Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nikt się nie wstawi
2016-10-26
Mariusz Wołos, Zbigniew Rokita

„»Grzechy« II RP wobec mniejszości ukraińskiej wynikały głównie z postawy części przedstawicieli tej mniejszości" – z historykiem prof. Mariuszem Wołosem rozmawia Zbigniew Rokita.

 

ZBIGNIEW ROKITA: W Drugiej Rzeczypospolitej Polacy stanowili około dwóch trzecich społeczeństwa. Ówcześni polscy politycy starali się tworzyć tożsamość obywatelską czy polonizować wybrane mniejszości narodowe i etniczne?

MARIUSZ WOŁOS: Zasadniczo były dwa podejścia do tej kwestii. Pierwsze reprezentowała narodowa demokracja z Romanem Dmowskim na czele – to było aktualne do 1926 roku, tak długo, jak endecja miała znaczne wpływy w parlamencie, a co za tym idzie – w rządzie. Ta polityka zmierzała do polonizacji mniejszości słowiańskich, za największego wroga uznawała mniejszość niemiecką; wyraźne były też w tym środowisku nastroje antysemickie, traktowano Żydów jako obcą narośl na polskim organizmie narodowym i państwowym, której najlepiej byłoby się pozbyć. Rzecz jasna nie poprzez eksterminację, ale emigrację poza granice Polski. Po zamachu majowym władze miały inną koncepcję – chciano „upaństwowić" mniejszości narodowe, zakładano, że o ile mniejszości będą się lojalnie odnosić do państwa polskiego, należy pozostawić je w spokoju. Taką politykę prowadzono niemal przez dekadę, do śmierci Józefa Piłsudskiego w 1935 roku. Później praktycznie powrócono do podejścia z pierwszej połowy lat dwudziestych, ale na przykład Henryk Józewski – wojewoda wołyński w latach 1928-1929 oraz 1930-1938 – kontynuował „proukraińską" (w pojęciu wielu ówczesnych decydentów) politykę Marszałka na Wołyniu, za co został odwołany ze stanowiska.

Wołyń to zresztą ciekawy casus. Kto po stronie ukraińskiej uczestniczył w tamtejszym ludobójstwie podczas drugiej wojny światowej? Ludzie, którzy wychowali się w Drugiej Rzeczypospolitej, nieliczni z nich dobrze pamiętali czasy zaborów. Byli to mężczyźni w sile wieku, między dwudziestym a czterdziestym rokiem życia, większość chodziła więc do szkoły w państwie polskim. Pamiętano przyjęte w 1924 roku Lex Grabski, które to prawo regulując kwestię szkolnictwa dla mniejszości narodowych, miało de facto za zadanie polonizację szkół i ograniczenie szkolnictwa między innymi ukraińskojęzycznego. Ukraińcy o tym nie zapomnieli. Dochodziło do tego wiele innych czynników. Na przykład na terenach Wołynia czy Galicji Wschodniej nauczyciel, policjant, oficer, urzędnik to osoby narodowości polskiej – dla Ukraińców obcy, którzy używali innego języka, a często, choć nie zawsze, przybywali z innych rejonów Rzeczypospolitej i nie rozumieli miejscowych stosunków. Ponadto majętność ludności ukraińskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej była mniejsza niż majętność mieszkających tam Polaków. A Ukraińcy różnice majątkowe tłumaczyli nie talentami bogatszych, a tym, że Polaków wspiera państwo polskie. Czuli się pogardzani.

 

O jakich „grzechach" Drugiej Rzeczypospolitej wobec mniejszości ukraińskiej jeszcze możemy mówić?

To co Pan nazywa „grzechami", wynikało głównie z takiej a nie innej postawy części mniejszości ukraińskiej. Pamiętajmy, że gdy formowała się Druga Rzeczpospolita, stosunki polsko-ukraińskie były bardzo napięte: toczyliśmy wojnę z dwoma państwami ukraińskimi – Zachodnioukraińską Republiką Ludową ze stolicą we Lwowie oraz z Ukraińską Republiką Ludową. Później z tą ostatnią unormowaliśmy relacje i prowadziliśmy wspólną walkę przeciwko bolszewikom, co kojarzymy z postacią Symona Petlury. To punkt wyjścia do tego, co działo się później: Ukraińcy, którzy walczyli o swoje państwo, nie uzyskali go, a w zamian stali się – znienawidzoną w dużej mierze – mniejszością w Polsce i w ZSRS. Lata dwudzieste były jeszcze stosunkowo spokojne w porównaniu z latami trzydziestymi, jeśli mowa o aktywności ukraińskich nacjonalistów i polityce państwa polskiego wobec mniejszości, ale to już wówczas miały miejsce takie wydarzenia jak próba zamachu na Józefa Piłsudskiego w 1921 roku we Lwowieczy przyjęcie wspomnianego Lex Grabski. Konflikt narastał, choć jeszcze nie był nazbyt widoczny. Akcje dywersyjne prowadziła Ukraińska Organizacja Wojskowa.

Pod koniec lat dwudziestych pojawiła się Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i doszło do zaostrzenia sytuacji na kresach południowo-wschodnich. OUN przeprowadzała liczne akcje sabotażowe, gromadziła broń. Tego rodzaju czyny wywoływały reakcję strony polskiej. Jedną z nich była tak zwana pacyfikacja Małopolski Wschodniej jesienią 1930 roku i wysłanie do regionu dodatkowych oddziałów policji oraz jednostek wojskowych, których koszt utrzymania ponosili miejscowi chłopi. Była to akcja represyjna wymierzona w ludność ukraińską, motywowana działaniami nacjonalistów ukraińskich: zdarzały się przypadki palenia i dewastowania chałup, bicia, wysyłania do więzień aktywnych działaczy mniejszości ukraińskiej – niekoniecznie zresztą członków organizacji terrorystycznych, bo również posłów lojalnego wobec władz państwowych Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo-Demokratycznego (UNDO). Wyroki, przeważnie zresztą łagodne, otrzymała niewielka część z ponad 1700 zatrzymanych. „Pacyfikacja" wpisuje się w szerszy kontekst, bo w tym samym czasie obóz rządzący rozprawił się z opozycją polityczną, czyli z Centrolewem. W 1932 roku z kolei władze rozwiązały ukraińską partię Sel-rob: Ukraińskie Włościańsko-Robotnicze Zjednoczenie Socjalistyczne. To ostatnie wydarzenie odbiło się szerokim echem w Europie. Ukraińcy byli dobrze zorganizowani, wysyłali swoich przedstawicieli do Genewy, gdzie przedstawiali w Lidze Narodów ukraiński punkt widzenia. Zachodnia prasa i politycy niejednokrotnie to podłapywali. W pierwszej połowie lat trzydziestych miały miejsce dokonywane przez ukraińskich nacjonalistów mordy polityczne, których ofiarami padli między innymi bliscy współpracownicy marszałka Piłsudskiego. Dwa przykłady są najbardziej znane: rok 1931 i morderstwo Tadeusza Hołówki oraz rok 1934 i udany zamach w Warszawie na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. To ostatnie morderstwo sprawiło, że powstał – za zgodą Piłsudskiego – obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej, który kojarzy nam się z więzieniem dla komunistów i opozycji politycznej, ale trafiali tam też Ukraińcy.

 

Jak przebiegała akcja burzenia obiektów sakralnych we wschodnich województwach Drugiej Rzeczypospolitej?

W 1929 roku zburzono ponad dwadzieścia cerkwi prawosławnych, co wywołało protesty i oburzenie Ukraińców i Rosjan zamieszkujących Polskę oraz przebywających na emigracji na Zachodzie. Prowadzono akcję rewindykacji obiektów sakralnych należących wcześniej do prawosławnych. Trwały przepychanki pomiędzy władzami polskimi i Watykanem czy organizacją tak zwanej neounii ma się zajmować Kościół rzymskokatolicki, czyli duchowni polscy, czy Kościół greckokatolicki, czyli duchowni ukraińscy. W końcu lat trzydziestych, zwłaszcza na Chełmszczyźnie, Lubelszczyźnie i Podlasiu, znów burzono cerkwie, których broniła ludność prawosławna, w tym Ukraińcy, a które dla Polaków często pozostawały symbolem rusyfikacji prowadzonej w czasach zaborczych. Zniszczono ponad sto obiektów, niektóre przekazano rzymskim katolikom. To kolejny krok antagonizujący relacje polsko-ukraińskie. Na Wołyniu przy użyciu środków państwowych prowadzono w końcu lat trzydziestych akcję nawracania prawosławnych na katolicyzm obrządku rzymskiego.

Rozmawiając o relacjach polsko-ukraińskich doby międzywojennej nie możemy zapominać, że korzenie nowoczesnego nacjonalizmu ukraińskiego sięgają głębiej niż do Drugiej Rzeczypospolitej – te korzenie to ostatnie dekady XIX wieku, gdy nie ma jeszcze państwa polskiego. Pierwszym głośnym mordem dokonanym przez studenta-anarchistę Myrosława Siczynskiego z pobudek narodowych był zamach w 1908 roku na namiestnika Galicji Andrzeja Potockiego. Do pewnego stopnia wynikało to z austriackiej polityki „dziel i rządź", która zakładała, że Austriakom łatwiej będzie się zarządzało ziemiami polsko-ukraińskimi, jeśli Polacy i Ukraińcy będą skłóceni. Warto dodać, że ukraińskie organizacje z Galicji Wschodniej utrzymywały kontakty z Hakatą, co udowodnił dziennikarz Franciszek Salezy Krysiak, publikując korespondencję w tej sprawie. W tym przypadku płaszczyzną porozumienia Niemców i Ukraińców jeszcze przed pierwszą wojną światową była daleko posunięta niechęć do Polaków. W latach dwudziestych XX wieku Dmytro Doncow dołożył cegiełkę do ukraińskiej ideologii nacjonalistycznej, formułując doktrynę, w której naród porównał do gatunku tępiącego inne gatunki. Trafiało to do przekonania wielu działaczy OUN.

 

A jak Druga Rzeczpospolita wypadała na tle regionu w kontekście – posługując się bardziej współczesnym terminem – przestrzegania praw mniejszości narodowych i etnicznych?

Polska „nie odstawała" od innych krajów regionu, w tej części Europy tendencje nacjonalistyczne i autorytarne były dominujące. Nawet władze uchodzącej za oazę demokracji Czechosłowacji prowadziły ostrą politykę czechizacji – przede wszystkim wymierzoną w mniejszości niemiecką, węgierską żyjącą na Słowacji i polską na Śląsku Zaolziańskim.

Problemem mieszkających w Polsce Ukraińców i Białorusinów był fakt, że nie mogli liczyć na inne państwo, które poparłoby ich na arenie międzynarodowej w sporach z Polską; tak jak liczyć mogła chociażby mniejszość niemiecka, która miała wsparcie w berlińskiej dyplomacji. Przedstawiciele mniejszości niemieckiej złożyli w międzywojniu około trzystu skarg na Warszawę do instytucji międzynarodowych. Związek Sowiecki na użytek propagandowy wstawiał się co prawda za zamieszkującymi Rzeczpospolitą słowiańskimi mniejszościami, ale nie po to, aby im pomóc, a by samemu odnieść korzyści ideologiczne i propagandowe, mające na celu osłabienie Polski. Poza tym – owe mniejszości nie w każdym przypadku chciały, aby ZSRS ich popierał. Ukraińscy nacjonaliści byli zdeklarowanymi wrogami komunizmu. Inaczej rzecz miała się z częścią inteligencji, robotników czy biednych chłopów. Dla tych komunizm i będący jego emanacją Związek Sowiecki mógł być atrakcyjny, przynajmniej do momentu, kiedy bliżej go nie poznali i nie odczuli na własnej skórze. Miało to swoje skutki. Warszawa nieufnie odnosiła się do Ukraińców i Białorusinów, bo podejrzewała – w wielu przypadkach zasadnie – ingerencje czynnika sowieckiego. Gdy w lipcu 1926 roku Piłsudski po raz pierwszy dłużej rozmawiał z przedstawicielem ZSRS Piotrem Wojkowem, powiedział mu: „To wy działacie przeciwko nam wśród Białorusinów i Ukraińców, a nie my przeciwko wam". Zresztą antypolska retoryka ukraińskich nacjonalistów i komunistów były dziwnie zbieżne. W Polsce międzywojennej istniały faktycznie trzy partie komunistyczne: Komunistyczna Partia Polski oraz – na zasadzie autonomii – partie Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Świadczyło to o tym, że Sowieci nie traktowali polskich „ziem ukraińskich" i „białoruskich" jako integralnej części Drugiej Rzeczypospolitej. Polska dyplomacja protestowała przeciwko używaniu przez dygnitarzy sowieckich pojęć „Zachodnia Ukraina" i „Zachodnia Białoruś", ale na niewiele się to zdawało. ZSRS wykorzystywał zamieszkujące Polskę mniejszości jako instrument destabilizacji sytuacji w naszym kraju.

 

Mariusz Wołos jest historykiem i eseistą, profesor Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie i Instytutu Historii PAN w Warszawie. Autor m.in. książki O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym (Wydawnictwo Literackie 2013, Kraków).

 

Użyte zdjęcie: aut. Sonia Knapczyk


Polecamy inne artykuły autora: Mariusz Wołos
Polecamy inne artykuły autora: Zbigniew Rokita
Powrót
Najnowsze

Zachód: nie takie nam sankcje straszne

21.07.2017
Grzegorz Kaliszuk
Czytaj dalej

Litewsko-polski węzeł gordyjski

19.07.2017
Adam Balcer

 

Adam Balcer odpowiada na tekst Dominika Wilczewskiego na temat relacji polsko-litewskich.

Polsko-litewskie relacje od lat znajdują się w impasie. Jednak, trudno pogodzić się z tezą, że dojście do władzy PiS oraz wzrost w Polsce bezkrytycznego stosunku do Kresów nie miało na nie większego wpływu.

Czytaj dalej

„Russiagate”: sukces czy porażka Moskwy?

17.07.2017
Marcin Kaczmarski
Czytaj dalej

Milczenie i czyny prezydenta

14.07.2017
Ewa Polak
Czytaj dalej

Mój własny Wschód

11.07.2017
Paulina Niechciał - tekst i zdjęcie
Czytaj dalej

"Gazeta Wyborcza" o "Nowej Europie Wschodniej"

10.07.2017
Wojciech Maziarski
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu