Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Nie pracujesz – płać
2016-12-07
Julia Aleksiejewa

Na Białorusi od tego roku funkcjonuje „podatek od darmozjadztwa" – gdy w rozwiniętych krajach państwo pomaga bezrobotnym, Białoruś karze takich ludzi. A Białorusini z roku na rok ubożeją.

 

 

 

 

Białorusin, który oficjalnie nie przepracował powyżej 183 dni w roku, musi zapłacić około 220 dolarów. Tak zwany podatek od darmozjadztwa istnieje od początku 2016 roku.

Wprowadzenie podatku wywołało wątpliwości, ponieważ według białoruskiej konstytucji praca jest prawem, nie obowiązkiem – tymczasem podatek de facto nakłada na obywateli przymus pracy. Wśród Białorusinów nie odbił się on jednak szerokim echem, bardziej przejęły się nim media.

Zresztą – większość wolnych miejsc pracy w kraju to nisko płatne miejsca w firmach państwowych. Okazuje się, że dla rządu wygodniej jest, aby stanowiska te wciąż wakowały: wówczas państwo zamiast wypłacać pensje, otrzymuje pieniądze z „podatku od darmozjadztwa".

Obywatele muszą płacić kontrowersyjny podatek, inaczej konsekwencje mogą być spore: taka sprawa trafia do sądu, gdzie – wciąż musząc zapłacić owe około 220 dolarów – można otrzymać mandat lub piętnaście dób aresztu wraz z robotami publicznymi. Uchylić się od zapłaty można tylko w przypadku, kiedy osoba bezrobotna jest niepełnoletnia, niepełnosprawna lub opiekuje się niepełnosprawnym w rodzinie, jest na emeryturze, mieszka więcej niż pół roku za granicą lub wychowuje dziecko poniżej siódmego roku życia. Zwolnienie od opłaty dotyczy też osób służących w armii lub przebywających w więzieniu.

A co z artystami? Ci również nie muszą płacić owego podatku, o ile należą do odpowiednich związków branżowych. Inna sprawa, że proces wstępowania do takich związków jest dość skomplikowany: kandydat musi stawić się przed komisją, która decyduje, czy rzeczywiście jest artystą; musi także posiadać rekomendacje od innych osób ze swojej branży. Jeżeli Białorusin nie chce płacić podatku może też kupić domek na wsi i zostać ascetą – ale wtedy musi zarejestrować się jako rolnik.

Ministerstwo Podatków i Ceł przewidziało nawet zniżkę w wysokości 10 procent dla tych, którzy sami przyznają się do bycia darmozjadami. Skorzystały z niej 4 tysiące Białorusinów. Władze wcześniej prognozowały, że podatkiem może być objętych nawet 400 tysięcy obywateli, jednak te szacunki okazały się znacznie zawyżone.

Obywatele wymyślili już zresztą, jak obejść państwowe restrykcje. Elena jest byłą nauczycielką, od dziesięciu lat udziela korepetycji gimnazjalistom. Jej koleżanka zatrudniła ją w swojej firmie na jedną czwartą etatu. W rezultacie koleżanka płaci za Eleną podatek niższy, niż Elena płaciłaby za swoje „darmozjadztwo". 220 dolarów to nie byle kwota w kraju, w którym oficjalnie średnie wynagrodzenie wynosi około 360 złotych.

Według oficjalnych rządowych statystyk średnio każda rodzina w okresie styczeń-wrzesień 2016 roku dysponowała kwotą 480 dolarów na miesiąc – to o 95 dolarów mniej niż w roku ubiegłym. Rośnie też liczba rodzin, które żyją poniżej progu ubóstwa – tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy ich liczba wzrosla z 151,1 tysięcy do 158,8 tysięcy. Dane te nie napawają optymizmem.

 

Julia Aleksiejewa jest białoruską dziennikarką.

 

Wykorzystane zdjęcie: Dgolnik (cc by-sa 3.0) commons.wikimedia.org


Polecamy inne artykuły autora: Julia Aleksiejewa
Powrót
Najnowsze

Paradoksy pracy tłumacza

20.09.2017
Aneta Kamińska, Eugeniusz Sobol
Czytaj dalej

Naftowa sztama

15.09.2017
Aneta Strzemżalska
Czytaj dalej

Tłoczno w Tbilisi

14.09.2017
Wojciech Wojtasiewicz
Czytaj dalej

Oblicza rosyjskiego terroru

11.09.2017
Wacław Radziwinowicz Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

Patrzeć i widzieć

08.09.2017
Anna Dąbrowska
Czytaj dalej

Niemieccy bezprizorni

06.09.2017
Zbigniew Rokita
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2017 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu