Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Piotr Pogorzelski

Blog wyraża prywatne opinie Piotra Pogorzelskiego, niezależne od jego pracy dziennikarza Polskiego Radia. 

Rząd przeciwbólowy
2016-04-17

Powołanie rządu Wołodymyra Hrojsmana odwleka wybuch poważnego kryzysu politycznego na Ukrainie. Ponieważ nowa Rada Ministrów nie oznacza nowej jakości, a wręcz jej pogorszenie, możemy spodziewać się jeszcze większego rozczarowania władzami, a tym samym coraz większych dążeń do przedterminowych wyborów. Powołaniem nowego premiera ta perspektywa się tylko odwleka na pewien czas. Stawiam na pół roku – rok.

Zastanówmy się najpierw, jakie były prawdziwe przyczyny odwołania rządu Arsenija Jaceniuka. Można być bardzo krytycznym w stosunku do poprzedniej Rady Ministrów, należy jednak pryznać, że można jej zapisać wiele zasług, na przykład, powstrzymanie rozpadu państwa, rozsądną politykę finansową, a nawet gospodarczą. Arsenij Jaceniuk zapoczątkował też bolesne dla społeczeństwa reformy, które musiały być zrealizowane. Niestety były one połowiczne, robione często pod naciskiem Zachodu i społeczeństwa obywatelskiego. Największe opóźnienia są jednak nie w sferach odpowiedzialności rządu, a w tych sferach, za które odpowiada prezydent Petro Poroszenko. Chodzi tu przede wszystkim o walkę z korupcją, reformę prokuratury, czy nawet sądownictwa.

Niemniej jednak niezadowolenie społeczne koncentrowało się na premierze Arseniju Jaceniuku i jego rządzie. Petro Poroszenko postanowił zatem przetasować karty, przy okazji, pozbywając się obcokrajowców, którzy chyba zbyt głośno mówili o korupcji i pseudowalce z łapówkarstwem. W dodatku zaczęła sypać się koalicja, której członkowie zaczęli ciepło myśleć o przedterminowych wyborach parlamentarnych. Wydaje się jednak, że dla Petra Poroszenki pierwszy czynnik miał większe znaczenie. Dalszy spadek poparcia dla rządu był już niemożliwy i istniało poważne ryzyko, że niezadowolenie społeczne przerzuci się na prezydenta, a tego Petro Poroszenko nie chce dopuścić za wszelką cenę. Postanowił zatem wymienić „zderzak". Nowy rząd w każdym państwie dostaje kredyt zaufania. Czyli znów jest co tracić. Wbrew zapewnieniom Wołodymyra Hrojsmana, że „pokaże on co to znaczy rządzić państwem", mam duże wątpliwości, patrząc na skład nowej Rady Ministrów, że rzeczywiście będzie ona w stanie zrobić coś więcej niż poprzednicy. Istnieją duże obawy, że nawet mniej. Ma on przy tym mniejsze poparcie w Radzie Najwyższej, które opiera się na grupach oligarchicznych, przede wszystkim, Rinata Achmetowa i Ihora Kołomkojskiego.

Nie przewiduję zatem, że nowy rząd ruszy z kopyta z reformami. Raczej będzie on, nawet w mniejszym stopniu niż dotychczas, robić minimum konieczne do otrzymania zachodnich funduszy. Walka z korupcją, o której mówił po zdobyciu stanowiska Wołodymyr Hrojsman, bardziej zależy od prezydenta Petra Poroszenki. To on tutaj wydaje się być hamulcowym reform. Najlepszym dowodem na to było zwlekanie z odwołaniem prokuratora generalnego Wiktora Szokina. Kroki w walce z łapownictwem są robione pod naciskiem Zachodu i społeczeństwa. Paradoksalnie, jeśli rządzący w Kijowie nadal chcą czerpać nieformalne zyski, muszą przeprowadzać reformy i walczyć ze swoimi złymi skłonnościami. Inaczej stracą władzę i nieformalne zyski nie tylko się obniżą, co wręcz spadną do zera. I to natychmiast, nie mając czasu, aby jeszcze się nachapać przed zejściem z pokładu. Do takiego podejścia rządzący nie są przyzwyczajeni. Powoli jednak chyba to sobie uświadamiają.

Oczywiście nadal Petro Poroszenko i jego człowiek, którym niewątpliwie jest Wołodymyr Hrojsman, będą mogli swoje porażki zwalać na Arsenija Jaceniuka, tym razem, nie jako na premiera, a jako na szefa współrządzącego Frontu Ludowego. Powstanie tego rządu byłoby niemożliwe bez zaangażowania tego ugrupowania. Jeżeli spojrzymy na to, co się dzieje w perspektywie nie najbliższego roku, ale dwóch, czy trzech Arsenij Jaceniuk będzie mógł ocenić swoje odejście jako wygraną. Rządzi Petro Poroszenko, zależny od niego Wołodymyr Hrojsman, a ugrupowanie byłego już premiera może grać rolę „głosu rozsądku". Nowy rząd na tle poprzedniego raczej nie będzie wypadał dobrze.

Powołaniem nowego rządu Petro Poroszenko odwleka jedynie perspektywę przedterminowych wyborów parlamentarnych, nie proponując żadnej nowej jakości. Zamiast -co w obecnych czasach wydawałoby się konieczne- powołać Radę Ministrów, która operuje pojęciami „czarne / białe", mamy rząd „szarości". Jak każdy środek przeciwbólowy, lek o nazwie „Wołodymyr Hrojsman & CO" nie leczy przyczyn bólu, a jedynie na pewien czas go uśmierza. Nieleczony ząb jest nadal trawiony próchnicą aż dochodzi ona do samego korzenia i tu żaden środek nie pomoże. Na razie jednak rządzący politycy mogą odetchnąć z ulgą. I niestety... my też. Nawet taki rząd to lepszy środek niż przedterminowe wybory, które oznaczają nie tylko więcej miejsc w parlamencie dla działającej w miarę racjonalnie i uczciwie prozachodniej Samopomocy, ale przede wszystkim większą obecność w Radzie Najwyższej populistów skłonnych do porozumienia (oczywiście nieoficjalnego) z Rosją, jak Julia Tymoszenko, czy sił dość otwarcie reprezentujących Moskwę, jak popłuczyny po Partii Regionów, czyli Blok Opozycyjny.

 

Piotr Pogorzelski

Dziennikarz Polskiego Radia i były wieloletni korespondent na Ukrainie. Autor książek poświęconych temu krajowi: „Barszcz ukraiński" i „Ukraina: niezwykli ludzie w niezwykłych czasach". 


Powrót
Najnowsze

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Co łączy Birmę i rosyjski Kaukaz?

05.09.2017
Julia Wiszniewska
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu