Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Potrzebny jest konsensus
2010-06-03
Z Jurijem Taranem rozmawia Paweł Pieniążek
Paweł Pieniążek, „Nowa Europa Wschodnia”: Cztery miesiące temu na Ukrainie zmieniła się władza. W tym czasie poruszono wiele kwestii: sprawę Stepana Bandery, kontrowersje wokół stacjonowania Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu, deklaracje powrotu do politycznej koncepcji wielowektorowości Ukrainy autorstwa Leonida Kuczmy... Jak Pan ocenia te wydarzenia?

Jurij Taran: Działania władzy powinniśmy uszanować, bo wybrał ją ukraiński naród. Powinniśmy zatem uszanować też kierunek zmian politycznych, który obrał Wiktor Janukowycz jako pełnoprawny prezydent Ukrainy. Nie oznacza to, że może on robić, co chce i jak chce; musi wykonywać swoje zadania w pewnych ramach. Inna sprawa, że Janukowycz poruszył bardzo trudne zagadnienia, które wymagają szczególnej ostrożności. Opinia publiczna musi być przygotowana na kontrowersyjne posunięcia, jak też na akceptację decyzji podjętych w ciągu ostatnich czterech miesięcy. Te problemy dzielą ukraińskie społeczeństwo, więc powinno być ono informowane o sposobie ich rozwiązania i o ich zamierzonych skutkach. Rząd Mykoły Azarowa próbował je rozwiązać w sposób, który musiał doprowadzić do konfliktu. Właściwie ciężko mówić o „rozwiązywaniu”, bo oni nie próbowali informować społeczeństwa ani przekonywać opozycji, że podejmowane przez nich kroki są właściwe, pragmatyczne i korzystne dla kraju. To precedensowy konflikt, który będzie trwał, a jego skutki ciężko przewidzieć – chodzi nie tyle o skutki działań rządu, co konfliktu społecznego, w wyniku którego może ucierpieć zarówno rząd, jak i prezydent.

Jak sprawuje się rząd? Janukowycz skupił go wokół swojej osoby. Z jednej strony premier gra drugoplanową rolę, z drugiej zaś w rządzie są tacy kontrowersyjni politycy, jak na przykład Dmytro Tabacznyk, o którym nie wiadomo dokładnie, czy ma realną władzę, czy jest tylko politykiem technicznym, którego rolą jest odwracanie uwagi opinii publicznej od działań rządu.

Ciężko mi sobie wyobrazić, że rząd Mykoły Azarowa i prezydent Wiktor Janukowycz obrali taką strategię: bierzemy Tabacznyka, który odwróci uwagę, a my będziemy robić swoje. Praktycznie wszyscy, których powołano do rządu, znaleźli się tam ze względu na krótką ławkę Partii Regionów. Dlatego są w nim ludzie z czasów Leonida Kuczmy, jak Wołodymyr Semynożenko, Dmytro Tabacznyk.

Serhij Tihipko?

Serhij Tihipko jest ekonomistą i był prezesem Narodowego Banku Ukrainy. Można mieć zastrzeżenia co do jego profesjonalizmu, ale jest to ekonomista z wykształcenia, który zajmował najważniejsze stanowiska, więc w jakiś sposób odpowiada wyobrażeniom o polityku, który ma być odpowiedzialny za sprawy gospodarcze.

Czy to znaczy, że Wołodymyr Semynożenko i Dmytro Tabacznyk to ludzie, którzy znaleźli się w nieodpowiednim miejscu? Odpowiedź brzmi: nie, choć pierwszy to były naukowiec, którego stosunek do polityki jest absolutnie niezrozumiały, a drugi ma wprawdzie więcej politycznych zdolności, ale nie ma zielonego pojęcia o oświacie. Objęli te funkcje, bo Janukowycz nie miał lepszych ludzi.

Czyli uważa Pan, że działania polityczne Tabacznyka mogą zagrażać autonomii języka i kultury Ukrainy?

One już zagrażają. Nie chodzi o to, że Tabacznyk opowiada o współistnieniu języków ukraińskiego i rosyjskiego, ale o to, że wokół jego osoby zaczyna się tworzyć sfera niebezpiecznego konfliktu. Ukraińcy, zamiast myśleć o rozwoju języka ukraińskiego, problemach oświaty czy wydawnictw, znowu zastanawiają się, jakim językiem mają się posługiwać. Powinno się przeprowadzić debatę o tym, jaki język funkcjonuje na poziomie państwa, a jakie w regionach, tak aby nikt nie poczuł się dyskryminowany. Teraz te problemy zbytnio upolityczniono i traktuje się je jako najważniejsze, a wcale takie nie są. Kompromis jest konieczny, bo dopóki ludzie nie nauczą się współpracować, nie będą mogli rozwiązywać poważnych problemów.

Tabacznyk, zamiast zmniejszać dystans między osobami ukraińsko- i rosyjskojęzycznymi, tworzyć dla nich wspólną płaszczyznę, robi wszystko, aby nasilić podział. Taką osobę trzeba usunąć ze stanowiska, bo to nie jest polityk, który może być moderatorem dla tych dwóch grup. Możliwe, że w jego pomysłach są jakieś pozytywne elementy, ale ja tu widzę tylko powrót do tego, co już nam proponowano. Niezależnie od domniemanych wartości jego programu, Tabacznyk bez wątpienia nie ma klarownej koncepcji.

Pierwsze ukraińskie wybory uznano za całkowicie demokratyczne, ale czy Ukraińcy czują, że mają wpływ na władzę?

Władza zdaje sobie sprawę, że społeczeństwo wpływa na wyniki wyborów. Parlament i Wiktor Janukowycz zmienili w tym roku termin wyborów samorządowych. Oficjalnym powodem był brak pieniędzy, ale wielu ludzi zrozumiało, w czym rzecz: w tych wyborach mogli wygrać nie ci, którzy powinni. Problem wyborów samorządowych nie został rozwiązany; nie wiadomo, czy odbędą się jesienią tego roku, czy zostaną przeniesione aż na 2011 rok – Janukowycz prawie co tydzień proponuje inny termin, w zależności od aktualnej koniunktury polityczno-ekonomicznej. Z jednej strony władza czuje, że naród może wpływać na jej decyzje, z drugiej zaś żonglowanie terminem wyborów dowodzi chęci władzy do manipulowania społeczeństwem.

Zapewnie to się uda, bo rządzącym zależy, aby do władz regionalnych wprowadzić wygodnych dla siebie ludzi, podatnych na wpływy; doprowadzi to do powstania regionalnych koalicji i będzie sprzyjało szerzeniu się „klientelizmu”. Przepychanki z wyborami samorządowymi niestety nie świadczą najlepiej o ukraińskiej demokracji, jak również o prawie do swobodnego wyboru.

Juszczence zarzucano, że narzuca galicyjski model ukraińskości. Jaką wizję narzuca Janukowycz?

Juszczenko nie pokazał zbyt wiele galicyjskości. Urodził się w obwodzie sumskim i najbliższa jest mu ideologia centryzmu. Przyznanie tytułu Bohatera Ukrainy Banderze było zrobione na ostatnią chwilę, pod publiczkę. Jeśli zaś chodzi o Janukowycza, trzeba by go zapytać, kogo chce widzieć Ukraińcem. Mam wrażenie, że nie zna odpowiedzi. Władza powinna mieć wizję, bo tworzy obraz, kim chce rządzić.

Europejskie narody tworzyły się z elit, które w jakiś sposób określały terytorium, którym rządziły. Powstające narody oczywiście miały swoje narodowo-etniczne cechy, ale trzeba było pomóc im się zjednoczyć. Niestety, wśród naszych polityków nie ma takiej potrzeby. Oni nie mają poczucia, że ten naród jeszcze nie jest do końca uformowany. Trzeba się o niego troszczyć, a także go bronić. Trzeba wspierać różnice, które wyróżniają go na tle innych, także dlatego, aby w przypadku konfliktu naród wiedział, że na poparcie zasługuje ukraińska, a nie, na przykład, rosyjska władza.

Wysokie poparcie dla Putina, utrzymujące się od dłuższego czasu, powinno być wielkim zagrożeniem, a także sygnałem alarmowym dla Janukowycza (także dla byłych prezydentów), że w pewnym momencie może się okazać, iż społeczeństwo zareaguje na działania władzy w sposób niekonwencjonalny.

Teraz mamy przykład konfliktu interesów, rosyjscy oligarchowie chcą wykupić przedsiębiorstwa na Ukrainie. W takiej sytuacji społeczeństwo powinno stanąć po stronie swojej władzy, a nie oligarchów. Jednak gdy ciągle mówi się o tym, jaka Rosja jest dobra i jak nas broni, to w pewnym momencie ta retoryka może przeważyć. Właśnie dlatego uważam, że brakuje wizji, bo Janukowycz pozwala Rosji wpływać na ukraińskie społeczeństwo.

Mamy do czynienia z polaryzacją czy konsolidacją społeczeństwa?

Po czerech miesiącach wiadomo, że działalność prezydenta opiera się na tworzeniu nowych i pogłębianiu starych konfliktów. W takiej polityce nie ma miejsca na konsolidację. Ona jest możliwa tylko wtedy, gdy jest jakiś punkt wspólny. Gdy chcą nim być jednocześnie i Zachód, i Wschód, to nijak nie można pogodzić tych wizji. Najgorsze, że ciężko powiedzieć, czy procesy te naprawdę zachodzą. Tu potrzebne są badania – na ile zbliżyli się do siebie Galicjanie i Donieczczanie. Wydaje mi się, że nie było tu jakiegoś istotnego pogłębienia wspólnoty. Władza nie stara się zmniejszyć tych różnic.

Wokół czego może odbywać się konsolidacja, gdy podejmuje się takie działania, jak regularne spotkania Janukowycza z Miedwiediewem czy przedłużenie stacjonowania Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu? Wiemy, że jest znacząca grupa ludzi skrajnie negatywnie nastawionych do tych działań. Problem polega na tym, że politycy ignorują inny punkt widzenia. Oni nie próbują przekonywać ludzi, a do tego swoje decyzje podejmują z nonszalancją.

Jak na to wszystko reaguje ukraińska emigracja?

Nie mogę mówić w imieniu wszystkich emigrantów, bo ich sytuacja jest specyficzna. Najistotniejsze jest to, że większość z nich żyje poza granicami Ukrainy już od jakiegoś czasu i są gotowi przyjąć reguły demokratycznych społeczeństw, które proponuje im się w krajach Unii Europejskiej i reszty demokratycznego świata. Ci Ukraińcy widzą, że mogą tak żyć i tego pragną. Nabyte doświadczenia chcą przekazać tym, którzy pozostali na Ukrainie.

Emigracja zarobkowa wraca z pieniędzmi, studenci i pracownicy naukowi wracają z wiedzą. Oni mają wpływ na sytuację na Ukrainie, chociaż nie jest on jeszcze duży. Tak jak w 2004 roku, również teraz tworzy się idea, że Ukraińcy, którzy byli „tam”, nie są jakąś wyższą formą, ale pokazują, że można żyć dobrze w uczciwym państwie, a demokracja nie jest tylko sloganem. Można ją zbudować również na Ukrainie.


Jurij Taran jest doktorantem Szkoły Nauk Społecznych Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Zajmuje się transformacją systemów politycznych i kształtowaniem tożsamości narodowej na obszarze poradzieckim.

Powrót
Najnowsze

Płomień Braterstwa – bez Polaków czulibyśmy się dziś osamotnieni

22.08.2019
Mateusz Stachewicz Ołena Bodnar
Czytaj dalej

Gruzja: pełzająca aneksja

20.08.2019
Mateusz Kubiak
Czytaj dalej

Warszawa: Tych lat nie zapomni historia… Stosunki polsko-sowieckie w czasie II wojny światowej

19.08.2019
NEW
Czytaj dalej

Płomień Braterstwa – Szukanie łączników

16.08.2019
Sonia Knapczyk
Czytaj dalej

Obalić bolszewików

15.08.2019
Jan Pisuliński
Czytaj dalej

Schyłek putinizmu nie jest równoznaczny z perspektywą budowy demokracji

14.08.2019
Jadwiga Rogoża Krzysztof Popek
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu