Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Piotr Pogorzelski

Blog wyraża prywatne opinie Piotra Pogorzelskiego, niezależne od jego pracy dziennikarza Polskiego Radia. 

Wołyń. Monologi z nadzieją na pojednanie.
2016-07-12

73. rocznica rzezi wołyńskiej pokazuje, że Warszawa i Kijów prowadzą rozmowy na temat tych wydarzeń na dwóch zupełnie różnych płaszczyznach. Przypomina do monologi, które jednak dają nadzieję na porozumienie. Wydaje się, że najbliższe zrozumienia sytuacji są ośrodki prezydenckie w Polsce i na Ukrainie, są one jednak zagłuszane przez środowiska skrajne i wszelkiej maści polityków, którzy nagle stali się ekspertami od „banderyzmu", czy „polskiej prawicy". Postaram się odpowiedzieć na pytanie, jakie błędy popełniają obydwie strony.

Strona ukraińska nie jest w stanie zrozumieć, że historia jest ważna dla Polaków, że w Polsce odbywają się debaty o historii, że nie ma jednego ośrodka narzucającego politykę historyczną. Że ludzie, którzy stracili bliskich na Wołyniu, naprawdę przeżyli ogromną traumę, na całe życie i warto to uszanować. Tymczasem często na Ukrainie traktuje się ich, jak aktorów występujących w rosyjskich materiałach propagandowych. Ta grupa z punktu widzenia Kijowa może być bardzo ważna i szkoda, że określana jest jednym mianem: „kresowiaków" i utożsamiana z jej samozwańczymi głośnymi rzecznikami, którym nijak nie zależy na pojednaniu. To nieprawda. Kilka lat temu byłem na jednym z cmentarzy na Wołyniu, gdzie chowano szczątki polskich ofiar pochodzące z ekshumacji. Byłem dogłębnie zdziwiony, że rodziny zabitych przyjeżdżają na Ukrainę i rozmawiają z miejscowymi Ukraińcami nie mając do nich ani krzty nienawiści, czy nawet żalu. Że są w stanie wspominać wspólne dzieciństwo i rozdawać cukierki i zeszyty miejscowym dzieciom. I robią to nie z pozycji wyższości „wujka z Zachodu", a ze zwykłej życzliwości. Dlaczego ci ludzie są w stanie wybaczyć straszną zbrodnię popełnioną na ich bliskich, a część polskich polityków i nacjonalistów chodzących w t-shirtach „Wołyń – pamiętamy", „Wielka Polska" i przyozdabiających swoje niemieckie auta naklejkami „Polska walcząca" nie? Kijowowi warto zwrócić uwagę właśnie na środowiska kresowe i tam też szukać porozumienia.

Ostrówki 2013. Pogrzeg ofiar rzezi wołyńskiej. Z prawej strony miejscowa ludność. Fot. Piotr Pogorzelski 

Niestety na Ukrainie nikt się w to nie wgłębia. W tym roku „hitem" stało się tłumaczenie sprowadzające się do tego, że kwestia wołyńska jest podnoszona ze względu na wpływy Rosji. W wersji „hard" mówiono o odpracowywaniu pieniędzy z FSB. W wersji „light", że jest to na rękę Moskwie. Poza tym, w tym roku mieliśmy tradycyjną wersję o „polsko-ukraińskim" konflikcie, bez zważania na bilans ofiar. Takie tendencje widać było także niestety w pojednawczych sygnałach płynących z Kijowa, które na pewno warto docenić. Na Ukrainie uzasadniono też mordy polityką II RP. To tego ostatniego jeszcze wrócimy.

Co do grzechów strony polskiej. Najgłośniejści krytycy władz w Kijowie, przedstawiający się czasem jako „przyjaciele Ukrainy" zrzucają w jeden kąt całą ukraińską politykę historyczną. Stwierdzenie, że jest to jedyna rzecz, która może Polaków i Ukraińców poróżnić świadczy o tym, że jego autorzy nie mają pojęcia, jak wygląda obecna polityka historyczna Kijowa i że jej podstawą jest tak bliska sercu obecnych władz w Warszawie dekomunizacja. Co więcej, ukraińskiemu IPNowi pomaga w tym polski IPN, który jest wzorcem dla tego pierwszego. Drugim błędem jest mówienie o „banderyzacji" Ukrainy. Przeciętny Polak może dojść do wniosku, że Ukraińcy czczą Stepana Banderę i UPA tylko dlatego, że są oni odpowiedziali za wymordowanie stu tysięcy Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Nic bardziej błędnego. UPA jest na Ukrainie szanowane za walkę z ZSRR i z Niemcami. Jest to szczególnie aktualne w kontekście prowadzonej obecnie walki z Rosją, która jawi się jako reinkarnacja Związku Radzieckiego. O rzezi wołyńskiej wie naprawdę niewielka grupa Ukraińców. Tutaj przydałyby się wspólne działania edukacyjne. Warto je prowadzić nawet na poziomie podstawowym, na przykład, w szkołach obwodu wołyńskiego w ramach zajęć "krajoznawczych" służących poznaniu małej ojczyzny, w tym też jej historii.

Żeby dojśc do jakiegokolwiek porozumienia warto by było żeby strona polska zechciała zauważyć ukraińskie wysiłki na rzecz dekomunizacji i przyznała, że UPA miała też epizody współpracy z polskim zbrojnym podziemiem w walce z komunistami. Przykładem może być tutaj wspólna akcja w Hrubieszowie.

Strona ukraińska z kolei powinna zauważyć polską wrażliwość na historię. Dobrym przejawem tego był gest prezydenta Ukrainy, który uklęknął w Warszawie przed pomnikiem ofiar rzezi wołyńskiej. Przemknął trochę niezauważony w związku ze szczytem NATO, ale jest obecnie wielokrotnie przypominany w informacjach o polskich obchodach rocznicy.

Polska strona mogłaby też przekornie wykorzystać to, że jeżeli już Rada Najwyższa uznała UPA za organizację walczącą o niepodległość Ukrainy (w Polsce ta ustawa znana jest jako „gloryfikująca UPA"), żeby Ukraińcy przyznali, że ta formacja (już nie samozwańcze grupy partyzantów) miała też w swojej historii ciemne karty. Na to jednak -jak sądzę- trzeba poczekać przede wszystkim ze względu na konflikt na Wschodzie Ukrainy.

Pytanie, jak długo. Wydaje się, że środowiska dążące do porozumienia w Warszawie i Kijowie powinny starać się, jak najszybciej przejąć inicjatywę. Zwykły Polak nie będzie bowiem wnikał w niuanse. Łatwiej krzyczeć „Znajdzie się kij na banderowski ryj" i wyżywać się na Ukraińcach, którzy przyjechali do Polski do pracy i siedzą na przysłowiowym zmywaku tak, jak my siedzieliśmy w Szwecji, czy RFN, a obecnie siedzimy w Wielkiej Brytanii (być może do czasu; strach pomyśleć, co będzie, gdy Polacy stamtąd wrócą). Przyzwolenie ze strony władz państwowych na ataki na religijne procesje, brak reakcji, nie wróżą nic dobrego. Przy jednoczesnym oczekiwaniu (od razu zresztą spełnionym), że brytyjskie władze zareagują na ataki na Polaków na wyspach.

Wołyńska pustka po polskich koloniach. Fot. Piotr Pogorzelski 

Wracając do inicjatywy – rzeczywiście dobrym rozwiązaniem jest uchwała Sejmu, w której wszystko, co się wydarzyło na Wołyniu zostałoby nazwane swoimi imionami, jak -jak napisał Andrzej Brzeziecki w weekendowej "Gazecie Wyborczej" (09-10.07.2016). Być może nawet z użyciem słowa „ludobójstwo". Tu jednak można zrozumieć strach Ukraińców przed tym, że ten termin będący terminem prawnym stanie się podstawą do roszczeń i pozwów. Niemniej jednak -jak przekonuje naczelny NEW- odebrałoby to broń środowiskom prawicowym. PiS mógłby się przy tym nie obawiać utraty swojego „kresowego" elektoratu, a być może nawet umocniłby jego poparcie dla siebie.

Ja ze swej strony dodałbym też, na przykład w odrębnej uchwale, nawet bez wspominania o rzezi wołyńskiej, przeprosiny za traktowanie mniejszości narodowych w II RP. To z kolei wytrąciłoby argument z rąk ukraińskich skrajnych nacjonalistów, którzy twierdzą, że była to zemsta za czasy przedwojenne. O proporacjach nie wspominają. Żeby przekonać posłów warto użyć argumentu moralnego: każdy powinien przepraszać za swoje grzechy, a nie cudze. W tym kontekście warto by było też przeprosić za akcje odwetowe. Nie wszystkie działania polskie na Wołyniu miały bowiem charakter obronny.

W takiej sytuacji, możemy oczekiwać przeprosin od Ukraińców. Polacy powinni dać przykład, jak trzeba się rozliczać z własną historią. I już dają temu przykład, by wymienić tutaj pogrom kielecki, czy Jedwabne. Tak, idzie to opornie, tak mamy wahania w zależności od tego, kto rządzi, ale jednak jesteśmy gotowi przyznać, że nie zawsze historia jest czarno-biała.

Być może będziemy musieli czekać długo, ale będziemy mieć czyste sumienie. Kijów może tłumaczyć nam jeszcze przez dłuższy czas, że moment nie jest najlepszy bo rzeczywiście Ukraina jest na zakręcie historii i nic nie wskazuje na to by wojna zakończyła się szybko. W Warszawie zapominamy, że w Zagłębiu Donieckim cały czas giną ukraińscy żołnierze. Bardzo dobrze, że przypomniał o tym prezes PiS Jarosław Kaczyński w czasie poniedziałkowych uroczystości na skwerze wołyńskim w Warszawie. Mówienie w takim miejscu o „ukraińskich bohaterach walczących o wolność" daje nadzieję na to, że historia nie będzie determinować stosunków polsko – ukraińskich, jak chcą tego inne ugrupowania, na prawo od PiS (Zamiast odwoływać się do pojednania, którego przykłady daje część środowiska kresowego i rządzącej partii, wolą wygolonych kiboli, którzy napadają na grekokatolickie i prawosławne procesje. W końcu to większy elektorat i jeszcze nie daj Boże ktoś go może przejąć). Mam nadzieję, że rozsądek zwycięży. Cała nadzieja, jakby to wiernopoddańczo nie zabrzmiało, w ośrodkach prezydenckich, w Polsce i na Ukrainie. Deklaracje ze strony polskiej i czyny w czasie szczytu NATO pokazują, że są środowiska polityczne, którym zależy na pojednaniu. I nie tylko dlatego, że na wrogości między nami korzysta Moskwa. Sądzę, że warto poczekać na przeprosiny ukraińskie i czekając dać przykład, jak można rozliczać się z własną historią. Choćby w ramach wdzięczności za to, że Ukraińcom udało się zatrzymać rosyjskie wojska zdala od naszych granic.

 

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia, wieloletnim korespondentem Polskiego Radia w Kijowie i autorem dwóch książek: "Barszcz ukraiński" i "Ukraina: niezwykli ludzie w niezwykłych czasach". W blogu prezentuje swoje prywatne poglądy. 

 

 

 


Powrót
Najnowsze

Gruzja - sezon polityczny w pełni

27.06.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Polska-Białoruś. By historia nie dzieliła

26.06.2017
Czytaj dalej

Międzymorska „geoideologia”

21.06.2017
Kamil Całus
Czytaj dalej

Podwodny świat

20.06.2017
Kazimierz Popławski
Czytaj dalej

Być z Zachodem i przeciwko Zachodowi

15.06.2017
Kaja Puto Lilia Szewcowa
Czytaj dalej

Nieistniejąca Kamczatka

13.06.2017
Michał Milczarek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu