Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski

Marta Panas-Goworska i Andrzej Goworski są małżeńsko-pisarskim duetem. Interesują się kulturą i historią krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosji. Publikowali m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Nowej Europie Wschodniej”, „National Geographic”, „Polityce”, regularnie współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym „Akcent”. Autorzy Naukowców spod czerwonej gwiazdy (PWN, Warszawa 2016) oraz Grażdanina N. N. (PWN, Warszawa 2017).  

Л (L) jak Lewoniewski Zygmunt Aleksandrowicz – biografia na wyrost
2016-10-16

Stalin kazał zagłodzić w kazamatach genialnego biologa Nikołaja Wawiłowa, po czym jego brata Siergieja uczynił prezydentem Radzieckiej Akademii Nauk. Casus bez wątpienia interesujący dla psychiatrów, tym bardziej, że nie był to odosobniony przypadek. W latach trzydziestych utalentowany, choć, jak mawiają w lotnictwie unlucky pilot, Sigismund Lewoniewski cieszył się niezasłużoną przychylnością tyrana. Dlaczego? Czyżby też miał brata?

Amerykański pilot Jimmie Mattern podczas próby bicia światowego rekordu, czyli jak najszybszego okrążenia kuli ziemskiej, odwiedził w 1933 roku także Moskwę. Na zdjęciu pilot i jego maszyna Century of Progress, http://dmairfield.com/people/mattern_ji/ (dostęp 16.10.2016).3 lipca 1933 roku amerykański pilot Jimmie Mattern w maszynie Century of Progress wystartował z Nowego Jorku i ruszył na wschód. Zamierzał pobić rekord i w jak najkrótszym czasie oblecieć kulę ziemską. Nad Syberią pokonała go pogoda i 14 lipca, nie bez kłopotów awaryjnie wylądował na śnieżnym pustkowiu. Lotnika uratowali Czukczowie i przetransportowali do Anadyru. Po pięciu dniach nad brzeg Morza Beringa przybył Zygmunt Lewoniewski, zwany w swej komunistycznej ojczyźnie Sigismundem Aleksandrowiczem. As przestworzy wziął rozbitka na pokład i na radzieckiej maszynie wzleciał w samo serce zawiei, by po kilku godzinach bezpiecznie wylądować w Nom na Alasce. Tam został uhonorowany złotymi pierścieniami, a lokalny fryzjer, emigrant z zachodniej Ukrainy, bezpłatnie go ostrzygł i ogolił. W drodze powrotnej lotnik skierował się ku biegunowi, i nad Północną Drogą Morską, czyli arktycznym szlakiem łączącym Cieśninę Beringa z Morzem Barentsa, dokonał obserwacji meteorologicznych. Przekazał je Ernstowi Krenkelowi, radiotelegrafiście z Czeluskina, czyli statku, który właśnie przebijał się przez Ocean Arktyczny. Przeleciał nad okrętem, zamachał skrzydłami i ruszył do Moskwy, gdzie witały go rozentuzjazmowane tłumy. Następnego dnia zdjęcie lotnika o aparycji playboya, który pod kurtką zwykł nosić garnitur, znalazło się na czołówkach wszystkich radzieckich gazet.

SS Czeluskin. Statek, z którego po zderzeniu z krą ewakuowano ponad 100 osób. W ewakuacji załogi, miał brać udział Sigismund Lewoniewski, ale jego maszyna sama uległa wypadkowi. Nie przeszkodziło mu to jednak dostać Gwiazdy Bohatera Związku Radzieckiego z zaszczytnym drugim numerem, http://nnm.ru/blogs/horror1017/razdavlennyy_ldami_parohod_chelyuskin/ (dostęp 16.10.2016).Czeluskin, choć Lewoniewski nigdy więcej go już nie zobaczył, miał odegrać w życiu pilota niebagatelną rolę. 13 lutego 1934 roku lodowe płyty zdusiły statek i kapitan nadał SOS. Cudem udało się ewakuować pasażerów na krę, gdzie ocalałym rozbito namioty i w trzaskającym mrozie oczekiwano na pomoc. Na ratunek setce uwięzionych w Arktyce mężczyzn, kobiet, a nawet dzieci, ruszyło piętnaście radzieckich samolotów. Stalin nie zgodził się, żeby w akcji uczestniczyli Amerykanie, ale postanowił nabyć od nich maszynę umożliwiającą loty na daleką północ. W tym celu wysłał do USA Lewoniewskiego. As przestworzy wybrał najlepszy samolot, zabrał na pokład przebywającego za oceanem badacza Arktyki, Gieorgija Uszakowa, i od razu ruszył na pomoc rozbitkom. Od startu pilot zmagał się z warunkami atmosferycznymi i nie doleciawszy do Morza Czukockiego, zdecydował się na awaryjne lądowanie. Podczas przyziemienia 17АF Fleetster uległ niemal całkowitemu zniszczeniu, choć lotnikowi i pasażerowi udało się wyjść bez szwanku. I w czasie, gdy piętnaście maszyn kursowało między lądem a krą, Lewoniewski spoglądał w niebo, wyczekując ratunku.

Uszakow (w środku), Lewoniewski (drugi z prawej) podczas spotkania rządowej komisji do spraw ratowania Czeluskina, 1934 r., http://xn--80aafy5bs.xn--p1ai/aviamuseum/aviatory/letchiki/sssr-3/pervye-geroi-sssr/levanevskij-sigizmund-aleksandrovich/ (dostęp 16.10.2016).Trzynastego kwietnia 1934 roku przetransportowano na ląd ostatniego z Czeluskinowców. Minął jeszcze tydzień i w Moskwie zorganizowano wielką paradę na cześć lotników oraz ocaleńców. Bolszewicy umieli porażkę przekuć w sukces i głównymi bohaterami wydarzenia uczynili pilotów. Ich dokonania były imponujące. Wasilij Mołokow w dwumiejscowym R-5 ośmiokrotnie pokonywał dystans między lądem a krą i za każdym razem upchawszy do środka co najmniej cztery osoby, bezpiecznie wracał do bazy. W ten sposób uratował życie trzydziestu dziewięciu rozbitkom. Podobnego wyczynu dokonał inny pilot, Nikołaj Kamanin, który przewiózł trzydziestu czterech Czeluskinowców. Pozostali piloci mogli pochwalić się przerzuceniem od jednej do dwunastu osób. I tylko Lewoniewski z zerowym kontem sam stał się celem akcji ratunkowej. Najwyraźniej jednak Stalina nie interesowały proste wyliczenia. Gwiazdę Bohatera Związku Radzieckiego z numerem pierwszym przyznał pilotowi Anatolijowi Lapidiewskiemu, który ocalił dwunastu pasażerów, a odznaczenie z cyfrą dwa – nie komu innemu, a Sigismundowi Aleksandrowiczowi.

Lewoniewski, utytułowany jak żaden inny z radzieckich lotników, wciąż nie mógł się pochwalić spektakularnym wyczynem. Ordery i odznaczenia otrzymał niejako na wyrost i toczony wielką ambicją, ale też strachem przed Stalinem, szukał nowych wyzwań. W 1935 roku ogłosił wszem i wobec, że zamierza przelecieć skonstruowanym przez Andrieja Tupolewa ANT-em-25 trasę z Moskwy, przez biegun północny do San Francisco. 3 sierpnia wraz z drugim pilotem Gieorgijem Bajdukowem oraz nawigatorem Wiktorem Lewczenką wzbił się ze stołecznego lotniska i skierował na północny zachód. Po kilku godzinach lotu dostrzeżono w kabinie ślady paliwa. Z czasem, kropelka po kropelce, zgromadziła się niewielka kałuża. Bajdukow słusznie wydedukował, że przelano zbiorniki i na dużej wysokości benzyna zaczęła się pienić. W tej postaci przeciekała wzdłuż skrzydła do kokpitu. Samo zjawisko nie było jednak groźne. Lewoniewski uważał inaczej i wyciągnąwszy z kabury mausera, nakazał lądować. Tuż po przyziemieniu udał się do Moskwy i na osobistej audiencji wyznał Stalinowi, że stał się obiektem sabotażu. Wąsacz nie przepędził lotnika, a swój gniew skierował przeciw Tupolewowi. Kremlowskie młyny mełły powoli i genialny inżynier jeszcze dwa lata cieszył się wolnością. Dziś jednak wiadomo, że wybrzmiałe w 1935 roku pomówienia odegrały kluczową rolę w jego uwiezieniu.

„Co uczynić, by zasłużyć na poklask wodza" – zachodził w głowę Sigismund Aleksandrowicz, gdy jego radzieccy koledzy – o zgrozo – także na pokładzie ANT-25, latali do USA oraz bili kolejne rekordy. Jak to często bywa przypadek podsunął bolszewickiemu asowi odpowiedź na nurtujące go pytanie. Podczas wizyty na moskiewskim lotnisku dostrzegł eksperymentalny DB-A zaprojektowany przez Wiktora Bołchowitinowa. Ciężki bombowiec dalekiego zasięgu o rozpiętości skrzydeł 40 metrów i mierzący od dziobu do ogona 30 metrów, zawierał bezprecedensowe rozwiązania techniczne i nie mogła się z nim równać żadna ówczesna maszyna (dopiero Boeing B-17 Latająca Forteca przebije DB-A). Lewoniewski na jego widok aż zakrzyknął „Dajcie, dajcie mi go! To trzeba pokazać amerykańcom, im coś takiego nawet się nie śniło.". Od razu zwrócił się też do Stalina z prośbą o zgodę na lot DB-A do USA przez biegun północny. Gdyby się to udało, bolszewicy jako jedyni na świecie dowiedliby, że mogą wysyłać nad Stany Zjednoczone bombowce załadowane śmiercionośnymi pociskami. Okazji do takiej demonstracji sił wąsacz nie mógł przepuścić i decyzja zapadła.

Samolot DB-A, na pokładzie którego Lewoniewski wyruszył w swój ostatni lot, https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%94%D0%91-%D0%90#/media/File:Bolschowitinow_DB_A.jpg (dostęp 16.10.2016).

12 sierpnia 1937 roku, godzina 18:15 czasu moskiewskiego. Na kronice filmowej widać jak odziany w garnitur Lewoniewski zeskakuje z samochodu i z ręką w kieszeni nonszalancko zmierza ku wielkiej maszynie. Uśmiechnięty rozgląda się dookoła i raz, dwa, skacze po drabince i już jest w środku. Co zaskakujące, nie siada za sterami. Wolant trafia w ręce drugiego pilota, Nikołaja Kostaniewa. „Może Sigismund Aleksandrowicz chce mieć czas, żeby się przebrać", dywagują gapie. Cztery potężne silniki prychają dymem i olbrzym zaczyna toczyć się po pasie startowym. Mało kto wie, że specjalnie dla niego został on przedłużony i zakończony czymś na kształt niewielkiej betonowej skoczni, aby DB-A mógł się unieść. Ale nie tylko to umyka oku kamery. Okazuje się, że pod pozorem uśmiechu załoganci Lewoniewskiego skrywali zgoła odmienne uczucia. Technicy przygotowujący maszynę zaświadczają, że mechanik Nikołaj Godowikow zamiast „do widzenia" odpowiedział „żegnajcie", a nawigator Wiktor Lewczenko komplement na temat jego nowych polarnych butów, skwitował gorzkim żartem, że dobre obuwie przyda się do ucieczki przed niedźwiedziami. Taka sytuacja byłaby do wyobrażenia, tylko wtedy, gdy załoga musiałaby przymusowo lądować w Arktyce. Zgromadzeni przyjęli to jako czarny humor i nikt nie wziął tego poważnie. Olbrzym w blasku magnezjowych lamp wzniósł się ponad ziemię.

Samolot DB-A, http://macbion.narod.ru/arkt/levsky_tm388-2.htm (dostęp 16.10.2016).13 sierpnia o godzinie 13:40 do Moskwy dotarł radiotelegram z DB-A. „Przelatujemy nad biegunem. Widoczność niska, wysokość 6000, temperatura minus trzydzieści pięć. Na oknach kabiny lód. Wszystko w porządku". Pod dokumentem widnieją podpisy całej załogi. Pięćdziesiąt dwie minuty później do sztabu przyszła wiadomość numer 19: „Awaria skrajnego prawego silnika z powodu uszkodzenia układu olejowego. Wysokość 4600, idziemy w całkowitym zachmurzeniu". Wiadomość wcale nie oznaczała, że za chwilę nastąpi tragedia. Samolot mógł lecieć na trzech a nawet na dwóch silnikach. Poza tym istniała możliwość przejścia wewnątrz skrzydła i podjęcia próby naprawy uszkodzonego układu. Niestety, najpewniej wydarzył się najtragiczniejszy z możliwych scenariuszy. Samolot utraciwszy wysokość wpadł w strefę turbulencji. Na biegunie nie działają kompasy, więc załoga straciła orientację i próbowała przyziemić oblodzoną maszyną. Do dziś nie wiadomo, gdzie Sigismund Aleksandrowicz szukał lądowiska. Do dzisiaj nie odnaleziono ani ciał załogi, ani szczątków samolotu.


Gdy opadły emocje związane z tragedią załogi DB-A, po cichu zaczęto zadawać sobie pytanie, dlaczego Stalin wybrał na swego pupila właśnie Lewoniewskiego. Nie ulegało bowiem wątpliwości, że wąsacz przyznawał mu nagrody niewspółmierne do zasług. Okazywał też niespotykaną wręcz cierpliwość dla jego licznych porażek. Tajemnicą poliszynela było, że pilotowi się nie wiodło. Wśród lotników funkcjonuje powiedzenia „lucky pilot", oznaczające człowieka, który potrafi wyjść cało ze wszystkich opresji. Lewoniewski, choć bardzo uzdolniony, był przeciwieństwem takiego farciarza. Dlaczego zatem wódz ZSRR postawił na pechowca? Odpowiedź może być jedna – bo ów Polak z pochodzenia miał brata, również pilota. Józef Lewoniewski latał w barwach Rzeczpospolitej Polskiej i także mierzył się z awiacyjnymi rekordami. A wodzowi ZSRR zależało na tym, żeby „radziecki" brat był tym lepszym z rodzeństwa. I faktycznie tak się stało – do młodszego Zygmunta należało więcej chlubnych osiągnieć. Do dziś Zygmunt Lewoniewski pozostaje bodaj najznamienitszym mieszkańcem Sokółki, gdzie spędził młodzieńcze lata.

Bracia Lewoniewscy, od lewej Józef i Zygmunt. Dzieliło ich niemal wszystko, łączyła wspólna lotnicza pasja. Zdjęcia użyte w kolażu http://niebieskaeskadra.pl/?control=8&id=3526 (dostęp 16.10.2016).http://авиару.рф/aviamuseum/aviatory/letchiki/sssr-3/pervye-geroi-sssr/levanevskij-sigizmund-aleksandrovich/ (dostęp 16.10.2016).

Ryciny:

  1. Amerykański pilot Jimmie Mattern podczas próby bicia światowego rekordu, czyli jak najszybszego okrążenia kuli ziemskiej, odwiedził w 1933 roku także Moskwę. Na zdjęciu pilot i jego maszyna Century of Progress, http://dmairfield.com/people/mattern_ji/  (dostęp 16.10.2016)
  2. SS Czeluskin. Statek, z którego po zderzeniu z krą ewakuowano ponad 100 osób. W ewakuacji załogi, miał brać udział Sigismund Lewoniewski, ale jego maszyna sama uległa wypadkowi. Nie przeszkodziło mu to jednak dostać Gwiazdy Bohatera Związku Radzieckiego z zaszczytnym drugim numerem, http://nnm.ru/blogs/horror1017/razdavlennyy_ldami_parohod_chelyuskin/  (dostęp 16.10.2016)
  3. Uszakow (w środku), Lewoniewski (drugi z prawej) podczas spotkania rządowej komisji do spraw ratowania Czeluskina, 1934 r., http://xn--80aafy5bs.xn--p1ai/aviamuseum/aviatory/letchiki/sssr-3/pervye-geroi-sssr/levanevskij-sigizmund-aleksandrovich/ (dostęp 16.10.2016).
  4. Samolot DB-A, na pokładzie którego Lewoniewski wyruszył w swój ostatni lot, https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%94%D0%91-%D0%90#/media/File:Bolschowitinow_DB_A.jpg (dostęp 16.10.2016).
  5. Samolot DB-A, http://macbion.narod.ru/arkt/levsky_tm388-2.htm (dostęp 16.10.2016).
  6. Bracia Lewoniewscy, od lewej Józef i Zygmunt. Dzieliło ich niemal wszystko, łączyła wspólna lotnicza pasja. Zdjęcia użyte w kolażu http://niebieskaeskadra.pl/?control=8&id=3526 (dostęp 16.10.2016).http://авиару.рф/aviamuseum/aviatory/letchiki/sssr-3/pervye-geroi-sssr/levanevskij-sigizmund-aleksandrovich/ (dostęp 16.10.2016).

W poprzedniej odsłonie Sowieckiego alfabetu – К (K) jak Krenkel Ernst czyli Gwiazda polarna.


Powrót
Najnowsze

Wynik jak marzenie

23.10.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Spotkanie wokół książki „Białoruskie pytania w kontekście europejskich odpowiedzi”

23.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Kijów na starcie?

20.10.2017
Bohdana Kostiuk (z Kijowa)
Czytaj dalej

Edukacyjna wojna o Zakarpacie

18.10.2017
Marek Wojnar
Czytaj dalej

Emerging Belarus: najciekawsze białoruskie inicjatywy

18.10.2017
NEW
Czytaj dalej

Petersburg – miasto paradoksalne

16.10.2017
Zbigniew Rokita Joanna Czeczott
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu