Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Trudny film o trudnej sprawie
2016-09-23
Andrzej Szeptycki

Fot. Krzysztof Wiktor-Film it (Forumfilm.pl)

Smarzowski wykonał dużą pracę tworząc Wołyń. Mimo tych wysiłków, film budzi pewne zastrzeżenia, a w efekcie i obawy.

Fot. Krzysztof Wiktor-Film it (Forumfilm.pl)

 

 

Wojciech Smarzowski deklaruje, że film o rzezi wołyńskiej to najtrudniejsze dzieło, nad jakim pracował – dlatego bardzo starannie chciał się do niego przygotować. Sądzę, że mówi prawdę – świadczą o tym zarówno zabiegi, które podjął w trakcie realizacji filmu, jak i sama treść Wołynia. Reżyser konsultował najbardziej kontrowersyjne fragmenty filmu – między innymi symboliczny „pochówek" Polski przez ukraińskiego duchownego w 1939 roku, rozmawiał z najbardziej znanymi polskimi specjalistami zajmującymi się problematyką Wołynia. Zadbał o przedpremierowe pokazy dla ukraińskich dyplomatów i polskich specjalistów od spraw wschodnich. W samym filmie wielokrotnie stara się pokazać obie strony medalu. Najbardziej widocznym tego przykładem są sceny z dwóch cerkwi, przeplatające się z przygotowaniami do rzezi. W jednej starszy duchowny mówi o potrzebie miłości bliźniego, w drugiej – młodszy każe oddzielić ziarno od kąkolu i święci kosy oraz siekiery, którymi zabijani będą Polacy.

Mimo tych wysiłków, film budzi pewne zastrzeżenia, a w efekcie i obawy. Obraz zaczyna się od motta: „Ofiary na Wołyniu zostały zabite dwa razy: pierwszy raz od siekier Ukraińców, drugi przez wymazanie z pamięci". To zdanie w istotny sposób przekłamuje prawdę o współczesnej debacie wołyńskiej. Ta bowiem od dwóch dekad toczy się pomiędzy oboma państwami. Wystarczy przypomnieć serię spotkań historyków „Polska-Ukraina. Trudne pytania", czy obchody w Pawliwce w 2003 roku, w których wzięli udział prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma. Prawda o Wołyniu – podobnie jak i o Katyniu – była przemilczana w okresie PRL, ale nie potem. Można nie zgadzać się z narracją o Wołyniu w Polsce czy na Ukrainie, ale nie można mówić o wymazywaniu ofiar rzezi ze zbiorowej pamięci. Jedyna nadzieja, że film Smarzowskiego ostatecznie obali w Polsce mit o tym, że o Wołyniu się milczy.

Problemem filmu jest także jego długość i złożoność fabuły. Obraz trwa dwie i pół godziny, co wynika po części z faktu, że autor chce dokładnie przedstawić dzieje Wołynia przed tragicznym rokiem 1943. Zabieg ten w odniesieniu do II wojny światowej udaje się. Brakuje natomiast wstępu historycznego dotyczącego okresu przedwojennego. Wołyń przed 1939 rokiem jest ukazany – to klasyczny mit kresowy – jako sielankowe miejsce, gdzie Polacy i Ukraińcy żyją w zgodzie (siostra głównej bohaterki Zosi wychodzi za Ukraińca; Zosia też kocha się w ukraińskim sąsiedzie, choć ojciec wydaje ją za Polaka Macieja Skibę). Problemy narodowościowe (niszczenie cerkwi, faworyzowanie polskich osadników) pojawiają się tylko tu i ówdzie w rozmowach Ukraińców przy wódce; Ukraińców próbuje uświadomić przysłany ze Lwowa emisariusz OUN. Długość filmu negatywnie wpływa na fabułę, która jest nazbyt złożona. Na przykład wspomniana Zosia łącznie dzieli swe życie z trzema mężczyznami, nie licząc dwóch kolejnych, którzy bezskutecznie zabiegają o jej serce.

Reżyser stara się ukazać złożoną prawdę historyczną, pojawia się jednak pytanie, na ile ten zabieg będzie zrozumiały w przypadku mniej oczytanych i bardziej „patriotycznie" nastawionych widzów po jednej czy drugiej stronie granicy. Wielu Ukraińców zapamięta z filmu narzuconego przez radzieckie władze sołtysa, który w 1939 roku z entuzjazmem witał Armię Czerwoną, a w 1941 roku – Wehrmacht, by dwa lata później zająć się wyrzynaniem Polaków. Należy też odnotować, że rolę ukraińskiego sąsiada, który w końcu zabije męża Zosi Skibę, gra jeden ze stałych aktorów Smarzowskiego, Lech Dyblik – znany z wcielania się w postaci niegrzeszące ani urodą, ani polotem. Polacy zapamiętają z filmu sielankowy, przedwojenny Wołyń i – przede wszystkim – okrutną rzeź: palone kościoły i stodoły, odcinane głowy, wypruwane flaki. I nocne spotkania UPA pod czerwono-czarnymi sztandarami oraz towarzyszący im ryk „Sława Ukrainie". To wszak te, najmocniejsze momenty filmu, są najbardziej wyczekiwane.

Film ukazuje tragiczny los nie tylko polskich, ale i żydowskich czy ukraińskich mieszkańców Wołynia. Ci pierwsi padają ofiarą radzieckich wywózek i Ukraińskiej Powstańczej Armii, ci drudzy – hitlerowców i ich ukraińskich kolaborantów, trzeci – bezwzględnie wymuszającej posłuszeństwo UPA oraz polskich akcji odwetowych. Smarzowski pokazuje też ludzkie odruchy, chęć ratowania bliźnich, które pozwoliły niektórym przetrwać to piekło. Nie odpowiada natomiast jednoznacznie na pytanie, jaka była przyczyna krwawej rzezi dokonanej przez ukraińską partyzantkę. Uwarunkowania historyczne pojawiają się jedynie zdawkowo, a działalność UPA w istotnym stopniu sprowadza się do wbijania młodszym adeptom nacjonalistycznych haseł i nienawiści. Głównej bohaterce, Zosi, nie towarzyszy „czarny charakter", który ukazywałby w pełni genezę zła. Roli tej nie pełni – wbrew nadziejom reżysera – jeden z banderowców, Orłyk. Smarzowski odchodzi od klasycznego schematu Skrzetuski-Helena-Bohun. Skiba, polski mąż Zosi, nie jest postacią jednoznacznie pozytywną, za to ukraińskiego bohatera (czy raczej antybohatera) po prostu brakuje. W efekcie odnosi się wrażenie, że Zosia i inni Polacy muszą stawić czoło nieco bezimiennej ukraińskiej tłuszczy, co jeszcze bardziej dehumanizuje tę ostatnią.

Smarzowski zaczynał od turpistycznych, choć niepozbawionych akcentów humorystycznych obrazów w stylu Wesela. Stopniowo, najpierw nieco przy okazji (Dom zły), potem już świadomie (Róża) sięgał do polskiej historii. Jego najnowszy obraz – dojrzalszy od wcześniejszych, choć utrzymany w charakterystycznym dla reżysera stylu – zapisze się w dziejach polskiego kina historycznego: mniej w związku z tym, jak pokazana jest rzeź wołyńska, ale przede wszystkim dlatego, że Smarzowski jako pierwszy zajął się tą tematyką. To jego obraz będzie w nadchodzących latach kształtować masowe wyobrażenia o historii południowo-wschodnich województw II Rzeczypospolitej w latach 1939-1943.

 

Andrzej Szeptycki

 

Polecamy także:

Tadeusz Iwański, Dobry film w złym czasie: Wołyń Smarzowskiego jest historycznie uczciwy, precyzyjnie dzieli winy między Polaków, Ukraińców, Niemców i sowietów. Szkoda tylko, że nie powstał wcześniej – dziś czas jest wyjątkowo niesprzyjający".

 


Powrót
Najnowsze

Zachód: nie takie nam sankcje straszne

21.07.2017
Grzegorz Kaliszuk
Czytaj dalej

Litewsko-polski węzeł gordyjski

19.07.2017
Adam Balcer

 

Adam Balcer odpowiada na tekst Dominika Wilczewskiego na temat relacji polsko-litewskich.

Polsko-litewskie relacje od lat znajdują się w impasie. Jednak, trudno pogodzić się z tezą, że dojście do władzy PiS oraz wzrost w Polsce bezkrytycznego stosunku do Kresów nie miało na nie większego wpływu.

Czytaj dalej

„Russiagate”: sukces czy porażka Moskwy?

17.07.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Milczenie i czyny prezydenta

14.07.2017
Ewa Polak
Czytaj dalej

Mój własny Wschód

11.07.2017
Paulina Niechciał - tekst i zdjęcie
Czytaj dalej

"Gazeta Wyborcza" o "Nowej Europie Wschodniej"

10.07.2017
Wojciech Maziarski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu