Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Zbigniew Rokita

Zbigniew Rokita jest redaktorem „Nowej Europy Wschodniej”, współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Łukaszenka-rozjemca?
2016-04-11
Zbigniew Rokita

Waszczykowski krytykuje Tuska za to, że ten nie zdecydował się na polsko-białoruską mediację w konflikcie na Ukrainie. Czy Łukaszenka jest dla ministra wiarygodnym partnerem? Wydaje się, że tak.

 

Wywiad, którego kilka dni temu Witold Waszczykowski udzielił „Gazecie Wyborczej", odbił się szerokim echem. Komentowano przede wszystkim słowa ministra o „naprawie polsko-amerykańskich relacji". Istotna była jednak także inna wypowiedź, która nie wywołała tylu reakcji: o odrzuceniu przez Donalda Tuska oferty złożonej mu dwa lata temu przez Aleksandra Łukaszenkę. Waszczykowski mówił „Gazecie": „To Polska wyłączyła się z procesów decyzyjnych w sprawie Ukrainy, ale nie teraz, tylko w 2014 r. W kwietniu 2014 r. prezydent Łukaszenka proponował premierowi Tuskowi wspólną inicjatywę pokojową wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Odrzucił ją Donald Tusk. A zatem to, co słyszeliśmy dwa lata temu, że Polska się domagała, by być włączona w format normandzki, było nieprawdą. Ówczesny rząd odrzucił tę możliwość" (przypomnijmy: format normandzki to rozmowy ws. uregulowania konfliktu na Donbasie, prowadzone od czerwca 2014 roku przez Niemcy, Francję, Rosję i Ukrainę).

Wypowiedź Waszczykowski nasuwa kilka pytań.

Po pierwsze, czy Łukaszenka jest wiarygodnym partnerem, z którym warto organizować pokojową inicjatywę dyplomatyczną? Baćka był wówczas przywódcą kraju objętego unijnymi sankcjami, trzymał za kratkami więźniów politycznych, ograniczał wolności obywatelskie, koniunkturalnie zmieniał fronty w polityce zagranicznej i miał za uszami jeszcze kilka przewinień. Tworząc polsko-białoruski tandem firmowalibyśmy Łukaszenkę. Musielibyśmy mu zaufać w tak poważnej sprawie (propozycja miała paść miesiąc po aneksji Krymu), a Baćka już kilka razy nie dotrzymywał słowa w relacjach z Polską. Dziś w porannej rozmowie w radiowej Trójce Waszczykowski, na pytanie, czy Łukaszenka jest wiarygodnym partnerem, odpowiedział: „można było zaryzykować i podjąć taką rozmowę". Na potwierdzenie swoich słów przypomniał o rozmowach pokojowych w Mińsku, których gospodarzem był białoruski prezydent. Czym innym jednak jest włączanie kogoś do negocjacji w charakterze rozjemcy, a czym innym, gdy jest on gospodarzem takich negocjacji (na co pozwalało mu m.in. jego ówczesne stanowisko ws. wydarzeń na Ukrainie). Poza tym, mediatorzy muszą cieszyć się – co najmniej – szacunkiem stron konfliktu. Tymczasem dla Moskwy Mińsk i Warszawa nie są na tyle poważnymi partnerami, aby uznać ich rozjemczą rolę. Moskwa potraktowałaby taki format jako poniżenie. Czy potrafimy wyobrazić sobie konferencję prasową, na której Łukaszenka oznajmia, że znaleziono rozwiązanie i Putin postąpi tak i tak? A argument, że Polska i Białoruś to jedyne kraje graniczące z obiema stronami konfliktu, jest niewystarczający.

Po drugie, tok myślenia ministra jest nielogiczny. Bo jaki jest związek pomiędzy propozycję złożoną Tuskowi przez Łukaszenkę, a rezygnację przez Polską z uczestnictwa w formacie normandzkim (tezę o związku nie-wprost stawia Waszczykowski, twierdząc, że Polska nie mogła domagać się miejsca w spotkaniach „normandzkich", skoro odrzuciła ofertę Baćki)?

Po trzecie, Polska nie wzięła udziału w rozmowach w formacie normandzkim m.in. w związku ze sprzeciwem Rosji (mówił o tym Andrij Deszczyca), a nie własną biernością. Moskwa mogła obawiać się na przykład, że polskie stanowisko będzie zbyt nieprzejednane, a poza tym Kreml woli rozmawiać z krajami, które uznaje za równe sobie. Oczywiście, gdyby Tusk i Łukaszenka stworzyli alternatywny format rozmów, byłoby to Moskwie na rękę: może nie sparaliżowałoby to „normandzkich" negocjacji, ale pokazałoby, że Unia Europejska nie mówi jednym głosem.

Po czwarte, niewykluczone, że Warszawa dobrze wyszła na tym, iż pozostała poza formatem normandzkim. Musielibyśmy bowiem wówczas firmować nieefektywne porozumienia mińskie czy – być może – kolejne, niekorzystne z punktu widzenia Ukriany, ustalenia. Dziś – również w obliczu innych światowych problemów – Francja i Niemcy zdają się dążyć bowiem nie tyle do rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy, co przede wszystkim do jego zakończenia. Może to oznaczać, że z niemiecko-francuskim błogosławieństwem dojdzie do reintegracji separatystycznej części Donbasu z resztą Ukrainy na warunkach Moskwy. Doprowadzi to do zainstalowania nad Dnieprem konia trojańskiego. To też musiałaby firmować Polska. Inna sprawa, że wypadając z głównego nurtu rozmów pokojowych straciliśmy w pewnym stopniu wpływ na istotny proces regionalny.

Dziwne, że Waszczykowski poprzedni rząd krytykuje akurat za odrzucenie propozycji Łukaszenki (zresztą: co w 2014 roku powiedziałoby Prawo i Sprawiedliwość, gdyby Platforma Obywatelska wyraziła zainteresowanie białoruską ofertą?). Przecież mógłby skrytykować poprzedników za wiele innych spraw. PO z kolei trudno się dziwić, że nie poświęciła wystarczającej uwagi Ukrainie: wówczas głowę rządzących zaprzątało kilka innych kwestii. M.in. w czasie, gdy rozpoczęły się rozmowy w formacie normandzkim, rozpoczęła się polska afera podsłuchowa.

Skoro nie bierzemy więc udziału w rozmowach, wykorzystajmy atuty, jakie daje nam ta sytuacja. Prawdopodobnie między innymi ona przyczynia się do tego, że jesteśmy najbardziej lubianym na Ukrainie narodem. Polskie organizacje pozarządowe prowadzą wiele znakomitych projektów rozwojowych na Ukrainie: to szkolenia dla dziennikarzy organizowane przez Fundację Edukacja dla Demokracji, to projekty kieleckiego Stowarzyszenia Integracja Europa-Wschód związane z wykorzystaniem saponitu czy recyklingiem baterii, to liczne inicjatywy humanitarne i wiele innych. Jeśli tak się stało, że Warszawa nie uczestniczy w rozmowach w formacie normandzkim, może powinniśmy sobie przypomnieć lekcję, której udzielił nam Wiktor Janukowycz i szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie: warto bardziej inwestować w społeczeństwa, bo te są bardziej stabilnym partnerem niż politycy.

 

Zbigniew Rokita



Powrót
Najnowsze

„Litewski spleen” Piotra Kępińskiego

13.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Konstytucyjne weto

13.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Konferencja Polska Polityka Wschodnia 2017

11.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Ukraińskie ślady w Krakowie

11.10.2017
Urszula Pieczek Iwona Boruszkowska
Czytaj dalej

„Mój własny Wschód”: nie kończymy!

09.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Dyskusja „Kraków–Wschód: Inspiracje”

05.10.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu