Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Ojczyzna do uratowania
2016-08-04
Aleksander Radczenko

Litewscy politolodzy ponuro żartują, że wynik październikowych wyborów parlamentarnych i skład koalicji rządzącej będzie zależał od dwóch partii: Związku Zielonych i Chłopów oraz litewskiego biura antykorupcyjnego.

Fot. Alfredas Pliadys (cc GNU FDL) commons.wikimedia.org

Przed kilkoma miesiącami litewskie biuro antykorupcyjne, Służba Badań Specjalnych (STT), wywróciła krajową scenę polityczną do góry nogami, oskarżając o korupcję liderów Ruchu Liberałów oraz Partii Pracy. Dziś kontynuuje swoją antykorupcyjną krucjatę. W ubiegły czwartek postawiono kolejne zarzuty – tym razem Petrasowi Gražulisowi, trybunowi ludowemu, naczelnemu homofobowi Republiki Litewskiej i jednemu z liderów partii Porządek i Sprawiedliwość (od kilku miesięcy toczy się też postępowanie karne przeciwko liderowi tego ugrupowaniaoraz byłemu prezydentowi, Rolandasowi Paksasowi). Nie wiadomo, czy przed wyborami parlamentarnymi, których I tura odbędzie się już 9 października, STT uderzy jeszcze raz, a jeśli tak – to w kogo.

 

Złudne procenty

Według lipcowych sondaży ośrodka Spinter tyrimai najpopularniejszą partią na Litwie nadal są socjaldemokraci, którzy mogą liczyć na 16 procentgłosów. Na drugiej pozycji plasuje się Związek Chłopów i Zielonych (12 procent), na trzeciej konserwatyści ze Związku Ojczyzny-Litewskich Chrześcijańskich Demokratów (10 procent). Partia Pracy i Porządek i Sprawiedliwość mają po około 7-8 procent poparcia, zaś Ruch Liberałów, który przed kilkoma miesiącami królował w sondażach, zaledwie 6 procent. Na granicy progu wyborczego balansuje też Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin. Litewscy politolodzy zwracają uwagę, że sondażowe poparcie dla AWPL jest zazwyczaj o kilka procent niższe od rzeczywistego, co pozwala ugrupowaniu liczyć na raczej bezproblemowe przekroczenie progu wyborczego.

Sondaże nie są jednak w stanie wykazać, kto zdobędzie najwięcej mandatów poselskich. Wynika to nawet nie z marginesu błędu, jakim obarczone są takie badania,a ze specyfiki litewskiego systemu wyborczego. Na Litwie siedemdziesięciu posłów wybiera się w wyborach proporcjonalnych z partyjnych list wyborczych w okręgach wielomandatowym, zaś siedemdziesięciu jeden – w okręgach jednomandatowych metodą większościową. O ile w okręgach wielomandatowych najwięcej mandatów zgarną – zgodnie z sondażami – socjaldemokraci orazZwiązek Zielonych i Chłopów, o tyle w okręgach jednomandatowych tradycyjnie królują konserwatyści i socjaldemokraci.

Po październikowych wyborach najpewniej więc to właśnie sejmowe frakcje Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej oraz Związku Ojczyzny-Litewskich Chrześcijańskich Demokratów będą najliczniejsze, zaś to, która z nich ostatecznie sformuje rząd, będzie zależało od Związku Zielonych i Chłopów.

 

Zielone partie i mundury

Innym fenomenem litewskiego systemu politycznego jest zjawisko tak zwanych ratowników. Przed każdymi wyborami parlamentarnymi na Litwie pojawia się nowa siła polityczna, która ma zamiar „ratować Ojczyznę" przed skorumpowaną partokracją. Obiecując wyborcom gruszki na wierzbie, zazwyczaj przebojem wchodzi do sejmu oraz rządu, po czterech (czasami nawet wcześniej) latach znika z politycznego firmamentu, zaś jej miejsce zajmuje kolejne populistyczne ugrupowanie. W tym roku padło na Litewski Związek Chłopów i Zielonych. Nie jest to, co prawda, ugrupowanie nowe – działa na Litwie od kilkudziesięciu lat, kilkakrotnie zmieniało nazwy, za czasów premiera Gediminasa Kirkilasa trafiło nawet raz do rządu – nigdy jednak nie cieszyło się większą popularnością. Sytuacja zmieniła się, gdy wiosną bieżącego rokuliderem listy wyborczej ugrupowania został niezwykle popularny były komisarz policji oraz minister spraw wewnętrznych Saulius Skvernelis. Litwini żartują, że to właśnie za jego sprawą partia rzeczywiście stała się zieloną, gdyż takiego koloru są mundury litewskiej policji.

Litewski Związek Zielonych i Chłopów to partia bez wyraźnego kręgosłupa ideologicznego. Mimo że liderzy ugrupowania już od kilku miesięcy prowadzą aktywną kampanię, dotychczas nie zdołali napisać nawet projektu programu wyborczego. Nie jest partią „zieloną" w stylu zachodnioeuropejskim, bardziej przypomina centroprawicowy Związek Zielonych i Rolników z Łotwy. W pierwszej dziesiątce na liście wyborczej zielonych chłopów można znaleźć i nacjonalistów walczących przeciwko oryginalnej pisowni polskich nazwisk, i obrońców praw człowieka, i byłego posła konserwatystów Egidijusa Vareikisa, który zasłynął z pijackich ekscesów, i lidera antyalkoholowej koalicji Aurelijusa Verygę, a nawet Stasysa Jakeliunasa, byłego doradcę ekonomicznego socjaldemokratycznego premiera Algirdasa Butkevičiusa. Prezesem Związku Zielonych i Chłopów jest Ramunas Karbauskis, jeden z największych posiadaczy ziemskich na Litwie oraz oligarcha, który zbił majątek na produkcji i handlu pestycydami.

 

Rząd socjaldemokratyczny czy konserwatywny?

Jeden z czołowych litewskich komentatorów politycznych Rimvydas Valatka uważa, że mimo obecnych zgrzytów, wywołanych walką o przychylność tego samego elektoratu, Związek Chłopów i Zielonych stworzy ostatecznie koalicję właśnie z socjaldemokratami, a premier Butkevičius utrzyma się u władzy przez kolejną kadencję. Pragmatyczni socjaldemokraci są bowiem dla Karbauskisa (oskarżanego o powiązania z Rosją) wygodniejszym partnerem niż zbyt ideowi i antyrosyjscy konserwatyści.

Z kolei liderzy socjaldemokratów (Raimundas Lopata, Juozas Bernatonis) przekonują, że należy raczej spodziewać się zawarcia przez Karbauskisa koalicji ze Związkiem Ojczyzny Gabrieliusa Landsbergisa. Obie partie łączy konserwatywny charakter, odwołania do chrześcijańskich wartości, a także niechęć do mniejszości narodowych. Konserwatyści i „zieloni chłopi", żeby zapewnić sobie w parlamencie większość, będą jednak potrzebowali jeszcze co najmniej jednego partnera koalicyjnego. Może być nim tylko rozpaczliwie walczący o przekroczenie progu wyborczego – a więc i przetrwanie – Ruch Liberałów. Zawarcie przez konserwatystów koalicji z jakąkolwiek inną partią jest niemożliwe z przyczyn ideowych. Pod tym względem zdolność koalicyjna socjaldemokratów jest większa – LPSD mogłaby bowiemwspółrządzić w zasadzie z każdą partią, która dostanie się do parlamentu.

 

Aleksander Radczenko jest litewskim dziennikarzem i prawnikiem. Działacz polskiej mniejszości na Litwie, autor bloga Inna Wileńszczyzna jest możliwa, były redaktor naczelny „Gazety Wileńskiej".


Polecamy inne artykuły autora: Aleksander Radczenko
Powrót
Najnowsze

Rycerz w mitycznej skórze

11.12.2017
Jewhen Mahda
Czytaj dalej

„Białoruś: zmiany w polityce i nowe możliwości wpływu”

11.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Białoruskie antypody

08.12.2017
Karolina Słowik
Czytaj dalej

Rosyjskie kino w polskich miastach!

08.12.2017
NEW
Czytaj dalej

Trzecia siła

04.12.2017
Serhij Szebelist z Połtawy
Czytaj dalej

Gra w Naddniestrze

30.11.2017
Piotr Oleksy
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu