Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Kuba Benedyczak
Pić wódkę w Petersburgu
2016-05-11
Kuba Benedyczak

Scena rockowa w Rosji doznała ostatnio dwóch wstrząsów. Po zawale serca do szpitala trafił wokalista zespołu Alisa, Konstantin Kinczew. Atak nie okazał się co prawda śmiertelny, ale na jakiś czas koncerty i nagrywanie płyt zostało wstrzymane. W Dmitrijewskim rejonie Podmoskowia pobito basistę Ljube, Pawła Usanowa. Obrażenie mózgu były na tyle rozległe, że po kilku dniach zmarł. Nad basistami zespołu ciąży widocznie rodzaj klątwy, ponieważ 1996 roku Usanow zastąpił Aleksandra Nikołajewa, który zginął w wypadku samochodowym. Tak naprawdę jednak niewielu już o tym pamięta. Od 30 kwietnia Runet żyje nowym utworem zespołu Leningrad, który wywołuje dyskusje wybiegające daleko poza świat muzyki.

Liczba odsłon teledysku „W Pitrze pić" (skrótowa nazwa Sankt Petersburga) rośnie z każdym dniem w milionach. Bardzo pomogły mu w tym władze Sankt Petersburga oraz ruch „Rock Piotrogrodu". Smolny (rezydencja gubernatora i potoczna nazwa władz miasta) w ciepłych słowach wyraził się o klipie i samej piosence, gdyż „niezależnie od stosunku do teledysku, grupy Leningrad czy samego Siergieja Sznurowa, po obejrzeniu wideo każdy zechce odwiedzić Sankt Petersburg (…) Możemy tylko podziękować Sznurowowi, że nie zapomniał o swoim mieście, który faktycznie jest centrum turystyki". O wiele mniej rozsądnie zachował się ruch „Rock Piotrogrodu", zrzeszający sowieckie grupy rockowe. Ten występując „w obronie czystości rosyjskiego rocka" oskarżył Leningrad o profanację, wzywając stacje radiowe, administratorów sieci i redaktorów muzycznych do „nienazywania twórczości Sznurowa rosyjskim rockiem". Dodatkowo, najsłynniejszy toksykolog Rosji Jewgienij Brjun powiedział: „Gdy słuchasz podobnych utworów, rozumiesz, że Leningrad nigdy nie stanie się Sankt Petersburgiem (…) ani stolicą kultury (…) Chamstwo i bydło".

Po takiej reklamie zespół Leningrad może spać spokojnie i czekać kiedy kawałek „W Pitrze pić" osiągnie 71 milionów odsłon, tak jak jego poprzednik pt. „Eksponat".

Teledysk zaczyna się od korporacji, gdzie do przeźroczyście oszklonego gabinetu szef wzywa młodego pracownika, aby na oczach reszty objechać go z góry na dół. Wróciwszy do biurka korpo człowiek wstaje, rzuca papierami i posyła wszystkich na ch…. Po wyjściu z biura kupuje dwie butelki wódki, które od razu „odszpuntowuje", wypijając zawartość z gwinta. Za chwilę dołącza do niego sprzedawczyni ze sklepu monopolowego. Następny jest policjant, wrzucony wcześniej do rzeki przez dwóch dresiarzy. Kolejny towarzysz to kaukaski taksówkarz, któremu GPS odmawia posłuszeństwa, nie rozpoznając adresu wypowiadanego z kaukaskim akcentem. Jako ostatnia dobija przewodniczka muzealna, także posyłająca oprowadzane dzieci- niezainteresowane opowieścią o Puszkinie- na chu… Cała piątka jeździ po Sankt Petersburgu taksówką, pijąc wódkę i szampana, tańcząc, krzycząc i jedząc szawarmę (kebab). Tak do białego rana…

Choć w ekipie Leningradu występuje aż szesnastu muzyków to carem i Bogiem-ojcem jest w niej czterdziestotrzyletni Siergiej Sznurow, kompozytor, wokalista, gitarzysta, aktor i poeta. To on pisze teksty i komponuje muzykę, ustala przebieg tras koncertowych, zwalnia i przyjmuje muzyków (niekiedy telefonicznie) oraz spija całą śmietankę z sukcesu zespołu. Słowem, Leningrad to Sznurow. Większość kojarzy go z zachrypniętym głosem à la Władimir Wysocki, nagromadzeniem przekleństw w tekstach piosenek oraz imagem pijaczka w rodzaju bohatera powieści „Moskwa-Pietuszki". Mniej więcej takiego. To wszystko prawda i nieprawda. Sznurow nie przeklina, a uprawia wulgaryzmotwórstwo, poezję mata. Na bazie istniejących wulgaryzmów tworzy imiesłowy, przymiotniki, rzeczowniki i czasowniki. Owszem, muzyk twierdzi, że nie trzeźwiał do 2008 roku, ale dziś przestał pić i bardzo dba o wygląd zewnętrzny. Forbes wycenia jego roczny dochód na 2,7 milionów dolarów, a pisma life stylowe zaliczają do najlepiej ubranych mężczyzn w Rosji. Ze starych nawyków pozostało mu jedynie palenie papierosa za papierosem. Rewolucjonizm wokalisty wyraźnie przycichł. Kiedy trzeba wystąpić w telewizyjnym show przekleństwa w piosenkach zastępuje normalnymi słowami, niespecjalnie interesuje go bunt, o polityce nie chce nawet słyszeć, prowadzi ugłaskany program podróżniczy, a przy tym wszedł w buty dobrze prosperującego biznesmena. Posiada kilka restauracji i wytwórnię płytową. Brand new Sznurow w rozmowie z Ksenią Sobczak tutaj.

Siergiej Sznurow wszedł dziś w rolę „fotografa" rosyjskiego społeczeństwa, autora aforyzmów na jego temat. Oto, jeden z najbardziej udanych przykładów. Jako biznesmen wie jednak, że w kulturze obrazkowej znacznie „efektywniej" dotrze do odbiorcy za pomocą teledysków niż tekstów piosenek. Przecież awantura wokół „W Pitrze pić" nie kręci się wokół utworu, a wokół wideo na Youtube. Dzięki niemu właśnie Sznurow osiągnął swój cel. Zaczęto dyskutować o tym, czym dla Rosjan i dla masowej kultury w Rosji jest sztuka pokroju Leningradu. Sam wokalista mówi o sobie „Michelangelo czasów współczesnych i artysta przez duże A", ale od auto megalomanii ciekawsze wydają się dwie koncepcje krytyczno- socjologiczne, z jakimi się zetknąłem.

Jelena Jewgrafowa z Colta.ru pisze, że Leningrad tworzy muzykę przede wszystkim dla białych kołnierzyków, ale nie tylko. Wszystkie postaci z teledysków Leningradu- a zatem i słuchacze- wypuszczają Sznurowem swoje duchowe toksyny, gdyż Sznurow nie udaje, że jest czymś więcej niż paskudztwem. On kumuluje w sobie paskudztwo, które zbiera się w każdym narodzie i bezpieczniej, gdy ludzie zamiast anty depresantów używają Sznurowa i jemu podobnych. Po wysłuchaniu płyt i obejrzeniu koncertu mogą oczyszczeni wrócić do pracy. Jednak skutkiem ubocznym są wykreowane postaci, nawet nie pełne żałości i bólu jak u Dostojewskiego, ale marne i niewiele znaczące. Dlatego zasługują sobie na to, by odebrać im demokratyczne prawo wyboru gubernatorów czy wysyłać daleko na wojnę. W tym zawiera się główna pretensja autorki do Sznurowa i podobnych mu trendsetterów. Nie tylko zastępują oni brak talentu poetyckiego zgrabnymi wulgaryzmami-neologizmami, ale afirmują paskudną filozofię życia, mówiąc (za autorką): ja jestem gównem, wy nim jesteście, i co z tego?! Przecież jest nam dobrze!

Przypomina to nieco nachuizm (po rosyjsku „pochuizm") Wiktora Jerofiejewa, tym bardziej, że sam Sznurow wielokrotnie używa tego słowa w swoich utworach, także tym o Sankt Petersburgu. Na łamach NEW Jerofiejew określał go następująco: „Nachuizm nie stanowi najgorszego z wariantów: z jednej strony odrzuca możliwość zmiany czegokolwiek, ale z drugiej- odczuwa awersję do ideologicznej agresji, a wręcz jest skrycie ironiczny wobec wydarzeń w Rosji. Niestety, ceną za ten dystans jest obojętność na realne zło". Jedyne, co raduje Jewgrafową to fakt, że Sznurow ośmiesza odchodzącą w przeszłość estetykę postmodernizmu. Mnie się z kolei wydaje, że nawet jeśli wokalista Leningradu jest skrajnie nachuistyczny, to Jerofiejew ma rację. Nie stanowi to najgorszego z wariantów ani dla Sznurowa, ani dla Rosjan, ani dla samej Rosji. Po drugie, w podobnym sensie nachuizm przesiąknął na przykład filozofię Zygmunta Baumana- flagowo postmodernistyczną- tylko wydaje się ona jeszcze bardziej sceptyczna wobec ludzkości. Powiedziałbym, że cały postmodernizm i jego płynność, to jeden wielki intelektualny nachuizm, acz mniej urokliwy i poetycki od rosyjskiego. Po trzecie, Sznurow jest na wskroś postmodernistyczny, czego nie należy traktować jako komplement, ponieważ nadszedł wreszcie czas na nowy nurt, a od dawna niczego ciekawego nie widać na horyzoncie.

Olga Beszlejn z Rus2Web.ru, uważa, że Sznurow lub raper Timati fałszywie humanizują społeczeństwo. Ich bohaterowie żyją bowiem w odmiennych światach, ale łączy ich jeden jedyny moment, gdy posyłają wszystko i wszystkich na chu… by razem się napić- u Sznurowa wspólnie piją korpo człowiek, policjant, sprzedawczyni, przyjezdny z Kaukazu i przewodniczka muzealna. Beszlejn odrzuca tę propozycję, ponieważ nie chce pić wódki np. z deputowaną Jednej Rosji, Jeleną Mizuliną (odpowiedniczka Krystyny Pawłowicz czy Stefana Niesiołowskiego). Ponadto, pisze Beszlejn, postaci Sznurowa są obłe rosyjskiej inteligencji, dlatego dzięki muzyce i teledyskom Leningradu zaznaje ona wirtualnego, czyli znowu fałszywego katharsis, bo niby się tam na chwilę spotyka z resztą społeczeństwa, ale potem każdy wraca do „swojego Facebooka". Inteligencja doznaje na moment poczucia wspaniałomyślności tłumacząc sobie, że przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, a jednak myśli- „jak to dobrze, że tamci to nie ja, że ja taka nie jestem".

Obydwa testy są prawdziwe, trafne i właśnie dlatego paskudne, bardziej paskudne niż sam Sznurow. Pisane z pozycji moskiewskiej liberalnej inteligencji, nie mogły dobitniej wyrazić pogardy dla reszty społeczeństwa. Olga Beszlejn porównując dwa światy mówi o sobie „ja, inteligencja, widz telewizji Dożd" i „moja sąsiadka widz kanałów państwowych", nic nas nie łączy. Jelena Jewgrafowa dystansując się z niesmakiem od bohaterów Sznurowa, przeciwstawia siebie- inteligentkę z Moskwy statystycznemu Rosjaninowi- pustakowi z przeżartym propagandą mózgiem, któremu władza może zrobić, co jej się żywnie podoba. Najdalej idzie Ksenia Sobczak, rozpoczynające pytanie do Sznurowa od tego, że na jego koncerty nie przychodzi „bydło z fabryk" i „bydło z mieszkań komunalnych".

Trzy dziennikarki wyrażają kilkusetletni stan umysłu liberalnej inteligencji w Rosji, choć pewnie również w Europie. Z wyjątkiem części Narodników, nigdy nie wyszła ona ze swoich okopów, za to zawsze opisywała własny naród jako ciało obce i byt abstrakcyjny. Wszakże w jej optyce lud rosyjski to krwiożercze gnomy z innej planety. Słynny cytat „liberałowie lat 90 nie lubią swojego narodu i boją się go", nie spadł na Czubajsa, Gajdara i Niemcowa znikąd, a poprzedziło go zdanie wypowiedziane- żeby było zabawniej- przez dekabrystę Siergieja Murawjowa-Apostoła: „Straszny jest car- zwierzę, ale jeszcze straszniejszy naród- bestia".

Pisząc ten tekst, po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że dopóki rosyjscy liberałowie nie przejdą długotrwałej i uporczywiej psychoterapii, nigdy nie zdobędą władzy, chyba, że tak jak w latach 90 stanie się to dziełem przypadku. Nazbyt gardzą własnym narodem, by ten ich wybrał, nie mówiąc o polubieniu. A może liberałowie chcą go wziąć siłą i ujarzmić? Kto wie? Z tego punktu widzenia, o wiele bardziej sympatyczny i ludzki wydaje się Siergiej Sznurow ze swoją filozofią nachuizmu niż liberałowie ze swoim kompleksem wyższości, niesionym na sztandarach postępu, klasowej inteligencji i demokracji. Jak można budować demokrację pogardą wobec większości, która ma wybierać?

Wracając do meritum… W Sankt Petersburgu dwukrotnie wypróbowałem dyscyplinę, którą uprawiają bohaterowie Sznurowa. Polecam każdemu, nawet abstynentom, bo jak powiedział Wieniczka, główny bohater „Moskwa-Pietuszki" „ (…) nie można przecież brać na serio faceta, który jeszcze nie zdążył zaprawić!". Otóż to.



Powrót
Najnowsze

Zachód: nie takie nam sankcje straszne

21.07.2017
Grzegorz Kaliszuk
Czytaj dalej

Litewsko-polski węzeł gordyjski

19.07.2017
Adam Balcer

 

Adam Balcer odpowiada na tekst Dominika Wilczewskiego na temat relacji polsko-litewskich.

Polsko-litewskie relacje od lat znajdują się w impasie. Jednak, trudno pogodzić się z tezą, że dojście do władzy PiS oraz wzrost w Polsce bezkrytycznego stosunku do Kresów nie miało na nie większego wpływu.

Czytaj dalej

„Russiagate”: sukces czy porażka Moskwy?

17.07.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Milczenie i czyny prezydenta

14.07.2017
Ewa Polak
Czytaj dalej

Mój własny Wschód

11.07.2017
Paulina Niechciał - tekst i zdjęcie
Czytaj dalej

"Gazeta Wyborcza" o "Nowej Europie Wschodniej"

10.07.2017
Wojciech Maziarski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu