Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kaukaz mon amour
2010-06-24
Andrzej Pisowicz
Kaukaz zawsze fascynował. Od starożytności ludzie widzieli w nim „skraj świata”, skałę, na której jęczał dobry „Prometeusz skowany”, albo niedostępną krainę, w której szalały złe duchy, a gdy z biegiem czasu zaczęło ich brakować – źli ludzie, rozbójnicy nazywani abrekami.

Polacy nie pozostawali w tyle za badaczami i podróżnikami zachodnioeuropejskimi. Poczynając od XVIII wieku, nieraz na służbie władców Rosji, a czasem z własnej ciekawości, penetrowali ten region. Jego urodę (niemal osiemsetkilometrowej długości łańcuch górski, którego najwyższe granie, typu alpejskiego, wznoszą się na ponad 5000 m. n.p.m.) wzbogaca mozaika etniczna: na Kaukazie mówi się około pięćdziesięcioma językami, reprezentującymi kilka odrębnych, niespokrewnionych grup.

Pod koniec XIX wieku tereny położone na południe od gór Kaukazu zwiedzał Edward Strumpf (Obrazy Kaukazu, Warszawa 1900). W latach trzydziestych ubiegłego wieku był tam Mieczysław Lepecki (Sowiecki Kaukaz, Warszawa 1935). Po II wojnie światowej reportaż z Kaukazu opublikował krakowski polonista prof. Wacław Kubacki (Malwy na Kaukazie, Warszawa 1969). Pod koniec XX wieku regionem tym zainteresował się Wojciech Górecki, wszechstronnie wykształcony ekspert w dziedzinie zagadnień politycznych (obecnie pracownik Ośrodka Studiów Wschodnich), a ponadto świetny pisarz. W 2002 roku wydał pierwszy ze swych kaukaskich reportaży – Planetę Kaukaz, wznowiony ostatnio nakładem Wydawnictwa Czarne. Tę bardzo ciekawą książkę poświęcił przede wszystkim Kaukazowi Północnemu (terenom nadal należącym do Rosji) i narodom tam zamieszkującym.

W 2010 roku ukazał się drugi kaukaski reportaż Wojciecha Góreckiego – Toast za przodków, poświęcony trzem niepodległym państwom Kaukazu Południowego (zwanego dawniej Zakaukaziem, co oddawało punkt widzenia Rosji): Azerbejdżanowi (pierwsza połowa książki), Gruzji (trzecia „ćwiartka”) i Armenii (ostatnia część).

Asymetria objętościowa ma swoje uzasadnienie: najdłużej, bo aż pięć lat (2002-2007) autor spędził w Azerbejdżanie, jako pracownik Ambasady RP w Baku (pierwszy sekretarz, a potem radca ambasady, czyli number two placówki). Nie znaczy to, że jego kompetencje jako znawcy dwóch pozostałych narodów Kaukazu Południowego – Gruzinów i Ormian – są mniejsze. W 2009 roku w Turynie po włosku ukazała się jego książka o Gruzji La terra del vello d`oro. Viaggi in Georgia.

Prawie czterystustronicowa druga „kaukaska” książka Wojciecha Góreckiego przedstawia bogaty obraz trzech krajów pozostających w skomplikowanych i w znacznym stopniu wrogich stosunkach. Muzułmański Azerbejdżan toczył na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku wojnę o Górski Karabach z chrześcijańską Armenią. Także dwa chrześcijańskie narody Kaukazu Południowego – Gruzini i Ormianie – nie odnoszą się do siebie z sympatią.

Autor Toastu za przodków jest wnikliwym obserwatorem i uważnym słuchaczem, a jednocześnie umie pisać interesująco i pięknie. W porównaniu z jego pierwszą „kaukaską” książką dostrzegam postęp na płaszczyźnie „beletrystycznej”. Toast… należy oczywiście do literatury faktu, ale na przykład rozdział Wnuczka imama, prezentujący sercowe (i nie tylko) rozterki Giulnary, wędrującej między Baku a Paryżem, wyróżnia się szczególną urodą literacką.

W całej książce widać, że autor jest nie tylko ekspertem w sprawach politycznych Kaukazu Południowego (zna między innymi język azerbejdżański), świetnym pisarzem, ale również (czego można się spodziewać, biorąc pod uwagę jego biografię) wytrawnym dyplomatą. Umiejętnie dba o zachowanie „równego dystansu” wobec trzech narodów, którym naprawdę łatwo się narazić (mam pod tym względem pewne doświadczenie jako orientalista, który od pół wieku zajmuje się językoznawstwem ormiańskim i irańskim). Sprawiedliwie zadaje krytyczne „ciosy”, ale jednocześnie umie dowartościować każdą z nacji bez prawienia tanich komplementów. Z jednej strony Azerbejdżanowi dostaje się za korupcję, Gruzji za kult Stalina, a Armenii za wybujały nacjonalizm doprowadzający niektórych naukowców do fałszowania historii; z drugiej jednak strony autor wszędzie dostrzega „ogólnokaukaską” gościnność i serdeczność, z którą cudzoziemiec styka się na co dzień we wszystkich trzech krajach.

Jedną z wartości Toastu za przodków jest zapoznanie polskiego czytelnika z mało znanymi narodami pozostającymi „na drugim planie” kaukaskiej mozaiki etnicznej – Udinami i Hinalugami (Hinalugijczykami). Jedni i drudzy mówią językami kaukaskimi (a więc nie-idoeuropejskimi i nie-tureckimi), niezrozumiałymi nawet dla sąsiadów. Udini są „pozostałością lingwistyczną” po kaukaskiej Albanii, która przyjęła chrześcijaństwo, tak jak Armenia i Gruzja, już w IV wieku. Kaukaska Albania (poza nazwą niemająca nic wspólnego z bałkańską) to pasjonujący temat. W XI wieku wschodnie tereny dzisiejszej Republiki Azerbejdżanu podbili przybysze z Azji Centralnej – Turcy seldżuccy. Mówiącej kaukaskim językiem (którego kontynuację stanowi język udiński, używany dziś przez zaledwie dziesięć tysięcy osób) ludności miejscowej (czyli Albańczykom) narzucili islam i własny dialekt z grupy tureckiej (turkijskiej), który w ciągu ostatnich wieków rozwinął się w język azerbejdżański, bardzo podobny do języka tureckiego używanego w Turcji. Natomiast Albańczycy mieszkający na zachodzie kraju (czyli w Górskim Karabachu, przez Ormian określanym albańskim terminem Arcach) zachowali chrześcijaństwo w trudno dostępnych rejonach górskich, ale przypłacili to utratą tożsamości etnicznej: stopili się z miejscową ludnością ormiańską. Obecnie Azerbejdżan nadużywa historii kaukaskiej Albanii do walki ideologicznej z Ormianami. W rewanżu Ormianie nałożyli klauzulę milczenia na istnienie Albanii (podobnie jak państwa Urartu, które historycznie poprzedzało Armenię).

Natomiast Hinalug to fenomen etniczno-lingwistyczny. Na szczycie masywu górskiego leżącego w azerbejdżańskiej części Kaukazu, na wysokości około 2300 m. n.p.m., w jednej wielkiej wsi żyje mininaród (nazwa własna: Ketsz), różniący się językowo od otoczenia, ale dzielący z nim wyznanie – islam. Warto przeczytać rozdział Hinalug. Koniec historii, aby dowiedzieć się, jak współczesna cywilizacja niszczy stare tradycje. Czy ten proces jest nieunikniony?

Korzystam z okazji, by jako znawca dialektologii ormiańskiej uzupełnić informacje zawarte w książce istotnym (także na płaszczyźnie politycznej) materiałem lingwistycznym. Otóż ormiański dialekt Górskiego Karabachu tak bardzo różni się od języka literackiego (wschodnioormiańskiego, bazującego na ormiańskich dialektach Erywania i dawnego Tyflisu), że musiał kształtować się w ciągu wieków, a nie dopiero po 1828 roku, kiedy na terenach tych zaczęli się osiedlać Ormianie z Persji. Azerbejdżańska propaganda forsuje tezę, że cała (!) ludność ormiańska dopiero w XIX wieku przybyła na te ziemie. Tymczasem językoznawcy wiedzą, że wiosek Górskiego Karabachu, w których stwierdza się elementy dialektu Ormian z Persji (z okolic jeziora Urmia), jest zaledwie kilka. Reszta to tereny dialektu, który świadczy o długiej obecności Ormian w albańskim Arcachu.

Recenzja nie byłaby pełna, gdyby zabrakło w niej jakiegoś zarzutu (jak każe dobra tradycja akademicka). Dotyczy on twórczości tyfliskiego barda z XVIII wieku Sajat-Nowy (rozdział Poeta). Powszechnie wiadomo, że był Ormianinem. Także jego zdolności lingwistyczne są znane. Pisał teksty do pieśni, które wykonywał w trzech językach: po ormiańsku (w swym ojczystym dialekcie tyfliskim), po gruzińsku i po azerbejdżańsku. Sporna jest natomiast kwestia ilościowa. Kiedy w latach 1961-1963 studiowałem filologię ormiańską na Uniwersytecie Państwowym w Erywaniu, uczono mnie, że najwięcej utworów Sajat-Nowa napisał po ormiańsku, mniej po gruzińsku, a najmniej po azerbejdżańsku.

W Toaście… wyczytałem, że nadworny poeta i śpiewak królów gruzińskich „najczęściej pisał po azerbejdżańsku” (str. 356). Może faktycznie w ciągu ostatniego półwiecza znaleziono znaczną liczbę azerbejdżańskich utworów Sajat-Nowy, ale chętnie bym się o tym przekonał, czytając publikację, w której te odkrycia (zapewne mile widziane w Baku) zostałyby zweryfikowane przez bezstronnych badaczy (co niewątpliwie będzie trudne).

Bez względu na to, w jakim języku Ormianin Sajat-Nowa napisał najwięcej utworów, wszystkim polecam – i to entuzjastycznie – lekturę Toastu za przodków.    


Prof. Andrzej Pisowicz jest armenistą i iranistą.

Wojciech Górecki, Toast za przodków, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010

Polecamy inne artykuły autora: Andrzej Pisowicz
Powrót
Najnowsze

Front północny

22.11.2017
Paweł Kost Wołodymyr Kopczak
Czytaj dalej

Polskie kino w Azji Centralnej

22.11.2017
NEW
Czytaj dalej

Zawrót głowy od sukcesów?

21.11.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Żyliśmy jak ludzie wolni. Rozmowa z Siergiejem Kowalowem

17.11.2017
Marek Radziwon Siergiej Kowalow
Czytaj dalej

Nowe otwarcie?

15.11.2017
Antoni Radczenko
Czytaj dalej

Czeczeński stalinizm

13.11.2017
Artiom Filatow Elena Miłaszina
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu