Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Piotr Pogorzelski

Blog wyraża prywatne opinie Piotra Pogorzelskiego, niezależne od jego pracy dziennikarza Polskiego Radia. 

Jak wyhodować sobie wroga, czyli o obwodzie kaliningradzkim i małym ruchu granicznym
2016-09-19

 Obecne działania polskich władz wobec obwodu kaliningradzkiego mogą skończyć się efektem odwrotnym od zamierzonego. Zamiast ukarać Rosję za imperialną politykę ukarzemy siebie hodując sobie pod bokiem zmilitaryzowany region wrogi wobec Zachodu.

Dwa lata temu, kilka dni po tym, gdy separatyści opuścili Słowiańsk w Zagłębiu Donieckim, jechaliśmy tam z kolegą taksówką z Iziumu. Inne środki komunikacji wtedy nie działały. Wraz z nami jechała para emerytów zachwycająca się tym, że najbogatszy Ukrainiec, Rinat Achmetow, na 1 września zawsze dawał dzieciom w prezencie jabłka. Zeszło oczywiście także na temat Unii Europejskiej i Polski. - A jak wy tam żyjecie, też pewnie u was wszystkie fabryki pozamykali – pytał, a właściwie przekonywał nas emeryt, a jego żona potakiwała. Takie przeświadczenie miało i pewnie jeszcze ma wielu mieszkańców Zagłębia Donieckiego. I zapewne tak samo jest w Rosji.

Wynika to z dwóch prostych przyczyn: większość z nich nie opuszcza swojego regionu, czy nawet miasta, a wiedzę o świecie zewnętrznym czerpie z kontrolowanych przez Kreml mediów, w którym Rosja jest ofiarą agresywnej polityki Zachodu, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, oczywiście NATO i może w mniejszym stopniu Unii Europejskiej. Dlatego też tak łatwo było zmanipulować mieszkańców części Zagłębia Donieckiego, czy Rosji wmawiając im, że oddziały NATO wraz z „faszystami", którzy opanowali Kijów, szykują się do marszu na Wschód przed którym jedyną obronę może dać im Kreml.

Wpis miał być jednak o obwodzie kaliningradzkim. Ograniczmy się zatem do Rosji.

Zachód nie przebije się do Rosjan, czy mieszkańców kontrolowanych przez Moskwę terytoriów, za pomocą swoich mediów. BBC Russian, czy Radio Swoboda, Głos Ameryki mają ograniczony zasięg. Oprócz kremlowskiej telewizji, duże znaczenie dla Rosjan ma bezpośrednie doświadczenie, albo przekaz otrzymywany od znajomych (tak zwane BBC: Баба Бабе Сказала, Baba Babie Skazała).

Od 2012 roku, gdy wprowadzono mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim, mieszkańcy tego regionu mieli szansę łatwo się przekonać, jak naprawdę wygląda życie na Zachodzie. Warto na marginesie dodać, że dotyczyło to jednego z najbardziej zmilitaryzowanych regionów Europy. Czyli faktycznie mieliśmy ogromne szanse prowadzić działania propagandowe, za pomocą -tak zwanego- „soft power" wśród rosyjskich wojskowych. Szansa niemal nie do upuszczenia.

Teraz nasze władze, zawieszając mały ruch graniczny, właściwie pozbawiły się tej szansy. Zamiast łatwej do zdobycia karty małego ruchu, mieszkańcy obwodu kaliningradzkiego muszą starać się o wizy, których otrzymanie wymaga o wiele większych środków finansowych. Mały ruch graniczny nie polegał tylko na handlu i wyjazdach do Biedronki po parówki, do IKEI po meble, czy -w przypadku Polaków- po tańsze papierosy i benzynę, ale miał też na celu zwiększenie kontaktów między mieszkańcami dwóch regionów. Rosjanie zwiedzali Malbork, Gdańsk i mogli czerpać inne wzorce i otrzymywać inne informacje niż ze swoich telewizorów. Przy okazji, mogli też pooglądać polskie media i przekonać się, że punkt widzenia Kremla jednak nie jest do końca prawidłowy, czy też nie jest jedynym prawdziwym. Obecnie będą skazani na to, co im nadają z Moskwy albo co mówią tamtejsi „dyżurni Polacy", jak Tomasz Omański z samozwańczego Polskiego Centrum w Kaliningradzie, który w miejscowym portalu opowiada bzdury o tym, że polskie władze liczyły, iż wyjazdy do „biedronek" doprowadzą do protestów i „rewolucji" w obwodzie kaliningradzkim. Gdy się okazało, że to nie wypaliło, odwołały mały ruch graniczny. 

Jeszcze a propos zakupów, na których niewątpliwie dużo zarabiały polskie sklepy, to kupując u siebie czekoladę za równowartość 6 złotych i taką samą w polskim dyskoncie za 3 złote, Rosjanie mieli szanse się zastanowić, że może coś w ich państwie jest zorganizowane nie do końca tak, jak trzeba.

Teraz tych wszystkich szans są przez polskie władze pozbawieni. Zamiast wspierać za pomocą MRG otwarcie na Zachód, Warszawa pośrednio poparła ewentualne plany Kremla polegające na ogrodzeniu Kaliningradu drutem kolczastym i zrobieniu z niego wielkiej bazy wojskowej. Ze strony polskiej drut kolczasty już został założony, pozostaje tylko dołożyć go ze strony drugiej.

A co do kwestii bezpieczeństwa, którymi uzasadniane jest zawieszenie małego ruchu granicznego, naprawdę trudno mi uwierzyć, że polskie władze nie są w stanie skontrolować odpowiednio, kto dostaje kartę pozwalającą na łatwiejsze przekraczanie granicy. Może trzeba uszczelnić system zamiast wylewać dziecko z kąpielą i w dużym stopniu odcinać część mieszkańców obwodu kaliningradzkiego od Zachodu.  

***

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia, wieloletnim korespondentem Polskiego Radia w Kijowie i autorem dwóch książek: "Barszcz ukraiński" i "Ukraina: niezwykli ludzie w niezwykłych czasach". W blogu prezentuje swoje prywatne poglądy. 


Powrót
Najnowsze

Rosjanie przestają się bać

23.08.2017
Lilia Szewcowa Mateusz Dobrek
Czytaj dalej

Litewski kalejdoskop

21.08.2017
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Skandal „rakietowy”?

18.08.2017
Paweł Kost Mychajło Samus
Czytaj dalej

Dlaczego Europa nie rozumie Rosji?

15.08.2017
Michael Romancev
Czytaj dalej

Wykopcie i zlikwidujcie ten polski, szpiegowski brud

11.08.2017
Andrzej Nowak Ireneusz Dańko
Czytaj dalej

Nie z pozycji siły

10.08.2017
Aleksander Radczenko
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu