Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ararat widziany od trzeciej strony
2016-06-04
Andrzej Pisowicz (Tekst i zdjęcia)

Są dwa „Azerbejdżany” – jeden ze stolicą w Baku, a drugi nieco na południe, w Iranie. Azerów z obu brzegów Araksu dużo łączy, ale sporo też dzieli.

Na biblijny Ararat, leżący dziś na tureckim terytorium, od północy patrzą Ormianie, a od południa Turcy i Kurdowie. Mało kto dziś jednak pamięta, że do czasów drugiej wojny rosyjsko-perskiej z lat 1826-28 Masis (tak górę Noego nazywają Ormianie) znajdował się na terenie Persji, rządzonej wówczas przez dynastię Kadżarów. Dopiero w wyniku wspomnianej wojny oba wierzchołki Araratu (Wielki o wysokości 5137 metrów i Mały, 3896 metrów) znalazły się w Rosji. I w związku z tym w roku 1829 profesor Uniwersytetu Dorpackiego, Friedrich Parrot, wraz z grupą asystentów i przyszłym pisarzem ormiańskim Chaczaturem Abowianem, zdobył nieosiągalny przedtem dla pieszych wędrowców szczyt Wielkiego Araratu.

 

Z terenów Iranu (dawniej zwanego w Europie Persją) nadal widać oba majestatyczne wierzchołki Araratu, które Persja utraciła w następstwie traktatu turkmanczajskiego (1828 rok). Miałem niedawno okazję nasycić oczy imponującym widokiem biblijnej góry: tym razem z „trzeciej” strony, od wschodu, na terenach irańskiego Azerbejdżanu.

 

Z widokiem na Araks

Ta okazja nadarzyła mi się w sposób nietypowy. Otóż, dobrych kilka lat temu poznałem Ormianina z Libanu, Iszchana Cziftcziana – lektora języka zachodnioormiańskiego na Uniwersytecie w Hamburgu (język zachodnioormiański różni się od wschodnioormiańskiego, używanego przez Ormian w Republice Armenii, Górskim Karabachu i w Iranie). Jego brat, Krikor (po polsku Grzegorz – postać Kirkora z Balladyny nosiła ormiańskie imię), jest duchownym Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, od 552 roku niezależnego od pozostałych wspólnot chrześcijańskich. W 2012 roku Krikor Cziftczian został mianowany biskupem Diecezji Azerbejdżańskiej Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego z siedzibą w Tabrizie.

 

Cztery lata później, w kwietniu 2016 roku, znalazłem się w Tabrizie (po turecku: Tebriz). Podróżowałem po miejscach związanych z chrześcijaństwem Armenii na jej południowo-wschodnich historycznych „kresach”.

 

Zostaliśmy przyjęci przez biskupa Krikora Cziftcziana. Zapytałem go o sprawy językowe, związane z pobytem Świątobliwego Ojca (tak Ormianie zwracają się do swego biskupa: Syrpazan Hajr) w Iranie. Biskup Cziftczian nie zna bowiem oficjalnego języka Iranu, perskiego. Odpowiedź mnie zaskoczyła. Okazało się, że urodzony w arabskim Libanie biskup zna oczywiście język arabski, ale umie także mówić po turecku, ponieważ jego babcia była Ormianką z tureckiej Adany. Nie znała ona języka ormiańskiego (podobnie jak wielu Ormian w Rosji, którzy zatracili swój język ojczysty na rzecz rosyjskiego), z babcią Krikor i Iszchan rozmawiali w dzieciństwie po turecku, którego się od niej nauczyli.

 

A w Azerbejdżanie (zarówno irańskim, jak i w niepodległym, posowieckim, ze stolicą w Baku) prawie wszyscy mówią po azerbejdżańsku (w skrócie: po azersku), a więc językiem turkijskim bardzo podobnym do tego, którego używa się w Turcji. Tak więc biskup Krikor Cziftczian nie musi znać perskiego, by kontaktować się z mieszkańcamiazerbejdżańskiegoIranu. W swej działalności duszpasterskiej, obejmującej około pięciu tysięcy Ormian mieszkających w tej części Iranu, biskup używa z kolei języka ormiańskiego.

 

Poza starymi kościołami ormiańskimi zwiedziliśmy także wiele zabytków dominującej w Iranie kultury muzułmańskiej. W samym Tabrizie stwierdziłem, że prace renowacyjne prowadzone w pięknym i bardzo kiedyś barwnym Meczecie Błękitnym niewiele się posunęłyod czasu, gdy w roku 1973 (jeszcze za rządów szacha Mohammada-Rezy Pahlawiego) po raz pierwszy przyjechałem do tego miasta.

 

Z uznaniem podziwiałem natomiast wysokogórską krętą szosę, umożliwiającą oglądanie pięknych widoków nad wielką rzeką Araks, oddzielającą Iran od jego północnych, posowieckich sąsiadów: Republiki Azerbejdżanu i Republiki Armenii. Ta ostatnia ma krótki, ale ważny odcinek granicy z Iranem. Ważny, bo jest to dla Republiki Armenii niemal jedyne połączenie ze światem. To przez most na Araksie w pobliżu armeńskiego miasta Meghri mijają się irańskie i armeńskie tiry. A stosunki armeńsko-irańskie są bliskie (by nie rzec: ciepłe), choć to kraje o bardzo różnych tradycjach, nie mówiąc już o wielkości.

 

Trudne koleje losów

Bardziej skomplikowane są relacje irańsko-azerbejdżańskie. Stosunki Teheranu i Baku układały się różnie, odkąd w 1991 roku Azerbejdżan – który można by nazwać „północnym” – uzyskał niepodległość w związku z rozpadem ZSRS. Władze Islamskiej Republiki Iranu powitały z entuzjazmem powstanie u swych północnych granic bratniego państwa muzułmańskiego (w dodatku szyickiego, a nie sunnickiego jak granicząca od zachodu z Iranem Turcja). Jednocześnie wyraźnie dały do zrozumienia, że idea ewentualnego utworzenia „Wielkiego Azerbejdżanu”, który do terenów rządzonych przez Baku pragnąłby dołączyć irański Azerbejdżan, wyrywając go spod kontroli Teheranu (do czego dążył już Stalin pod koniec II wojny światowej), jest czystą mrzonką i nie ma najmniejszych szans na realizację.

 

Sprawa tożsamości etnicznej obu części Azerbejdżanu (używanie tej nazwy w odniesieniu do terenów leżących na północ od Araksu przyjęło się dopiero na początku XX wieku; przedtem na północy był tylko Karabach, Górski i Nizinny) jest skomplikowana i trudna do zbadania. Historycznie rzecz biorąc obie grupy mają zupełnie inne pochodzenie. Mieszkańcy bogatego w ropę Azerbejdżanu „bakińskiego” są potomkami kaukaskich Albanów, którzy mówili do XI wieku językiem spokrewnionym z grupą północno-wschodnią języków kaukaskich. Natomiast przodkowie Azerów (Azerbejdżan) z Tabrizu i Urmii to potomkowie starożytnych Medów, mówiących kiedyś spokrewnionym z perskim językiem medyjskim z indo-irańskiej grupy języków indoeuropejskich.

 

Przodkowie Azerów „północnych” w wiekach IV-XI wyznawali chrześcijaństwo. Azerowie z południa zostali włączeni do wspólnoty krajów islamu przez Arabów już w VII wieku. Dopiero inwazja turkijskich plemion, które w XI wieku przybyły na Południowy Kaukaz z Azji Centralnej, połączyła, w pewnym sensie, obie grupy etniczne. Obie grupy zasymilowały się pod względem językowym. Mieszkańcy Północy porzucili język z grupy kaukaskiej na rzecz turkijskiego dialektu zwanego obecnie językiem azerbejdżańskim (w skrócie: azerskim) oraz chrześcijaństwo na rzecz islamu. Tylko część owych Albanów, która mieszkała w pobliżu gór wznoszących się na zachód od ich kraju, uratowała swą wiarę przenosząc się do ormiańskiego Arcachu (późniejszy Górski Karabach), co przypłaciła utratą tożsamości językowej i etnicznej. Albanowie ci wtopili się w miejscową ludność ormiańską, mieszkającą tam od starożytności.

 

Natomiast Azerowie „południowi” utracili w XI wieku tylko swą mowę irańską przechodząc na turkijski dialekt, z którego z biegiem wieków rozwinął się język azerbejdżański. Pod względem religijnym nic się u nich nie zmieniło: od około czterystu lat byli już muzułmanami.

 

 

Piątkowy piknik

Obecnie wzajemne kontakty Azerów z północnego i południowego brzegu Araksu rozwijają się dynamicznie. Młodzi Azerowie irańscy chętnie wyjeżdżają na studia do Baku, bo tam doskonale rozumieją wykłady. Oprócz tego młode kobiety są w Baku lepiej „widoczne” niż zawinięte w hedżaby obywatelki Iranu. Nie mówiąc już o dostępności trunków.

 

Przekraczający Araks Azerowie „północni” są nieraz traktowani w Azerbejdżanie irańskim z pewnym lekceważeniem, bo kilkadziesiąt lat sowietyzacji oddaliło ich od tradycji islamu. Poza tym, przywożąc towary na handel, robią wrażenie ludzi po prostu biedniejszych od Azerów irańskich.

 

Stosunki „wewnątrzazerskie” na pewno komplikuje konflikt ormiańsko-azerbejdżański o Górski Karabach. Dla Azera z północy Ormianie są śmiertelnym wrogiem, który upokorzył ich zdobywając region górskokarabaski siłą na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Dla Azerów z południa – Ormianie niekoniecznie są wrogami (chyba że słuchają propagandy swych braci z Baku). Podczas podróży byłem w leżącym niedaleko granicy z Nachiczewańską Republiką Autonomiczną (należącą do Azerbejdżanu „bakińskiego”) zabytkowym kościele ormiańskim św. Szczepana (zbudowanym, jak głosi tradycja, w miejscu męczeńskiej śmierci św. Bartłomieja, apostoła). Kościół został pięknie odrestaurowany za pieniądze, które na takie cele hojnie łoży rząd Islamskiej Republiki Iranu. Wokół kościoła, w malowniczej kotlinie górskiej, odpoczywały dziesiątki a może i setki Azerów z najbliższej okolicy. Był piątek, dzień wolny od pracy w muzułmańskim Iranie. Wiele osób wchodziło do ormiańskiej świątyni bez jakichkolwiek objawów wrogości. Wiele z tych osób fotografowało szczegóły architektoniczne odnowionych murów świątyni (z wieków XIV-XVI).

 

Czy antyormiańskie nastroje przenoszone na południe od Araksu rozprzestrzenią się także wśród Azerów irańskich – trudno powiedzieć. Przeprowadzanie sondaży raczej nie wchodzi w rachubę. Obywatele Iranu są ostrożni w wypowiadaniu się na tematy zahaczające o politykę. Zwłaszcza w rozmowach z cudzoziemcami.

 

Wobec parodniowego konfliktu zbrojnego, który rozgorzał na początku kwietnia 2016 roku pomiędzy ormiańskim Górskim Karabachem a siłami zbrojnymi „bakińskiego” Azerbejdżanu, można jednak spodziewać się wzrostu zainteresowania sprawami ormiańskimi ze strony Teheranu.

 

 

Profesor Andrzej Pisowicz jest językoznawcą i tłumaczem, specjalizuje się w językach ormiańskim, perskim, osetyjskim i kurdyjskim. Autor i współautor m.in. książek Gramatyka ormiańska oraz Gramatyka kurdyjska Sorani. Wariant używany w Erbilu. W przeszłości pracował jako dyplomata w Iranie.

 

 


Powrót
Najnowsze

Spotkania z Maciejem Jastrzębskim w Krakowie

21.04.2017
NEW
Czytaj dalej

Stać po stronie ofiar

21.04.2017
Zbigniew Rokita Grzegorz Motyka
Czytaj dalej

Donbas: taktyka zamiast strategii

20.04.2017
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

Czas bić na alarm

19.04.2017
Zbigniew Rokita Małgorzata Nocuń Paweł Kowal Bartłomiej Sienkiewicz
Czytaj dalej

Nieuleczalnie nieposłuszny

18.04.2017
Zbigniew Rokita Aleksander Podrabinek
Czytaj dalej

1% dla „Nowej Europy Wschodniej”

16.04.2017
NEW
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu