiednie organy.

Niezależnie od trafności prognozy Markowa, Moskwa zapewne doczeka się kolejnych zamachów w Europie (i po raz kolejny wyśle sygnał Brukseli, Berlinowi czy Paryżowi o konieczności „koordynacji działań"). W międzyczasie będzie wykorzystywała każdą okazję do osłabienia Zachodu poprzez prowadzenie wojny hybrydowej: tak jak miało to miejsce w przypadku kryzysu migracyjnego w Niemczech czy ataku cybernetycznego na szwedzkie media.

Wisienką na torcie" w wysiłkach Władimira Putina ma być zniesienie nałożonych na Rosję sankcji, co definitywnie przekona rosyjskiego prezydenta o zasadności dotychczasowego kursu i o tym, ż wszystkie „dokonania" na Ukrainie czy Syrii ujdą mu płazem. Wydaje się, że na Zachodzie panuje także błędne przekonanie o możliwości zawarcia trwałego kompromisu z rosyjskim reżimem. Taki kompromis można nazwać co najwyżej „hybrydowym", a polityka Moskwy wyraźnie wskazuje na to, że czynione przez Zachód ustępstwa tylko zaostrzają jej apetyt.

 

Kijowski tort

Na tym tle niezbyt optymistycznie wyglądają perspektywy rozwoju sytuacji dla Ukrainy. Na Donbasie od czasu do czasu mają miejsce działania wojenne, a ukraińscy żołnierze giną regularnie. Wszystko to odbywa się przy akompaniamencie rozmów o wyborach na Donbasie, które mają de facto uprawomocnić wszystko to, co od wiosny 2014 roku działo się na tym terenie. Umożliwią także Moskwie osiągnięcie jej głównego celu: zintegrują okupowane terytorium na wschodzie kraju z resztą Ukrainy, co doprowadzi do jej dalszej destabilizacji. Bo jeżeli zniesienie sankcji można traktować jako „wisienkę na torcie", to „tortem" dla Kremla jest właśnie taki scenariusz rozwoju sytuacji na Donbasie. A według doniesień prasy Berlin i Paryż naciskają na Kijów, aby ten zgodził się na realizację tego planu.

Jeśli do tego dojdzie, wydarzenia potoczą się bardzo szybko. Napięcie społeczne na Ukrainie znowu sięgnie zenitu i w najlepszym przypadku do władzy dojdą populiści lub powrócą do niej siły prorosyjskie. W obydwu wariantach można będzie zapomnieć o reformach. Coraz częściej mówi się nawet o tym, że Putin zdecyduje się na wymianę Nadii Sawczenko na rosyjskich wojskowych przebywających w ukraińskim areszcie. Rosyjski przywódca kierować ma się tym, że ukraińska branka po powrocie do Kijowa raczej nie zasili szeregów armii, a rozpocznie burzliwą działalność w parlamencie. A przy wszystkich jej zasługach – nie będzie to działalność konstruktywna.

W tle toczyć będzie się rosyjsko-ukraińska wojna handlowa i informacyjna (tym groźniejsza, że kryzys polityczny w Kijowie zaktywizował prorosyjsko zorientowane media, które przez dłuższy okres traciły impet). Prawdopodobnie dojdzie też do kolejnych ataków cybernetycznych na infrastrukturę ukraińską, głównie energetyczną. Na przykład w grudniu ubiegłego roku po ataku hakerskim na „Prykarpattiaoblenerho" zanotowano krótkotrwałe problemy z dostawami energii elektrycznej na terenie obwodu iwanofrankiwskiego. Była to tylko próba możliwości, mająca na celu sprawdzenie reakcji Ukrainy i własnych możliwości Rosji. W Kijowie mówi się, że kolejne ataki są kwestią czasu. Smuci też to, że ukraińskie władze – delikatnie mówiąc – nie są wystarczająco skuteczne w przeciwdziałaniu tym zagrożeniom. Coraz większe uwikłanie w konflikty wewnętrzne i przeróżne skandale nie pomagają odpierać rosyjskich ataków. Ukraińscy politycy tym samym znacząco ułatwiają Kremlowi powolne zjadanie „kijowskiego tortu".

Wszystko to nie usprawiedliwia jednak nieporadności polityki UE wobec Rosji. Pamiętamy płaczącą po brukselskich zamachach Federicę Mogherini. A czy potrafimy sobie wyobrazić Siergieja Ławrowa, który płacze przed dziennikarzami? Najwyższy czas, aby Europa przestała płakać, a zamiast tego zrozumiała, z kim ma do czynienia i zaczęła reagować adekwatnie do sytuacji.

 

Wołodymyr Kopczak jest wicedyrektorem Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie.

Paweł Kost jest członkiem Rady Ekspertów Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem w Kijowie.


Polecamy inne artykuły autora: Paweł Kost
Polecamy inne artykuły autora: Wołodymyr Kopczak
Powrót
Najnowsze

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

Między sojuszem a rywalizacją

28.11.2017
Jakub G. Gajda
Czytaj dalej

Walka z Ukrainą i czasem

24.11.2017
Tadeusz Iwański
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu