Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Blog Kuba Benedyczak
Wiaczesław Mołotow. Syndrom sztokholmski.
2016-11-27
Kuba Benedyczak

W tym miesiącu przypada trzydziesta rocznica śmierci Wiaczesława Mołotowa. Aleksander Sołżenicyn w „Archipelagu Gułag" pisał o nim: „I, jak symbol tej całej czeredy, mieszka dotąd na ulicy Granowskiego 3- nadęty pychą, tępy, dotychczas przekonany o tym samym- Mołotow, cały przesycony naszą krwią; co dzień przecina statecznie chodnik i wsiada do długiego, szerokiego auta".

Robot

Część mediów rosyjskich wspomniała o rocznicy, ponieważ Mołotow był jedynym tak długo żyjącym przedstawicielem stalinowskiej wierchuszki. Urodził się w Rosji cara Aleksandra III, zmarł w Związku Radzieckim Michaiła Gorbaczowa. Z czasów zawieruchy drugiej wojny światowej, w tej kategorii wagowej, przeżył go tylko Rudolf Hess- o jeden rok. Ponadto, rzecz nieczęsto spotykana, ponad dwadzieścia ostatnich lat życia spędził na emeryturze, pędząc żywot prawie przeciętnego Moskwicza. Odwiedzał „zwykłych lekarzy", pobierał wcale nie tak wysoką emeryturę i podróżował metrem, co kilka razy skończyło się dla niego tęgim laniem, Rosjanie bowiem- zwłaszcza ci poddani stalinowskim represjom- z łatwością rozpoznawali go na ulicy.

O Mołotowie napisano właściwie wszystko. Działalnością rewolucyjną zajmował się od szesnastego roku życia, w trakcie Rewolucji Październikowej zaprzyjaźnił się ze Stalinem, któremu udzielił schronienia i z którym redagował bolszewicką gazetę „Prawda". W latach dwudziestych, początkowo poparł Grigorija Zinowiewa, szybko jednak przeszedł na stronę swojego przyjaciela, stając się „jednym z najbardziej aktywnych członków stalinowskiej frakcji. Wykonywał rutynową, niezauważalną pracę (…) pracował z aparatem partyjnym. Bez niego Stalinowi byłoby niezwykle trudno [zdobyć władzę]"- mówił dla Radio Swoboda profesor Oleg Khlevniuk. Świat zapamiętał go przede wszystkim jako Ludowego Komisarza Spraw Zagranicznych ZSRR. Chociaż to on negocjował z Hitlerem warunki współpracy swojego kraju z III Rzeszą, faktycznie wykonywał dokładne polecenia Stalina. Do naszych czasów zachował się dokument, z którym Mołotow wyjechał do Berlina. Stalin wyliczał w nim punkt po punkcie, jak i o czym rozmawiać ma jego podwładny. Z drugiej strony Winston Churchill pisał o Mołotowie: „Nie widziałem człowieka, który bardziej niż on uosabiałby współczesną koncepcję robota". Zaprogramowanego robota, należałoby dodać.

Jidysz z Goldą Meir

Najciekawszy chyba aspekt życia Mołotowa to jego relacja ze Stalinem, a dokładniej mówiąc, relacja na linii Stalin- Mołotow- Polina Żemczużyna (żona Wiaczesława). Zagadką pozostanie, dlaczego generalissimus nie unicestwił starego towarzysza, tak jak to miał w zwyczaju, a w latach 40 uczynił go nawet człowiekiem numer dwa w państwie. Tym bardziej, że Mołotow nie raz wypowiadał głośno opinię inną niż Josif Wissarionowicz. Milowan Dżilas w „Rozmowach ze Stalinem", jednym z najcenniejszych źródeł o trybie funkcjonowania „czerwonego dworu" pisał, że „chociaż obaj nie znali skrupułów w doborze metod to (…) Stalin dobierał te metody starannie i dostosowywał do okoliczności, podczas gdy Mołotow patrzył na nie z góry jako przypadkowe i nieważne. (…) nie tylko podjudzał on Stalina do wielu rzeczy, lecz podtrzymywał i rozpraszał jego wątpliwości. (…) Mołotow nawet fizycznie wydawał się predestynowany do takiej roli: był dokładny, rozważny, spokojny i uparty. Pił więcej niż Stalin, ale jego toasty były krótsze (…) jego osobiste życie również było nieciekawe".

Jednak pod koniec lat 40 wódz, pogrążający się w coraz większej paranoi, rozpoczął ze swym przyjacielem sadystyczną grę. Zwolnił i aresztował jego współpracowników, pozbawił funkcji komisarza spraw zagranicznych, aż wreszcie przypuścił atak na żonę, którą porwała fala nagonki antysemickiej, właśnie kiełkującej w ZSRR. Polina Żemczużyna, Żydówka otwarcie przyznająca się do swego pochodzenia, należała do Żydowskiego Komitetu Antyfaszystkowskiego. W 1948 roku z okazji 31 rocznicy wybuchu Rewolucji Październikowej, Komitet przyjął izraelską delegację na czele z ambasador Goldą Meir. Żemczużyna nie tylko rozmawiała z nią w języku jidysz, ale powiedziała do niej: „Jestem córką narodu żydowskiego". Stalin podobno dostał białej gorączki. Wezwał do siebie Mołotowa i zrównał go z ziemią, nakazując rozwód z żoną. Tak też się stało, Polina zabrała rzeczy i wyjechała do rodziny. Na posiedzeniu Politbiura Polina Siemionowna została oskarżona o kontakty z żydowskimi nacjonalistami i szpiegostwo. Podczas głosowania mąż pierwszy i ostatni raz stanął w jej obronie- jako jedyny wstrzymał się od głosu. Oczywiście, towarzyszkę Żemczużynę tak czy inaczej wykluczono z Partii, a powiedzieć jej o tym musiał były małżonek. Wkrótce zresztą Mołotow napisał samokrytykę, bo jak wspominał: „Stanąłem przed dylematem- sprzeciwić się potwornej niesprawiedliwości Koby (Stalina) i rozerwać jedność Komitetu Centralnego czy protestować w obronie żony". Wybrał Partię i Stalina, ponieważ zgodnie z osobistym przekonaniem „nie istnieje taka miłość do kobiety, dla której można byłoby zdradzić ojczyznę".

Życzliwy Beria

Kilka miesięcy później Żemczużynę skazano na pięć lat łagru w Kazachstanie. Trzeba zaznaczyć, że Wiaczesław i Polina bardzo się kochali, ich rozwód stanowił fikcję, a zesłanie Poliny było udręką dla obydwojga. W tym czasie Mołotow wyglądał jak cień samego siebie. W pewnym sensie życzliwym pozostał mu Ławrientij Beria, który podczas spotkań przekazywał szeptem: „Polina żyje". Poza tym, w trakcie przesłuchań nikt jej nie uderzył, prawdopodobnie na polecenie Berii, bo przecież w tamtych czasach przesłuchiwania bez użycia przemocy prawie się nie zdarzały.

Zrezygnowany Mołotow powoli tracił władzę, która przepływała w ręce Berii i Gieorgija Malenkowa. Kto wie, jakby skończył, gdyby nie śmierć Stalina. Kiedy wodza pochowano Beria wypuścił Żemczużynę na wolność. Jednakże kariera Mołotowa nie miała potrwać długo. Nie przejął sukcesji po Stalinie, a bunt przeciwko Chruszczowowi przypłacił (dosłownie) ambasadą w Ułan Bator. Później krótko pracował w wiedeńskiej Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, ale w 1963 roku wezwano go do Moskwy, wykluczono z Partii i odesłano na emeryturę, na której pozostał aż do śmierci w 1986 roku. Żemczużyna wstawiała się za mężem przed Chruszczowem. Jednak podczas ich prywatnej rozmowy Chruszczow wyciągnął dokument, zatwierdzający rozstrzelanie ukraińskich komunistów, na którym widniał podpis Mołotowa. Pierwszy Sekretarz spytał czy w ogóle można mówić o przywróceniu jej męża do Partii, czy może należałoby go postawić przed sądem? Rozmowa była skończona. W 1984 roku I sekretarz Konstantin Czernienko zezwolił na powrót Mołotowa do Partii, choć bez informowania o tym prasy, radia i telewizji.

Błąd Mrożka

Nikt nie ma wątpliwości, co do roli Mołotowa w represjach. Decyzje podejmował Stalin, ale jeśli tylko kazano mu złożyć podpis robił to bez mrugnięcia okiem. Co więcej, w latach 90 Michaił Gorbaczow powiedział w telewizji: „Stalin- człowiek umaczany we krwi. Widziałem jego rezolucje, które wraz z Mołotowem, Kaganowiczem, Woroszyłowem i Żdanowem podpisywał całymi kartonami. Ta piątka była najbardziej inicjatywna. Mołotow jednak zawsze dodawał: zamienić 10 lat na rozstrzelanie". Nigdy nie żałował ani represji, ani łagrów ani swojej działalności. W latach 70 często odwiedzał go poeta Feliks Czujew, w wyniku czego powstało „140 rozmów z Wiaczesławem Mołotowem". Przyznawał w nich, że mogło dojść do pewnych nadużyć, już choćby dlatego, że „w początkowych stadiach śledztwo trafiało w ręce osób, które same później okazywały się sprzedawczykami i uczestnikami antypartyjnych i antysowieckich działań", ale zasadniczo gdyby nie likwidacja dywersantów przygotowujących przewrót państwowy, ZSRR nie wygrałby wojny, a władza radziecka nie mogłaby budować socjalizmu, w którą to budowę szczerze wierzył. Nawet pod koniec życia przyznawał, że do wymarzonego ustroju jego krajowi jeszcze trochę brakuje.

Relacja ludowego komisarza ze Stalinem fascynowała Sławomira Mrożka, który napisał sztukę (nazywał ją „skeczem") pt. „Mołotow" (do wysłuchania na stronie Polskiego Radia, z gościnnym udziałem samego Mrożka). Polski pisarz zastanawiał się, co kierowało Wiaczesławem Michajłowiczem, że nawet po tym jak na własnej skórze odczuł czym jest stalinizm, kim jest jego przyjaciel (psychopatą, zabawiającym się z nim i jego ukochaną żoną w funny games), i po doznanych upokorzeniach pozostał do końca życia wiernym stalinistą, nie tylko w sensie wiary w stalinowski ustrój, ale w sensie otaczania kultem samego Wodza. Naturalnie nigdy nie dowiemy się, czy był to strach, głuchy patriotyzm, ślepa wiara, deterministyczne podporządkowanie swojego losu Partii, czy jeszcze coś innego, ale wiadomo, że Sławomir Mrożek popełnił błąd, nie dotykając zjawiska jeszcze bardziej karykaturalnego i przerażającego. W swoim dramacie przedstawił Polinę Żemczużynę jako kobietę rozumiejąca makabreskę, w jakiej uczestniczy i pogardzającą pełzanie męża u nóg Stalina. A to niestety nieprawda.

Epilog 1

Żemczużyna będąc w więzieniu dowiedziała się, że Stalin zachorował. Kiedy 5 marca 1953 roku wstała z łóżka, jej pierwszym pytaniem było „Co z Josifem?". Na słowa „nie żyje", zemdlała niczym w XVIII- wiecznej powieści.

Epilog 2

W połowie lat 60 odwiedziła ją córka Stalina, Swietłana Alliłujewa, do której powiedziała: „Twój ojciec był geniuszem. On unieszkodliwił w naszym kraju piątą kolumnę, dzięki czemu, gdy zaczęła się wojna partia i naród byli zjednoczeni. Obecnie brakuje ducha rewolucji, wszędzie panuje oportunizm". Córka i zięć Mołotowów- dodaje Alliłujewa- wbili wzrok w talerze.



Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu