Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Sandra za Miszę
2016-08-23
Wojciech Wojtasiewicz

Małżonka Micheila Saakaszwilego niespodziewanie zapowiedziała udział w jesiennych wyborach parlamentarnych. Czy była pierwsza dama odwojuje Gruzję z rąk oligarchy Bidziny Iwaniszwilego? Równie ważnych pytań w Gruzji jest wiele.



Sandra Roelofs-Saakaszwili w towarzystwie liderów Zjednoczonego Ruchu Narodowego, Dawida Bakradzego i Niki Melii, zapowiedziała walkę o miejsce w gruzińskiej legislatywie – wystartuje w jednomandatowym okręgu wyborczym w rejonie Zugdidi w zachodniej Gruzji. Była pierwsza dama podczas wiecu wyborczego stwierdziła, że Gruzja od czterech lat znajduje się w stagnacji, a ona nie chce się temu bezczynnie przyglądać. Dodała, że decyzja o zaangażowaniu się w politykę była dla niej trudna. Dawid Bakradze, zachwalając kadydaturę małżonki Micheila Saakaszwilego, podkreślał, że jej udział w elekcji będzie „symbolem przyszłego zwycięstwa wyborczego Zjednoczonego Ruchu Narodowego". Wybory parlamentarne zaplanowano na 8 października. Równie ciekawych doniesień z gruzińskiej sceny politycznej nie brakuje.



Śpiewająca szyszka

Trwa konsolidacja różnych pomniejszych sił politycznych. Na początku sierpnia stworzenie bloku wyborczego i wspólny start zapowiedziały trzy ugrupowania: Nowe Polityczne Centrum-Szyszka (partia powstała wiosną 2015 roku po odejściu czterech deputowanych z klubu Zjednoczonego Ruchu Narodowego na czele z Zurabem Dżaparidzem), Nowa Gruzja (ugrupowanie powołał w maju bieżącego roku deputowany ZRN Giorgi Waszadze) oraz Nowa Prawica (partia powstała w kadencji parlamentu 1999-2003 w wyniku rozłamu w Gruzińskim Związku Obywatelskim Eduarda Szewardnadzego; reprezentuje środowiska biznesowe, opozycyjna w czasie rządów Saakaszwilego). Do sojuszu przystąpiło też Państwo dla Ludzi śpiewaka operowego Paaty Burczuladzego. Cztery partie opowiadają się za kursem prozachodnim i członkostwem Gruzji w NATO. Ich liderzy nie wykluczyli poszerzenia koalicji. Decyzja o zjednoczeniu najpewniej podyktowana była niekorzystnymi wynikami sondaży: Burczuladze cieszy się poparciem na poziomie 4 procent (jeszcze niedawno: 11 procent), pozostałe siły osiągają wyniki w granicach błędu pomiaru.

Liderzy rządzącego Gruzińskiego Marzenia-Demokratycznej Gruzji Bidziny Iwaniszwilego uznali koalicję za projekt Zjednoczonego Ruchu Narodowego. Według nich ZRN, zdając sobie sprawę ze swoich niewielkich szans, próbuje w ten sposób stworzyć „nową" siłę, z którą mógłby się połączyć w następnym parlamencie.



Centryści – putiniści

Prawidzwy skandal wywołał spot wyborczy niewielkiej lecz wyraźnie prorosyjskiej partii Centrystów. W spocie jej politycy obiecywali legalizację rosyjskich baz wojskowych w Gruzji (na terenie Abchazji i Osetii Południowej), finansowane z rosyjskiego budżetu emerytury dla Gruzinów w wysokości 400 lari (od 1 lipca emerytury w Gruzji wynoszą 180 lari) oraz przyjęcie ustawy o podwójnym obywatelstwie (w domyśle gruzińskim i rosyjskim). W klipie pojawił się wizerunek Władmimira Putina oraz gruzińskie i rosyjskie paszporty. Partia, chociaż założona już w 2002 roku, przez wiele lat była nieaktywna, reaktywowała się pod koniec maja. Jej liderami są Temur Chacziszwili (minister obrony w latach 1992-1993, podejrzany o przygotowanie zamachu na życie Eduarda Szewardnadzego w 1995 roku) oraz Lado Bedukadze (były strażnik więzienny, który opublikował przed wyborami w 2012 roku filmy przedstawiające tortury w gruzińskich więzieniach, które doprowadziły do porażki Zjednoczonego Ruchu Narodowego).

Gruzińskie Marzenie-Demokratyczna Gruzja po wyemitowaniu spotu zapowiedziało złożenie do Sądu Konstytucyjnego wniosku o zakaz startu Centrystów w wyborach z powodu ich antypaństwowych deklaracji. Gromy na gruzińskich putynistów posypały się również ze strony ZRN i organizacji pozarządowych (oskarżyły ich o kupowanie głosów – obietnica emerytur w wysokości 400 lari), a gruzińska telewizja publiczna, która zobligowana jest do emitowania bezpłatnych reklam wyborczych ugrupowań biorących udział w elekcji, zawiesiła emisję reklamówki. Kilka dni później Centralna Komisja Wyborcza podjęła decyzję o zakazie udziału Centrystów w wyborach. Motywowała ją względami formalnymi: miały wystąpić nieprawidłowości przy wyborze władz ugrupowania.

Inna prorosyjska siła, Ruch Demokratyczny-Zjednoczona Gruzja, również nie zasypia gruszek w popiele. Ugrupowanie Nino Burdżanadze wezwało do wpisania do konstytucji zapisu o neutralnym, pozablokowym statusie Gruzji. Uniemożliwiałoby to starania Tbilisi o członkostwo w NATO. Zapis ma dopomóc w przywróceniu integralności terytorialnej i doprowadzeniu do gospodarczego dobrobytu. Burdżanadze rozpoczęła zbieranie podpisów w tej sprawie (wymaganych jest 200 tysięcy). W odpowiedzi na jej pomysł przewodniczący parlamentu i lider Partii Republikańskiej Dawid Usupaszwili wystąpił z propozycję wpisania do konstytucji deklaracji o dążeniu Gruzji do „zapewnienia jej pełnoprawnego miejsca w systemie euroatlantyckiego bezpieczeństwa i współpracy państw demokratycznych". Oboma propozycjami będzie mógł się zająć dopiero parlament następnej kadencji.



Wyborcze tournée

W podróż po kraju ruszyli liderzy partii rządzącej. Premier Giorgi Kwirikaszwili i wicepremier Kacha Kaladze, odwiedzając kolejne regiony Gruzji, przedstawiają kandydatów Gruzińskiego Marzenia-Demokratycznej Gruzji w poszczególnych jednomandatowych okręgach wyborczych. Obóz władzy prowadzi jak na razie naintensywniejszą kampanię wyborczą, co przejawia się największą ilością bilbordów i spotkań wyborczych w całym kraju. Spotkania przyciągają sporą liczbę osób, jednak złośliwi podkreślają, że ich uczestnicy są opłacani – nie można wykluczyć, iż to prawda. W czasie wiecu GM-DG w Batumi 13 sierpnia, w którym miałem okazję uczestniczyć, większość osób (szczególnie w dalszych rzędach) nie była zainteresowana wystąpieniami liderów partii rządzącej; rozmawiali między sobą, wydawali się znudzeni tym, co dzieje się na scenie.

 

***

 

Z licznych rozmów, które w ciągu ostatnich dwóch tygodni przeprowadziłem w Gruzji, wyłania się obraz społeczeństwa rozczarowanego wszystkimi siłami politycznymi, niezadowolonego z poziomu życia, braku pracy i perspektyw. Mimo że niemal wszyscy moi rozmówcy uznali, że ich życie w Gruzji za czasów Micheila Saakaszwilego było lepsze niż obecnie (podkreślali jego dokonania w odbudowie państwa i rozwoju gospodarki, chociaż mówili również o niedemokratycznych działaniach ówczesnej ekipiy), nie chcą jego powrotu do władzy. Liczni Gruzini deklarują albo skreślenie na karcie do głosowania wszystkich kandydatów, albo wciąż nie wiedzą, na kogo oddadzą głos. 8 października należy spodziewać się niezbyt wysokiej frekwencji, a wynik głosowania pozostanie wielkomą niewiadomą aż do samego końca.



Wojciech Wojtasiewicz z Tbilisi

 

Polecamy także inne artykuły autora:

Niezdecydowany jak Gruzin: „Do wyborów parlamentarnych w Gruzji pozostały niewiele ponad dwa miesiące, jednak wciąż nie wiemy, na kogo głos odda ponad połowa Gruzinów".

 


Polecamy inne artykuły autora: Wojciech Wojtasiewicz
Powrót
Najnowsze

Czy Giedroyc jest aktualny?

25.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Kresentymentalizm

25.05.2017
Adam Balcer
Czytaj dalej

V Forum Europejskie

24.05.2017
NEW/ECS
Czytaj dalej

Spotkanie: Wojna, która nas zmieniła

22.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Europa Wschodnia – polska specjalność?

18.05.2017
NEW
Czytaj dalej

Political fiction rodem ze średniowiecza

18.05.2017
Maxim Rust
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu