Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Niekończąca się epopeja
2016-10-06
Jakub Łoginow

Kolejki na polsko-ukraińskiej granicy to zmora dla Polaków i Ukraińców. Tymczasem są sposoby, aby coś z tym zrobić.

Fot. Silar (CC BY-SA 3.0) commons.wikimedia.org

 

Zawieszenie na czas szczytu NATO i Światowych Dni Młodzieży Małego Ruchu Granicznego (MRG) na polsko-ukraińskiej granicy było udanym eksperymentem. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki okazało się, że wielogodzinne kolejki zniknęły, a granicę można było przekroczyć w ciągu kilkunastu minut. Jakie wnioski należy z tego wyciągnąć?

 

Wysoka cena tanich papierosów

Główną przyczyną kolejek jest drobny przemyt wyrobów akcyzowych. Zajmują się tym „mrówki", głównie z ukraińskiej części pogranicza. I choć często przenoszą oni jednorazowo dozwoloną ilość papierosów (dwie paczki), to, robiąc to regularnie, łamią polskie prawo. Przepisy mówią wyraźnie, że przenosić przez granicę wyroby tytoniowe „można jedynie na własny użytek", a odsprzedaż wyrobów akcyzowych jest zabroniona (o czym informuje na przykład tablica po polskiej stronie przejścia w Medyce). Uczynienie zaś z tego procederu regularnego sposobu zarobkowania jest poważnym przestępstwem skarbowym – coś jak prowadzenie przez wielu lat firmy handlowej bez płacenia podatków i ZUS. Istotny jest też aspekt społeczny: wielu mieszkańców strefy przygranicznej rezygnuje z edukacji, nie posyła dzieci na studia, nie stara się znaleźć pracy na przykład w niedalekim Lwowie czy w Polsce (gdzie nie brakuje dla Ukraińców legalnej pracy). Na miejscu dostępny jest bowiem nielegalny, lecz społecznie tolerowany sposób zarobku na drobnym przemycie i korupcji (na przykład odsprzedaż miejsc w kolejce, którą się wcześniej samemu tworzyło), przynoszący dochód na poziomie 2000-3000 złotych.

Przemytowi sprzyja też poziom ukraińskiej akcyzy na papierosy: chyba nikt nie ma wątpliwości, że jest zbyt niski. Coraz więcej obywateli Ukrainy twierdzi, że akcyza powinna zostać podniesiona do poziomu unijnego. Pojawia się także argument, że ceny pozostałych ukraińskich towarów konsumpcyjnych (odzież, obuwie, czy żywność) są na Ukrainie zbliżone do cen polskich odpowiedników (czasami są nawet droższe). Skoro więc Ukraińcy, mimo niskich zarobków, są w stanie sprostać „europejskim" cenom za mięso, ser, czy owoce, to trudno kurczowo trzymać się argumentu, że ze względów socjalnych tanie muszą być akurat papierosy i wódka.

Mało kto jednak wie, że proces podnoszenia akcyzy na ukraińskie papierosy już się odbywa. Jest to związane ze zobowiązaniami międzynarodowymi Ukrainy wobec UE (realizacja umowy stowarzyszeniowej), Światowej Organizacji Zdrowia (walka z paleniem) i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (Kijów musi zwiększyć wpływy budżetowe z tytułu sprzedaży wyrobów tytoniowych). Przykładowo, w 2014 roku rząd Arsenija Jaceniuka przyjął ambitny harmonogram podwyższania akcyzy co roku o kilkadziesiąt procent, tak aby w ciągu dziesięciu lat osiągnąć minimalny poziom wymagany przez UE dla swoich krajów członkowskich. W 2016 roku akcyza na tamtejsze papierosy wzrosła o 40 procent, co oznacza wzrost cen papierosów o 10-20 procent. W kolejnych latach ta dynamika ma być zachowana.

Skoro tak, to w czym problem? Po pierwsze, dość duży nominalny (wyrażony w hrywnach) wzrost cen papierosów w latach 2012-15 został „zjedzony" przez gwałtowne załamanie się wartości ukraińskiej waluty. Papierosy nominalnie podrożały w tym okresie dwukrotnie, ale ich cena wyrażona w złotówkach wręcz spadła w porównaniu z okresem sprzed Majdanu. Sytuacja wyrównała się dopiero niedawno, gdyż od roku kurs hrywny do złotówki utrzymuje się na stałym poziomie. Jednak, jak łatwo policzyć, jeżeli co roku ukraińskie papierosy będą drożeć o 20 procent czy nawet 40 procent, jeszcze przez dekadę ich cena będzie śmiesznie niska w porównaniu z ceną polskich odpowiedników (po prostu za kilka lat zamiast być cztery razy tańsze, będą trzy razy tańsze od naszych). Problemem jest bowiem to, że Polska również systematycznie podnosi akcyzę, aby stopniowo zrównać ją z niemiecką.

Trudno znaleźć rozwiązanie. Możemy jedynie apelować do Ukraińców, by jeszcze bardziej przyspieszyli (i tak spory) wzrost akcyzy – aby corocznie wzrastała ona nie o 40 procent, ale na przykład o 100 procent. Warto by polskie MSZ ten postulat wyraźnie wyartykułowało i poruszało go przy każdych rozmowach dwustronnych z ukraińskimi partnerami, uzależniając od jego spełnienia zwiększenie polskiej pomocy dla Ukrainy.

 

Zlikwidować Mały Ruch Graniczny

Kolejny postulat, czyli zlikwidowanie na stałe Małego Ruchu Granicznego, również nie do końca rozwiąże problem, chociaż znacząco polepszy sytuację. Z rozmów, które przeprowadzam od lat między innymi z pracownikami Straży Granicznej i Straży Celnej wynikam, że ogromna większość przypadków przekraczania granicy w ramach MRG wiąże się z nadużyciami. Warto wspomnieć o petycjach słanych do władz Polski oraz prezydenta Ukrainy w sprawie likwidacji MRG, których autorami byli sami Ukraińcy spoza strefy przygranicznej. Podnosili argument, że sposób, w jaki ich współobywatele korzystają z MRG, urąga europejskim standardom; utrudnia też życie uczciwym obywatelom Ukrainy, którzy chcą w cywilizowany sposób dojechać na przykład do pracy do Polski.

Prędzej czy później Ukraina i tak uzyska ruch bezwizowy – stanie się to być może już w przyszłym roku (MRG nie zniknie automatycznie wraz z liberalizacją ruchu wizowego). Przemytnicy będą więc jeździć do Polski bez względu na to, czy posiadają kartę MRG, czy nie.

Jest jednak jeden niuans. Otóż zarówno ruch bezwizowy, jak i wiza długoterminowa pozwalają na przebywanie na terenie UE jedynie przez 90 dni w ciągu każdego 180-dniowego okresu. Przy czym wystarczy danego dnia przekroczyć granicę i być w Polsce zaledwie moment, by władze uznały, że „wykorzystaliśmy" jeden dzień pobytu. Natomiast MRG takich ograniczeń nie posiada: na jego podstawie można przyjeżdżać do Polski choćby i przez 365 dni w roku. W dodatku posiadaczom kart MRG nie są wbijane pieczątki do paszportu, a osoby przejeżdżające na ogólnych zasadach, już po trzech miesiącach mają zapełniony cały paszport i muszą wyrabiać nowy, co jest istotnym utrudnieniem dla przemytników.

Warto więc zlikwidować Mały Ruch Graniczny z dniem wprowadzenia ruchu bezwizowego.

 

Duże potrzeby, małe pieniądze

Wiele osób postuluje też, by rozdzielić ruch posiadaczy kart MRG od pozostałych podróżnych, tworząc osobne pasy odpraw. W takiej sytuacji, zdaniem zwolenników tego kroku, osoby korzystające z MRG będą długo oczekiwać w swoich przemytniczych kolejkach, a pozostali będą przekraczać granicę bez problemów. Mówił o tym między innymi ukraiński ambasador Andrij Deszczyca. Niestety, takie postulaty to ślepa uliczka.

Przebudowa przejść granicznych z wydzieleniem osobnych pasów dla MRG wymagałaby olbrzymich pieniędzy, których w polskim budżecie brakuje. A w ukraińskim brakuje w szczególności. Otóż roczny budżet na inwestycje na wszystkich przejściach granicznych na całej polskiej granicy wschodniej, od Mierzei Wiślanej po Bieszczady, wynosi zaledwie 25 milionów złotych (dane za 2015 rok). I ani rząd, ani posłowie nie kwapią się do jego zwiększenia.

W efekcie, nawet oczywiste inwestycje, jak budowa brakujących korytarzy i terminali dla odpraw pieszych i rowerzystów czy przystosowanie przejść granicznych do wspólnych polsko-ukraińskich odpraw, ciągną się niemiłosiernie. Według informacji przekazanych przez polskie MSWiA oraz wojewodów temat kolejnych inwestycji (nowe przejścia, wydzielenie pasów MRG) pojawi się najwcześniej wtedy, gdy skończy się praca nad już zaplanowanymi inwestycjami z terminem realizacji „na wczoraj". Dopiero później będzie można mówić na przykład o budowie dawno potrzebnego przejścia Zbereże-Adamczuki, przejść w Bieszczadach, czy o zbudowaniu osobnych pasów odpraw MRG.

Według moich obliczeń, przy zachowaniu obecnego poziomu finansowania, stanie się to najwcześniej w 2030 roku. I to po stronie polskiej, bo po ukraińskiej jeszcze później.

 

Radykalne rozwiązania

Jest jeszcze jedna sprawa, która generuje kolejki. Ukraina obłożyła właścicieli używanych samochodów, które importuje z krajów UE, horrendalnie wysokim cłem i akcyzą. Aby go uniknąć, mieszkańcy strefy przygranicznej rejestrują samochody w Polsce i jeżdżą nimi po Ukrainie. Muszą jednak co pięć dni przekraczać granicę tylko po to, by uzyskać pieczątkę w paszporcie – w innym przypadku płaciliby wysokie kary za brak oclenia auta. Sytuacja ta generuje bezsensowny ruch, którego można uniknąć.

Warto więc, by polskie władze rozmawiały z Kijowem nie tylko o przyspieszeniu procesu podnoszenia akcyzy na papierosy, ale też o obniżeniu cła i akcyzy na importowane samochody. Ukraina nie musi się na to godzić, ale polskie MSZ powinno przynajmniej jasno wyartykułować, że obecna sytuacja stwarza dla Polski ogromne problemy na granicy, wskutek których cierpią też ukraińscy podróżni.

***

W kwestii granic Polska ma ograniczone pole manewru. Jedynymi możliwymi rozwiązaniami są radykalne podniesienie ukraińskiej akcyzy, realna walka z przemytem i radykalne zwiększenie liczby przejść granicznych. Realizacja ostatniego postulatu wymagałaby zwiększenia budżetu na modernizację przejść granicznych około dwudziestokrotnie – z obecnych 25 milionów złotych do 500 milionów rocznie (nie wydaje się to realne).

Radykalne rozwiązania są możliwe. Problem w tym, że dopóki media o granicy nie piszą, w społeczeństwie i wśród polityków istnieje przekonanie, że wszystko jest w porządku i nie są potrzebne żadne istotne zmiany.

 

Jakub Łoginow jest polskim dziennikarzem specjalizującym się w problematyce Ukrainy, Słowacji i Czech. Współpracuje między innymi z „Dziennikiem Gazetą Prawną" oraz z kijowskim tygodnikiem „Dzerkało Tyżnia", jest założycielem i redaktorem polsko-słowacko-ukraińskiego portalu porteuropa.eu. Od 2013 roku koordynuje kampanię społeczną na rzecz otwarcia pieszych przejść granicznych na granicy polsko-ukraińskiej i ukraińsko-słowackiej (www.facebook.com/turystycznagranica).


Polecamy inne artykuły autora: Jakub Łoginow
Powrót
Najnowsze

Nadchodząca agonia systemu? Przedterminowe wybory parlamentarne na Ukrainie

17.07.2019
Marek Bogdan Kozubel
Czytaj dalej

Zwykły człowiek vs Rosja

16.07.2019
Tomasz Grzywaczewski Krzysztof Popek
Czytaj dalej

Zrzutka na Seferisa

16.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Wilno: Spotkanie wokół obławy augustowskiej 1945

14.07.2019
NEW
Czytaj dalej

Baśnie z tysiąca i jednego protestu. Gruzińska kronika wydarzeń

11.07.2019
Daria Szlezyngier
Czytaj dalej

Wojna nie przynosi ani zwycięstwa, ani przegranej

10.07.2019
Tomasz Filipiak
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu