Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Idźcie na „Wołyń”
2016-09-28
Andrzej Brzeziecki

Moja propozycja jest taka – nie czytajcie już żadnych recenzji, idźcie po prostu na film. Warto.

Fot. Krzysztof Wiktor, Film It!

 

Wśród pierwszych recenzji nowego filmu Wojciecha Smarzowskiego przeważają te o politycznym znaczeniu filmu. Każda scena rozbierana jest na fragmenty i rozpatrywana pod kątem jej potencjalnego wpływu na stosunki polsko-ukraińskie. Mniej recenzji dotyczy artystycznych walorów filmu. Szkoda. Dzieje się to z krzywdą dla wielkiego kunsztu reżysera i dla pracy aktorów – z rewelacyjną Michaliną Łabacz na czele. Warto także docenić ukraińskich aktorów.

 

Smarzowski wielokrotnie podkreślał, że nie nakręcił podręcznika do historii. Nie nakręcił też politycznego manifestu ani programu pojednania polsko-ukraińskiego. To nie jego rola. Nie uważam też, by jego zmartwieniem winien być odbiór filmu na Ukrainie. Nie podzielam także opinii, że film ten ukazał się w niewłaściwym czasie. Na takie filmy czas zawsze jest zły – albo wręcz odwrotnie: zawsze dobry. Ile musielibyśmy czekać, żeby nastał właściwy moment? Sto lat? Pięćset? Ponoć Krzyżaków Aleksandra Forda do dziś emituje się, gdy chce się podgrzać antyteutońskie nastroje.

 

Oczywiście można zwracać uwagę, że ukazany w pierwszych scenach filmu portret kresów II RP jest zbyt sielankowy, można wyliczać, że w filmie z rąk Polaków ginie relatywnie mało Ukraińców, że pokazana jest tylko ukraińska kolaboracja. Ale wydaje mi się, że film o Wołyniu nigdy w pełni nie zadowoliłby strony ukraińskiej (a także części polskiej opinii publicznej; ja na przykład mam pretensje o motto filmu, zgodnie z którym Kresowian raz zabito siekierami i drugi raz zabito zapominając o nich – to drugie stwierdzenie już od dawna jest nieprawdą, bo o Wołyniu od lat mówi i pisze się naprawdę dużo).

 

I tak wydaje mi się, że reżyser, być może obawiając się krytyki, przeładował film niuansami i paradoksami, przedstawiał każdy problem z dwóch stron i ukazywał złożoność historii. W efekcie Wołyń może jest trochę za długi i właściwie powinien być kilkuodcinkowym serialem.

 

Szkoda, że Smarzowski nie został na Festiwalu w Gdyni uhonorowany jedną z głównych nagród. Wiem, że konkurencja była spora, ale taka decyzja jury może posłużyć do rozgrywania filmu w polsko-polskich wojenkach – dziwnego zachowania Jacka Kurskiego oraz sugestii, iż liberalny „salon" odrzucił Smarzowskiego, bo tematyka kresowa kojarzy się jakoś z prawicą. Dobrze, że Smarzowski nie dał się w to wplątać.

 

Moja propozycja jest taka – nie czytajcie już żadnych recenzji, idźcie po prostu na film. Warto.

 

 

Andrzej Brzeziecki jest redaktorem naczelnym „Nowej Europy Wschodniej".

 

Polecamy także:

Tadeusz Iwański, Dobry film w złym czasie: Wołyń Smarzowskiego jest historycznie uczciwy, precyzyjnie dzieli winy między Polaków, Ukraińców, Niemców i sowietów. Szkoda tylko, że nie powstał wcześniej – dziś czas jest wyjątkowo niesprzyjający".

Andrzej Szeptycki, Trudny film o trudnej sprawie: Smarzowski wykonał dużą pracę tworząc Wołyń. Mimo tych wysiłków, film budzi pewne zastrzeżenia, a w efekcie i obawy".


Powrót
Najnowsze

Zachód: nie takie nam sankcje straszne

21.07.2017
Grzegorz Kaliszuk
Czytaj dalej

Litewsko-polski węzeł gordyjski

19.07.2017
Adam Balcer

 

Adam Balcer odpowiada na tekst Dominika Wilczewskiego na temat relacji polsko-litewskich.

Polsko-litewskie relacje od lat znajdują się w impasie. Jednak, trudno pogodzić się z tezą, że dojście do władzy PiS oraz wzrost w Polsce bezkrytycznego stosunku do Kresów nie miało na nie większego wpływu.

Czytaj dalej

„Russiagate”: sukces czy porażka Moskwy?

17.07.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Milczenie i czyny prezydenta

14.07.2017
Ewa Polak
Czytaj dalej

Mój własny Wschód

11.07.2017
Paulina Niechciał - tekst i zdjęcie
Czytaj dalej

"Gazeta Wyborcza" o "Nowej Europie Wschodniej"

10.07.2017
Wojciech Maziarski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu